Bezład konstytucyjny…

Art. 2. [Prawo Księstwa Sarmacji]

  1. Prawo Księstwa Sarmacji stanowią, w hierarchii ważności: Konstytucja, ratyfikowane umowy międzynarodowe, ustawy i dekrety z mocą ustawy, dekrety i rozporządzenia wydane z upoważnienia ustaw i dekretów z mocą ustawy, prawo samorządów terytorialnych na ich obszarze oraz normy prawa zwyczajowego.

Art. 4. [Źródło władzy i podział władz]

  1. Władza w Księstwie Sarmacji należy do Księcia i Narodu.
  2. Władzę ustawodawczą w Księstwie Sarmacji sprawuje Sejm, władzę wykonawczą — Książę i Rząd, władzę sądowniczą — Książę i niezawisłe sądy.
  3. Zasady niepołączalności funkcji we władzach określa ustawa.

Art. 7. [Książę]

  1. Na czele Księstwa Sarmacji stoi Książę.
  2. Osoba Księcia jest nietykalna.

Art. 8. [Kompetencje Księcia]

Książę:

  1. reprezentuje Księstwo Sarmacji,
  2. ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe,
  3. mianuje i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli Księstwa Sarmacji w państwach obcych i przy organizacjach międzynarodowych,
  4. przyjmuje listy uwierzytelniające i odwołujące akredytowanych przy nim przedstawicieli dyplomatycznych państw obcych i organizacji międzynarodowych,
  5. określa skład i kompetencje Rządu,
  6. sprawuje razem z Rządem władzę wykonawczą,
  7. powołuje i odwołuje ministrów,
  8. ustanawia i znosi urzędy państwowe oraz powołuje i odwołuje osoby stojące na ich czele, o ile ustawa nie przewiduje innego trybu,
  9. jest najwyższym zwierzchnikiem i naczelnym dowódcą Sił Zbrojnych,
  10. wydaje postanowienia w sytuacjach nieuregulowanych ustawami, jeżeli jest to niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania państwa,
  11. wydaje dekrety z mocą ustawy,
  12. za zgodą Izby Senatorskiej powołuje i odwołuje sędziów Sądu Najwyższego i prokuratorów Prokuratury Generalnej,
  13. stosuje prawo łaski oraz ogłasza abolicję i amnestię,
  14. ustanawia i znosi oraz nadaje i odbiera ordery i odznaczenia Księstwa Sarmacji,
  15. ustanawia i znosi oraz nadaje tytuły szlacheckie i arystokratyczne,
  16. odbiera lub obniża tytuły szlacheckie i arystokratyczne,
  17. wyznacza swojego następcę oraz określa zasady sukcesji,
  18. na okres swojej nieobecności powołuje Regenta lub Radę Regencyjną, sprawujących w jego imieniu władzę książęcą.

-

Pomijając nieszczęsne dekrety o radzie regencyjnej i regencie, zastanówmy się nad zakresem władzy księcia, regenta w modelu ustrojowym państwa. Konstytucja wyraźnie określa “władzę książęcą” - precyzyjnie przedstawiając katalog uprawnień jakimi książę posługuje się sprawując swój urząd. Katalogu tego ze względu na brak odpowiedniej delegacji konstytucyjnej książę nie może zbywać, ograniczać . Dlatego bezspornym winno być uznanie że na czas zastępstwa regent sprawuje pełnię władzy książęcej jako jakby książę, i tylko z faktu że sam jest zastępcą można wywieść założenie że nie posiada uprawnienia powoływania zastępcy regenta na czas swojej nieobecności. Przyjęcie takiego punktu widzenia jest całkowicie uzasadnione. Zarazem jednak można przyjąć że precyzyjna regulacja na poziomie ustawowym, traktująca o księciu, rządzie oraz regencie w której uprawnienia regenta byłyby ograniczone wobec regulacji konstytucyjnej np. kosztem rozszerzenia na czas regencji uprawnień rządu byłaby dopuszczalna. Nie jest natomiast dopuszczalne stworzenie umocowania do takiej regulacji uznaniowej w której każdorazowy zakres uprawnień regenta wynikałby z decyzji książęcej, ponieważ wszelkie ograniczenia uprawnień regenta w zakresie przyznawanych księciu kompetencji “władzy książęcej” wobec precyzyjnej regulacji konstytucyjnej stałoby w oczywistej sprzeczności wobec zasadzie pewności prawa, która wynika w sposób dorozumiany z każdego porządku prawnego o ile nie jest on niewolnikiem totalitaryzmu czy despotyzmu.

Precyzyjne, mocne, trwałe uregulowania instytucjonalne każdego podmiotu władzy widniejącego w konstytucji czy jest to regent, sądownictwo daje pewność i możliwość budowania funkcjonalnej procedury ich postępowania i postępowania przed nimi. Tylko bowiem precyzja, prostota oraz trwałość formuł regulujących życie społeczne na poziomie prawem uregulowanym - norm właściwego postępowania gwarantuje poczucie sprawiedliwości czy jest to gra w monopoly, szachy, warcaby, czy też wirtualne państwo.

Written by: Ariston z Chios

15 Responses to “Bezład konstytucyjny…”

  1. 23-02-2008 at 13:11, khand says:

    Mi się wydaje, że regent nie może powoływać jakiegoś tam sub-regenta na gruncie konstytucji. Swoja droga nie wiem, czy z dekretu ksiecia o regencji takie cos nie wynika - ale to insza inszosc. Mowie na gruncie samej konstytucji sarmackiej. Regent dziala nie jak Ksiaze, lecz jako Ksiaze imo. Dlatego w grę by wchodziło ewentualne powołanie REGENTA jako takiego a nie subregenta. Nie ma mowy o odpowiednim stosowaniu przepisów. Tutaj przepisy stosuje się wprost.

    Inną kwestią jest w ogóle stosunek katalogu z art. 7 do z art. 2 o zródłach prawa. Tutaj jest kedarowska konstytucja sprzeczna z konstytucją hehe. A mówiąc poważnie to z art. 7 wynika szereg wyjątków od art. 2. Warto by zastanowić się w tej gazecie np. o art. 7 ust. 8. Skoro Ksiaze moze tworzyc urzedy - to jakie one mają mieć uprawnienia? Czy jest to tak, że w ramach imperium książęcego Książę tworzy urzędy, czy przeciwnie - tworzy urzędy i nadaje im swobodnie uprawnienia - jeżeli nie naruszają one pewnego katalogu praw, które wymagałyby ustawy, w związku z brakiem zasady państwa prawnego, czy idąc jeszcze dalej - Książę ma tutaj pełną swobodę. Dopóki istniało sądownictwo konstytucyjne stanowiące odrębny ośrodek władzy od władzy książęcej - w mojej skromnej osobie (swoją drogą - właśnie połączenie nietyklanego mandragora z funkcją sądu konstytucyjnego - w moim przekonaniu było gwarancją rzeczywistej niezawisłości; warto popatrzeć na praktykę orzecznictwa z tamtego okresu) więc dopóki istniało niezależne sądownictwo konstytucyjne - to wykładnia mogła ograniczać samowole książęcą. W tej chwili - organ stosujący prawo sam dokonuje wykładni swoich kompetancji. Troche wałek.

    Warto też zwrócić uwagę na praktykę i to wieloletnią - subdelegacji uprawnień. Zarówno SN w okresie Abraxasa jak później moim krytycznie patrzył na subdelegację - natomiast Książę i tak robił swoje. A problem można było rozwiązać jednozdaniową nowelą do konstytucji. (pomijam, że takiej noweli bym się sprzeciwiał; ale z powodów czysto politycznych - a tak to subdelegację krytykowałem z powodów prawnych)

  2. 23-02-2008 at 17:34, Ariston z Chios says:

    Od redakcji:
    Ponowne pojawienie się byłego sędziego sądu najwyższego w związku z kolejną publikacją nie może pozostawić redakcji obojętną i tak jak w przypadku wielce szacownego Pana Abraxasa nieuchronnie zmusza do zaproszenia wielce czcigodnego Pana Khanda do redakcji tej skromnej gazety, z gwarancją pełnej swobody w zakresie formułowania artykułów prawnych skupiających się na wszelkich zagadnieniach sarmackich. Ja ze swej strony poza powyższą oczywistą i nieuchronną ofertą chciałem zauważyć że wspominana jakiś czas temu w innym artykule[ http://gazeta-prawna.sarmacja.org/?p=5#11 ] przezemnie wartość niezawisłości i niezależności Sądu Najwyższego, poruszana również przez wielce szacownego Przedmówcę oparta na łączeniu funkcji sędziego z drugą co do hierarchii funkcją we władzy wykonawczej.
    Z jednej strony zaprowadziło finalnie Sąd do stronniczości, Sędziego do bycia sędzią we własnej sprawie oraz wykorzystywaniu łącznego wachlarza uprawnień obu sprawowanych funkcji by zdobyć pełnię władzy, i wykorzystać wtedy jeszcze większy(dziwne że to w ogóle możliwe) bezład prawny konstytucji i martwicę przerośniętego systemu normatywnego Sarmacji dla osiągnięcia celów nieskończenie odbiegających od wzorca “dobrego sędziego”. Co doprowadziło do katastrofy i prawdopodobnie nieodwracalnego zlikwidowania sądownictwa konstytucyjnego w Sarmacji, jak i sądu najwyższego w ogóle. Nie mówiąc tutaj o winie, odpowiedzialności drugiej strony konfliktu - której pominięcie mogłoby sugerować jej niedostrzeganie i obciążanie wyłącznie wielce szacownego Przedmówcy - skupiam się wyłącznie na prostych bezpośrednich przyczynach zdarzeń skutkujących w tym wypadku końcem Sądu Najwyższego. W każdym razie koszt niezależności i niezawisłości Sądu był zbyt wysoki i fatalny w skutkach, o czym chciałbym wielce szacownemu Panu Khandowi przypomnieć. Zarazem mam również wrażenie że treść mojego powyższego artykułu nie pozostaje w zasadzie w sprzeczności z przedstawionymi przez wielce szacownego Przedmówcę uwagami, choć uwaga o sprzeczności konstytucji z konstytucją (traktowana jako rzekomy sofizmat) jest odrobinę uproszczona - sprzeczność wewnętrzna aktu prawnego, wykluczająca stosowanie reguł kolizyjnych, zakłócająca zasady wykładni, czyni taki akt prawny bezużytecznym i taka konstytucja Sarmacji była, dlatego sprzeczność konstytucji z konstytucją jest może uproszczeniem ale trafnym ujęciem faktów… Pomimo wszystko mam nadzieję na wielce szacownego Pana Khanda jak i wielce czcigodnego Pana Abraxasa akces do tej skromnej redakcji na jakichkolwiek przedstawionych przez Panów warunkach co do wyboru tematów, częstotliwości publikowania, z poszanowaniem ariston z chios - [email protected]

  3. 23-02-2008 at 18:29, khand says:

    “Z jednej strony zaprowadziło finalnie Sąd do stronniczości, Sędziego do bycia sędzią we własnej sprawie oraz wykorzystywaniu łącznego wachlarza uprawnień obu sprawowanych funkcji by zdobyć pełnię władzy, i wykorzystać wtedy jeszcze większy”…

    Proszę podać przykład takiego orzeczenia albo przeprosić

  4. 23-02-2008 at 18:33, khand says:

    Sąd Najwyższy nigdy nie orzekał w sprawie członków Sądu Najwyższego. Co najwyżej uznawał się właściwym do rozstrzygania określonych kwestii. To akurat sąd konstytucyjny zawsze robić musi.

  5. 23-02-2008 at 19:07, Ariston z Chios says:

    Z tego wniosek że orzekanie przez Sąd Najwyższy - jako jednoosobowego sądu - składu orzekającego, w kwestii sporu z władzami Sarmacji i księciem, sędziego sądu najwyższego - mandragora podczas kryzysu konstytucyjnego na rzecz swoich popleczników na korzyść krainy sarmackiej której tenże sędzia sądu najwyższego był głową, nie jest orzekaniem we własnej sprawie i skrajną stronniczością na swoją rzecz? Po tym jak w ramach wzajemnych prowokacji i udokumentowanych spisków, ze względu na właściwie personalny, prywatny spór księcia z sędzią sądu najwyższego przerodził się on we wzajemnie zakleszczający spór w zamach stanu z jednej strony, spisek o jasnych intencjach z drugiej i doprowadził do orzeczenia w ramach którego zupełnie bez podstaw prawnych tenże sędzia złożył z urzędu księcia, powierzył pełnię władzy swojemu poplecznikowi i orzekł następnie likwidację Sarmacji? Co zresztą wpisywało się w zadeklarowany w ramach ujawnionego spisku plan, zmierzający do wykorzystania tej jak wyżej zadeklarowanej władzy dla ubezwłasnowolnienia władz sarmackich i księcia by osiągnąć cele zawierające się w ramach spisku? Czyżby więc sędzia w takim kontekście musiał orzekać i nie mógł się “poczciwina” wyłączyć - mimo tego że takie orzeczenie z racji na oczywistą stronniczość sędziego nigdzie może poza Birmą współczesną, Rosją, bądź Wenezuelą nie miałoby żadnej rangi i po prostu obarczone nieważnością w ogóle nie podlegałoby rozważaniu? Sędzia Sądu jako Sąd musiał wydawać takie z mocy samego prawa nieważne orzeczenia - ze względu na niemożliwy do przełamania przymus wewnętrzny, sędzia nie mógł się oprzeć? Możliwe, bardzo możliwe - zaprezentowana tutaj próba przekonania kogokolwiek że jednoosobowy sąd orzekając w sprawie w którą zaangażowany jako strona jest sam sędzia, była orzeczeniem sądu a nie sędziego (oczywiście orzeczenie było jednoznacznie dla tego sędziego w innej roli korzystne i dziwnie wpisujące się w zadeklarowane w spisku także przez Niego plany) jest może dla kogoś przekonująca, dla mnie w każdym razie była to “jurysprudencja nawet nie gastronomiczna”. Oczywiście że dla równowagi należałoby się skupić na prowokacjach i działaniach drugiej strony sporu - tyle tylko że druga strona swoimi działaniami zlikwidowała sąd najwyższy wykorzystując pretekst którego dostarczył mój wielce szacowny Przedmówca. Dlatego nie będę się na tym skupiał bowiem interesuje mnie geneza zjawiska zamętu konstytucyjnego i końca Sądu Najwyższego w kontekście ewentualnej potrzeby jego przywrócenia, a nie oczywisty, prosty i bezsporny zamach stanu, którego sprawcą była druga strona konfliktu - władze Sarmacji. W każdym razie przedstawiam tutaj przykład “takiego” orzeczenia które sędzie wydał bowiem “Co najwyżej uznawał się właściwym do rozstrzygania określonych kwestii. To akurat sąd konstytucyjny zawsze robić musi” - akurat to była kwestia co do której Sędzia musiał się uznać nieobiektywnym i był zobowiązany się wyłączyć, innej drogi nie mogło być - chyba żeby wydawać nic nie warte orzeczenie, o którym teraz nawet tenże Sędzia nie pamięta tak bardzo było bezwartościowe - że zasadniczo w ogóle go nie było… To jest ocena faktów - nijak nie da się tego inaczej widzieć.
    Przeprosić cóż, nie ma w tej sytuacji za co. Co nie zmienia intencji że zaproszenie do składu redakcji pozostaje aktualne, choć jak widzę dalsze jego ponawianie niespecjalnie przynieść może pożądany dla redakcji skutek.

  6. 23-02-2008 at 21:42, khand says:

    Co do orzekania we własnej sprawie - a co mi tam napiszę. Sąd konstytucyjny zawsze może znaleźć się w sytuacji, kiedy to przyjdzie mu orzekać o swoich kompetencjach. Nie dotyczy to konkretnych osób tylko ogólnego zjawiska. Skoro tak, to będziemy mieli problem na zasadzie ‘a kto będzie kontrolował kontrolujących’. Sąd konstytucyjny jest organem konstytucyjnym (w rozumieniu ustrojowym) a jednocześnie orzeka o zgodności norm prawnych z prawem konstytucyjnym. Może zatem orzekać
    o zakresie własnych uprawnień. Cóż zatem zrobić? Powołać organ nadrzędny nad nim? W takim razie kto będzie orzekał o pozycji organu nadrzędnego? Organ jeszcze bardziej nadrzędny. Władzę sądowniczą - przez połowę 2007 r. sprawował taki a nie inny skład sądu
    sprawowałem
    i tyle. Orzeczenia trzeba wykonywać. Jeśli raz się olało stanowisko Sądu - to nic dziwnego, że teraz są problemy z sądownictwem - bo cóź to za autorytet być sędzią sarmackim, sędzią którego można traktować jak szmatę? …

    Co do meritum rozstrzygnięć - to wszystkie były oczywiście zgodne z prawem. Oczywiste jest, że mogą być głosy krytyki - co nie zmienia faktu - że Sąd Najwyższy był organem uprawnionym do orzekania - i należało orzeczenia wykonać. Nie było organu, który mógłby arbitralnie stwierdzić, że takie orzeczenie było z prawem niezgodne. To że tak się wydawało puczystą (note bene - tutaj jak najbardziej sedziom we własnej sprawie) nie zmienia faktu, że puczyści nie mieli prawa kwestionować orzeczeń.

    A orzeczenia były następujące:

    Najpierw uznanie
    uznałem
    dekretu o KONiu za nielegalny. Nie wiem, gdzie tutaj stronniczość. Było to oczywiste złamanie konstytucji i to w sposób dokładnie literalny. Na przykład ‘odwołano’ mnie ze stanowiska sędziego bez zgody IS - a konstytucja stanowiła o tym że zgoda IS jest wymagana, wprowadzono stan wyjątkowy na terytorium MW - a konstytucja stanowiła, że nie można i tak dalej.

    Potem - było orzeczenie wzywające
    wzywałem
    Księcia do przywrócenia porządku konstytucyjnego. Wydane CAŁKOWICIE zgodnie z prawem. Formalnie - 100% legalne. Merytorycznie - być może dyskusyjne - bo wydane na podstawie klauzuli generalnej - ale istniejącej. Sąd mógł
    mogłem
    orzec tak lub inaczej - bo tutaj poprzez to że ustrojodawca (a osobiście autor konstytucji Książę) po prostu dał sądowi taką możliwość (co jest dość skandaliczne - ale - skoro taka możliwość była to sąd z niej skorzystał

    skorzystałem).
    Orzeczenie wydał
    wydałem
    w 100% umocowany organ. Pomijam, że sąd kierował
    kierowałem
    się tutaj pewną proporcjonalnością zagrożenia porządku konstytucyjnego w stosunku do celów które orzeczenie ma przynieść. To nie było tak, że się składało
    składałem
    Księcia z urzędu - przeciwnie - wzywało
    wzywałem
    do przywrócenia porządku konstytucyjnego - złamenego jak najbardziej.

    Ostatecznie - dopiero później zdetronizowano
    “zdetronizowałem”
    Księcia, zgodnie z wcześniejszym w pełni legalnym orzeczeniem. I tyle.

    Pamiętajmy, że najpierw był ZAMACH STANU. Proszę wskazać mi wcześniejsze jakiekolwiek naginanie uprawnień przez
    przezemnie
    sąd przed tym zamachem.


    Sędziowie orzekający na podstawie klauzul generalnych oraz na mocy ustaw norymberskich niemiec nazistowkich nagminnie po wojnie zasłaniali się istnieniem takich czy innych norm prawnych jako uniemożliwiających im działanie w inny sposób, we wszystkich powyższych zdaniach zamiast sformułowań:
    naginanie, zdetronizowano, wzywało, skorzystał, wzywające, wydane, był, sprawował
    - winno być
    naginałem, zdetronizowałem, wzywałem, skorzystałem, wzywałem, wydałem, byłem, sprawowałem
    ariston z chios

  7. 23-02-2008 at 21:43, Troy says:

    ciekawe zagęszczenie spiskowców i ich popleczników, żeby nie powiedzieć “agentów ujawniających poufne narady”, i jak tutaj bronić idei odrodzenia sądu najwyższego
    ariston z chios

  8. 23-02-2008 at 21:46, khand says:

    puczystą - winno być puczystom :)

  9. 23-02-2008 at 22:21, Lord Wander says:

    Gdzieś pewnie jest forum literackie ewentualnie postmodernistyczne, tam komentarz pewnie by się mimo wszystko uchował…
    ariston z chios

  10. 23-02-2008 at 22:47, Ariston z Chios says:

    Wyłączenie sędziego to wyłączenie sędziego, nic nie zmieni i nie naruszy zasady orzekania we własnej sprawie i bycia sędzią we własnej sprawie, nic nawet najbardziej “bzdurna” i opierana na niezmiernie “przekonującej” fikcji odrębności “sądu” od “sędziego”. Bo to że jakieś zdarzenia wynikały z tego ” że ktoś komuś danego realnie gdzieś tam w związku z czymś słowa nie dotrzymał” nie będzie determinowało dyskusji (bezprawia sarmackiego”. Opisanie tego musi być dla osoby mającej wyśmienite, doskonałe zdanie na swój temat (vide dotychczasowe komentarze i oceny samego siebie i swej działalności zawarte przez mojego szacownego wielce Przedmówcę) bzdurne niewątpliwie. Co prawda ktoś mógłby się spodziewać zbicia “bzdurnych” argumentów, przedstawienia po kolei zdarzeń, faktów, wersji prawdziwej wedle relacji mojego wielce szacownego Przedmówcy, ale się nie doczeka, bowiem mój wielce szacowny Przedmówca ma już pewnie w zanadrzu orzeczenie w którym Sąd w osobie sędziego czyli oczywiście mojego wielce szacownego Przedmówcy, z urzędui obiektywnie i w sprawie wedle “właściwości rozstrzygnięcia kwestii” a nie we “własnej sprawie”, rozstrzyga iż prawdziwa jest relacja mojego wielce szacownego Przedmówcy, jaka by nie była, w wszystkie inne są bzdurne…

    Niestety ale ta gazeta nie stanie się forum kreowania zdrady stanu i sprzeniewierzania się etyce zawodowej sędziego na cnotę walki z tyranią i zamachem stanu. Choć z “tyranią i zdradą stanu” nie zamierza iść ręka w rękę.
    Z mojej strony to by było na tyle, bowiem w świecie wirtualnym zawsze najbardziej zniechęca mnie konsekwentne pójście w zaparte, prezentowane w imię jak sądzę “słabej pamięci” innych uczestników oraz oczekiwania że wszyscy poza “w zaparte podążającym” są najwyraźniej dużo głupsi i 2 do 2, nijak im się dodać nie uda.

    Gazeta z założenia ma być merytoryczna do bólu, konkretna i w tym sensie nudna, poruszająca zagadnienia konkretne tylko jako zarysowanie kontekstu - błędnie zarysowywany kontekst wedle potrzeby każdy zainteresowany może skorygować tak samo jak i przeciwstawić się opracowanym na nim, wobec niego meritum. I taką być spróbuje nawet przeciw mnie.
    Na przyszłość - komentarze uchowają się tutaj wszystkie byle były:
    merytoryczne
    i wywodzone ze sprawdzalnych bądź oczywiście bezspornych argumentów

    inne będą kasowane, usuwane, eliminowane czy co tam innego.
    Jak sądzę więc wszystkich niezwykle kreatywnych komentujących zniknięcie więc ich komentarzy nie zdziwi?

  11. 23-02-2008 at 22:48, khand says:

    “Wyłączenie sędziego to wyłączenie sędziego” - ale nikt sędziego nie wyłączył. Nie przypominam sobie takiego orzeczenia.

    Zdaje się że sędzia w pierwszej kolejności musi wyłączyć się sam, potem zaś powinien wyłączyć go prezes sądu, gdyby totalna bezmyślność bądź niespotykana bezczelność powstrzymały go od tego oczywistego kroku…
    ariston z chios

  12. 23-02-2008 at 22:49, khand says:

    Opinie niekoniecznie odpowiadające prawdzie a do tego niestety z kategorii psychologii “auto introspektywnej”, nie miały szans się ustać…

    ariston z chios

  13. 23-02-2008 at 22:52, Lord Wander says:

    Gdzieś pewnie jest forum literackie ewentualnie postmodernistyczne, oby tam już czekali - papapa…
    ariston z chios

  14. 24-02-2008 at 15:41, Abraxas says:

    Hmm… Cenzura?

    A co do sporu - dekret o KON-ie rzeczywiście był niezgodny z Konstytucją i ja również uchyliłbym go bez chwili wahania.

    Natomiast co do reszty - nie wypowiadam się, ponieważ nie analizowałem tej sprawy dogłębnie. Wiem jednak, że SN jako najważniejszy obrońca Konstytucji, powinien podjąć wszelkie, a dopuszczone prawem kroki w obronie hmm prawa.

    Natomiast prawdą jest, że orzekanie przez Sędziego będącego np. głową jakiegoś regionu o autonomii tego regionu bądź też uprawnieniach tejże głowy pozbawia sędziego podmiotu bezstronności i to niezależnie, od jego wewnętrznych, osobistych przekonań.

    Natomiast wracając do kwestii Regenta (RR) - otóż pierwszą rzecz, którą należy zauważyć to fakt, że Regent (RR) sprawuje WŁADZĘ książęcą w IMIENIU Księcia.
    Wynikają z tego dwa fakty: po pierwsze Regent (RR) może być ustanowiony tylko do wykonywania aktów władczych - w zakresie uprawnień Księcia (a więc do sprawowania władzy wykonawczej, sądowniczej, politycznej). Jednakże spod pojęcia aktu władczego należy w pierwszej kolejności wyłączyć osobiste prerogatywy książęce (a więc możliwość nadawania i odbierania tytułów arystokratycznych, odznaczeń, orderów, stosowania prawa łaski (!), określenie następcy). W drugiej natomiast - przysługujące Księciu uprawnienia niewładcze (reprezentacja Księstwa (!) oraz przyjęcie listów uwierzytelniających). Wynika to z fundamentalnej zasady prawa międzynarodowego, że podmioty są w nim równe, a akt władczy, jak wiadomo - zakłada nierównorzędny stosunek podmiotów.
    Pozostaje pytanie, otwarte, czy powołanie Regenta (RR) jest aktem władczym, czy też osobistą prerogatywą. Wydaje się, że, podobnie jak kwestię sukcesji, należy włączyć go właśnie w zakres drugiego pojęcia. Przy takim założeniu, powołanie Regenta przez Regenta jest niemożliwe.
    Zresztą, możliwość taka zrodziłaby istotne wątpliwości: czy Regent, powołujący Regenta pozostaje nim, czy traci uprawnienia na rzecz powołanego? A jeśli nie - mogą oni działać osobno czy łącznie? A może działają wtedy jak(-o) Rada Regencyjna?
    Ergo - moim zdaniem Regent Regenta ustanowić nie może.
    Natomiast coś, co nazywacie subregencją (o ile dobrze rozumiem pojęcie), tj. przekazanie wykonywania części uprawnień przez daną osobę jest, moim zdaniem, możliwe - pod warunkiem, że ta nowa osoba działa jako Regent (tj. jej decyzję traktowałoby się jako decyzję Regenta - a więc niemożliwa byłaby jej zmiana w drodze np. odwołania). [W postępowaniu administracyjnym to normalna procedura - np. decyzji prezydenta miasta nie podpisuje on sam - ale robi to odpowiednio delegowany do tego urzędnik, a jego decyzja ma tę samą moc, jaką miałby podpis prezydenta.]
    Wracając - Konstytucja stanowi, że Regent sprawuje władzę w imieniu Księcia. Przypomina to do złudzenia definicję pełnomocnictwa, stosowaną w prawie cywilnym. I tak też interpretowałbym jego rolę - Regent jest “pełnomocnikiem” (”prokurentem”?) Księcia - działa, korzystając z nadanych mu uprawnień i na rachunek nadającego. Nie jest to więc działanie JAKO Książę - ponieważ w pewnych sytuacjach można skutki działania pełnomocnika odwrócić, ale nie jest to też działanie JAK Książę - ponieważ zakres i skutki działania są szersze.
    Pytanie do dyskusji to to, czy chodzi tu o stosunek bardziej podobny do pełnomocnictwa (a jego zakres, jak wiadomo, można dowolnie regulować) czy prokury (a ta ma zakres ściśle określony).
    Wnioski:
    1. na gruncie Konstytcji, Książę może powołać Regenta z uprawnieniami władczymi, wyłączając akty niewładcze i prerogatywy Książęce;
    2. z 1. wynika, że Regent nie może powołać Regenta/RR;
    3. Regent może jednak zlecić (to niezłe słowo) wykonywanie części nadanych uprawnień za niego - nie może on wtedy wpływać na raz wydane decyzje, które w dodatku traktuje się jako wydane przez niego osobiście;
    4. konstrukcja działania Regenta podobna jest do pełnomocnictwa - sprawuje władzę w imieniu Księcia i na jego rachunek;
    5. Książę może, w pewnych warunkach, zmieniać i uchylać decyzje Regenta.

  15. 24-02-2008 at 15:42, Abraxas says:

    Władzy “sądowniczej, wykonawczej, ustawodawczej” oczywiście miało być. :)

Pages

Search

Categories