Zdecydowanie szkoda, iż stało się to, co się stało. Piszę to jako wieloletni obywatel Monarchii i jej były regent. Jednak cała ta sytuacja jest konsekwencją nieodpowiedzialnego zachowania ludzi - nie sposób bowiem zrzucić winę na systemy informatyczne. Pozostaje jednak cień nadziei, iż istnieje kopia zapasowa tzw. "Monarchii v2", jak zwykli określać niektórzy (byli już) mieszkańcy nową stronę Kakanii, i zachowane zostanie przynajmniej świadectwo istnienia Austro-Węgier i wspólnej pracy oraz zabawy wielu ludzi. Nie jestem już Karlem Habsburgiem, lecz Carlosem Skarlandzkim, lecz zmiana nazwiska i zaszczyt bycia królem Imperium Skarlandu nie powoduje, iż jest mi mniej smutno na myśl, że dziedzictwo tego długo istniejącego v-państwa, w którym zaczynałem swoją przygodę z mikronacjami, może przepaść przez ludzkie zaniedbanie.