Nr 32
Arona 19.10.2003
PWW "PRASA"
© Dani v 3.0
kontakt: dani10@o2.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9

Polemika do tekstu "Siegaj, gdzie wzrok nie sięga"

    "Czy sięgnąłeś dostatecznie dale- ko, baronie?"

    Niech za wstęp posłuży stwierdzenie, że przyszło mi polemizować z człowie- kiem, z którym z reguły się zgadzam. Niestety, trudno mi jednak uznać racje przedstawione w publikowanym w po- przednim numerze "Głosu Weblandu" artykułem barona Ghardina pod tytułem "Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga".

    Zgadzam się co do samego faktu ist- nienia sporu o charakter państwa wirtu- alnego - Dreamlandu w naszym wypadku. Sporu, w którym każdy właściwie musi opowiedzieć się po jednej ze stron: odpowiedzieć sobie na pytanie czy jest za urealnieniem czy za zrobieniem z Królestwa "Krainy Snów" w dosłownym tych słów znaczeniu. Faktycznie, taki spór ma miejsce i bardzo grubą kreską dzieli społeczeństwo na dwa wyraźne obozy. Uważam jednak takie jednoznaczne stwierdzenie, że spór istnieje - choć za- pewne bardziej intuicyjnie niż racjonalnie - za intelektualne barbarzyństwo, już choćby ze względu na jego pierwotny charakter. No ale cóż - stało się.

    Baron Ghardin optuje za drugą możli- wością czyli odcięciem się od realowych korzeni. Tym samym nadaje priorytet "skuteczności" przed "symulacją". W jego artykule mieliśmy również do czynienia -

co sam stwierdza - z mocno przejaskra- wionym obrazem v-państwa, które poszło inną drogą i zawędrowało nią za daleko. Baron Ghardin użył środka literackiego, który powinien być używany z najwyższą ostrożnością, bowiem sprowadza dyskus- ję z poziomu argumentów do poziomu wyobraźni literackiej. Na takim poziomie wygrywa większy erudyta, a nie osoba, która ma coś ważnego do powiedzenia.

    Ja również mogę przedstawić czytelni- kom przejaskrawiony świat, będący jed- nocześnie przeciwieństwem tego Ghardi- nowego. W świecie tym zlikwidowano nie tylko trójpodział władzy, ale nawet realową nomenklaturę. W świecie tym nie ma już Króla, jest Demiurg Wszech- rzeczy, nie ma Premiera, jest Imperator, nie ma Namiestnika Koronnego, jest Prowincjonalna Wróżka (tudzież Wróżek); praw nie ma w ogóle - spory rozstrzygają przewodniczący Rad Starszych. Świat ten zatracił się w fantazji, tak skutecznie i wytrwale odrzucał real, że z "Krainy Snów" stał się zwykłym koszmarem.

    Jasne jest dla mnie, że nie należy w niczym przesadzić. Czy jeśli Dreamland ma być symulacją państwa realnego, to oznacza to jednocześnie, że mamy koniecznie zbliżyć się do poziomu jakieś chorej abstrakcji? Zapytam więc: czy jeśli nie wolno się objadać, to nie można również w ogóle jeść? Mam nadzieję, że

wszyscy dobrze mnie zrozumieją, gdy powiem, że głodzić się też nie wolno.

    Dla mnie koronnym argumentem, przemawiającym za symulowaniem reala a nie usiłowaniem tworzenia jakiegoś nowego rodzaju tworu politycznego - ni to realowego ni to wirtualnego - jest to, że przecież właśnie z tego powodu Dreamland stworzono.

    Nie należy szukać więc osławionej Trzeciej Drogi. Ile byśmy się nie zastana- wiali, to jest to jednak proste jak kon- strukcja cepa. Nowi obywatele szukają spełnienia nie tyle swoich fantazji (nie oczekują przecież lotu nad rozkwieconą i zroszoną rosą łąką wraz z elfami), ile pragnień. W Rzeczypospolitej Polskiej nie miałbym raczej możliwości objęcia teki ministra, tutaj mam. Przyszedłem nie do kraju działającego jak szwajcarski zegarek i świetnie dopasowującego się do wirtu- alnej specyfiki, ale takiego, w którym mógłbym osiągnąć coś, co jest w realu nieosiągalne.

    W trosce o takich właśnie obywateli nie powinniśmy usiłować jak najlepiej wtopić się w wirtualne tło i dostosować się do panujących w Internecie warun- ków, ale próbować symulować - robić to, do czego Dreamland jest powołany. (Edward Krieg)