No więc – Demokracja

Stało się. Obywatele Królestwa Surmeńskiego zdecydowali, że nie chcą już monarchii i że miast tego wolą republikę. Nie komentowałem tego na większym forum aż do teraz – ale obecna sytuacja skłania mnie do publicznego wygłoszenia trzech ważnych stwierdzeń.

Po pierwsze: ja byłem za monarchią.

Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama, ale nie jest poprawna – powodem nie był fakt, że nosiłem surmeńską koronę. Nieprzystojnie to, ale sobie pozwolę: chrzanić koronę. W realu wcale nie jestem monarchistą. Nic nie mam wspólnego z konserwatystami, a to wśród nich najczęściej znajdują się chyba monarchiści. Jej, byłem chyba najbardziej „lewackim” królem w historii Surmenii, gotów nieraz posunąć się dalej niż mój Czcigodny Dziadek, król Paulos Petrosigos. Szczyciłem się nie raz, w rozmowach z różnymi dyplomatami i oficjelami mikroświata, że jestem „królem najbardziej demokratycznej monarchii w mikroświecie”. Dlaczego zatem byłem przeciwko republice? Jest jeden powód: transformacja to kłopotliwa zmiana kosmetyczna. Kosmetyczna – bo prerogatywy Króla Surmenii ograniczone były od czasu restauracji monarchii do funkcji honorowych, symbolicznych – i to nie wszystkich! Król nadawał i odbierał (w przypadkach enumeratywnie wyliczonych w ustawie) obywatelstwo; nadawał ordery i odznaczenia. I tytuły szlacheckie (ja nadałem cały jeden). W zasadzie nic ponadto; Król był „protezą” dla Geruzji (jeśli było mniej niż 3 gerontów to wchodził w tzw. pełny skład geruzji; gdy nie było żadnego – sprawował funkcje Geruzji), miał wspomagać Radę Tesmotetów (która nie tylko mogła go kompletnie zignorować, ale też nie miała obowiązku wysłuchać); miał inicjatywę ustawodawczą (jak zresztą każdy członek Rady Tesmotetów czy Eklezjasta, a Eklezjastą mógł być każdy – wystarczyło zgłosić kandydaturę i zagłosować na siebie, bo wchodzi do Eklezji każdy, kto dostał choć jeden głos); zarządzał wybory (w sytuacjach, znowu, enumeratywnie wskazanych w ustawie); podpisywał ustawy (chyba, ze się zagapił; po 5 dniach bezczynności ustawa z mocy prawa była uznana za podpisaną); miał prawo weta (odrzucić je mógł Wiec, zgromadzenie obywateli, zwykłą większością); miał prawo skierować ustawę do Geruzji; mógł stosować prawo łaski (nigdy nie wykorzystane); wreszcie, powoływał gerontów za zgodą Wiecu (tak samo zresztą tylko za zgodą Wiecu mógł stworzyć listę sukcesyjną). Jak widać, brak tu nawet takich zwyczajowych funkcji głowy państwa, jak ratyfikowanie umów międzynarodowych czy też mianowanie i przyjmowanie ambasadorów (to robił szef rządu – Archont). Rząd kreował politykę zagraniczną i wewnętrzną. Król zatem mógł w sumie pogrozić palcem, pouczać w swoich orędziach – ale nic ponadto. Nie miał żadnego realnego wpływu na politykę państwa. Teraz jego skromne kompetencje przejął Archont – w praktyce zmienia się tyle, że inaczej nazywamy głowę państwa, ten urząd nie ma obsady ciągłej, lecz jest kadencyjny, no i kto inny nadaje obywatelstwa, podpisuje ustawy, nadaje ordery. Koniec. Oto cała wielka transformacja.

Ale dlaczego jest kłopotliwa? Bo nagle trzeba wykonać ogrom drobnych zmian. Na każdej podstronie trzeba pozmieniać dane; trzeba linki Królestwa podmienić na linki Demokracji; trzeba podmienić herby na każdej stronie, nagłówki na stronach i tak dalej. No i wreszcie najważniejsze: trzeba znowu zmienić prawo, tak, by nie było sprzeczne z Syntagmą. Republikanie prędko uchwalili ustawę weryfikacyjną, wywalili połowę dorobku prawnego (o efektach niżej), a Archont kieruje do Narodu słowa: czeka nas wiele ciężkiej pracy. Republikanie wtórują: tak, czeka nas mnóstwo pracy, ale wreszcie władza należy do Ludu. Jakby kiedykolwiek było inaczej!

To jednak nie wszystko. Byłem przeciwny także z bardziej praktycznych, przyziemnych powodów. Dotąd sprawa była jasna: Naród wręczył Zepom koronę królewską. Rodzina Królewska nigdy nie zapomniała, że pochodzi z Ludu, a w ich żyłach płynie krew taka sama jak żyłach każdego Surmeńczyka. Dewiza rodu brzmi: Z woli Ludu i dla Ludu. Od zawsze, na zawsze. Rodzina Królewska miała na swym sumieniu niejako dług wdzięczności względem Narodu, toteż bez sprzeciwu i po cichu go spłacała. Przede wszystkim pracą (sprawdzanie nowych w celu usunięcia klonów; wychwycenie klonów na szczytach władzy, jako że realnie zagrażały one surmeńskiej racji stanu; aktualizacja stron, bo mało która Rada Tesmotetów raczyła to robić; poprawianie publikowanych aktów prawnych, bo okazuje się, że kilka pogrubień i kursyw oraz wyśrodkowanie przerasta możliwości większości tesmotetów i Archontów jakich miała Surmenia), a największa z nich to ciche sprzątanie błędów Archontów w celu utrzymania pozytywnego wizerunku państwa na zewnątrz (rzecz jasna – nigdy z naruszeniem prawa!). Ale też całkiem dosłownie, w pieniądzu – opłacała serwer, wykonywała kopie zapasowe plików i bazy danych i tak dalej. Teraz nie ma tej stabilnej opoki, na której mogła się wspierać Surmenia, gdy niedomagały jej demokratyczne nogi. Co prawda za serwer dalej zobowiązałem się płacić, to najmniejszy problem. Ale nic już nie chroni Surmenii przed niekompetentnym Archontem.

A miała już takich! Dostojny Ioannis Avrampoulos był klęską dla kraju, zresztą został ostatecznie skazany za swe totalitarne zapędy. Dostojny Mikisigos lekką ręką podzielił ziemie Istokii jak swoje, od Państwa Kościelnego żądając dziedzicznego księstwa Mikisigosów w Rotrii. Co to innego, jeśli nie zdrada stanu? No cóż, wtedy była Rodzina Królewska, która posiadała prawa administratorskie na stronie, mogła prześwietlić klony (oczywiście z własnej woli, bo prawo tego nie nakazywało ani nie zabraniało; w zasadzie Rada Tesmotetów powinna dbać o bezpieczeństwo państwa, ale… cóż, kierował nią klon) i doprowadzić przed sąd takiego Avrampoulosa, miała też rozliczne kontakty w mikroświecie, dzięki czemu szybko dowiedziała się o machlojkach Mikisigosa. Teraz każda osoba na szczeblach władzy jest wybierana. Minus? Bardzo możliwe, biorąc pod uwagę populację surmeńską, że Archontem zostanie ktoś, kto w mikronacjach działa, powiedzmy, 3 miesiące. Nie tylko nie posiada kontaktów w mikroświecie – to jeszcze można odrzucić z rozważań, bo przecież jak się dowiem, że ktoś próbuje rozwalić Surmenię albo przehandlować ją za jakieś księstwo, to władzy nowej doniosę – ale przede wszystkim nie ma DOŚWIADCZENIA. I z wielkim powodzeniem może sadzić takie kwiatki, jak Dostojny Archont Mikisigos, który doprowadził do tego, że surmeńsko-austro-węgierskie relacje zawisły swego czasu na włosku, bo w kilku nieskładnych zdaniach zwyczajnie obraził Regenta Monarchii. Nie więcej taktu miał zresztą w sprawie Hasselandu (ani on, ani ówcześnie odpowiedzialna za dyplomację Dostojna Aspazja Bakojas). Kto sprawił, że zostaliśmy po takich cudach odizolowani na arenie międzynarodowej? Nie chodzi o to, żebym się chwalił, ale pokazuję, po co Surmenii monarchia – wtedy reagował o wiele bardziej doświadczony Król, który łagodził sytuację.

Wentyl bezpieczeństwa kraju, straż Syntagmy i wizerunku państwa, odrzucone zostały na śmietnik. Naród uznał, że to niepotrzebne.

Po drugie: republika już oblała swój test

Wywalenie dorobku prawnego, o którym wspomniałem, było bezmyślnym działaniem nowej władzy. Absolutnie niepotrzebnym i nieprzemyślanym. Co NALEŻAŁO zrobić? Przejrzeć ostrożnie całe prawo; unieważnić ustawy całkowicie nieprzydatne obecnie, jak na przykład ta o Surmeńskiej Rodzinie Królewskiej i liście sukcesyjnej; w ustawie weryfikacyjnej umieścić kilka ogólnych klauzul: we wszystkich ustawach i niższych aktach prawnych, aktualnie obowiązujących, ilekroć mowa o Królu Surmenii lub głowie państwa, należy przez to rozumieć Archonta Demokracji Surmeńskiej; ilekroć mowa o Królestwie Surmeńskim, należy przez to rozumieć Demokrację Surmeńską. Ewentualnie jeszcze uchylić pojedyncze przepisy, jeśli jest to konieczne. A nie wywalić na śmietnik całe prawo! Efekt? W Surmenii można spokojnie założyć partię faszystowską. Można niszczyć surmeńskie strony. Grozić, wyzywać, wstawiać linki do porno. Nie ma przecież kodeksu karnego, bo go unieważniono. Nie mam pojęcia, po kiego grzyba.

No i teraz prawdziwy kwiat republikańskich posunięć: mają przeprowadzić wybory Archonta i do Eklezji – unieważnili sobie Ordynację wyborczą. Więc nie wiadomo, co teraz zrobić, bo Eklezja się sypie. Dostojna Koppa zrzekła się mandatów, a według nowej Syntagmy – trzeba przeprowadzić wybory uzupełniające. Tych nie ma komu przeprowadzić i jak. Bo nie ma ordynacji – no i nie ma Centralnej Komisji Wyborczej! Według Ordynacji (tej unieważnionej) tworzyli ją gerontowie i Król. Króla nie ma. Gerontów też już nie (po mojej rezygnacji – wyjaśnienie poniżej). Syntagma nie stwierdza, jak ta monarchistyczna, że w razie braku aktywności Geruzji jej kompetencje sprawuje Król (teraz byłby Archont, gdyby rozsądnie weryfikować prawo), więc w zasadzie w Królestwie Surmeńskim nie istnieje żadna władza sądownicza.

To teraz szybko wyjaśnię, czemu zrezygnowałem z bycia gerontem. Dwa powody. Pierwszy – Dostojny Nikos Anastosigos mnie wkurzył, jego gadanina przelała czarę goryczy i w końcu stwierdziłem, że mam dosyć głupawych insynuacji republikanów (a było ich trochę – to w dalszej części). Drugi – nawet, gdybym tego nie zrobił, Demokracja zrobiła to za mnie. Bo oto Eklezja wysmażyła sobie nową ustawę o obywatelstwie Demokracji Surmeńskiej. Jedno z postanowień zakazuje wysokim urzędnikom, a w tym gerontowi, sprawowania m.in. funkcji głowy państwa obcego. A że jestem władcą RON – byłby psikus (co prawda nie wiem, co by się stało; traciłbym obywatelstwo z mocy prawa? Czy tylko urząd geronta? Cholera wie – ustawa sankcji nie określiła, kolejny błąd w tworzeniu prawa). To chyba wystarcza.

Republika już popełnia gafę za gafą. Dostojny Archont trzyma nadal fason, za co mu chwała, ale Ci, którzy stanowią jego polityczne zaplecze, nie mają już za grosz kompetencji ani wyczucia i jedyne, co potrafią, to oskarżać dawcą Rodzinę Królewską, że ściąga na młodą Demokrację burze z zagranicy i chce za wszelką cenę zniszczyć kraj.

Skoro już o tym mowa…

Po trzecie: nie, nie nakręcam spirali niechęci wobec republiki

Po ogłoszeniu referendum pewien obywatel sarmacki rozpoczął akcję wyrażania poparcia dla monarchii surmeńskiej w Sarmacji. Wiele osób się przyłączyło. Dowiedziałem się dopiero po czasie i bardzo mnie to wzruszyło – bądź co bądź, to były wyrazy sympatii i szczere wsparcie dla mnie, kiedy mój własny Naród chciał mnie wykopać z urzędu. Niemniej nie sądzę, by wyraz wsparcia dla A był od razu wyrazem nienawiści i wrogości do B. Ja też wspierałem ideę monarchii – w debacie i głosem w referendum – niemniej nie oznacza to, że nienawidzę republiki. Zresztą, ktoś w Sarmacji sensownie uargumentował, dlaczego chciał wspierać monarchię: surmeńska Rodzina Królewska zawsze była dobrym partnerem do rozmów. Cóż, nie, żebym sobie schlebiał, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, ze lepiej było wymieniać korespondencję dyplomatyczną z moim Czcigodnym Ojcem, zawsze uprzejmym, kulturalnym i składnie wysławiającym się, oraz ze mną. Dyplomacja łatwą nie jest i długo trzeba się uczyć, jak dobierać słowa. Potrafię bez trudu zrozumieć, ze lepiej byłoby omawiać jakąś inicjatywę z moim Czcigodnym Ojcem czy Bratem, niż z Archontem Mikisigosem, który nie dość, że miał fetysz szyku przestawnego, to czasem w ogóle nie było wiadomo, o co mu chodzi.

Potem Skarland zerwał traktat z Surmenią. Dlaczego? Bo mój syn, tamtejszy współwładca, tak chciał. To teraz publicznie, jawnie, raz na zawsze: moje stanowisko w sprawie. Z całą stanowczością i mocą potępiam zerwanie stosunków dyplomatycznych między Imperium Skarlandzkim a Demokracją Surmeńską i uważam ten krok za zupełnie niepotrzebny. Decyzja została podjęta rzecz jasna bez jakichkolwiek konsultacji ze mną – a gdyby do takiej doszło, odradzałbym takie działania. Wiem też, że nie tylko w Skarlandzie pojawiły się takie pomysły. Ale o tym innym kraju dowiedziałem się przed faktem (dowiedziałem się, że pewna ważna figura chce to zalecać władzy) i wyraziłem swój sprzeciw. Mam nadzieję, że do zerwania stosunków nie dojdzie.

W żaden sposób nie są prawdziwe insynuacje części republikanów, jakoby Rodzina Królewska próbowała pogrążyć Demokrację. Kim musiałbym być, jak żądną krwi i koron bestią, by pogrążyć dzieło, któremu nie tylko mój Czcigodny Dziadek poświęcił całe mikronacyjne życie (a więc kilka dobrych lat realnego), ale też i ja? I mój Czcigodny Ojciec i Brat? Jaki w tym cel? Odzyskanie korony? Gdzieś mam cholerną koronę! Mam polską koronę. I mitrę wielkoksiążęcą litewską. I koronę króla-małżonka Skarlandu. I w ogóle jak będę potrzebował to natrzaskam sobie wystarczająco dużo koron, do licha, chyba już udowodniłem, że umiem „się ustawić”.

Ale republikanie wiedzą swoje. Wiedzą lepiej.

Dlaczego zatem?

Skoro monarchia miała tyle zalet, jakim cudem zwyciężyła idea republiki? Dlaczego przegrałem, że tak odniosę się do realnego tygodnika i wywiadu z prezydentem Komorowskim po wyborach? Trzeba to przeanalizować.

Zatem przede wszystkim warto wskazać, że republika zwyciężyła głosami nowych obywateli. To znaczy takich, którzy obywatelstwo posiadali od kilku miesięcy maksymalnie. Ci, którzy już zdążyli swoją cegiełkę do wielkiej, surmeńskiej budowli dołożyć, otwarcie popierali monarchię. Tu wskazać trzeba całą Rodzinę Królewską, Dostojną Koppę a także Dostojnego Surmę. Z tych, którzy dłużej posiadali obywatelstwo, republikę popierało tylko dwóch: Dostojny Anastosigos i Dostojny Mikisigos junior. Anastosigos to ujadacz, który od długiego czasu już szczekał, że monarchia jest zła. Argumentów dla tej tezy nie przedstawił, domniemywam zatem, że ich nie ma. Dostojny Mikisigos chce kontynuować „wielkie dzieło Ojca”, czyli antyzepowską krucjatę. Zresztą, Mikisigos senior, nota bene martwy, odwiedził IRC-a po referendum, by mi oznajmić, że to on jest autorem tego wielkiego dzieła pogrążenia mojej rodziny, bo zaczął tę falę, która nas zmyła (nie, nie użył tak wyrafinowanego zwrotu, bez przesady). Poza nimi – młodzi.

Co więc z tymi młodymi? Idioci? Nie, w żadnym razie – nie mam podstaw, by tak brzydko ich oceniać. Nie, to zwyczajnie nowi mikronauci. Przybyli z wirtuala, z Polski, w której monarchia nie ma racji bytu, a republika to jedyna sensowna opcja. Przenieśli wartości z reala do mikroświata. Monarchia? Po co? No cóż, po to, żeby na szczytach władzy był przynajmniej jeden, doświadczony człowiek – Król. Taki, który wesprze Archonta, mikronautę od 3 miesięcy. Który mu wyjaśni, co i jak, pokaże, co w trawie piszczy. W realu ten argument jest bez znaczenia – trzeba latami pracować i nabierać doświadczenia na różnych szczeblach, by obywatele wybrali Cię na Prezydenta czy żebyś został szefem rządu. Ale w mikronacjach? Możesz być głową surmeńskiego państwa za miesiąc!

I tak oto przegrała sensowna opcja monarchistyczna, a zwyciężyła republika dla republiki. Nie ma za tym głębszej idei – nie dajcie się nabrać. Obóz Dostojnego Archonta Skitjosa nie ma absolutnie żadnego pomysłu na kraj, żadnych sensownych planów. Dlatego zmieniono formę rządów, by teraz przepisywać przez najbliższe miesiące monarchistyczne ustawy ze słowami „Demokracja Surmeńska” i chwalić się swą ciężką pracą i jej owocami. A rozwój kraju? Będzie z tego coś dla Surmenii jako takiej? Absolutnie nic. Będziemy stać za kilka miesięcy w tym samym miejscu, co przed referendum. Bo pomysłu na rządzenie nie było. Był tylko pomysł na transformację – zupełnie niepotrzebną zmianę formy rządów. Ale nie od dziś wiadomo, że to nakręca aktywność. Chwilowo – ale nakręca.

Co dalej?

W Surmenii jestem teraz obywatelem jak każdy inny. Nie, nie przeszkadza mi to – nie było mi trzeba, żeby mi zostawić Pałac Deński, gdzie będę mógł spokojnie skupić stronnictwo monarchistyczne (to takie… mikisigosowskie). Wcale nie chcę, żeby jakąś troskliwą opieką otoczono Zepów, Surmeńską Rodzinę eks-Królewską. A co to ja, delikatny kwiatuszek? Zmiana to zmiana – jestem obywatel Viktorjosigos; będę krytykował idiotów, chwalił zręcznych i zaradnych i wystawiał ocenę formalną w wyborach. W polityce działać nie zamierzam obecnie, bo nie mam na to ani czasu (realnie jestem dość zajęty po prostu), ani, tak szczerze, chęci. Jak mnie nie chcieli to mam się pchać na nowo, jako republikański urzędnik? Nie, dam wykazać się tym, którzy zdołali zyskać poparcie większości obywateli. Nastała ich godzina, ich chwila. Nie chcę zawadzać. Ale w przyszłości – kto wie? Na ile znam siebie, nie będę w stanie spokojnie stać i patrzeć jak kretyni rujnują mi kraj.

W końcu – to moja Ojczyzna. Niechaj Surmenia zawsze przemawia przeze mnie!

1 komentarz

Filed under Bez kategorii

One response to “No więc – Demokracja

  1. Vladimir von Lichtenstein

    A ja sądzę, że głupio jest się przywiązywać. Sarmacja zaprasza!

Odpowiedz na Vladimir von Lichtenstein Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s