Opinia rzekomo prawna.

Sarmacka praktyka polityczna weszła w całkiem nową fazę. Fazę do której można odnieść pewną analogię historyczną. Otóż w Królestwie Polskim między 1815 a 1830 rokiem istniały systemowo - instytucjonalne gwarancje praworządności - w tamtych czasach była to liberalna demokracja oktrojowana (nadana) Polakom przez Cesarza Wszechrusi Aleksandra I Romanowa, jednocześnie Króla Polskiego (któremu zadedykował wdzięczny “naród” pierwszą wersję pieśni Boże coś Polskę). Było to w czasach gdy Aleksander wiele sobie po Polakach obiecywał i był pod pewnym wpływem przyjaciela z dzieciństwa Xięcia Adama Czartoryskiego. Z czasem ciepłe uczucia prysły, wzajemne nadzieje się rozwiały i pozostała konstytucja… Aleksander a potem jego brat Mikołaj I znaleźli się pod wpływem takich person jak hrabia Nowosilcow. Niezależnie od specyficznych metod postępowania tak jego jak i trzeciego z braci Romanowów Konstantego na terytorium Królestwa - które mogłyby znaleźć analogie do działań aktualnego pełnomocnika właściciela Sarmacji ze względu na ich subtelność zwłaszcza w specyficznym języku. Na potrzeby nomenklatury prawniczej chciałoby się wprowadzić odpowiednią nomenklaturę oddającą w sposób właściwy do języka prawa prywatnego - cywilnego, sytuację sarmacką.

Właściciel Sarmacji wskazał zgodnie ze swoją wolą, kanclerza - prokurent, umocowanego do takiego działania jakie sobie tylko wymyśli, a czego jak czego ale wyobraźni prokurentowi właściciela Sarmacji odmówić nie sposób. Choćby wtedy gdy wymyśla korzystną dla siebie opinię prawną, której nigdy nie było, powołuje się na nią nijak nie zmylony innym zdaniem autora rzekomej opinii. Na marginesie należy dodać że właściciel Sarmacji mógł postąpić całkiem legalnie, uchylając własny akt regulujący kwestie kontrasygnaty, wydając takie dekrety z mocą ustawy w których powołanie prokurenta - kanclerza wraz z tzw. ministrami - minister znaczy sługa, nie wymagałoby żadnej kontrasygnaty ale i również głosowania w izbie poselskiej. Mógł ale wolał oprzeć się na rzekomej opinii prawnej relacjonowanej przez prokurenta, który mając ogromną wyobraźnię wymyślił rozwiązanie na tyle kreatywne, że potrafi go bronić nawet wtedy gdy okazuje się że nikt a choćby cieniu wiedzy prawniczej się do niego nie przyznaje… Innych przykładów nie będę przywoływał bo szczęśliwie nie mają one charakteru prawniczego, a przedmiotem zainteresowania Gazety pozostaje bezprawie sarmackie na gruncie norm i procedur, a nie na poziomie kultury osobistej (oczywiście o ile te nie znajdą swojego finału w ulubionej formule arbitrażowej Sarmacji - jedynej zresztą - procesu karnego o zniesławienie tudzież znieważenie).

Tutaj chciałem powrócić do Królestwa Polskiego - otóż z czasem praktyka prokurentów carskich w Warszawie, stworzyła takie realia iż zwykło się mówić iż “konstytucja jest na stole a bat pod stołem”. W tym sensie sytuacja Sarmacji od wandejskiego czerwca do dzisiaj pasuje idealnie (zresztą po wandejskim czerwcu powrócił niezastąpiony co dziś już widać niezbicie, na stanowisku prokurent właściciela Sarmacji).

Po jakimś czasie w Królestwie Polskim prokurenci Cesarza byli coraz mniej nieśmiali, dla tej sytuacji okuto nowe powiedzenie - mówiono że “bat jest na stole, a konstytucja pod stołem”. Dodam że w przypadku Królestwa konstytucja była martwa ale przynajmniej niezmieniona, w Sarmacji właściciel przeforsował zmiany konstytucji tuż przed zmianą praktyki, tak by dostosować ten tzw. akt prawny do własnej praktyki, z nią sprzeczny. Ale przecież trudno wymagać od właściciela by jego własność mogła go do czegokolwiek zmuszać.

Dla może zdezorientowanych - zaczynam z coraz większą pewnością przyjmować do wiadomości że wszystkie wady współistnienia Sarmacji i Wandystanu przed czerwcem 2007 roku, niezależnie od intencji Wandejczyków co do których mamy pewność, i co do których tylko się domyślamy, podejrzewamy, były jedynym gwarantem by bat pozostawał pod stołem, a niezastąpiony prokurent nie miał pola do działania i kreatywnego myślenia rzekomo prawnego. Nie jestem naiwny - zdaję sobie sprawę że dziwna wzajemna eskalacja pretensji, roszczeń i spisków zaczęła doskwierać mieszkańcom Sarmacji tak że przyjęli z ulgą wydzielenie Wandystanu. Wydaje mi się tylko że zgodnie z piękną zasadą Rzymian “ten popełnił zbrodnię komu przynosi korzyść” - a na wandejskim czerwcu skorzystał niezmiernie właściciel Sarmacji, czemu więc na zastanawiać się nad genezą zdarzeń, właściwym źródłem prowokacji…

Często sam czyn jest jedynie finałem bardzo długiego procesu, który ktoś mógł celowo zapoczątkować. Jakakolwiek forma ukarania czynu przynosi ulgę ogółowi. Sam byłem zwolennikiem konsekwentnego karania Wandejskich spiskowców, lecz dziwny brak woli ostatecznego wyegzekwowania prawa wobec nich przez właściciela Sarmacji pozwala wysnuć tezę, że wcale nie chodziło o ich spiskowanie, działania - czyn - chodziło tylko i wyłącznie by pod jakimkolwiek pretekstem się ich pozbyć, realizując ukryte cele własne. Wielu powie - usunięto zagrożenie despotyzmem mniejszości wandejskiej - trudno się nie zgodzić, tyle że zagrożenie despotyzmem zastąpiono realną tyranią… Despotyzm mniejszości wandejskiej musiał się poruszać w realiach walki, równoważenia się wpływów - był silnie uwarunkowany i umocowany, ale był tylko potencjalną możliwością despotyzmu, narzucenia woli mniejszości większości. Tyrania zaś to naturalna oczywistość, dziś już gotowa nawet przestać skrywać akty bezprawia.

Chciałem się tutaj podzielić jeszcze jedną analogią - otóż 13 grudnia 1981 roku Rada Państwa PRL wydała dekret o stanie wojennym z wiązką innych aktów prawnych (organ ten posiał funkcje władzy sądowniczej, wykonawczej i ustawodawczej, mógł więc sam sobie tworzyć podstawy działania, a dekrety z mocą ustawy wydawał w czasie między sesjami Sejmu, które ten potem musiał zatwierdzać - i o !!dziwo?! zatwierdzał). Weszły one natychmiast w życie i stały się prawem obowiązującym. Tyle że bez ich opublikowania - złamano prawo, potem wstecznie złamanie tego prawa zalegalizowano. Właściciele PRL nie potrafili wypełniać procedur nawet dla samych siebie napisanych, bowiem nie MUSIELI i nie CHCIELI. A mieli niezwykle bujną wyobraźnię w kreowaniu na temat swoich działań opinii rzekomo prawnych (brak opublikowania wyżej wymienionych aktów prawnych tłumaczono tym iż przecież ogłoszono je w Dzienniku Telewizyjnym, zamiast w Dzienniku Ustaw).

Written by: Ariston z Chios

7 Responses to “Opinia rzekomo prawna.”

  1. 13-04-2008 at 20:53, khand says:

    Widzę postęp w myśleniu. W takim tempie, za jakiś rok przestaniesz nawet pisać o “wandejskich spiskowcach”. Nie ma bowiem ŻADNEGO naruszenia sarmackiego prawa przez organy Mandragoratu Wandystanu wobec okoliczności tak zwanego czerwca. Jeżeli podasz jakikolwiek czyn zabroniony przez ówczesne wladze - to brawo! Jednak, gdyby taki faktycznie mial miejsce to rezim owych spiskowców by osądził! Prawda jest taka, ze wszelkie dzialania Wandejczykow ograniczaly sie jedynie do pokazywania niecheci. Pokazywanie niecheci miesci sie jednak jak najbardziej w granicach owczesnego sarmackiego prawa. Co wiecej niechec ta byla bezposrednim nastepstem BAZYLII - dzialnia podjetego przez Ksiecia. Juz teraz na szczescie nikt nie zaprzecza, ze bazylia byla wytworem Ksiecia. Co do dyktatury mniejszosci wandejskiej - to faktycznie uprawnienia nasze byly wielkie - jednak z nich nie korzystalismy az do przedednia puczu. Pierwszy raz skorzystalem z uprawnien do zawieszania prawa sarmackiego na terytorium MW wtedy, gdy nielegalny quasi-organ ksiazecy audytor-Liechtenstein w sposob niegrzeczny probowal lustrowac nasze strony internetowe. Wczesniej - przez CALY ROK unii nie ma przypadku, gdybym zawetoral jakakolwiek decyzje Ksiecia - mimo ze moglem zawetowac ich z 50 istotnych jak nic, w tym na przyklad wszystkie traktaty miedzynarodowe, wszystkie nadania arystokratyczne i tak dalej. Na przyklad diuk Skarbnikow otrzymal swoje diuczestwo wlasnie przy mojej aprobacie. Zwracam na to uwage- bo po prostu Wandystan swoich praw nie naduzywal, przed prowokacjami Ksiestwa. Naszczescie czas mija - i ludzie coraz bardziej zdaja sobie z tego sprawe. Teraz juz w powaznych dyskusjach nikt nie uzywa argumentu, ze zamach stanu byl legalny. Powoli zaczynaja pojawiac sie glosy, ze jednak uprawnienia Wandystanu, choc z wielu powodow zle (ja tez tak uwazam! ale to KSIAZE je okreslil) to jednak byly gwarancja praw konstytucyjnych nie tylko dla MW ale takze dla calej Sarmacji. Mandragorzy jako de facto w duzej mierze viceksiazeta byli, przy takiej konstrukcji konstytucji jakims tam gwarantem ograniczania wszechwladzy monarchy. Nikt juz nie pisze, ze za Bazylia nie stal Ksiaze. I z biegiem czasu, czym bardziej tematyka stanie sie zimna i historyczna tym bardziej prawda - czyli gwalt na naszych prawach - ujrzy swiatlo dzienne. Tak Wam dopomoz Wando! (bo faktycznie w Sarmacji zysk odniosl Ksiaze, jednak Wandystan teraz przezywa swoj zloty wiek, wiec zlo i poczatkowowy stan bez systemu, bez strony - przyniosl w rezulatacie duzo dobrego)

  2. 13-04-2008 at 22:06, Reve says:

    Pomijając kwestie czerwca (czy WC, jak mawia Kedar :P ) w artykule znalazłem taki oto związek logiczny: gdyby nie “czerwiec”, MW ciągle byłby częścią KS (prawdopodobnie!) -> gdyby MW był częścią KS “prokurent” nie miałby pola do popisu. Wniosek: autor ubolewa nad faktem, że “prokurent” to właśnie pole ma. Zgadza się?

  3. 13-04-2008 at 22:22, Kwazi says:

    “Ubolewa” to chyba delikatne słowo.

    @Khand - może (do czasu WC) nie nadużywałeś swoich uprawnień, ale przy każdej okazji próbowałeś coś ugrać dla MW lub dla siebie. Książę miewa trudne usposobienie, ale nie denerwuje się na nikogo bez powodu. A już na pewno nie zrobiłby stanu wyjątkowego, z naruszeniem przepisów prawa bez istotnych i naglących powodów.

  4. 13-04-2008 at 22:29, Morpheus says:

    Przyznajmy — powodów bardziej lub mniej rzeczywistych.
    Natomiast w kwestii ‘ugrania’ — nie widzę tutaj nic złego i zdrożnego. KAŻDY w rzeczywistości chce coś ugrać. Czy to Izba Poselska, czy samorządy…

  5. 14-04-2008 at 19:52, khand says:

    Owszem chciałem osiągać cele polityczne. Nie zawieraliśmy unii po to, żeby na tym stracić! Przy czym - czy dla MW i siebie tylko, to przypominam projekt mojej konstytucji z 2006 roku, ze zjazdu. Największym beneficjentem były demokratyczne struktury rządowe. Najwięcej stracił w niej Ksiażę, ale mandragor również. Nie to, że z jakiejś miłości do pozbywanai się uprawnień- po prostu bardziej cieszył mnie w ustroju słabszy niż dziś monarcha.

  6. 17-04-2008 at 16:20, Ariston z Chios says:

    Ponieważ oceniam aktualnie właściciela Sarmacji w kontekście tego co, jak i z kim robi, więc poprzez nieuchronną relatywizację moja ocena Wandejczyków oraz mojego wielce szacownego Przedmówcy jest łagodna. Nie oznacza to że się wycofuję z tego co już napisałem, ponieważ od początku stawiałem jasno sprawę iż nawet najbardziej negatywna ich ocena musi być łagodzona postępowaniem właściciela Sarmacji “wówczas”. Teraz zaś grzech Wandejczyków i mojego wielce szacownego Przedmówcy choć jest w mojej ocenie nadal grzechem w perspektywie działań właściciela Sarmacji oraz jego prokurenta, poprzez zwykły kontrast przestaje być jaskrawy. To co się teraz rozgrywa daje jasną odpowiedź dlaczego i po co właściciel Sarmacji dążył do eliminacji Wandejczyków. I z tego punktu widzenia moje poglądy mogą sprawiać wrażenie “postępu w myśleniu” - tyle że to właściciel Sarmacji poczynił takie postępy w działaniu i odkrywaniu Swych intencji że dawna działania Wandejczyków stają się po prostu czymś dużo mniejszym. Właściciel Sarmacji po prostu potwierdza iż Wandejczycy wybierając fatalne, naganne metody w do walki z Nim, dokonali jednocześnie trafnej oceny sytuacji, zamierzeń i konsekwencji zdarzeń. Nie jestem sympatykiem Wandejczyków, odbieram bardzo źle większość Ich zachowań i poglądów, lecz jestem zwolennikiem równowagi którą zapewniali Sarmacji, zwiększając obywatelom swobodę działania, i wiążąc ręce właścicielowi Sarmacji. Zwiększali pole gry, zmniejszali możliwość sterowania WSZYSTKIM przez właściciela Sarmacji. I dlatego i tylko dlatego w mojej ocenie to co nazywam grzechem, spiskiem, zdradą stanu dla mnie przestało mieć dziś znaczenie, a ocena roli Wandejczyków dziejach Sarmacji musi być pozytywna.

  7. 17-04-2008 at 18:43, khand says:

    Przeczytałem:)

Pages

Search

Categories