Sarmacja jeden, Wandystan pięć
Pierwszy w historii realny mecz wirtualnych drużyn przeszedł do annałów mikroświatowego futbolu jeszcze zanim się odbył. Naprzeciwko siebie stanęły doborowe reprezentacje Sarmacji i Wandystanu. Moc walki, grad bramek, naprawdę prawdziwe emocje, czyli to, co najpiękniejsze w piłce pokazali wirtualni piłkarze. Wszyscy uznali tę inicjatywę za udaną mimo blamażu Sarmatów â porażki 1 â 5.
Początkowo nic nie zapowiadało tragedii. Podczas rozgrzewki Sarmaci byli w doskonałych humorach, pełni optymizmu patrzyli na perypetie z kompletowaniem składu przez Wandejczyków. Do dwóch rdzennych obywateli Mandragoratu (Arkadij Magov i Ivo de Folvil-Arped) dołączyli Sarmaci (Bartek Mackiewicz, ambasador KS w MW oraz Andrzej Dzikowski) oraz Michał OâRhada (Michał Radetzky) i Matka Narodu Gnomiego, Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka. Nadal jednak brakowało jednego gracza. Sztab szkoleniowy drużyny wandejskiej zdecydował się naturalizować truchtającego nieopodal człowieka, który okazał się później hokeistą z Brugii. Integracja w pobliskim zagajniku przebiegła błyskawicznie i bezproblemowo. Świeżo znaturalizowany nabytek narzekał na otarcia zwieraczy jedynie podczas rozgrzewki. Doświadczeni wandejscy lekarze przed meczem zaaplikowali Pawłowi Wrzółtejkożólce odpowiednie prezerwatywy.
Bez problemów kadrowych nie obyło się i u Sarmatów. Chęć gry dla Księstwa zgłosił nawet JW Ulryk Dariusz, który na moment przybył na zjazd. W rezultacie jednak awizowany jako sędzia hrabia Chojnacki zdecydował się dołączyć do reprezentacji. Jego miejsce zajął Paweł Szermiński. Można zatem powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z meczem nie tyle między państwowym, co spotkaniem Sarmacja â reszta mikroświata. Nie umniejsza to jednak doniosłej roli tego wydarzenia w mikroświatowej historii.
Tym sposobem Sarmaci wyszli na murawę w składzie: Skarbnikow w bramce, Leszczyński, Konias w obronie, Daniel Chojnacki, Tomasz Chojnacki i Michał Łaski w pomocy oraz Mateusz Bartkowiak jako wysunięty napastnik. Wandejczycy natomiast: Waldemaria (zamiennie z Radeckim w obronie), Dzikowski w obronie, Magov, Ingawaar, Mackiewicz, Wrzółtejkożólce w formacji ofensywnej (wysoka mobilność graczy wandejskich uniemożliwiła naszemu obserwatorowi dokładne ustalenie ustawienia).
Owa mobilność dała się Sarmatom we znaki już od pierwszych minut spotkania. Zaraz po gwizdku po podaniu Ingawaara groźnie, choć niecelnie, uderzał Ojek. Kolejne minuty to permanentna dominacja wandejczyków. Świetna postawa Koniasa i dobrze ustawiający się Skarbnikow pozwolili utrzymać kwadrans bez goli. Jednak doskonałe zgranie czerwonych koszul, presing połączony z zawężaniem pola gry i błyskotliwymi podaniami na wolne pole robiły swoje.
W 21. min. Radecki zagrał prostopadłą piłkę do Magova. Ten puścił się nią w sarmackie pole karne i nie niepokojony przez defensywę przeciwnika spokojnym, technicznym strzałem w krótki róg pokonał Skarbnikowa i wyprowadził Wandystan na prowadzenie. Była to pierwsza realna bramka wirtualnego futbolu.
Po bramce obraz gry nie uległ zasadniczej zmianie. Wandejczycy grali z Koniasem, Leszczyńskim i Łaskim w dziada, a nieliczne ataki sarmackie były bezproblemowo robijane. Dopiero w 30. min. po świetnym podaniu Daniela Chojnackiego w polu karnym znalazł się Tomasz Chojnacki. Niestety, strzał Avatara przeleciał kilka centymetrów nad poprzeczką. Wtedy wandejczycy znaleźli patent na Sarmatów. Długie wyprowadzenie piłki ze strefy obronnej, dogranie na skrzydło, dośrodkowanie i chwila improwizacji składająca się na ogół ze spokojnego przyjęcia piłki i dogrania do partnera na ogół zakończonego strzałem na bramkę Skarbnikowa. Przez pewien czas Sarmaci dzielnie odpierali te ataki udanie zakładając pułapki ofsajdowe, doprowadzając przeciwników do pasji. Wreszcie jednak udało się. W 37. i 42. min., po niemalże identycznych akcjach bramki strzelił Wrzółtejkożólce. Jedyną odpowiedzią Sarmatów była akcja, po której fatalnie spudłował Bartkowiak.
Po przerwie kolejną bramkę po indywidualnej akcji strzelił Wrzółtejkożólce, zdobywając tym samym hattricka. Zmiana stron podziałała jednak mobilizująco na Sarmatów. Zmienili oni nieco taktykę, przesuwając Leszczyńskiego do przodu. Przez pół godziny trzykrotnie próbował szarżować bramkę wandejską, za każdym razem stawała mu jednak na drodze defensywa czerwonych koszul, z Radeckim na czele. Do czterech razy sztuka, jak mawia stare gnomie przysłowie. Przy pomocy Koniasa, w 81. min. Leszczyński ośmieszył Wrzółtejkożólce i popędził na połowę przeciwnika. Dwadzieścia metrów przed bramką, będąc taranowanym przez bezgranicznie brutalnego Radeckiego, rozpaczliwym strzałem przy lewym słupku wepchnął piłkę do bramki strzeżonej przez Waldemarię.
Na dwie minuty przed końcem spotkania Wandystan ustalił wynik spotkania. Po koronkowej akcji, z podania Ingawaara przepiękną bramkę wchodząc z prawego skrzydła strzelił Mackiewicz. Sarmackim łzom nie było końca.
Relacja jest własną interpretacją spotkania spisaną przez autora, w zasadniczej części możliwie bardzo zbliżona do faktycznego przebiegu wydarzeń.