Pozwolę sobie zabrać głos, który będzie, mam nadzieję, głosem rozsądnym i neutralnym, gdyż w obliczu wszystkich tych wydarzeń nikomu nie jestem już winien wierności, zwłaszcza, że żadna ze stron nie wysłuchała mych rad i napomnień.
1) W kwestii formalnej - ostatnie decyzje mojego v-ojca były niezgodne z prawami kardynalnymi, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości i szkoda się na ten temat rozpisywać. Motywacje częściowo znam, częściowo mogę się ich domyślać, nie będę ich jednak komentował. Odnośnie ostatnich działań JW Catalana - są one równie nieuprawnione i formalnie rzecz biorąc winny być rozpatrywane w kategoriach przewrotu wojskowego. Rozumiem jednak motywacje jakie za nimi stały i w świetle ostatnich wydarzeń stanowią one szanse na zachowaniu Skarlandu przy życiu.
2) W kwestiach ustrojowych - tu także nie chcę się szczegółowo rozpisywać, jednak najbardziej optymalnym wydaje się być rozwiązanie znane mi z Austro-Węgier, tj. demokracja parlamentarna, w której głowa państwa (jakkolwiek by się ona nie nazywała) może jednak wydawać dekrety z mocą ustaw - to zapobiegłoby paraliżowi państwa w przypadku ew. niewydolności parlamentu, a z tym, jak może części z Państwa wiadomo, w mikronacjach bywa różnie. Jeżeli chodzi o osobę głowy państwa, to ciężko mi powiedzieć, czy lepiej, gdyby był to król, czy prezydent. Tak samo nie jestem pewien, które rozwiązanie odnośnie kadencyjności jest lepsze, tj. czy lepiej by ona była, czy też nie. Natomiast odnośnie klimatu postulowałbym przeniesienie państwa w czasy współczesne.
3) W kwestii ogólnej - należy się przede wszystkim zastanowić, czy jest sens dalej na siłę utrzymywać Skarland przy życiu. Dlaczego? Otóż, w chwili obecnej na tym spotkaniu jest jedynie jedna osoba nie posiadająca innych obywatelstw, czy funkcji w innych krajach i mająca zamiar pracować na rzecz kraju (mowa tu o Pani Catalinie Córdobie). Pan Prezydent jest, no właśnie, prezydentem w innym kraju, JKM Albert II jest monarchą innego kraju, JKW Alber Orański jest premierem innego kraju, zaś pani Maria Dolores Córdoba i pan Villagómez się obrazili. W przypadku reszty niedawnych jeszcze obywateli sytuacja jest analogiczna.