|
|||||
![]() |
|||||
O Królestwie Dreamlandu
Jeżeli twierdzisz, że w Dreamlan- dzie nie ma konfliktów na samym szczycie drabiny władz Królestwa to czytaj dalej, a przekonasz się, jaka jest prawda...
Najpierw musimy sobie nieco rozryso- wać jak wygląda nasza władza. Otóż na samej górze znajduje się tron Króla eMBe. Panuje on nad wszystkim. Administracja w Królestwie zależy od prowincji - prak- tycznie każda stosuje inne rozwiązania. Administracja dreamlandzka (poza pół-de- mokratyczną Izbą Poselską) została w ca- łości opanowana przez skupione wokół o- becnego króla środowiska rojalistyczne. Wszelkie żądania demokratyzacji bądź re- ferendalnej kontroli poparcia dla autory- tarnego systemu spełzają na niczym, gdyż monarchistyczny aparat władzy nie jest oczywiście zainteresowany utratą przywilejów, jaka grozi mu w wypadku przejęcia władzy w kraju przez spaupery- zowane Społeczeństwo. O samym Królu mówi się zazwyczaj dobrze, jeśli nie bar- dzo dobrze. Może to być spowodowane tym, że rzadko kto ma odwagę na skryty- kowanie Króla - najpoważniejszymi zarzu- tami, jakie dało się słyszeć pod adresem Króla eMBe było powiedzenie, że "jest nieudolny", "olewa sprawę" oraz jest po prostu "zły". Kompetencje Króla są zde- cydowanie za szerokie, ale oprócz tych słów krytyki są również pozytywne as- pekty jego panowania. Jest autorem większości (jak nie wszystkich) skryptów, administruje strony internetowe Dream- landu. Przez to wysłane do Króla maile pozostają czasami bez odpowiedzi.
W Królestwie jest również bardzo kry- tykowane rozbicie na tak dużą ilość pro- wincji, niesie to za sobą zbędną biurokra- tyzację, a co za tym idzie stratę cennego czasu. Rozbicie mogłoby być dobre na 2-3 prowincje - tak dla konkurencji, ale przydałoby się zjednoczyć urzędy, które są odpowiedzialne za firmy - tak, aby można było załatwić wszystkie sprawy w jednym miejscu, a nie biegać "jak szalo- ny". Najprościej byłoby powołać jeden u- rząd, do którego możnaby wejść i wyjść z już zarejestrowaną firmą. Co niekoniecz- nie oznaczałoby zlikwidowanie całej reszty urzędów - np. można połączyć CRF z CBD
i GPW, co oczywiście nie oznacza ich zlik- widowania. Byłoby to swego rodzaju up- roszczenie dla biznesmenów, aby mogli wszystkie, a przynajmniej większość spraw załatwić w jednym urzędzie. Nasza administracja jest średnio zorganizowana i w parze z tym idzie fakt, że załatwienie formalności zw. z rejestracją firmy może trwać nawet kilka miesięcy, a to bardzo długi czas, za długi. Według jednego z moich rozmówców podział administracyj- ny Dreamlandu powinien zostać poddany społecznej dyskusji, zaś sami mieszkańcy prowincji powinni zadecydować, czy chcą silnego, unitarnego Dreamlandu dążące- go do stworzenia unii z uprzemysłowiony- mi państwami wirtualnymi i przez to włą- czającego się w światową grę gospodar- czą, czy też wolą pozostać przy obecnym systemie niejako kierującym uwagę Dreamlandczyków bardziej "do środka" oraz promującym nadmiernie rozbudowa- ną administrację. Gdyby dziś policzyć, ilu urzędników przypada u nas na każdego zatrudnionego w Dreamlandzie obywate- la, wynik byłby szokujący. Jednak skoro cały nasz system jest chory, a Dream nie ma tak naprawdę żadnej wartości... Utrzymanie statusu quo pracuje na ko- rzyść obecnych elit, którym pieniędzy z różnych przyczyn nigdy nie brakuje.
Kolejną sprawą są paszporty. Podpisy- wanie paszportów przeciąga się w nie- skończoność i są z nimi problemy jak mało z czym. Według niektórych głosów po- winno się zautomatyzować wydawanie paszportów. Byłoby to wygodniejsze, a dzięki zastosowaniu odpowiednich zabez- pieczeń i filtrów mogłoby to uzdrowić CRM. A "martwe dusze" mogłyby być u- suwane na podstawie braku zalogowania się na stronie głównej przez okres np. dwóch miesięcy.
Moi rozmówcy najkrócej wypowiadali się na temat kultury. Ku mojemu zasko- czeniu odpowiedzi były całkowicie różne i z jednej strony było: "kultura jest bardzo rozwinięta i jest jedną z najlepiej rozwinię- tych ze wszystkich v-państw", a z drugiej strony było: "kultura gnije. Reszta pań- stwa również, choć gdzieniegdzie może- my obserwować pozytywnie rokujące ini- cjatywy oddolne w dziedzinie prasy bądź
sportu." Jak jest naprawdę? Pozosta- wiam tą kwestię każdemu z Was, miejmy jednak nadzieję, że przejrzymy na oczy.
Po wielu słowach krytyki pora na coś milszego. Najlepiej oceniani jesteśmy my, czyli sami Dreamlandczycy. Nie ważne, kogo pytałem, z prawicy czy lewicy, wszyscy zgodnie twierdzili, że posiadamy ogromny potencjał, wielu z nas deklaruje umiejętności webmasterskie bądź realo- we wykształcenie wyższe, że jesteśmy chyba najbardziej pracowici spośród wszystkich mieszkańców polskich mikro-
"Załatwienie formalności zw. z rejestracją firmy może trwać nawet kilka miesięcy."
nacji. Różnice zaczynają się dopiero na podsumowaniu. Jedna grupa twierdzi, że w tej chwili Dreamland zamieszkuje ok. 1000 obywateli, z czego ok. 100 jest ak- tywnych. Mimo że to tylko 10%, mamy i tak najwięcej aktywnych w Polsce. Nato- miast druga grupa twierdzi, że obecny system naturalnie - poniekąd "automa- tycznie" - odpycha ludzi "spoza elity". Dreamlandzka prawica z założenia wyob- raża sobie nasz kraj jako państwo elitar- ne, oparte na "starej Gwardii" bezwzględ- nie lojalnej wobec cieszącego się jej po- parciem i zabiegającego o jej interesy Króla. Lewica widzi Dreamland jako pań- stwo wielokulturowe, wielojęzyczne (mik- rouniwersalistyczny postulat tłumaczenia stron Dreamlandu na języki obce, przede wszystkim angielski), oparte na odpowie- dzialnej władzy demokratycznie wybra- nych ekspertów, przy czym techniczną stabilność systemu zapewnia Administra- tor Państwa pełniący rolę podobną do dzisiejszego Króla, jednakże nie posiadają- cy tak monstrualnych kompetencji poli- tycznych.
No cóż... polityka, jak widzimy, jest wszędzie! Nie możemy przejść obok niej obojętnie. Jeżeli ktoś jest na nią uczulony i dostaje od niej wysypki, to współczu- ję... Ten artykuł nie miał za zadanie prze- konania Was do stwierdzenia, która stro- na (prawica czy lewica) jest lepsza, tylko miał zobrazować, że polityka jest napraw- dę brutalna. Artykuł ten również nie miał za zadanie obrażenia kogokolwiek, a jeżeli tak się stało - przepraszam. (boguś)