Konflikt interesów

nemo iudex in causa sua (in propria causa) - (łac. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie).

Czasami niestety wciąż należy omawiać zagadnienia oczywiste. U podstaw polskiego – opartego na wielu nurtach tzw. europejskiego prawa stoi rodzaj fundamentu filozoficznego, prawnego naszej cywilizacji – prawo rzymskie. Większość z jego zasad znajduje umocowanie wprost w unormowaniach konkretnych przepisów. Zarazem można je wywieść z systemu prawnego jako całości. Składają się one na takie rozumienie prawa w którym jest ono narzędziem osiągania sprawiedliwości. Pewien mniej lub bardziej abstrakcyjny postulat – wywodzony co do zasady aksjologicznie jakim jest sprawiedliwość, jest celem do którego podąża się za pomocą środka jakim jest prawo.

W ramach swoistego realizmu i pozytywizmu prawniczego zwłaszcza w XIX i XX wieku doszło do zakwestionowania abstrakcyjnych, aksjologicznych uwarunkowań prawa (szkół prawa natury), odrzucenia prawa jako sfery określanej przekonaniem o sprawiedliwości. Powstały poglądy na prawo odwołujące się do psychologii i socjologii, postrzegające prawo jako cel sam w sobie. Najbardziej radykalną ze szkół tego nurtu był normatywizm Hansa Kelsena. Uczony ten odrzucał w prawie wszystko to co nie było prawem. Norma prawna stawała się ostatecznym celem, realizującym się dla samej siebie. Sędzia stawał się żołnierzem wykonującym „rozkazy ustawy”. Prawo miało być określone wyłącznie w drodze stanowienia, przy pomocy precyzyjnych norm. Odrzucano postulat wartościowania prawa poprzez analizowanie tego jakim celom przyświecała dana regulacja – „powinność” na rzecz tego czym jest i co określa „byt”- realnie istniejące prawo. Normatywizm wymagał stosowania wyłącznie interpretacji przepisu w drodze analizy logicznej – gramatycznej. Prawo stawało się prostym narzędziem precyzyjnie uregulowanym przez Państwo – ustawodawcę.

Następowało silne przywiązanie instytucji oraz sędziów do norm prawnych, jako jedynej wskazówki postępowania. Co do zasady precyzyjne, konkretne, łatwe w interpretacji uregulowania ograniczające swobodę interpretacyjną, odrzucające inne postulaty poza realizowaniem po prostu prawa fascynowały prawników.

Do czasu. Idea austriackiego myśliciela prawa najsilniej zadomowiła się w Niemczech i została wchłonięta przez system nazistowski. Sędziowie orzekający przez 33 rokiem, po dojściu do władzy nazistów pozostawali na stanowiskach i nadal orzekali. Wraz z narastającą falą ekscesów w życiu społecznym i analogiczną degrengoladą ustawodawstwa państwowego, zaczęły się pojawiać coraz bardziej wynaturzone uregulowania, a w następstwie ścisłego związania sędziego treścią przepisu, zdegenerowane orzeczenia. Normatywizm wyśmienicie wpasował się w linię totalitaryzmu. Głos fuhrera stawał się obowiązującym prawem, co wyrażano ustawowo, i w konsekwencji czego sędzia stawał się związany „opiniami” niedoszłego malarza.

Powstawały ustawy definiujące człowieczeństwo – zawierające wykluczenie spośród grupy ludzi tych którym ten przymiot nie został nadany – wyjątkowo skandaliczne ustawy norymberskie. Wciąż ci sami sędziowie akuratnie wykonywali rozkazy prawa, stosując coraz bardziej absurdalne przepisy. Gdy trzeba było skazać obrońców poczty gdańskiej, skazywali. Nie było absurdu który nie przeszedłby przez ich uchwały, orzeczenia, uzasadnienia do orzeczeń. Wychowani i ukształtowani przez normatywizm nie widzieli innej możliwości. Gdy tysiącletnia iii rzesza legła zniszczona, jej przywódcy zostali osądzeni w oparciu o wywodzone z ogólnych zasad powszechnie obowiązujących prawa – skazani i uznani winnymi zbrodni, mimo że ich postępowaniu obiektywnie nie można było zarzucić złamania norm prawa niemieckiego, które po prostu stosowali, normatywizm runął z łoskotem. Okazało się że od sędziego, przywódcy, żołnierza, przedsiębiorcy, dyplomaty oczekuje się postępowania zgodnie z powszechnie obowiązującymi zasadami prawa, powszechnie przyjmowanej idei sprawiedliwości – praw człowieka, nawet wbrew wewnętrznemu precyzyjnie określonemu prawu Państwa na służbie którego pozostawali, pod groźbą kary za złamanie zasad ogólnych – zbrodni przeciwko ludzkości…

Jedną z takich powszechnych zasad jest właśnie wymieniona na początku zasada bezstronności sędziego – gwarancji niezawisłości orzekania, niezależności sądu, sprawiedliwości – gwarantowanej przez Państwo Prawa każdemu obywatelowi, czego dochodzenie gwarantować ma obiektywizm sędziego, bezstronnego arbitra. Zasada ta wynika, jeśli nie jest wprost wyrażona właściwymi przepisami, z całego systemu prawnego. Co prawda narzuca się natychmiast że sędziami orzekającymi w procesie norymberskim przeciwko zbrodniarzom nazistowskim, byli arbitrzy dobrani spośród Państw zwycięskich, co odbierało im przymiot bezstronności. Jest to prawdą, lecz sąd ten zamierzał określić normy zasady nadrzędności prawa człowieka oraz ukaranie bezprzykładnych, niewyobrażalnych zbrodni, dlatego zasada bezstronności została tutaj zawieszona. Była to sytuacja całkowicie nietypowa. Jednorazowa – miejmy nadzieję, ze względu na przedmiot zainteresowania trybunału. Poza tym wypadkiem bezstronność sędziowska tkwi u podstaw gwarancji prawidłowego orzekania, stabilności orzeczeń – zabezpieczając je przed zarzutem instrumentalizacji rozstrzygnięć w grze interesów w której uczestniczyliby sami sędziowie.

W pierwszym rzędzie obowiązek dbania o zachowania tejże spoczywa na samych sędziach, którzy najpierw indywidualnie w drodze decyzji podjętej we własnym sumieniu, potem na sędziowskim gronie w przypadku braku odpowiedniej refleksji u konkretnego interesownego sędziego. Każde orzeczenie wydane przez stronniczy sąd nosi cechę nieważności z samego faktu wydania go przez nieobiektywnego, bezpośrednio zainteresowanego sędziego i w drodze interpretacji zasad składających się na system prawny podlega uchyleniu, lub może być traktowana jako niebyła.

Ponieważ ostatnio z wielką siłą objawił się problem rozumienia tej istotnej, kluczowej zasady, a nawet uznawania jej istnienia, chciałem skupić się na rozwiązaniu problemu, tzw. sarmackiego czerwca roku 2007, gdy m.in. problem stronniczości sędziego, braku jego wyłączenia, zagrożenia jakie to stwarzało stał się pretekstem likwidacji sądu najwyższego. Wewnętrzne zakleszczenie konstytucji wykluczało możliwość:

- tak powołania nowych sędziów sądu najwyższego jak i

- odwołania dotychczasowego sędziego bez jego zgody.

- uchwalenie jakiejkolwiek nowej ustawy podlegało badaniu przez tegoż sędziego również a jednocześnie na terytorium kraju którego był głową mogły zostać uchylone także przez niego.

Czyli próba ustawowego zakazania łączenia przez sędziego sądu najwyższego funkcji sędziego z wysoką funkcją we władzy wykonawczej oraz zasada wyłączenie sędziego w przypadku jego stronniczości spotkałaby się po pierwsze z uchyleniem jej na terytorium kraju którego głową był sędzia, jak i uchylenie jej w ogóle jako sprzecznej z konstytucją także przez niego. Podobna blokada dotyczyła jakiejkolwiek próby rozwiązania problemu na drodze nowelizacji konstytucji tak przez legislację, jak i przez referendum – sędzia jako głowa kraju sarmackiego mógł nie zatwierdzić zmiany konstytucji. W tej sytuacji jednak władze centralne były zobowiązane podjąć wszystkie wymienione powyżej próby przywrócenia normalnej sytuacji – od dokooptowania do składu sądu nowych jego członków, zdolnych przegłosować prezesa, i wykluczać go w imię bezstronność od orzekania w sprawach w których istniałby konflikt interesów, poprzez próbę odwołania sędziego. Następnie władze winny spróbować uchwalić, wydać właściwie ustanowione prawa w którym uniemożliwiałaby łączenie urzędów. Gdyby to również zakończyło się niepowodzeniem powinno doprowadzić do próby zmiany konstytucji – z jednym jedynym punktem – zasadą wyłączenia sędziego w przypadku jego stronniczości oraz zakazem łączenia urzędów.

Dopiero gdyby te próby zakończyły się niepowodzeniem, zostałaby by bezspornie nie tylko poprzez ujawnienie intencji zdrady stanu (ujawnione poufne rozmowy) wykazane faktyczne złe zamiary sędziego sądu najwyższego, możliwe byłoby sięgnięcie po środki nadzwyczajne, z prawem sprzeczne, gdzie w drodze zamachu stanu zostałaby przywrócona zasada obiektywizmu sędziowskiego – po tym jak w jasny sposób udowodniono że sędzia jest stronniczy. Niestety władze zdecydowały zacząć od końca, jednocześnie samemu mając nieczyste sumienie, ponieważ wiele wskazuje na to że ich działanie było nieustającym prowokowaniem sędziego do działań wskazujących na brak jego bezstronności, i zmuszenia go do zawiązania spisku, który służyłby wykorzystaniu jego totalnych uprawnień dla utrzymania takiego stanu, ewentualnego osiągnięcia celów pogrzebania Sarmacji – co dałoby pretekst do jego usunięcia. Trochę przypomina to działania cba… Niestety.

Written by: Ariston z Chios

16 Responses to “Konflikt interesów”

  1. 25-02-2008 at 21:29, Troy says:

    Jak się sędzia nie podobał, to go wystarczyło odwołać (prerogatywa Księcia, za zgodą IS). Jak się nie podobał Marszałek IS, to trzeba go było zmienić (prerogatywa Księcia). Posypało się?

  2. 25-02-2008 at 21:47, Ariston z Chios says:

    Od redakcji.
    Prawo państwowe ⇒ Konstytucja Księstwa Sarmacji, poz. 863

    Grodzisk, dnia 14 maja 2007 r.
    Obwieszczenie Księcia Sarmacji
    w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu Konstytucji Księstwa Sarmacji (uchylony)

    Art. 7W. [Wiążące opinie Księcia i Mandragorów]

    1. Książę postanawia w sprawach:
    1. powoływania i odwoływania sędziów Sądu Najwyższego,
    2. powoływania i odwoływania prokuratorów Prokuratury Generalnej,
    3. nadawania, obniżania i odbierania tytułów arystokratycznych uprawniających do zasiadania w Izbie Senatorskiej.
    po zasięgnięciu wiążącej opinii Mandragorów Wandystanu.

    Art. 4W. [Samorządność Wandystanu]

    3. Ustawy i dekrety z mocą ustawy mogą być uchylone, w części lub całości, przez organ lub organy władzy publicznej określone Konstytucją Mandragoratu Wandystanu. W przypadku uchylenia, ustawy i dekrety z mocą ustawy obowiązują na obszarze Księstwa Sarmacji z wyłączeniem obszaru Mandragoratu Wandystanu.

    Art. 23. [Sąd Najwyższy]

    1. Sąd Najwyższy jest sądem konstytucyjnym Księstwa Sarmacji oraz pełni funkcję sądu powszechnego na zasadach określonych w ustawie.
    2. Prezesa Sądu Najwyższego powołuje i odwołuje Książę spośród sędziów Sądu Najwyższego.
    3. Sąd Najwyższy większością głosów orzeka o zgodności praw z prawami wyższego rzędu oraz określa ich powszechnie obowiązującą wykładnię. Jeżeli rozstrzygnięcie sprawy na podstawie praw jest niemożliwe, dopuszczalne jest orzekanie na podstawie zasad słuszności i utrwalonych zwyczajów. W razie równości głosów rozstrzyga głos Prezesa Sądu Najwyższego.

    Art. 50W. [Zatwierdzenie zmiany Konstytucji]

    Zmiana Konstytucji Księstwa Sarmacji wymaga zatwierdzenia przez organ lub organy władzy publicznej określone Konstytucją Mandragoratu Wandystanu.

    Niestety nie zauważyłem jakiejkolwiek kwestii dotyczącej marszałka senatu, co do reszty myślę że:

    “po zasięgnięciu wiążącej opinii Mandragorów Wandystanu”

    powinno spowodować iż nikomu nie przyjdzie już mam nadzieję do głowy próbować wmówić sobie i nie tylko, tak jak ma to miejsce u komentującego powyżej, że świat jest pełen analfabetów niezdolnych nie tylko do czytania ale i cytowania wybranych fragmentów przy pomocy opcji “kopiuj wklej”.
    ariston z chios

  3. 25-02-2008 at 21:53, Troy says:

    Faktycznie, poprzednia konstytucja o tym stanowiła. Jednak zupełnie nie zmienia to faktu, że Książę nie spróbował działać wedle ustalonego przez siebie porządku prawnego i postanowił na wstępie o jego złamaniu.

  4. 25-02-2008 at 22:09, Troy says:

    Kurcze, kliknąłem przypadkiem więc piszę dalej:
    Jeśli z jednej strony zważymy ciężar rozmowy na czacie w państwie wolności obywatelskiej, która - aczkolwiek kontrowersyjna - jedynie w oczach największych przeciwników MW może uchodzić za zdradę stanu skoro rozmówcy o ile pamiętam mówią o tym co zrobić by części Księstwa Sarmacji w której żyją wiodło się lepiej, a zainicjowanie przez Księcia puczu urzędników średniego szczebla, siłowe zawieszenie Izby Poselskiej (w której frakcja książęca miała bodaj większość), siłowe zawieszenie Izby Senatorskiej (której Marszałek był przez Księcia odwoływalny), siłowe zawieszenie Sądu Najwyższego, wprowadzenie moderacji na wszystkich forach i internowanie własnych obywateli w momencie w którym żaden przewrót w Sarmacji miejsca mieć nie może, bo to Książę zarządza serwerem, jest chyba delikatnie mówiąc strzelaniem z armaty do mrówki. Tu kompletnie nie ma logicznej relacji pomiędzy problemem, który jak (d.) Książę twierdzi wymagał specjalnych działań, a de facto puczem przeprowadzonym przez nikogo innego jak Księcia.

    Tłumaczenie, że odcięcie przez Księcia cześci sarmackiego terytorium i internowanie własnych obywateli było podyktowane troską o Księstwo Sarmacji jest delikatnie mówiąc śliskie. Jeśli moja żona zastanawia się głośno czy ma się puścić, to albo ją ustawiam do pionu, albo się z nią żegnam, ale niekoniecznie ją zatłukuję na śmierć szpadlem.

    Książę i Mandragorzy ostatecznie weszli na ścieżke “Aksamitnego Rozwodu”, ale z niewiadomych mi i prawde mówiąc niezrozumiałych powodów Książę wymyślił Bazylianów i zaczął pucz zanim droga pokojowa w ogóle miała szansę powodzenia.

  5. 25-02-2008 at 22:18, Ariston z Chios says:

    Od redakcji: o czym właśnie traktuje wyżej zamieszczony artykuł także…
    W tej sytuacji jednak władze centralne były zobowiązane podjąć wszystkie wymienione powyżej próby przywrócenia normalnej sytuacji….
    Dopiero gdyby te próby zakończyły się niepowodzeniem…. możliwe byłoby sięgnięcie po środki nadzwyczajne, z prawem sprzeczne, gdzie w drodze zamachu stanu
    Niestety władze zdecydowały zacząć od końca, jednocześnie samemu mając nieczyste sumienie….
    Trochę przypomina to działania cba… Niestety.

    ariston z chios

  6. 25-02-2008 at 23:00, Troy says:

    Nieczyste sumienie w tym przypadku to określenie o zdecydowanie za słabej wadze.

    Proszę zrozumieć, że ja nie byłem fanem MW. Jeśli przekopie Pan archiwum, to do znalezienia jest mój list o tytule “14 dni po” który regentem będąc wysłałem 14 dni po przyłączeniu Mandragoratu do Sarmacji. Na tym etapie już miałem niezłomne przekonanie, że był to błąd i trzeba to naprawić najwcześniej jak się da. Książę niestety mojego zdania - wtedy - nie podzielał, a w kraju który budowałem od pierwszych dni jego istnienia rozpanoszyli się Mandragorzy. Nerwowo tego nie zniosłem i wyemigrowałem - taki Sean Connery i okupowana Szkocja. Historia przyznała mi rację, ale nie mam satysfakcji z tego powodu. Na pierwsze wieści o “Aksamitnym Rozwodzie” ucieszyłem się jak dziecko i planowałem powrót z dobrowolnego wygnania. Prędzej bym się jednak śmierci spodziewał niż tego dramatu, który zaczął się wtedy odbywać. Książę z pozycji obrońcy praw stał się osobą która te prawa zdeptała i nie potrafię sobie tego w żaden sposób wytłumaczyć.

    W przeszłości Książę wprowadzał stany wyjątkowe - po jednym z nich nawet w wyniki schizmy utworzył się Mandragorat Wandystanu - ale tam książęce działania (jakkolwiek niesprecyzowane w prawie) miały logiczne uzasadnienie, głównie dlatego że brakowało innego wyjścia i za Księciem można było z czystym sumieniem stanąć. Nie wyobrażam sobie jak mógłbym się podpisać pod proklamacją KON, ręka by mi uschła i odpadła. Po tym dokumencie znielubiony MW stał się ofiarą, za którą po prostu trzeba się było opowiedzieć i pomimo brzydliwości to robię.

    Z przyjemnością usłyszałbym wyjaśnienia. Idealnie od Księcia, nie od jego bazyliszków, bo haseł “Wodzu prowadź!” nie znoszę, no ale raczej się nie doczekam, bo co tu można powiedzieć?

  7. 25-02-2008 at 23:09, Abraxas says:

    Przywołanie procesu norymberskiego w poważnym artykule prawniczym, stawia pod znakiem zapytania jego treść. Proces norymberski złamał szereg zasad cywilizowanego (sprawiedliwego) procesu, fundamentalnych zasad odpowiedzialności karnej.

    Po pierwsze, przywołana już przez Autora stronniczość sędziów. Nie jest to wyjątek, nad którym można przejść do porządku dziennego. Istnienie takiego precedensu stwarza bowiem zagrożenie, że sytuacja taka może się powtórzyć. Jest to o tyle dziwne, że sam Autor stwierdza dalej: “Każde orzeczenie wydane przez stronniczy sąd nosi cechę nieważności z samego faktu wydania go przez nieobiektywnego, bezpośrednio zainteresowanego sędziego”. I nie ma znaczenie, jaką rangę ma wydane przez nich orzeczenie. Potraktowano sąd instrumentalnie.

    Po drugie, złamano elementarną zasadę prawa karnego: prawo nie działa wstecz. Tak, tak - skazano kogoś za czyn, który w czasie popełniania - nie był zabroniony.

    Po trzecie, w konsekwencji, złamano zasadę: nie ma przestępstwa bez ustawy oraz nie ma przestępstwa bez kary. Tak po prostu wymyślono sobie nie tylko przestępstwo (dopasowano go do czynów), ale także z miejsca orzeczono za nie karę (i to karę główną!).

    Po czwarte, skazano osoby, które działały w myśl obowiązujących w ich kraju przepisów. To jest rzecz dla mnie w ogóle nie do pojęcia… Na fali tego powstała piramidalnie głupia teoria myślących bagnetów (odtąd żołnierze ma najpierw przemyśleć rozkaz, a później ewentualnie go wykonać).

    Podsumowując - Norymberga to zły przykład na cokolwiek, a w szczególności na poczucie praworządności.

    A teraz do tezy artykułu: “zostałaby by bezspornie […] wykazane faktyczne złe zamiary sędziego sądu najwyższego”. I ja się pytam - na czym niby polegają złe zamiary w przypadku wykonywania swoich konstytucyjnych uprawnień przez prawidłowo umocowane organy?! NIKT nie ma prawa decydować o tym, że orzeczenie SN jest “dobre” lub “złe” - po prostu jest i należy mu się podporządkować. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Xiążę nagle decyduje, że mu się nie podobają orzeczenia SN, bo są “złe”, a następnie robi zamach stanu. Na tym właśnie polega niezawisłość - sędzia może orzekać, nie obawiając się “zemsty” innych organów.

  8. 25-02-2008 at 23:41, Ariston z Chios says:

    przywódcy zostali osądzeni w oparciu o wywodzone z ogólnych zasad powszechnie obowiązujących prawa – skazani i uznani winnymi zbrodni, mimo że ich postępowaniu obiektywnie nie można było zarzucić złamania norm prawa niemieckiego, które po prostu stosowali, normatywizm runął z łoskotem. Okazało się że od sędziego, przywódcy, żołnierza, przedsiębiorcy, dyplomaty oczekuje się postępowania zgodnie z powszechnie obowiązującymi zasadami prawa, powszechnie przyjmowanej idei sprawiedliwości – praw człowieka, nawet wbrew wewnętrznemu precyzyjnie określonemu prawu Państwa na służbie którego pozostawali, pod groźbą kary za złamanie zasad ogólnych – zbrodni przeciwko ludzkości…
    sędziami orzekającymi w procesie norymberskim przeciwko zbrodniarzom nazistowskim, byli arbitrzy dobrani spośród Państw zwycięskich, co odbierało im przymiot bezstronności. Jest to prawdą, lecz sąd ten zamierzał określić normy zasady nadrzędności prawa człowieka oraz ukaranie bezprzykładnych, niewyobrażalnych zbrodni, dlatego zasada bezstronności została tutaj zawieszona. Była to sytuacja całkowicie nietypowa. Jednorazowa – miejmy nadzieję, ze względu na przedmiot zainteresowania trybunału.

    Kwestia trybunału norymberskiego - cóż - ponieważ w drodze prostego rozumowania należałoby uznać że zbrodniarze nazistowscy mieliby pozostać bezkarni, ja zwolennik aksjologii w formule co prawda prawa natury, a nie praw człowieka (ale trudno)nie widzę możliwości pozostawienia całej czeladki hitlerowskiej bezkarną ze względu na “lex retro non agit, nullum crimen sine lege” itp. co na przykład pozwalałoby uznać tak dr jozefa mengele jak i jego eksperymenty za poprawne badania, a tegoż za badacza. W moim poczuciu sprawiedliwości należałoby ich wszystkich rozstrzelać bez żadnego procesu - tyle że co wtedy powiedzieliby obrońcy normatywizmu? i legalizmu działania prawidłowo powołanych organów danego państwa…

    I ja się pytam - na czym niby polegają złe zamiary w przypadku wykonywania swoich konstytucyjnych uprawnień przez prawidłowo umocowane organy?!

    W wyżej przedstawionym ciągu wypadków zostałyby bezspornie wykazane (gdyby się tak jak przedstawia artykuł potoczyły) złe zamiary sędziego sądu najwyższego, a w tej konkretnej sytuacji ze względu na jednoosobowy charakter także sądu najwyższego faktycznie. Złe zamiary w wykonywaniu konstytucyjnych uprawnień przez prawidłowo umocowane organy - cóż większość tez można albo poprzez przykład przejaskrawiony doprowadzić do absurdu…
    Mianowicie hitler był osobą sprawującą funkcję takiego organu (zgodnie z obowiązującym prawem został nawet mistycznie zespolony z tym organem), podobnie jak nazistowskie sądy (poza tym jaskrawym przykładem znalazłoby się wiele pośrednich mniej wyróżniających się ale wystarczająco sugestywnych) w wykonywaniu swych konstytucyjnych uprawnień łamałby wszelkie zasady, nadużywając prawa, kierując się własnym interesem, i w całkowicie arbitralny sposób rozstrzygając wszelkie powierzane kwestie. Ponieważ oczywiście nie jestem normatywistą oraz zwolennikiem nadawania wszelkim fikcjom prawnym wymiaru realnego odwołam się do prawa oporu i przeciwstawienia się takiej władzy, która w wyniku swoich działań pozbawia się przymiotu legalności (oczywiście za Tomaszem z Akwinu, i całym dorobkiem ideowym bliskiej mi choć zanikającej tzw. cywilizacji zachodniej), prawo bowiem - i realizujące go instytucje które tworzą struktury życia społecznego w finale stanowiące Państwo nie istnieją same dla siebie ale dla realizowania idei sprawiedliwości, i z chwilą odrzucenia tego celu tracą jakąkolwiek legitymację, jakby nie były osadzone ustrojowo…

  9. 26-02-2008 at 00:27, Abraxas says:

    Kwestia trybunału norymberskiego - cóż - ponieważ w drodze prostego rozumowania należałoby uznać że zbrodniarze nazistowscy mieliby pozostać bezkarni, ja zwolennik aksjologii w formule co prawda prawa natury, a nie praw człowieka (ale trudno)nie widzę możliwości pozostawienia całej czeladki hitlerowskiej bezkarną ze względu na “lex retro non agit, nullum crimen sine lege” itp.
    I to pisze prawnik?! Nieważne jest co się wydaje Autorowi. Ważne, co stanowi prawo. To przypomina działanie wg zasady “dajcie człowieka, paragraf się znajdzie”. Tylko gorzej - bo w tym wypadku Trybunał sam dopisał sobie tenże paragraf…

    co na przykład pozwalałoby uznać tak dr jozefa mengele jak i jego eksperymenty za poprawne badania, a tegoż za badacza. W moim poczuciu sprawiedliwości należałoby ich wszystkich rozstrzelać bez żadnego procesu - tyle że co wtedy powiedzieliby obrońcy normatywizmu? i legalizmu działania prawidłowo powołanych organów danego państwa…

    Powiedzieliby - i słusznie, że działanie takie byłoby lepsze dla samych rozstrzelanych. Bowiem teraz Alianci mogą mówić, że hitlerowcy zostali skazani przez sąd. A tak wykreowaliby Niemców na męczenników, rozstrzelanych w akcie zemsty.
    O tym, co jest sprawiedliwe, rozstrzyga prawo, a nie indywidualne przekonanie obywatela. A prawo w tym momencie stanowiło, że ludzie ci nie popełnili przestępstwa.
    Złe zamiary w wykonywaniu konstytucyjnych uprawnień przez prawidłowo umocowane organy - cóż większość tez można albo poprzez przykład przejaskrawiony doprowadzić do absurdu…
    Napiszę to dosadniej - w prawie nie ma czegoś takiego, jak “zły zamiar”. Jest co najwyżej “działanie w złej wierze”. Tyle że pojęcie to jest pojęciem z zakresu prawa cywilnego, a nie administracyjnego. Żaden organ państwowy nie może działać w jakiejkolwiek wierze. Działania organu ocenia się z punktu widzenia legalności. A legalne działania to takie, które mają swoje oparcie w przepisach prawa. Te - miały. I choćby były niezgodne z przekonaniem 100% społeczeństwa, jeśli są legalne - należy ich przestrzegać. To elementarne. Skuteczne podważanie wyroków sądów przez organy administracji to kres jakichkolwiek pozorów legalności.

  10. 26-02-2008 at 01:11, Ariston z Chios says:

    1. Na szczęście wedle wyżej zarysowanych kryteriów materialnych nie jestem i nigdy nie będę prawnikiem, na marginesie nie jestem nim także wedle przyjętych kryteriów formalnych, i również nigdy nie będę (sądzę że również na szczęście)
    2. Faktem jest że nie jest ważne co się wydaje autorowi, faktem jest że rozumienie prawa wedle normatywistycznych kryteriów, także wedle powyższych klasyfikacji - jest głęboką, choć może niepotrzebnie zdumiewającą aberracją. Nie złamanie norm prawa karnego przez komendanta obozu w Oświęcimiu, przestrzeganie przez niego regulaminów, rozporządzeń i rozkazów zmusiłoby prawdopodobnie zajmującego się jego po wojnie sprawą sąd do wnioskowania o nadanie mu orderów za heroizm pedantycznego działania. Mnie się nawet nie wydaje, ja bez najmniejszych wątpliwości wiem że osądzenie i skazanie takich zbrodniarzy mieściło się w realizowaniu zasady sprawiedliwości i nijakie rozumienie norm prawa, zasad postępowania i ograniczeń legalistyczno-ustrojowych nie mogło i nie może stać na przeszkodzie takiemu rozumieniu faktów. Bowiem to właśnie wypaczenie nauki prawa, odrzucającego prawo natury od oświecenia, poprzez pozytywizm, na normatywizmie kończąc budujące taki sposób widzenia prawa w którym norma stoi ponad sprawiedliwością bowiem nie ma sprawiedliwości jest tylko prawo. Jest to właśnie złamaniem zasad i odstępstwem od tradycji prawnych naszej cywilizacji, a fakt że są ludzie dla których “zasady prawa” pozwalające pozostawić bezprzykładnych zbrodniarzy bez kary bowiem nullum crimen, nulla poena, lex prospicit, non respicit jest dopiero warty uwagi…
    Co do złych zamiarów - poruszamy się na płaszczyźnie fikcji, o której dość wyraźnie od początku zaznaczałem nie mam zamiaru się poruszać. Realnością jest tylko lewiatan realnego państwa, całość systemowa instytucji, norm i procedur - tworząca pierwotne, niezbywalne Państwo. Ale nawet w tej fikcji na procesy decyzyjne, sposób działania instytucji, tworzenia prawa składają się ludzi z ich zamiarami, intencjami. I nie jest przedmiotem zainteresowania omawianych zagadnień rozróżnianie pojęć prawnych na poszczególnych płaszczyznach gałęzi prawa, lecz ocena konkretnego zjawiska - normy prawnej w kontekście zdarzań, faktów. Opisanie relacji tychże i określonego ich odniesienie w zbiegu faktu z normą. W tym kontekście instytucje, procedury oraz samo prawo tak jak stosujący je w wirtualnych warunkach konwencji “państwa sarmackiego” całkowicie zawiodły. Niestety w znacznie szerszym, znacznie gorszym nieporównywalnym zakresie zawiodły także w legalistycznych, normatywistycznych Niemczech od 1933 roku. Prawo stało się sługą totalitaryzmu, wpisując się w destrukcję Państwa, instytucji i karykatury samego siebie. O czym tu jeszcze pisać? Nie jest i nie będzie legalna jakakolwiek decyzja jakiegokolwiek organu, najbardziej legalnie powołanego, choćby była wydana w 100% oparciu w przepisach prawa jeśli będzie to np. wyrok wydany w oparciu o ustawy norymberskie, skazanie obrońców poczty gdańskiej - a że nie da się z góry określić kryteriów pozbawiających takiej decyzji przymiotów legalności i konieczności och przestrzegania? Cóż prawo stanowione, naleciałości normatywistyczne oraz zwykła ludzka pomysłowość uniemożliwia przewidzenie wszystkich patologi które mogą zostać umieszczone legalnie w prawie.
    Dlatego próba wydobycia moich rozważań z miejsca w którym zostały one umieszczone - odnoszenia norm, instytucji, problemów ustrojowych do nawet nie tyle stanów faktycznych co zderzeń ich z sytuacjami w których podlegają erozji, wypaczeniom, ujawniają swoje słabości, sprzeczności - nie jest przekonująca, a rzucanie wyświechtanym argumentem “tak mówi prawnik” jest po doświadczeniach totalitaryzmów po prostu śmieszne. Na koniec przytoczę historię jednego z najwybitniejszych prawników rzymskich. Papinianus był jurystą doskonałym, pełnił funkcję prefekta pretorianów gdy cesarz Karakalla zabił swojego brata Getę. Ten zażądał od niego takiego uzasadnienia prawniczego dla swojego czynu aby bratobójstwo zostało prawnie legitymizowane (cóż cesarz rzymski schyłku pryncypatu był jedynym z formalnego punktu widzenia źródłem prawa, najwyższym sędzią i niewątpliwie z tego punktu widzenia był legitymizowanym organem którego każda decyzja była oparta na prawie…). Papinianus odmówił za co został skazany na śmierć. Jak mówi podsumowanie tej dykteryjki, od zawsze przykład Papinianusa zdumiewa PRAWNIKÓW nie potrafiących zrozumieć niefrasobliwości i wyraźnego złamania zasad swojego zawodu przez jurystę, który ponad “prawo” postawił tkwiące w nim zasady - ideę sprawiedliwości. Tym chciałbym podsumować swoje rozważania, ponieważ rzadko mi się to zdarza ale gdy czasami gdzieś mi się trafi przeczytać że z racji na lex retro non agit, czy nullum crimen sine lege - bandyci, zbrodniarze, zwyrodnialcy mieliby pozostawać wolni od winy i odpowiedzialności we wszystkich wymiarach prawa - w tym konkretnym przypadku w kontraście ustaw norymberskich do trybunału norymberskiego (doświadczeń totalitaryzmów i prawa totalitarnego quasi państwa), to właściwie się oburzam, ale ponieważ nie jestem prawnikiem w żadnym sensie tego słowa to moje oburzenie jest dla mnie oczywiste, zwłaszcza że doskonale rozumiem Papinianusa i jego wybór - to elementarne……..

  11. 26-02-2008 at 01:21, Kwazi says:

    Troy: “Faktycznie, poprzednia konstytucja o tym stanowiła. Jednak zupełnie nie zmienia to faktu, że Książę nie spróbował działać wedle ustalonego przez siebie porządku prawnego i postanowił na wstępie o jego złamaniu.”

    Nie było czasu na próby legalnego załatwienia tego problemu. Gdyby czas nas nie gonił to pewnie nawet stan wyjątkowy nie byłby potrzebny. Ale rzeczywistość niestety była nie po naszej myśli. Elementarne poczucie Racji Stanu KS zmusiło nas do szybkiego działania.

  12. 26-02-2008 at 06:56, Troy says:

    Kwazi: No ale co się tak zaczęło palić? Czemu przerwano proces “Aksamitnego Rozwodu” i zdecydowano się na pieprznięcie całym dorobkiem prawnym państwa?

  13. 26-02-2008 at 21:55, Abraxas says:

    W takim razie proszę zdefiniować “sprawiedliwość”, pojęcie kluczowe dla autora wywodu. Po tym będziemy mogli rozmawiać dalej.
    Odnosząc się do innej części wywodu, zwracam uwagę, że prawo jest zawsze sługą ustroju, bo siłą rzeczy organ (czy to król, czy to parlament) narzuca pewne ustalone przez siebie zasady, odzwierciedlające własny system wartości i światopogląd.
    I jeszcze zwrócę uwagę na zatrważający mnie fragment: “Cóż prawo stanowione, naleciałości normatywistyczne oraz zwykła ludzka pomysłowość uniemożliwia przewidzenie wszystkich patologi które mogą zostać umieszczone legalnie w prawie.” Godzi on bowiem w podstawy państwa prawnego, niebezpiecznie zbliżając się do postulatu działania prawa wstecz. A przecież, biorąc przykład z realnego życia, piractwo komputerowe w Polsce do, zdaje się 1997 roku nie było zdelegalizowane (ponieważ ustawodawca “nie nadążał”). Czy oznacza to, że należałoby teraz karać tych, którzy byli piratami sprzed 1997?
    Nie widzę związku między oburzeniem faktem, że osoba, która powinna posiadać gruntowną wiedzę prawniczą, godzi w podstawowe, a wypracowane przez naukę prawa na przestrzeni wieków, zasady, a doświadczeniami totalitaryzmów (?!). Tym bardziej mnie to nie bawi.
    Oczywiste jest, że większość, jako tako sensownych instytucji, będzie doskonale funkcjonowało w warunkach normalnych. Jak wiele są warte, pokazują właśnie sytuacje kryzysowe. W matematyce też nie bada się wartości pośrednich, ale ekstremalne - np. granice przedziałów.
    Przykład Papiniana nie dowodzi niczego, poza tym, że każdy człowiek ma własne, określone zasady (w tym wypadku - etos prawa i prawnika). Tego nie neguję. Niemniej czym innym jest sprawiedliwość, a czym innym osobiste poczucie sprawiedliwości, jak myślę. Biorąc dowolny wyrok sądowy, który uznamy za sprawiedliwy, prawdopodobnie będzie w odczuciu co najmniej jednej strony - niesprawiedliwy. Wynika to z subiektywnego pojmowania sprawiedliwości (poczucie sprawiedliwości zmienia się, w zależności od tego, po której stronie się jest).
    Oczywiście, każdy może mieć swoje zdanie. Niemniej, pamiętać należy, że to, co w jednych kulturach uchodzi za zbrodnię, w innych jest czynem chwalebnym (a przynajmniej - nieprzestępnym). Że wskażę choćby na drastyczny przykład kary śmierci przez ukamienowanie.
    Ba! Pociągnijmy ten wątek! Załóżmy, że sposób taki funkcjonuje w jakimś kraju arabskim. Do tegoż kraju wkracza i zajmuje go armia europejska. I wkrótce potem kamieniujący są stawiani przed sądem za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, a sędziowie - za to, że orzekali takie wyroki, niezgodne ze standardami europejskimi. I - idąc za myślą Autora - nieważne, że prawo w tym momencie tak nie mówiło, skoro ludzkie życie chroni obowiązujące wszystkich prawo naturalne, czyż nie?

  14. 26-02-2008 at 23:07, Ariston z Chios says:

    Wątek zawiera dość jasne i konkretne - precyzyjne z tego punktu widzenia poglądy, moje tezy odnoszą się do konkretnych sytuacji i zdarzeń, spośród których przynajmniej jedna miała taki charakter że moja subiektywna ocena - rozumienie na jej potrzeby sprawiedliwości czyli oddania każdemu co mu się należy, jest oceną jedyną z możliwych, wszelkie inne oceny i interpretacje są niedopuszczalne, wstrząsające i niewątpliwie zatrważające. Które pozostawiam do swobodnej oceny czytających, bo jak sądzę potrafią rozgraniczyć wirtualną rozrywką od rzeczywistego koszmaru.
    Jak nic są niewarte sensowne instytucje, wyborna tradycja prawnicza, kultura społeczna, doskonale precyzyjne możliwe że najlepsze od strony legislacyjnej i ideowej prawo pokazała właśnie sytuacja kryzysowa totalitaryzmu nazistowskiego, który doprowadzając do krachu Państwo potrafił zaprząc w swą machinę prawników - ludzi którzy w ekstremalnych sytuacjach objawili swoje złe zamiary - obnażając słabość swą jako piastunów w/w instytucji, stosujących w/w mechanizmy, zabrakło nie tylko jednego Papinianusa z etosem i zasadami, ale całej generacji takich prawników, ale i lekarzy, żołnierzy itd.
    W takim kontekście konieczne jest rozważanie prawa nie wyłącznie na płaszczyźnie sztywnego normatywizmu bowiem prowadzi to do jakże zatrważających wniosków że jak rozumiem “zbrodnią” było skazanie bezprecedensowych zbrodniarzy bowiem nastąpiło bezpodstawnie, ze złamaniem zasad prawa, tworzyło niebezpieczny precedens, i przeprowadzono je bez poszanowania zasady bezstronności a do tego jeszcze zasądzone tak wyroki śmierci wykonano… Zawsze należy rozważać czy poszanowanie fundamentalnych zasad prawa nie stoi w konkretnym przypadku ponad ideą sprawiedliwości, która jest abstrakcyjnym odbiciem zrealizowania zasad prawa natury - którego zręby znajdują się jakby powiedział Marek Aureliusz (czy chociażby Cycero) po pierwsze w nas samych (Dejmos) po drugie powszechnym porządku rzeczy od wszechświata aż po rodzinę (Oikeiosis), co powoduje że pojęcie sprawiedliwości zawsze wszędzie będzie takie same, nawet pomimo innych uwarunkowań ustrojowych i prawnych, bowiem niedoskonałe odbicie absolutu może być mniej lub bardziej wadliwe.

    Gdyby prawa były stanowione jedynie z woli ogółu lub decyzją przywódców, można by uprawomocnić rozbój, cudzołóstwo, fałszowanie testamentów, o ile większość by to przegłosowała. …Z tego wniosek, że prawo dobre od złego możemy odróżnić wyłącznie przez odwołanie się do naturalnego porządku, co umożliwia nie tylko odróżnianie sprawiedliwości od niesprawiedliwości, lecz także szlachetność od hańby. Skoro zatem opinie i polecenia głupców rzekomo tak wiele znaczą, że ich uchwały mogą zmieniać naturalny porządek rzeczy, czemu nie stanowi się, że uczynki złe i zgubne należy mieć za dobre i zbawienne? Gdyby można nieprawość zmienić w prawo, czy zło nie stałoby się dobrem? Cyceron, O prawach.

    Twierdzenie że wszystko można precyzyjnie zdefiniować i tym samym generalnie związać prawem na każdą okoliczność, a wszystko czego zdefiniować się nie da, i nie jest możliwe do ujęcia w normach prawa należy odrzucić jako co najmniej zbędne jest mi obce, bardzo bardzo obce.
    Zapewne przykład z krajami arabskimi ma sugerować że począwszy od komendanta obozu w Oświęcimiu, przez dr mengele, na sędziach stosujących normy prawa nazistowskiego skończywszy próby osądzania takich jak oni ludzi i ich samych wedle kryteriów prawa naturalnego - jest absurdem niczym nieuzasadnionym, jeśli jak sądzę dobrze zrozumiałem to pozostaje mi stwierdzić że się nie zgadzam a przykład jest bałamutny, bowiem porównuje sytuacje nieporównywalne, odrzuca kontekst historyczny i kulturowy, procesy społeczne, zjawiska za nimi stojące, tradycję, przesądy, zwyczaje i normy właściwe w konkretnym miejscu i czasie, próbuje sugerować że dwie całkiem różne sytuacje są tożsame. Z tego względu nie muszę się do niego odnosić.
    W każdym razie nie dostrzeganie relacji normatywizmu (wybitnie logicznej i niemal krańcowej doktryny prawnej) z totalitaryzmem nazistowskim, jest pewnym problemem znacząco utrudniającym dyskusję i mnie zasadniczo również niespecjalnie bawiących.
    Rozumiem metodologiczne przesłanki pociągającego założenie że w/w normatywistyczne podejście zapewnia wszystkiemu klarowność, ale doświadczenia i konsekwencje uwiązania się w takiej klatce - prawa będącego wartością samą w sobie ze względu na doświadczenie historyczne jest nie do przyjęcia - co powiedziawszy stwierdzam że można by to powiedzieć jeszcze na wiele sposobów, tyle że nie przypuszczam że z pożytkiem dla kogokolwiek z nas.

  15. 27-02-2008 at 00:05, Abraxas says:

    Sprawiedliwość to, Autora zdaniem, “oddanie każdemu co mu się należy”. Należy się, jak rozumiem, na podstawie prawa naturalnego, nieogarnialnego i niemożliwego do sprecyzowania? Mam wrażenie, że to bardzo ulotna definicja.
    Primo - Niemcy nigdy nie zostały doprowadzone do krachu. Dziś są najważniejszym państwem Europy. Secundo - winne było nie stosowanie prawa, ale jego tworzenie. Zauważmy, że początkiem kryzysu było wprowadzenie zasady jednowładztwa. Reszta była konsekwencją. Zapewne wielu było takich Pappinianów. Leżą w masowych grobach, rozstrzelani za dezercję, zdradę, etc.
    A teraz zabierzmy się za prawo natury, na które Autor z taką lubością się powołuje. Zacznijmy od przytoczonego fragmentu Cycerona. Czytamy tam m.in.: “można by uprawomocnić […] cudzołóstwo”. Otóż śpieszę poinformować, że cudzołóstwo nie jest karalne w Polsce, nie mówiąc już o różnych afrykańskich ludach, w których jest ono wręcz wskazane. I jak to się ma do istnienia prawa natury?
    Ale to jeszcze nic! Ponieważ szkoła prawa natury rozwinęła się później, dając początek teorii istnienia państwa jako umowy społecznej. I tutaj możemy znaleźć dwie ciekawe teorie: Hobbesa i Rousseau.
    Pierwszy opisywał stan naturalny jako nieustanną walkę, w której człowiek jest z jednej strony pchany chęcią posiadania, a z drugiej - ciągłą obawą przed silniejszym. Tak właśnie wyglądało w tej teorii prawo natury.
    Rousseau opisywał stan natury wprost przeciwnie - jako stan idealnej harmonii, w której wszyscy żyli w zgodzie. I komu tu wierzyć?
    Myśliciele prawnonaturalni starali się odnaleźć podstawowe pytania i zasady, którymi należy się kierować. Niestety, problem w tym, że nie odnoszą się one do wszystkich kultur - ergo nie są zasadami ogólnoludzkimi. Pisma Cycerona wskazują też, że, o ile prawo natury istnieje, to na pewno nie jest niezmienne.
    Nie wiem, skąd Autor wziął “Twierdzenie że wszystko można precyzyjnie zdefiniować i tym samym generalnie związać prawem na każdą okoliczność, a wszystko czego zdefiniować się nie da, i nie jest możliwe do ujęcia w normach prawa należy odrzucić […]. Wiadomo, że istnieją pewne pojęcia niedookreślone (np. normy współżycia społecznego), które nie mogą być ujęte w sztywne ramy. Ich rozstrzyganiem każdorazowo zajmuje się sąd.
    Niemniej, twierdzę, że obowiązki, które nie są zapisane w prawie, nie mogą być skutecznie egzekwowane w drodze przymusu (czy to państwowego, czy w drodze samopomocy). Obywatel musi wiedzieć, co mu wolno, a czego nie i co mu za to grozi. To elementarne.
    Tak, stosowanie norm prawnych jednego systemu w innym jest… cóż… co najmniej wątpliwe. W szczególności jeśli normy te naprędce się wymyśla. A przykład oczywiście był przejaskrawiony, aby uwypuklić istotę zjawiska - skazywanie za czyn niezabroniony (a nawet w pewnej społeczności aprobowany) na podstawie norm zaczerpniętych z zupełnie odmiennego systemu prawnego. I nie ma co zasłaniać się nieuwzględnieniem różnych różnic i kontekstów - jeżeli istnieje prawo naturalne, to jest ono wspólne dla wszystkich. A może jednak nie?
    Sytuację obywatela, który nie ma zapisanych w jasny sposób obowiązków można porównać do sytuacji służącego, który musi domyślać się, czego jego pan w tej chwili od niego wymaga.

  16. 27-02-2008 at 01:14, Ariston z Chios says:

    Cóż doktryny polityczne i prawne, szkoła prawa natury umowy społecznej, republikanizmu - wyjątkowo mi bliskiego Hobbesa, Tocqueville’a, Arendt zmusza mnie do uznania że zasadniczo już w chwili gdy padło stwierdzenie iż:

    -Proces norymberski złamał szereg zasad cywilizowanego (sprawiedliwego) procesu, fundamentalnych zasad odpowiedzialności karnej.

    -I nie ma znaczenie, jaką rangę ma wydane przez nich orzeczenie. Potraktowano sąd instrumentalnie.

    -o jest rzecz dla mnie w ogóle nie do pojęcia… Na fali tego powstała piramidalnie głupia teoria myślących bagnetów (odtąd żołnierze ma najpierw przemyśleć rozkaz, a później ewentualnie go wykonać).

    -Podsumowując - Norymberga to zły przykład na cokolwiek, a w szczególności na poczucie praworządności.

    Winno mnie skłonić do dalszego nie wypowiadania się. Cóż jednak - wyrażona w tych zdaniach zasadniczo wprost zasada iż komendant obozu w Oświęcimiu był zobowiązany wykonywać rozkazy i jak rozumiem z tego tytułu że je poprawnie wykonywał jako że był wojskowym winien uniknąć kary, ponieważ nie dałoby się jego czynom przypisać ani winy ani odpowiedzialności, podobnie jak i w przypadku innych zbrodniarzy - stała się po wojnie rzecz niesłychana i jak rozumiem piramidalnie głupia. Ponieważ nie widzę takiej możliwości a skazanie i przykładne ukaranie zbrodniarzy jest wymogiem sprawiedliwości jakby się jej nie rozumiało, napiętnowanie uczestników procederu zbrodniczego jest podobnie wymogiem sprawiedliwości - i uważam że można od ludzi wymagać odpowiedzialności za czyny złe i zbrodnicze, choćby karą nie były zagrożone w chwili ich dokonywana - i jakoś przykład z prawa autorskiego, sankcji karnych za jego złamanie (retroaktywnie) zupełnie mnie nie przekonuje jako nieadekwatny i nawet nie na miejscu, zresztą podobnie nie na miejscu jest przykład z krajem arabskim - ale jak rozumiem niesmaczne, niestosowne w swej nieadekwatności przykłady mające udowodnić że związanie istniejącą normą prawną stoi ponad sprawiedliwością - dobrem (niedookreślone… może zmienne?!), są charakterystycznym sposobem prowadzenia wywodu w celu udowodnienia racji mojego wielce szacownego Przedmówcy. A wszystko dlatego że sąd najwyższy Sarmacji działając legalnie nie mógł działać ze złą wolą i łamiąc wszelkie zasady nawet gdyby udało się bezspornie udowodnić że tak było. Przykład Norymbergi, trybunału, grzechu prawników i prawa w totalitaryzmie nazistowskim miał ukazywać że prawo nie jest absolutem, nawet jeśli jest dobre, i nawet jeśli obsługują je dobrzy prawnicy. Czasami niestety koniecznym jest rozwiązanie nadzwyczajne by sprawiedliwości stało się zadość, nawet wbrew prawu. Czy miało to do czegoś bezpośrednie odniesienie? Niekoniecznie ponieważ w mojej wypowiedzi był zawarty cały ciąg warunków które należało spełnić by użycie środków nadzwyczajnych można było usprawiedliwić, dziś już wiem że skoro użycie środków nadzwyczajnych wobec zbrodniarzy, bandytów, dewiantów nie przechodzi przez myśl PRAWNIKA (bo jeszcze obywatel poczułby się niczym sługa zobowiązany do nieustannej antycypacji woli swego pana) to tym bardziej nie przejdzie w wirtualnej zabawie, konwencji opartej na zupełnie innych relacjach. I to jest jasne - z mojej strony zrozumiałem. A jak to oceniam - nie mogę sobie pozwolić tutaj na wyrażanie takich opinii, które by to ilustrowały.

    [na marginesie - dziś całkiem realne są takie oto kazusy:
    a/ policja chwyta pedofila mordercę który porwał dziecko i je przetrzymuje, nie wiadomo gdzie, jedynym sposobem dowiedzenia się jest złamanie jego praw i zastosowanie procedur przesłuchań i jego traktowania w sposób który mógłby wykluczyć jego skazanie - gdyby formalistycznie trzymać się prawa. Rozumiem że procedury są dla wszystkich i jeden wyjątek to niczym kamyk z urwiska….
    b/ policja chwyta terrorystę który rozmieścił 20 ładunków jądrowych w całym kraju - policja znalazła jeden, poszukuje pozostałych, jedynym sposobem dowiedzenia się na czas gdzie są pozostałe jest złamanie jego praw i zastosowanie procedur przesłuchań i jego traktowania w sposób który mógłby wykluczyć jego skazanie - gdyby formalistycznie trzymać się prawa. Rozumiem że procedury są dla wszystkich i jeden wyjątek to niczym kamyk z urwiska…. Tylko że za chwilę nie będzie ani urwiska, ani tych wszystkich których praw poszanowanie wyklucza złamanie zasad.
    Więc co w takiej sytuacji bo normy prawa są jasne, nie ma żadnych wątpliwości co do procedury, co wolno a czego nie….

    Niestety w wyniku naiwności i wrodzonego braku instynktu samozachowawczego skłoniła mnie do podjęcia dyskusji, ze swej strony nie dowiedziałem się w niej niczego nowego poza tym że istnieją pojęcia niedookreślone, idee stojące u źródeł prawa nie istnieją, albo są niemożliwe do opisania, dlatego nie mogą wpływać na prawo, prawo istnieje samo dla siebie i stanowi dla siebie samoistne i wyłączne odniesienie, precyzyjne określenie obowiązków i praw obywateli jest wartością wyższego rzędu niż życie tych obywateli (gdyż jeśli legalnie i precyzyjnie ustanowione prawo pozwoli rozstrzeliwać wszystkich i parzystej liczbie samogłosek w imieniu z samego faktu to wszystko będzie w porządku, ważne by była na to norma prawna), a piramidalnie głupim jest założenie że prawnik może uznać osądzenie autorów takich zbrodniczych działań po fakcie na podstawie abstrakcyjnej niedookreślonej podstawy za oczywiste. Wszystko to już wiedziałem, a jednak usłyszałem ponownie. Przykład z krajem arabskim konsekwentnie przeglądany pozwolił uciec od tych w/w ciekawych konstatacji teoretycznych, a zwłaszcza sposobu w jaki ich Autor zamierzałby rozwiązywać kwestię komendantów obozów zagłady, doktorów śmierć, czy mocodawców i projektodawców mordowania milionów z matematyczną precyzją, w komorach gazowych, rowach z wapnem, zastrzykami, kulami karabinów, palonych kościołach itd. itd. Konkretny przywołany na początku problem uczestnictwa prawników, wymiaru sprawiedliwości, nauki prawa, sądownictwa doktryny - setek tysięcy doskonałych niemieckich doświadczonych prawników w procederze tutaj już opisywanym, został skwitowany zlekceważeniem przykładu Papiniana oraz przywołaniem analogii państwa arabskiego. Cóż - włos się jeży na głowie na myśl o tym że coś takiego może przyjść do głowy prawnikowi, oczywiście włos się jeży na głowie nieprawnikowi, bowiem jak rozumiem takowe rozumowanie z natury jest przypisane prawnikom?

    W kwestii cudzołóstwa - myślę że alimenty zasądzane od małżonka wyłącznie winnego rozpadu pożycia stanowią przejaw ciągłego sankcjonowania cudzołóstwa, i to dość dolegliwego skoro alimenty te mają charakter dożywotni, choć orzekane w procesie cywilnym na gruncie prawa rodzinnego oczywiście nie stanowią iż cudzołóstwo jest czynem niedozwolonym. Ale to jeszcze nic, alimenty te mają silniejszy charakter od alimentów na rzecz dziecka… Jeśli to nie specyficzna sankcja, uznanie cudzołóstwa za czyn stanowiący podstawę do rozwodu i przyznania poszkodowanej stronie dożywotniego “odszkodowania”….

    bez dalszego komentarza z mej strony jako że nie bardzo mam co więcej komentować, a dyskusji tej w ogóle nie powinienem prowadzić ponieważ już w pierwszej wypowiedzi mojego wielce szacownego Przedmówcy padły wyżej zestawione zdania.

Pages

Search

Categories