Oto kolejna część moich zastanowień na temat surmeńskiej polityki w różnych sferach.
Zapraszam na część, która poświęcona jest polityce zagranicznej Królestwa.
Polityka zagraniczna
Surmenia wypracowała sobie mocną markę na arenie międzynarodowej – co do tego jesteśmy zgodni. Jeżeli angażowała się w jakieś konflikty, to zawsze oddawała swoje nabytki. My, Surmeńczycy, zadowalamy się tym, co mamy, nie potrzebujemy więcej.
Ale wróćmy do meritum.
W Surmenii nie brak było afer, które jednak z reguły szybko zostały wyjaśniane, jak m.in. zeszłoroczna sprawa z wizytą władz Austro-Węgier. Ale kto doprowadził do tej afery? Archont Mikisigos. A kto to potem wyjaśniał? Obecny Król Surmenii.
Czy Sarmacja to jedyne państwo, z którym musimy się bratać? Nie, oczywiście przy całym szacunku dla niej.
Mamy jeszcze w zanadrzu wiele innych państw, z równie bogatą historią. Z każdym z tych państw powinniśmy prowadzić w miarę równą politykę zagraniczną, nie faworyzować jednego czy dwóch narodów.
I w tym przypadku muszę się zgodzić z Kongresem Demokratycznym. Powinniśmy prowadzić „politykę zagraniczną opartą o doktrynę neutralności”, nie opierać się na jednym państwie, ale z każdym rozwijać naszą współpracę i przekazywać naszą tradycję.
Nie jestem przeciw współpracy z Sarmacją, ale ten sojusz ma kilka wad.
Powinniśmy pozostać przy obecnej walucie, a nie, tak jak obecny Archont robi, wyjeżdżać z propozycją liberta surmeńskiego. Oczywiście jestem za systemem gospodarczym opartym na zasadach sarmackich, ale przy gonie, a nie przy libercie.
W pozostałych propozycjach nie ma mojego sprzeciwu.
Podsumowując: nie powinniśmy prowadzić polityki w zdecydowanym kierunku sarmackim, tylko zachować neutralność.
I ja jestem za tym rozwiązaniem.
W następnej, ostatniej już części kultura i sport.
/-/ Orjon Surma
redaktor naczelny

Interesujący artykuł. Miło się czytało.
Dziękuję 🙂