Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Kres wszystkich kresów odc. IV

Raul Urban III, 6 stycznia 2015


Powracam do mało popularnej serii, głównie z tego względu, co by nie zostawiać jej w zawieszeniu (czytaj: miałem przygotowany kolejny odcinek, z którym nie miałem co zrobić). Wiem, że zabrzmi to trochę jak rodzynożebranie, ale proszę o głosy, czy seria jest warta w ogóle kontynuowania. Pozdro!

Dla nieogarniętych trzy poprzednie odcinki: Jedynka, Dubel, Triplet

•••••

Pociski rakietowe eksplodowały wszędzie dookoła, szatkując nieliczne pozostałe dookoła obiekty, krzaki oraz - w kilku przypadkach - ciała żołnierzy, którzy nie dość dokładnie ukryli się w prowizorycznych schronach. Większość i tak była już martwa - po półtoragodzinnym ostrzale z systemów rakietowych "Mżawka", zasypujących pozycje spadochroniarzy pociskami rozpryskowymi, z około 60 obrońców żywych i zdolnych do walki zostało może kilkunastu. Gdy jednak ostrzał ustał, wszyscy, jak jeden mąż wstali i rzucili się na pozycje obronne kilkanaście metrów dalej, aby odeprzeć kolejny szturm. Taktyka atakujących była prosta do rozszyfrowania, w szczególności ze obrońców szkolono wg tego samego regulaminu.

- To ostatni! - krzyknął kapral Wasyl do p.o. oficera politycznego jak biegli do swojego stanowiska. Wasyl, operator gniazda CKM, niósł swój karabin i amunicję sam - asystujący mu szeregowy zginął dwa ostrzały temu.

- Co ostatni? - nie zrozumiał polityczny sierżant sztabowy, wyszarpując z kabury nagana.

- Wszystko ostatnie! Mój ostatni pas z amunicją, twój ostatni granat - Wasyl ustawił karabin na trójnogu, który jakimś cudem przetrwał ostrzał - no nasz ostatni ostrzał, bo tego szturmu nie przetrwamy. - powiedział spokojnie i zarepetował broń.

Sierżant chciał jeszcze skomentować jego defetyzm, ale w tym samym momencie na zboczu przed nimi pojawili się nacierający żołnierze i huk cekaemu zagłuszył resztę rozmowy. "Policzymy się przy wieczornym apelu" - pomyślał mściwie świeżo upieczony politruk. Jego poprzednik zginął trzy minuty wcześniej, gdy odłamek wielkości banana wbił się mu w czaszkę, rozchlapując dotychczasową zawartość. "Coś czuję, że będzie miał sporo roboty przy kiblach" przepowiedział zadowolony z siebie, strzelając z nagana w krocze najbliższego przeciwnika.

•••••

- To niesłychane. To nie do pomyślenia, w żadnym kraju na świecie - zastępca Komisarza Ludowego ds. Zagranicznych wpatrywał się w sufit - A Prezydent wydawał się wręcz zadowolony...

- Przestań się martwić i odpręż się trochę - jego mąż, zongyańsko-baridajski zambo pracował jako maniukirzysta i pozostawał całkowicie obojętny na zagadnienia związane z polityką. - Jesteś ostatnio taki spięty, ja też na tym cierpię - poskarżył się.

- No, tego to byśmy nie chcieli. Zaraz się tym zajmiemy. - Zastępca zmusił się, aby zagłuszyć niepokój znacznie bliższym doznaniem. "Ja robię co do mnie należy. I nie mam się za co wstydzić" - usprawiedliwił się wobec gryzącego sumienia, zanim zanurzył się w kojącej rozpuście.

Później, w środku nocy, gdy okolica była pogrążona w ciemności, w jednym z okien nagle zapaliło się światło. Po kilku trzaskach i piskach w eter popłynął zaszyfrowany głos: "Koc z sierści lamy jest grubszy przy brzegach. Woda przecieka przez środek, a mol germanu jest cięższy... Nieskończone karawany humbaków żeglują po Elderlandzkich oceanach. Bez odbioru."

Rodzyny

Komentarze

  • inż. Max Zwell

    Zdecydowanie lubię

  • Alojzy Pupka

    Zambosi, humbaki, nagany... zdecydowanie rodzyn! Chociaż za rzadko odcinki, przez co fabuła się rozmywa :/ Recepta: częściej!

  • Raul Urban III

    Pierwsze trzy były jeden po drugim, w kilkudniowych odstępach. A przerwa, tak jak napisałem - konsekwencja niewielkiego odzewu i innych zajęć. Skoro mam dwóch czytaczy to ogarnę.

  • Alojzy Pupka

    Walterycz też czyta, wklejał mi fragmenty. Tylko zasraniec nie komentuje!

  • [żeby komentować zaloguj się]