Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[REFORMA] Konwencja o kształceniu wyższym (3)
12.03.2011, 15:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2011 21:56 przez Kryspin van Buuren.)
Post: #1
[REFORMA] Konwencja o kształceniu wyższym (3)
Na 19 Państw Członkowskich tylko 7 podpisało konwencję w sprawie tytułów i stopni zawodowych i naukowych, zaś jedynie 3 uczelnie wyższe mogą nadawać tytuły naukowe zgodnie z zasadami tejże konwencji, którą dla celów tegoż wywodu nazwijmy konwencją o tytułach, niestety nie ma danych ile osób w mikronacjach posiada tytuły nadawane zgodnie z konwencją, ale minimum 13. Jak widać statystyki nie są zbyt ciekawe.
Jednak statystyki Wasze Ekscelencje to tylko statystyki, prawda jest znacznie gorsza. Tytuły naukowe nie są w ogóle cenione w świecie wirtualnym, a my zamiast wspierać tworzenie jakiegokolwiek systemu działania wyższych uczelni i funkcjonowania faktycznego tytułów naukowych tylko sztucznie ograniczamy ich liczbę, ale nie dbamy w ogóle o jakość wykładanego materiału, trudność zdobycia tytułu i de facto na uniwersytecie X może być znacznie łatwiej niż na uniwersytecie Y zdobyć ten sam uznawany tytuł z mocy starej konwencji.

Dlatego proponuję następujące punkty:

Po pierwsze należy uchylić starą konwencję przez jej wypowiedzenie przez dotychczasowych członków.
Po drugie zaś należy przyjąć nową, ustaloną wspólnie w treści konwencję o kształceniu wyższym. Dość istotnie jest tutaj słowo „wspólnie”, gdyż w interesie nas wszystkich jest aby jak najwięcej państw ratyfikowało nową konwencję.
Co powinna zawierać nowa konwencja i czym różnić się w kwestiach zasadniczych od starej? Oto wypunktowane główne założenia wraz z podkreśleniem ewentualnych różnic z konwencją starą:

1. Głównym założeniem konwencji jest wprowadzenie równego poziomu nauczania we wszystkich uczelniach wyższych państw podpisujących konwencję i poziom ten powinien być relatywnie wysoki. W porównaniu do starej konwencji zmienia się całkowicie główne założenie, gdyż celem starej konwencji było wprowadzenie takich samych tytułów naukowych.
2. Wspólny system tytulatury – zdecydowanie powinniśmy mieć wspólny system tytulatury, a więc zrealizować zasadniczy sens pierwszej kownecji;
3. Uniezależnić naukę od polityki – w mojej wizji OPM ma być tylko elementem rozpoczynającym propagowanie nauki, a nie organem nadzorującym naukę, zaś w starej konwencji to do organów OPM należy „obowiązek” akredytacji uczelni;
4. Wprowadzić nadzór – zapisy konwencji muszą być wykonywane i zapewnione. Stara konwencja mówi tylko o sposobie akredytacji i nie nakłada żadnego nadzoru na akredytowane uczelnie;

Jak zrealizować te punkty?

Ad.1 Należy stworzyć ciało stricte naukowe, które będzie określało w każdej dziedzinie, co winno być wymagane od studenta, by ten mógł dostać odpowiedni tytuł; Ciało takie powinno się składać z przedstawicieli już akredytowanych uczelni; W celu wprowadzenia jakiś podstawowych zasad sprawiedliwości należy na początek tę komisję zwołać z przedstawicieli uczelni dziś będących akredytowanymi już, zgodnie ze starą konwencją;

Ad.2 Zdecydowanie należy pozostawić już wynegocjowany system tytulatury;

Ad.3 Sądzę, że o akredytacji powinno decydować ciało naukowe, o którym mówiłem w odnośniku do punktu pierwszego, a nie jakieś stricte matematyczne wymogi. Owe ciało podejmowałoby decyzje zgodnie z własnym regulaminem (podejrzewam, że kolegialnie) i jeśli uczelnia zostałby sprawdzona i poziom egzaminowania oraz wykładów był zadowalający to powinna zostać wpisana na listę uczelni wyższych, których tytuły będą uznawane we wszystkich państwach podpisujących konwencję;

Ad.4 Ciało naukowe nie tylko powinno sprawdzić za pierwszym razem, czy uczelnia spełnia wymogi ustalone przez to ciało, ale także, a może przede wszystkim powinno sprawdzać to na bieżąco oraz to powinno być także ciało odwoławcze dla osób chcących wnieść jakieś skargi na uczelnię.

A więc podsumowując tę część – w nowej konwencji wprowadzony zostaje nadzór nad treścią wykładów, poziomem egzaminowania studentów, ale nadzór sprawowany przez ludzi nauki nad ludźmi nauki;


Dlaczego tak? We wstępie uzasadniłem, że stara konwencja się nie sprawdza, teraz pora by uzasadnić, dlaczego należy odrzucić opcję „pomocy” mniejszym na korzyść zmiany zasad gry.

Po pierwsze pomysł „pomocy” jest bardzo szczytny, jednak nikt z niego nie korzysta lub korzysta się z niego w bardzo małym zakresie. Ludzie uważają, że to strata czasu kształcić się w obcym państwie, by dopiero po x czasu otworzyć swoją uczelnię. I moim zdaniem mają w pewnym sensie rację, bo proszę spojrzeć – już w pierwszej dyskusji nad konwencją temat został poruszony – jeśli jakaś mikronacja posiada np. magistra filologii germańskiej, a który to tytuł upoważnia w Polsce do nauczania np. w szkołach średnich to należy zakładać, że gdyby chciał otworzyć wydział filologii germańskiej w jednej z mikronacji (gdzie język niemiecki jest używany np. jako pomocniczy) to pewną głupotą byłoby mu kazać się kształcić na magistra w jakimś zagranicznym uniwersytecie – przecież nikt nie będzie oczekiwał od wirtualnego uniwersytetu, że ten przekaże wiedzę na poziomie dajmy na to realnej szkoły średniej pod względem zaawansowania.
Przykład z magistrem filologii jeśli jest zbyt mało trafny to polecam przykład z realnym adwokatem – osoba taka zna prawo w teorii i praktyce i oczywiście w warunkach mikronacyjnych powinna się z nim bliżej doszkolić jednak podstawy już ma i może się zdarzyć, że taki realny adwokat mógłby „zawstydzić” swojego wykładowcę na uczelni akredytowanej.
Poza tym gdyby to był dobry pomysł to dlaczego do tej pory nie słyszeliśmy o jego powszechnym wdrażaniu w życie?

Stoję na stanowisku, że już samo uznawanie tytułów za równe sobie tylko ze względu na wykształcenie kadry wykładającej jest całkowicie nieuzasadnione i sprzeczne z logiką oraz postępowaniem świata realnego. Podam tutaj przykład realny, na jakiej zasadzie następuje nostryfikacja dyplomu ukończenia szkoły państwa obcego w Rzeczpospolitej Polskiej.
Otóż brana jest pod uwagę liczba godzin danego przedmiotu przez dany okres lat nauki, a także zaawansowanie materiału wykładanego w (tym przypadku) szkole;
Nie jest w ogóle brane pod uwagę, by Rzeczpospolita Polska, czy jakakolwiek organizacja w jej imieniu sprawdzała ile lat kształcił się nauczyciel fizyki w Niemczech by móc uczyć w szkole – gdyby tak było nigdy nie uznano by żadnego dyplomu. Dlaczego? Aby być nauczycielem fizyki w Niemczech potrzeba min. 4 lat, w Polsce 5, tak samo aby być w Niemczech nauczycielem języka obcego należy mieć minimum magistra, w Polsce licencjata i certyfikat językowy – jednak to nie interesuje żadne ze strony wspólnej umowy międzynarodowej (zawartej między Republiką Federalną Niemiec, a Rzeczpospolitą Polską);

W związku z tym jakim prawem, na podstawie jakiej logiki uczelnia, która ma x doktorów.net ma być akredytowana, chociaż jej wykłady „wołają o pomstę do nieba”, zaś uczelnia mająca x-3 doktorów.net oraz kilka osób jedynie z wykształceniem realnym np. prawniczym posiada wykłady o znacznie wyższym poziomie zaawansowania w materię wykładaną, ale akredytowaną nie zostanie? Albo na jednej uczelni aby zdobyć tytuł należy napisać pracę (np.) magisterską i zdać egzamin zaś na innej tylko zdać egzamin - zgodzą się ze mną chyba Wasze Ekscelencje, że napisać pracę, obronić ją i do tego zdać egzamin jest trudniej niż tylko zdać egzamin – a my stawiamy znak równości między obydwoma tytułami;

To moje pierwsze uwagi jestem ciekaw odpowiedzi Waszych Ekscelencji.
Odpowiedz cytując ten post
12.03.2011, 16:24
Post: #2
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Sprawa mnie bardzo interesuje, bo jako Minister Kultury namawiam JE Zygmunciaka do podpisania konwencji o tytułach i stopniach celem podniesienia eskwilińskiej uczelni. Mam kilka uwag.
Bez sensu jest uchylać starą konwencję, a dopiero potem uchwalać nową. Nową można zacząć pisać już teraz, stara niech obowiązuje póki nie skończą się prace.
Zgadzam się, że w tej chwili nauka w v-świecie leży, ale to nie wina konwencji (a raczej: nie tylko jej), ale przede wszystkim rządów, które poświęcają temu zbyt mało uwagi. Nie wszystko załatwimy pisząc od nowa konwencję (zresztą uważam, ze aktualnie obowiązująca nie jest najgorsza).
A propos: "Ludzie uważają, że to strata czasu kształcić się w obcym państwie". Absolutnie się nie zgadzam. Ja sam chciałem tak zrobić, ale odbiłem się od drzwi wszystkich trzech uczelni, które są akredytowane.
Pańskie uwagi, że stawianie znaku równości pomiędzy tytułami uzyskanymi w dwóch uczelniach i skrajnie różnym poziomie sa uzasadnione. Proszę jednak zauważyć, że w RP magister, który wykształcił się na prywatnej uczelni, gdzie tytuł praktycznie się kupuje równa się magistrowi z najlepszego uniwersytetu. Obecny system jest dobry - a przynajmniej nic lepszego nie przychodzi mi do głowy (może prócz zaostrzenia reguła akredytacji, ale wtedy w ogóle nikt nie będzie jej miał...)
Ad. 1.
Równy poziom to mrzonka. Uczelnia X kształci lepszych naukowców niż uczelnia Y. To normalne i naturalne. Szkoły bywają lepsze i gorsze.
Ad. 2.
Zgadzam się, zostawmy jak jest.
Ad. 3.
Z całym szacunkiem, ale to kompletnie puste hasło. Od zawsze modne jest uniezależnianie różnych rzeczy od polityki, bo ci źli politycy wszystko psują. Tylko, zdaje mi się, nauki nie trzeba od nikogo uniezależniać, trzeba ją praktycznie stworzyć od podstaw.
Ad. 4.
Zgadzam się.

Na koniec jeszcze prosiłbym, żeby zechciał Pan odezwać się do mnie in priv, najlepiej na GG:9449139.

saluto,
Havelock Jaskoviakus Anonimus
Prezydent Rzeczypospolitej Eskwilińskiej
[Obrazek: cooltext5_hhapeqr.gif]
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
12.03.2011, 18:10
Post: #3
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Wasza Ekscelencjo!

Niezwykle cieszę się, że Wasza Ekscelencja zechciał podzielić się z nami swoimi uwagami nt. mojego "luźnego" jeszcze pomysłu. Pozwoli Wasza Ekscelencja, że odpowiem na te uwagi:

Cytat:Bez sensu jest uchylać starą konwencję, a dopiero potem uchwalać nową. Nową można zacząć pisać już teraz, stara niech obowiązuje póki nie skończą się prace.
Źle się wyraziłem. Uchylenie starej konwencji zanim powstanie nowa rzecz jasna nie jest w żaden sposób uzasadnione i nie to miałem na myśli. Chodziło mi o to, że stara konwencja powinna zostać uchylona. Chociaż to uchylenie też będzie problematyczne, bo przecież akt podpisały suwerenne państwa i tylko w drodze rozmowy prowadzącej do wypowiedzenia przez nie aktu będziemy mogli cokolwiek osiągnąć. Na pewno jestem przeciwny sytuacji, że w naszym świecie będą funkcjonowały dwie mimo wszystko sprzeczne konwencje i do tego nie można dopuścić.

Cytat:Zgadzam się, że w tej chwili nauka w v-świecie leży, ale to nie wina konwencji (a raczej: nie tylko jej), ale przede wszystkim rządów, które poświęcają temu zbyt mało uwagi. Nie wszystko załatwimy pisząc od nowa konwencję (zresztą uważam, ze aktualnie obowiązująca nie jest najgorsza).
Przede wszystkim winą obecnie obowiązującej konwencji jest to, że nie uczyniła nic by zmienić sytuację sprzed jej przyjęcia i chyba też nigdy nie została tak naprawdę faktycznie przez żadnego obywatela użyta.

Otóż jestem zdania, że jeśli chcemy coś robić to na początku naszej drogi postawmy sobie cel, a między "startem", a "metą" wpiszmy punkty prowadzące do tejże "mety". A tak naprawdę jaki cel możemy postawić w kwestii nauki? Moim zdaniem powinno chodzić o to, aby tytuły miały swoją wartość i dawały większą szansę na lepszą pracę dla osoby je posiadające. Czy tak obecnie jest? Śmiem twierdzić, że nie. Czy w jakikolwiek sposób stara konwencja przybliża nas do tego? Śmiem twierdzić, że nie. To czy stara konwencja cokolwiek wprowadza potrzebnego do życia mieszkańców Polina? Nie - bo władzom, państwom, ludziom to obojętne czy ludzie mają dyplom akredytowanej, czy nieakredytowanej uczelni.

Cytat:"Ludzie uważają, że to strata czasu kształcić się w obcym państwie". Absolutnie się nie zgadzam.
Przed napisaniem tematu zapoznałem się chociażby z dyskusją na tym forum i np. jedno z Państw Członkowskich nie podpisuje konwencji ze względu, że kształcenie kadry zbyt długo by trwało. Ja nie przeczę, że są ludzie, którzy mają czas i chcą go tak wykorzystać - ale takich ludzi nie może być dużo - bo mamy tylko 3 akredytowane uczelnie.

Także zadaję sobie pytanie: dlaczego uczelnia musi mieć taką i taką ilość osób tak i tak wykształconych do nadania takiego i takiego dyplomu? Ciekawi mnie skąd wziął się taki pomysł z ilością kadry..

Cytat: Proszę jednak zauważyć, że w RP magister, który wykształcił się na prywatnej uczelni, gdzie tytuł praktycznie się kupuje równa się magistrowi z najlepszego uniwersytetu.
Moment, nie jest tak jak Wasza Ekscelencja mówi. W RP istnieją różne środki kontroli uczelni także prywatnych, uczelnie dostają bodajże zezwolenie na wydawanie takich tytułów, takie zezwolenie na pewno nie jest tak prosto uzyskać - gdyby było inaczej to proszę mi uwierzyć, że w Polsce na każdej ulicy byłaby jedna "fabryka dyplomów", ale tak nie ma. Liczba polskich uczelni wcale nie jest tak duża jak się wydaje biorąc pod uwagę wielkość naszego państwa.
Jednak nie zamierzamy chyba tutaj dyskutować o problemach oświaty w RP - chciałbym zaznaczyć, że pierwszym, jednym z głównych wyznaczników "zmierzającego do zrównania" poziom jest taki sam zakres materiału i poziom jego rozwinięcia - przecież równie dobrze można w wirtualnym świecie wykładać matematykę (realną) i teraz jedna uczelnia może uczyć o dodawaniu, a druga o całkowaniu - i tu i tu będzie wykładana nauka matematyki, ale różnica jest dość spora w zaawansowaniu.
Drugim ważnym wyznacznikiem jest sposób sprawdzania nabytej wiedzy, ale o tym już pisałem.

Cytat:może prócz zaostrzenia reguła akredytacji, ale wtedy w ogóle nikt nie będzie jej miał...
Ale jaki to ma sens? Czy celem konwencji było stworzenie podziału na uczelnie akredytowane i nieakredytowane? Wątpię. Czy może chociaż konwencja zapewnia jakiś poziom nauki wyznaczając minimalną granicę poziomu wykładania? Wątpię, co już udowodniłem w mojej pierwszej wiadomości.
Musi się Wasza Ekscelencja ze mną zgodzić, że na pewno celem konwencji nie powinno być ustalenie takich granic by uczelni akredytowanych było jak najmniej.

Moim zdaniem celem konwencji powinno być by uczelni akredytowanych było jak najwięcej, ale przy tym by uczelnie słabsze mogły jednak w jakikolwiek realny sposób dostosować swój poziom do reszty i dołączyć do grona szkół akredytowanych.

Dalej już nie cytując:

Ad.1
Nie chodzi o równy poziom wykształcenia, bo nawet w świecie realnym istnieją lepsi i gorsi wykładowcy tego samego przedmiotu - chodzi o równie "trudny" poziom materiału wykładanego, o jego zakres i tylko na podstawie zakresu materiału wykładanego można porównywać tytuły, czy je przeliczać.
O poziomie kształcenia samej uczelni - pełna zgoda tutaj - decyduje to, jaką wiedzę posiadają jej studenci, którzy ją ukończyli.

Ad.3
Ma prawo Wasza Ekscelencja uważać to za puste hasło, ale czy aby w takim razie ta stworzona od podstaw nauka nie powinna już na starcie być niezależna? Moim zdaniem OPM powinna być tylko "rodzicielką" owej nauki, nie zaś jej kuratorką - za opiekę nad nią muszą być odpowiedzialni ludzie nauki.
Odpowiedz cytując ten post
12.03.2011, 20:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2011 20:44 przez TimoteosStefanosigos.)
Post: #4
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Królestwo Surmeńskie od dłuższego czasu stara się rozwijać lokalną edukację w Królewskiej Akademii Nauk - od dłuższego czasu nosiło się również z zamiarem akredytowania tej uczelni przy OPM. Jedną z podstawowych przyczyn, dla których nie zostało to jak dotąd uczynione jest fakt, że się to po prostu nie opłaca - obecnie podpisując konwencję, Surmenia de facto ograniczyła by sobie pole do manewru, nie mając bowiem zatrudnionych dostatecznej liczby pracowników naukowych o wyższych tytułach, musiałby wysyłać swoje osoby na studia za granicą, co np. w kontekście studiów historycznych, dot. Surmenii, mija się nieco z celem.

Generalnie - obecna konwencja została przygotowana pod kątem tych uczelni, które już wcześniej uzyskały status pozwalający na akredytację na najwyższym poziomie - głównie chodzi tu o UKD i KUS - i de facto zmusza inne państwa do kształcenia swoich kadr na tych właśnie uczelniach. W teorii miało to gwarantować wyższy poziom nauki - de facto zniechęciło państwa do podpisywania i akredytacji. Przykład KAN - jak sądzę - jest znaczący o tyle, że pokazuje możliwość samodzielnego podniesienia poziomu nauki udzielanej przez uczelnię, bez podporządkowywania się zagranicznym uniwersytetom. Dodam, że obecne zapisy w żadnym stopniu nie sprzyjają podnoszeniu poziomu - bo de facto uczelnia może przed akredytacją np. nadać wszystkim swoim pracownikom najwyższe tytuły naukowe bez pokrycia, tylko po to, żeby po akredytacji nie stracić prawa do ich nadawania...

Tyle co do do starej konwencji. Odnosząc się do propozycji wysuniętej przez Ekscelencję Hansa - niestety, o ile co do samej istoty (przeniesienie ciężaru konwencji z liczby wykładowców na ustalenie wspólnych standardów nauki) się zgadzam, to przedstawiona wizja jest dość chaotyczna, brak nawet propozycji co do konkretów. No i niektóre stwierdzenia są wewnętrznie sprzeczne - np. pkt 3 (odpolitycznienie przez pozbawienie OPM funkcji nadzoru) i pkt. 4 gdzie postuluje się wprowadzenie nadzoru nad wykonywaniem postanowień konwencji... organowi powołanemu na podstawie tejże konwencji.

Ze swojej strony proponuję następujące rozwiązanie - stwórzmy konwencję międzyuniwersytecką. Niech OPM będzie jej depozytariuszem, ale stronami niech będą uczelnie, a nie państwa. To zbliży konwencję do faktycznych ludzi nauki. Tak się składa, że miałem jakiś czas temu zamiar zaproponować takąż konwencję na konferencji naukowej w Wiedniu, gdzie jednak nie miałem okazji się pojawić. Pozwolę sobie ją przedstawić tutaj. Brakuje w niej fragmentu dot. tytułów naukowych - z tej przyczyny, że konwencja ta miała inne cele, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją o regulacje dot. tytułów uzupełnić, albo potraktować mój projekt jako podstawę do stworzenia osobnego.

https://docs.google.com/document/pub?id=...qEiUU31_7E - zapraszam Ekscelencje do lektury.
Dodam jeszcze, że postawione tam wymagania dot. nadawania tytułów są minimum - np. Królewska Akadamia Nauk, którą zarządzam, ustanowiła wyższe standardy, szczególnie dot. objętości poszczególnych prac.

/-/ mjr dr Timoteos Stefanosigos
III Archont Demokracji Surmeńskiej,
Tesmoteta Dyplomacji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
13.03.2011, 01:42
Post: #5
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Wasza Ekscelencjo!

Cytat:to przedstawiona wizja jest dość chaotyczna, brak nawet propozycji co do konkretów
Jestem niezwykle rad, że zainteresował się Wasza Ekscelencja tematem natomiast nie mogę się zgodzić z opisową oceną mojej wizji wydaną przez Waszą Ekscelencję. Nie rozumiem na czym ma polegać owa chaotyczność, to nie jest plan, jak ten, który przedstawiłem rozpoczynając tutaj pracę - to jest wizja. W wizji nie ma konkretów w zakresie np. liczb, ale są takie konkrety jak:
a) zmiana konwencji;
b) powołania organu naukowego złożonego z uczelni;
c) określenie materiału, który należy znać by mieć dany tytuł;
d) określenie na zasadach ogólnych, jak miałby taki organ funkcjonować.

Pragnę zauważyć, że to jest wizja jak Wasza Ekscelencja słusznie zauważył i wizja ta miała służyć wywołaniu pewnej dyskusji, jednak mimo wszystko konkrety zawarłem.

Cytat:No i niektóre stwierdzenia są wewnętrznie sprzeczne - np. pkt 3 (odpolitycznienie przez pozbawienie OPM funkcji nadzoru) i pkt. 4 gdzie postuluje się wprowadzenie nadzoru nad wykonywaniem postanowień konwencji... organowi powołanemu na podstawie tejże konwencji.
Otóż pewne zasady należy ustalić, ale same ramy. Zaś samą akredytacją powinno zajmować się niezależne ciało. To tak jakby zarzucać Państwu Polskiemu, że reguluje działalność uczelni wyższych, także tych prywatnych, chociaż zarazem owe uczelnie cieszą się specjalnymi przywilejami i pewną niezawisłością".

Tutaj nie chodzi tylko o to, że stworzy się kilka artykułów jakiejś kolejnej konwencji, czy nawet o to by na jej zasadach działało kilka uczelni wyższych, chodzi o to by za tytułem szła jakaś "realna" korzyść by każdy chciał mieć tytuł i to już na niższym stopniu (bo nauki podstawowej) funkcjonuje w wielu państwach, że by dostać obywatelstwo to należy wykazać się wiedzą.

Cytat:Ze swojej strony proponuję następujące rozwiązanie - stwórzmy konwencję międzyuniwersytecką.
Wasza Ekscelencja mówi o przybliżaniu do ludzi nauki tylko odnosząc się do tego, że tytułom należy nadać wartość "realną" to największym pracodawcą, "najsilniejszą" organizacją mogącą nadać taką wartość jest państwo wirtualne, nie zrzeszenia uczelni, nie sami ludzie nauki, ale państwo i tutaj powinno chodzić o pewien kompromis.
Odpowiedz cytując ten post
13.03.2011, 10:01
Post: #6
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Chaotyczność w Pańskich wypowiedziach objawia się chociażby w dość swobodnym podejściu do zasad interpunkcji i gramatyki...

Cytat:Otóż pewne zasady należy ustalić, ale same ramy. Zaś samą akredytacją powinno zajmować się niezależne ciało. To tak jakby zarzucać Państwu Polskiemu, że reguluje działalność uczelni wyższych, także tych prywatnych, chociaż zarazem owe uczelnie cieszą się specjalnymi przywilejami i pewną niezawisłością".
To z jednej

Cytat:Tutaj nie chodzi tylko o to, że stworzy się kilka artykułów jakiejś kolejnej konwencji, czy nawet o to by na jej zasadach działało kilka uczelni wyższych, chodzi o to by za tytułem szła jakaś "realna" korzyść by każdy chciał mieć tytuł i to już na niższym stopniu (bo nauki podstawowej) funkcjonuje w wielu państwach, że by dostać obywatelstwo to należy wykazać się wiedzą.
"Realnej" korzyści nie stworzymy za pośrednictwem konwencji. Możemy natomiast - co wszak Wasza Ekscelencja postulował - nadać tym tytułom i nauce taki poziom, aby same się broniły, same w sobie były jakością.

Cytat:Wasza Ekscelencja mówi o przybliżaniu do ludzi nauki tylko odnosząc się do tego, że tytułom należy nadać wartość "realną" to największym pracodawcą, "najsilniejszą" organizacją mogącą nadać taką wartość jest państwo wirtualne, nie zrzeszenia uczelni, nie sami ludzie nauki, ale państwo i tutaj powinno chodzić o pewien kompromis.
To ja się zastanawiam, gdzie tu konsekwencja? Bo z jednej strony chce Ekscelencja "odpolitycznić naukę", z drugiej - odsunąć od sprawy OPM, z trzeciej - powierzyć funkcje organowi wyłanianemu przez uczelnie, a z czwartej - zrzeszać państwa. Wszystkiego naraz się nie da, Ekscelencjo.

Niezależnie od tego, czy zrzeszymy państwa, czy uczelnie - co możemy zrobić, żeby nadać wartość? Zobowiązać w konwencji sygnatariuszy do zatrudniania tylko osób z wyższym wykształceniem? Wątpię, żeby taką konwencję ktoś podpisał... Naszym zadaniem powinno być zbudowanie prestiżu tytułów naukowych przez podnoszenie ich poziomu. Wtedy same nabędą sobie wartość, jeżeli to możliwe.

/-/ mjr dr Timoteos Stefanosigos
III Archont Demokracji Surmeńskiej,
Tesmoteta Dyplomacji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
13.03.2011, 11:51
Post: #7
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Wasza Ekscelencjo ja przypominam, że tu nie jest miejsce na dyskusję o mojej interpunkcji, a o pomyśle, dlatego proszę takie uwagi przesyłać mi drogą prywatną jeśli już uzna je Wasza Ekscelencja za konieczne.

Cytat:"Realnej" korzyści nie stworzymy za pośrednictwem konwencji. Możemy natomiast - co wszak Wasza Ekscelencja postulował - nadać tym tytułom i nauce taki poziom, aby same się broniły, same w sobie były jakością.
Oczywiście, że za pomocą konwencji nie stworzymy nic, wszystko zależy od ludzi i wykonania zapisów. Ja się natomiast pytam jak mogłyby wyglądać te realne korzyści, bo o tym też należy pomyśleć.

Cytat:To ja się zastanawiam, gdzie tu konsekwencja? Bo z jednej strony chce Ekscelencja "odpolitycznić naukę", z drugiej - odsunąć od sprawy OPM, z trzeciej - powierzyć funkcje organowi wyłanianemu przez uczelnie, a z czwartej - zrzeszać państwa. Wszystkiego naraz się nie da, Ekscelencjo.
Nie bardzo rozumiem, gdzie widzi Wasza Ekscelencja problem. Chodzi chyba o nazwę podpunktu w pierwszym poście. Jeśli OPM ustanowi konwencję to podpisują ją państwa, tak samo było ze starą konwencją - chociaż do akredytacji zgłaszają się już uczelnie, a nie państwa. Ja proponuję konwencję OPM, gdzie o akredytacji nie będą stanowiły przepisy konwencji, a organ niezależny, powołany przez uczelnie.

Cytat:Niezależnie od tego, czy zrzeszymy państwa, czy uczelnie - co możemy zrobić, żeby nadać wartość? Zobowiązać w konwencji sygnatariuszy do zatrudniania tylko osób z wyższym wykształceniem? Wątpię, żeby taką konwencję ktoś podpisał... Naszym zadaniem powinno być zbudowanie prestiżu tytułów naukowych przez podnoszenie ich poziomu. Wtedy same nabędą sobie wartość, jeżeli to możliwe.
Ja nie miałem na myśli żadnego zobowiązania względem polityki zatrudnienia państw podpisujących konwencję.
Trudno jednak zbudować prestiż rzeczy, która nic nie znaczy. Proszę zauważyć, że teraz otrzymanie tytułu zgodnego z konwencją jest bardzo trudno, a mimo to jakoś prestiżu nie ma.
Odpowiedz cytując ten post
13.03.2011, 12:39
Post: #8
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Wasze Ekscelencje

Muszę przyznać, że mnie osobiście spodobał się pomysł konwencji międzyuniwersyteckiej, o której mówił Ekscelencja Stefanosigos. Albo inaczej: zrodził się u mnie pomysł, który w pewien sposób jest podobny do tego. Prawda jest taka, że jakiejkolwiek konwencji byśmy nie stworzyli, każda z uczelni już nadała jakieś tytuły. Znam kilku profesorów, którzy tego tytułu nigdy nie powinni byli otrzymać, a poziom ich wiedzy jest żenująco niski. Ale wątpię, by oni - zwłaszcza, że przecież jako profesorowie może już kierują uczelniami, które dały im tytuł lub przynajmniej pełnią ważną w swej ojczyźnie funkcję - zgodzili się zrzec tytułów i zdobyć je od nowa na uczelni, która teraz już podniosła swój poziom.

Jest natomiast sposób, by nadać wartość tytułom naukowym. Proszę mój pomysł traktować jako luźną wizję, sam nie sprecyzowałem jej jeszcze w stu procentach i będę wdzięczny za uwagi. Myślę nad organem, złożonym z ludzi nauki - z osób wykształconych, którzy reprezentują rzeczywistą, odpowiednią dla ich stopnia naukowego wiedzę. Największym problemem byłoby wyłonienie takiego grona. Jednak później to grono wykształconych i poważanych naukowców mogłoby udzielać swego rodzaju poświadczenia dla poziomu wiedzy danej osoby. Przykładowo: organ został stworzony i zasiada w nim póki co pięciu profesorów: z Surmenii, Trizondalu, Sarmacji, Wandystanu i Scholandii. Spotykają się oni na konferencji naukowej co jakiś czas i na tej konferencji każdy inny wykładowca mikroświata ma prawo przedstawić swój wykład w swojej dziedzinie. Ów organ oceniałby wykład danego profesora (albo może lepiej: kilka wykładów) i decydowałby o przyznaniu mu lub nie jakiegoś rodzaju certyfikatu, w którym poświadczałby jego kompetencje. Tym samym ów profesor stawałby się członkiem organu. W ten sposób osoby zasiadający w tymże organie cieszyły by się, jak sądzę, powszechnym szacunkiem jako osoby posiadające realną wiedzę i kompetencje. Dalej: każdy student, który został wykształcony przez członka organu automatycznie stawałby się jego członkiem. Uważam, że to mogłoby zapewnić wysoki poziom tych naukowców, których zrzesza organ. Bo przecież wiedza każdego z nich została poświadczona i doceniona przez niezależne grono naukowców z całego mikroświata.

Dodatkiem do funkcjonowania danego organu mogłaby rzecz jasna być konwencja, która: po pierwsze, ustali wspólne tytuły naukowe, a po drugie, ustali normy, o których mówił Ekscelencja Hans - a więc, jakie elementy danej dziedziny powinny być zawarte na studiach magisterskich, doktorskich itd.
Odpowiedz cytując ten post
13.03.2011, 15:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2011 15:16 przez TimoteosStefanosigos.)
Post: #9
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
(13.03.2011 11:51)Marcel Hans napisał(a):  Oczywiście, że za pomocą konwencji nie stworzymy nic, wszystko zależy od ludzi i wykonania zapisów. Ja się natomiast pytam jak mogłyby wyglądać te realne korzyści, bo o tym też należy pomyśleć.

Ja nie bardzo sobie to wyobrażam. Może jednak pozostawmy tę sprawę poszczególnym państwom - niech same decydują, jak zachęcać swoich obywateli do studiów?

Cytat:Nie bardzo rozumiem, gdzie widzi Wasza Ekscelencja problem. (...) Ja proponuję konwencję OPM, gdzie o akredytacji nie będą stanowiły przepisy konwencji, a organ niezależny, powołany przez uczelnie.

I naprawdę nie widzi Ekscelencja sprzeczności w powyższym stwierdzeniu?

Cytat:Trudno jednak zbudować prestiż rzeczy, która nic nie znaczy. Proszę zauważyć, że teraz otrzymanie tytułu zgodnego z konwencją jest bardzo trudno, a mimo to jakoś prestiżu nie ma.

Przyznam, że nie wiem - nie bywam w Dreamlandzie czy Scholandii, ale to tam należałoby się zapytać, czy posiadanie tytułu naukowego UKD bądź KUS jest źródłem prestiżu. A nie - jak zakładam - z góry stwierdzać, że prestiżu nie ma, bo Pan o nim nie słyszał, albo bo w Pańskim państwie te tytuły nie są prestiżowe.
(13.03.2011 12:39)Michał III napisał(a):  Jest natomiast sposób, by nadać wartość tytułom naukowym. Proszę mój pomysł traktować jako luźną wizję, sam nie sprecyzowałem jej jeszcze w stu procentach i będę wdzięczny za uwagi. Myślę nad organem, złożonym z ludzi nauki - z osób wykształconych, którzy reprezentują rzeczywistą, odpowiednią dla ich stopnia naukowego wiedzę. Największym problemem byłoby wyłonienie takiego grona. Jednak później to grono wykształconych i poważanych naukowców mogłoby udzielać swego rodzaju poświadczenia dla poziomu wiedzy danej osoby. (...) Uważam, że to mogłoby zapewnić wysoki poziom tych naukowców, których zrzesza organ. Bo przecież wiedza każdego z nich została poświadczona i doceniona przez niezależne grono naukowców z całego mikroświata.

Generalnie jestem na tak - ale tu zaproponowałbym, zamiast wykładów, weryfikację tytułów na podstawie prac naukowych recenzowanych przez tą grupę profesorów. Dodam, że taki system funkcjonował dobrze w przypadku KAN - przy weryfikacji dorobku profesora Victorjosa Paulosigosa, skorzystaliśmy z pomocy JKW Roberta I z UKD i współpraca układał się bardzo dobrze (dodam, że p. Victorjos ostatecznie zweryfikował się na stopień doktora).

Cytat:Dodatkiem do funkcjonowania danego organu mogłaby rzecz jasna być konwencja, która: po pierwsze, ustali wspólne tytuły naukowe, a po drugie, ustali normy, o których mówił Ekscelencja Hans - a więc, jakie elementy danej dziedziny powinny być zawarte na studiach magisterskich, doktorskich itd.

Cóż, tu się zgadzam. W moim projekcie przedstawiłem takie regulacje, które z jednej strony ustanawiały pewien standard (można go jeszcze nieco podnieść), a z drugiej strony - pozostawiają duży zakres swobody samym uczelniom na określanie porządku studiów.

/-/ mjr dr Timoteos Stefanosigos
III Archont Demokracji Surmeńskiej,
Tesmoteta Dyplomacji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
13.03.2011, 16:31
Post: #10
RE: Konwencja o kształceniu wyższym
Cytat:Ja nie bardzo sobie to wyobrażam. Może jednak pozostawmy tę sprawę poszczególnym państwom - niech same decydują, jak zachęcać swoich obywateli do studiów?
Właściwie właśnie dlatego chciałem spowodować tzw. burze mózgów, w końcu mamy brać pod uwagę cały rozwój nauki, a nie tylko wycinek w postaci konwencji.

Cytat:I naprawdę nie widzi Ekscelencja sprzeczności w powyższym stwierdzeniu?
Konwencja powołuje taki organ, określa, jak on powstaje, że działa kolegialnie i z kogo się składa, sposoby akredytacji określa już sam organ - co tutaj jest sprzeczne?

Cytat: Jednak później to grono wykształconych i poważanych naukowców mogłoby udzielać swego rodzaju poświadczenia dla poziomu wiedzy danej osoby.
Rozumiem, że mowa tylko o profesorach? Właściwie tym sposobem (weryfikacji przez grupę faktu przynależności do tejże grupy) można by zweryfikować wszystkie poprzednie tytuły.
Tylko, co w przypadku, gdy powstaje jakaś nowa nauka, lub mamy do czynienia z historią? Każde państwo wirtualne ma inną historię.

Co do zaproponowanego projektu konwencji to jeśli taka jest wola większości zainteresowanych to oczywiście nie będę miał nic przeciw - to ja tutaj jestem dla Waszych Ekscelencji, dla rozwoju nauki, nie odwrotnie. Jednak w takim przypadku raczej nie wiele mielibyśmy do pracy tutaj.
Moim zdaniem jednak starą konwencję OPM należy uchylić.

Co zaś tyczy się standardów - to ja bym tego wcale nie zapisywał w konwencjach. Moim zdaniem to w jaki sposób otrzymać tytuł niech określa postanowienie ciała naukowego. Co więcej uważam, że można także określić zakres materiału wykładanego w głównych przedmiotach, najczęściej w v-świecie wykładanych. I to nie jest żadne ograniczenia - po prostu idąc za przykładem Polski: magister socjologii uczelni prywatnej musi mieć taką samą wiedzę jak magister socjologii uczelni państwowej.
Oczywiście u nas jest utrudnione unormowanie tego, jednak jakieś ogólne zasady można ustalić.
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości