Jądro w Ciemności 1.5: historyczna wersja

To jest najnowsza wersja strony z , edytowana przez użytkownika Konto systemowe.

Podgląd

Rzeczywiście Misio trochę się zmienił. Nie był już tak pewny siebie. Nadal miał wolę walki. Choć teraz myślał trochę mniej egoistycznie niż wcześniej. Ciągle palił papierosy i ssał dropsy miętowe. Jednak nie były to już jego ulubione "Miętowe mocne". Skończyły się mu zapasy tego boskiego pokarmu. Zostały mu tylko tropicańskie "Mintos Bravos", które były całkiem znośne i obleśne scholandzkie "Das Drops", które z miętą nie miały wiele wspólnego.

Centrala "agentów z dupy" poinformowała go, że łącznik o pseudonimie "Katarzyna" spotka się z nim koło wsi Gnojnik koło Athos, celem przekazania bliższych informacji. Misio miał już wcześniej spotkać się z "Katarzyną na bis" ale uznał, że nie jest mu to potrzebne. Wiedział, że musi schować swoją dumę do kieszeni i póki co działać tak jak Centrala mu będzie kazała. Ale potem... "Potem to mi mogą pociągnąć" myślał sobie w duchu i śmiał się z tego za każdym razem. Straszne przeżycia nie odebrały mu jego specyficznego poczucia humoru.

Punkt kontaktowy był zlokalizowany w stodole. Misio miał wejść, puścić trzy rzy bąka i powiedzieć: "Ależ tu wali !". Łącznik miał odpowiedzieć: "No bo jak się nie myjesz...". Misio uważał to za niedorzeczność. Nie można było poprostu wejść i się przejść do rzeczy? No ale to nie on służył w wywiadzie. I cieszył się z tego, bo musiałby się bardzo męczyć z tymi idiotami. Przynajmniej on tak uważał. Kiedy jechał na praktyki do Szkolina, na Wydział Parapsychologii, na Uniwersytecie Królewskim, wywiad chciał go zwerbować. Ale powiedział "żeby spierdalali". A jechał na te praktyki jako student II roku historii, żeby przekonać się, że są jeszcze więksi idioci niż studenci matematyki teoretycznej. Sposób nauczania akademickiego w tym czasie w Sarmacji był dość specyficzny.

Noc była ciemna. Na niebie wisiała gęsta warstwa chmur, idealna aura do skradania się. Ale Misio miał to gdzieś. Dziarsko przedefilował przez wieś z karabinem na ramieniu i skręcił w stronę umówionej stodoły. Nie mogąc otworzyć drzwi odstrzelił zamek. Wszyskto oczywiście w konspiracji. Drzwi otworzył potężnym kopniakiem, tak jak to miał w zwyczaju i wbiegł z karabinem gotowym do strzału. Teraz leżąc gdzieś w sianie zaczął pierdzieć rękami. Tą ciekawą umiejętność nabył w szkole podstawowej na lekcjach chemii. Nie przypuszczał, że kiedyś mu jeszcze się przyda. Po umówionych trzech bączkach, krzyknął:

Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 24 sierpnia 2006 r.
link: wandea