nemo iudex in causa sua (in propria causa) - (łac. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie).
Czasami niestety wciąż należy omawiać zagadnienia oczywiste. U podstaw polskiego – opartego na wielu nurtach tzw. europejskiego prawa stoi rodzaj fundamentu filozoficznego, prawnego naszej cywilizacji – prawo rzymskie. Większość z jego zasad znajduje umocowanie wprost w unormowaniach konkretnych przepisów. Zarazem można je wywieść z systemu prawnego jako całości. Składają się one na takie rozumienie prawa w którym jest ono narzędziem osiągania sprawiedliwości. Pewien mniej lub bardziej abstrakcyjny postulat – wywodzony co do zasady aksjologicznie jakim jest sprawiedliwość, jest celem do którego podąża się za pomocą środka jakim jest prawo.
W ramach swoistego realizmu i pozytywizmu prawniczego zwłaszcza w XIX i XX wieku doszło do zakwestionowania abstrakcyjnych, aksjologicznych uwarunkowań prawa (szkół prawa natury), odrzucenia prawa jako sfery określanej przekonaniem o sprawiedliwości. Powstały poglądy na prawo odwołujące się do psychologii i socjologii, postrzegające prawo jako cel sam w sobie. Najbardziej radykalną ze szkół tego nurtu był normatywizm Hansa Kelsena. Uczony ten odrzucał w prawie wszystko to co nie było prawem. Norma prawna stawała się ostatecznym celem, realizującym się dla samej siebie. Sędzia stawał się żołnierzem wykonującym „rozkazy ustawy”. Prawo miało być określone wyłącznie w drodze stanowienia, przy pomocy precyzyjnych norm. Odrzucano postulat wartościowania prawa poprzez analizowanie tego jakim celom przyświecała dana regulacja – „powinność” na rzecz tego czym jest i co określa „byt”- realnie istniejące prawo. Normatywizm wymagał stosowania wyłącznie interpretacji przepisu w drodze analizy logicznej – gramatycznej. Prawo stawało się prostym narzędziem precyzyjnie uregulowanym przez Państwo – ustawodawcę.
Następowało silne przywiązanie instytucji oraz sędziów do norm prawnych, jako jedynej wskazówki postępowania. Co do zasady precyzyjne, konkretne, łatwe w interpretacji uregulowania ograniczające swobodę interpretacyjną, odrzucające inne postulaty poza realizowaniem po prostu prawa fascynowały prawników.
Do czasu. Idea austriackiego myśliciela prawa najsilniej zadomowiła się w Niemczech i została wchłonięta przez system nazistowski. Sędziowie orzekający przez 33 rokiem, po dojściu do władzy nazistów pozostawali na stanowiskach i nadal orzekali. Wraz z narastającą falą ekscesów w życiu społecznym i analogiczną degrengoladą ustawodawstwa państwowego, zaczęły się pojawiać coraz bardziej wynaturzone uregulowania, a w następstwie ścisłego związania sędziego treścią przepisu, zdegenerowane orzeczenia. Normatywizm wyśmienicie wpasował się w linię totalitaryzmu. Głos fuhrera stawał się obowiązującym prawem, co wyrażano ustawowo, i w konsekwencji czego sędzia stawał się związany „opiniami” niedoszłego malarza.
Powstawały ustawy definiujące człowieczeństwo – zawierające wykluczenie spośród grupy ludzi tych którym ten przymiot nie został nadany – wyjątkowo skandaliczne ustawy norymberskie. Wciąż ci sami sędziowie akuratnie wykonywali rozkazy prawa, stosując coraz bardziej absurdalne przepisy. Gdy trzeba było skazać obrońców poczty gdańskiej, skazywali. Nie było absurdu który nie przeszedłby przez ich uchwały, orzeczenia, uzasadnienia do orzeczeń. Wychowani i ukształtowani przez normatywizm nie widzieli innej możliwości. Gdy tysiącletnia iii rzesza legła zniszczona, jej przywódcy zostali osądzeni w oparciu o wywodzone z ogólnych zasad powszechnie obowiązujących prawa – skazani i uznani winnymi zbrodni, mimo że ich postępowaniu obiektywnie nie można było zarzucić złamania norm prawa niemieckiego, które po prostu stosowali, normatywizm runął z łoskotem. Okazało się że od sędziego, przywódcy, żołnierza, przedsiębiorcy, dyplomaty oczekuje się postępowania zgodnie z powszechnie obowiązującymi zasadami prawa, powszechnie przyjmowanej idei sprawiedliwości – praw człowieka, nawet wbrew wewnętrznemu precyzyjnie określonemu prawu Państwa na służbie którego pozostawali, pod groźbą kary za złamanie zasad ogólnych – zbrodni przeciwko ludzkości…
Jedną z takich powszechnych zasad jest właśnie wymieniona na początku zasada bezstronności sędziego – gwarancji niezawisłości orzekania, niezależności sądu, sprawiedliwości – gwarantowanej przez Państwo Prawa każdemu obywatelowi, czego dochodzenie gwarantować ma obiektywizm sędziego, bezstronnego arbitra. Zasada ta wynika, jeśli nie jest wprost wyrażona właściwymi przepisami, z całego systemu prawnego. Co prawda narzuca się natychmiast że sędziami orzekającymi w procesie norymberskim przeciwko zbrodniarzom nazistowskim, byli arbitrzy dobrani spośród Państw zwycięskich, co odbierało im przymiot bezstronności. Jest to prawdą, lecz sąd ten zamierzał określić normy zasady nadrzędności prawa człowieka oraz ukaranie bezprzykładnych, niewyobrażalnych zbrodni, dlatego zasada bezstronności została tutaj zawieszona. Była to sytuacja całkowicie nietypowa. Jednorazowa – miejmy nadzieję, ze względu na przedmiot zainteresowania trybunału. Poza tym wypadkiem bezstronność sędziowska tkwi u podstaw gwarancji prawidłowego orzekania, stabilności orzeczeń – zabezpieczając je przed zarzutem instrumentalizacji rozstrzygnięć w grze interesów w której uczestniczyliby sami sędziowie.
W pierwszym rzędzie obowiązek dbania o zachowania tejże spoczywa na samych sędziach, którzy najpierw indywidualnie w drodze decyzji podjętej we własnym sumieniu, potem na sędziowskim gronie w przypadku braku odpowiedniej refleksji u konkretnego interesownego sędziego. Każde orzeczenie wydane przez stronniczy sąd nosi cechę nieważności z samego faktu wydania go przez nieobiektywnego, bezpośrednio zainteresowanego sędziego i w drodze interpretacji zasad składających się na system prawny podlega uchyleniu, lub może być traktowana jako niebyła.
Ponieważ ostatnio z wielką siłą objawił się problem rozumienia tej istotnej, kluczowej zasady, a nawet uznawania jej istnienia, chciałem skupić się na rozwiązaniu problemu, tzw. sarmackiego czerwca roku 2007, gdy m.in. problem stronniczości sędziego, braku jego wyłączenia, zagrożenia jakie to stwarzało stał się pretekstem likwidacji sądu najwyższego. Wewnętrzne zakleszczenie konstytucji wykluczało możliwość:
- tak powołania nowych sędziów sądu najwyższego jak i
- odwołania dotychczasowego sędziego bez jego zgody.
- uchwalenie jakiejkolwiek nowej ustawy podlegało badaniu przez tegoż sędziego również a jednocześnie na terytorium kraju którego był głową mogły zostać uchylone także przez niego.
Czyli próba ustawowego zakazania łączenia przez sędziego sądu najwyższego funkcji sędziego z wysoką funkcją we władzy wykonawczej oraz zasada wyłączenie sędziego w przypadku jego stronniczości spotkałaby się po pierwsze z uchyleniem jej na terytorium kraju którego głową był sędzia, jak i uchylenie jej w ogóle jako sprzecznej z konstytucją także przez niego. Podobna blokada dotyczyła jakiejkolwiek próby rozwiązania problemu na drodze nowelizacji konstytucji tak przez legislację, jak i przez referendum – sędzia jako głowa kraju sarmackiego mógł nie zatwierdzić zmiany konstytucji. W tej sytuacji jednak władze centralne były zobowiązane podjąć wszystkie wymienione powyżej próby przywrócenia normalnej sytuacji – od dokooptowania do składu sądu nowych jego członków, zdolnych przegłosować prezesa, i wykluczać go w imię bezstronność od orzekania w sprawach w których istniałby konflikt interesów, poprzez próbę odwołania sędziego. Następnie władze winny spróbować uchwalić, wydać właściwie ustanowione prawa w którym uniemożliwiałaby łączenie urzędów. Gdyby to również zakończyło się niepowodzeniem powinno doprowadzić do próby zmiany konstytucji – z jednym jedynym punktem – zasadą wyłączenia sędziego w przypadku jego stronniczości oraz zakazem łączenia urzędów.
Dopiero gdyby te próby zakończyły się niepowodzeniem, zostałaby by bezspornie nie tylko poprzez ujawnienie intencji zdrady stanu (ujawnione poufne rozmowy) wykazane faktyczne złe zamiary sędziego sądu najwyższego, możliwe byłoby sięgnięcie po środki nadzwyczajne, z prawem sprzeczne, gdzie w drodze zamachu stanu zostałaby przywrócona zasada obiektywizmu sędziowskiego – po tym jak w jasny sposób udowodniono że sędzia jest stronniczy. Niestety władze zdecydowały zacząć od końca, jednocześnie samemu mając nieczyste sumienie, ponieważ wiele wskazuje na to że ich działanie było nieustającym prowokowaniem sędziego do działań wskazujących na brak jego bezstronności, i zmuszenia go do zawiązania spisku, który służyłby wykorzystaniu jego totalnych uprawnień dla utrzymania takiego stanu, ewentualnego osiągnięcia celów pogrzebania Sarmacji – co dałoby pretekst do jego usunięcia. Trochę przypomina to działania cba… Niestety.



16 Responses to “Konflikt interesów”