Kulisy 3 rządu Łaskiego [2]
Podczas negocjacji prowadzonych przy tworzeniu rządu, zaproponowałem, pamiętając o dawnych wydarzeniach, przejęcie prowadzenia całej Polityki Zagranicznej przez Koronę, z jednoczesną kontrasygnatą kanclerza dla kluczowych przedsięwzięć w tej dziedzinie. Propozycja ta została odrzucona, z powodu braku czasu JKM. Tak więc znów PZ zajmowały się trzy osoby, co na przyszłość nie wróżyło dobrze.
Jako zwolennik współpracy, a przynajmniej poprawnych kontaktów z niektórymi państwami zająłem się sferą, która nie była priorytetem dwóch pozostałych osób zajmujących się PZ. Chodziło o doprowadzenie do rzeczowej i normalnej współpracy z Wandystanem i Dreamlandem.
Z przedstawicielami Wandystanu udało się zacząć wstępne nieoficjalne rozmowy o współpracy społeczności, która nie jest w cale nastawiona ANTY, a oscyluje pomiędzy KS i MW. Chodziło o zbudowanie zaufania i jak ja to lubię nazywać pozytywnej współpracy.
W przypadku KD cel był podobny, doprowadzenie do poprawnych stosunków dyplomatycznych, organizowanie co jakiś czas spotkań na szczeblu rządowym. A także organizowanie swobodnych cyklicznych rozmów na temat sytuacji międzynarodowej.
Plany, które uważam za dobre i rzeczowe, zostały przynajmniej odwleczone w czasie. Otóż podczas wizyty w KD, zostałem wciągnięty w dość nieprzyjemną rozmowę odnośnie tzw. WRM.
Uważałem, że do tzw. WRM trzeba podejść konstruktywnie, stąd też pojawiły się słynne dwa tygodnie, które dawały nam szanse na wyjście z tego „kryzysu”.
Nie moment samego uznania a kroki zaraz po nim wydały mi się osobiście niepokojące - pakty obronne, manewry i oskarżenia… (opinia jaką mamy w tym całym sporze jest nieistotna, ale ważne widzieć kontekst, by dostrzec wadliwy schemat współpracy)
Tak czy inaczej trwał ostry spór w stosunkach międzynarodowych, w którym wydarzyły się dwie rzeczy kluczowe dla decyzji o dymisji, wydarzyło się to w przeciągu jednej doby:
- Wycofanie bez mojej wiedzy i zgody dwutygodniowego terminu na załatwienie sprawy tzw. WRM.
- Zakaz wypowiadania się na liście dyskusyjnej Królestwa Dreamlandu wydany przez JKM, w formie polecenia służbowego, dodajmy bez jakiegokolwiek uzasadnienia.
O ile punkt pierwszy byłem w stanie zaakceptować i przyjąć postawę bierną- „rób ta co chce ta”. To drugi punkt kompletnie mi dokopał, gdyż tego posunięcia do dnia dzisiejszego nie rozumiem.
Nie byłem w stanie zrealizować tego polecenia. Swoją drogą nie przypominam sobie by Kanclerz kiedykolwiek dostawał polecenia służbowe (choć mogę się mylić). Z drugiej strony by zachować wierność, do której obligują przysięgi MUSIAŁEM podać się do dymisji.
Powiem jeszcze tyle, że taki krok, ze strony Korony w stronę Urzędu Kanclerza, zainspirował mnie do tego by stwierdzić, że nie powinno się z jednej strony nadzorować przebiegu działań dyplomatycznych, czy nawet dokładnie pracy Kanclerza w zakresie polityki informacyjnej, stojąc na uboczu w tak trudnej dla KS sytuacji.
Są przypadki, kiedy na przykład ministrowie nie odpowiadają na pytania poselskie - tu interwencja była moim zdaniem konieczna, niezbędna, wręcz fundamentalna w naszym schemacie Państwa. Blachy przykład, ale są sfery w których interwencja Korony w wymiarze nawet sformalizowanym jest konieczna i niewątpliwie to jest siła Monarchii.
Jednym słowem chciałbym poradzić przyszłym szefom rządu a także Państwu, by w takich trudnych przypadkach prosili o wiele szybciej Koronę o interwencję, pomoc, a także wyrażenie oficjalnego stanowiska w sprawach będących blisko kryzysu. Bo to Książę stoi na czele Księstwa Sarmacji.
Jeszcze taka mała uwaga na koniec - jestem w stanie założyć się, że każdy Kanclerz, jeśli reprezentuje sobą coś więcej niż tylko kulenie ogona - potknie się na naszym systemie współpracy w zakresie PZ, czy każdym innym gdzie nakładają się kompetencje Księcia i Kanclerza. Po to była właśnie kiedyś kontrasygnata, by dochodzić do konsensusu.
[c.d.n] W planie jak na razie 2 arty - pierwszy “pozytywnie o Monarchii i Koronie” (bo to się należy), drugi “o Tytułach Szlacheckich i Arystokratycznych“, być może pokuszę się o trzeci na temat ustroju.

sierpień 7th, 2009 at 03:13
Michał. Do Kurwy Nędzy, weź sie ogarnij człowieku. Nasrałeś, a teraz rozmazujesz, i myślisz że jak wszyscy bedą śmierdzieli, to Ty będziesz mniej. honor nakazuje czasem milczeć.
sierpień 7th, 2009 at 03:35
Aaronie, bardzo konstruktywna ta krytyka:) Natomiast czym byłaby prawda gdyby ludzie widzieli wszystko tylko z jednej strony, czy przez różowe okulary.
Ja nieomylny nie jestem. Jak każdy człowiek popełniam błędy. Natomiast to, że wyrażam swoje zdanie w kwestiach związanych z funkcjonowaniem państwa robię z pełnym przekonaniem i odpowiedzialnością za dalszy los KS, bynajmniej nie swój.
Jak nie ja, to kto ma o tym powiedzieć…Nawet posiadając tytuł i obywatelstwo, nie sądzę bym tym artykułem złamał jakikolwiek element przysięgi.
sierpień 7th, 2009 at 09:09
Uwielbiam zapach napalmu o poranku!
sierpień 7th, 2009 at 10:16
Bez przesady - ten art. to chillout
sierpień 7th, 2009 at 11:08
W połowie przerwałem czytanie. Żenła.
sierpień 7th, 2009 at 11:12
Ten arcik jest ciekawy. Chętnie wszedłbym w polemikę, ale jakoś mi nie wypada. Bo kimże ja jestem? Jednakowoż należy tu zauważyć dwa elementy, z którymi się absolutnie nie zgodzę - instytucja kontrasygnaty jest instytucją bzdurną i słusznie skąd inąd, że została ograniczona, czy zniesiona. Druga sprawa to rzekome konflikty w kwestii priorytetów PZ w państwie - zdecydowanie podobnych problemów nie było nigdy wcześniej. Zarówno kolejni MSZ jak i Kanclerze-MSZ dogadywali się z głową państwa - wówczas z JKM Piotrem Mikołajem. Problemem nie jest sama konstrukcja odpowiedzialność za PZ - problemem jest brak dogadania się stron odpowiedzialnych za jej prowadzenie. Poza tym taka rozmyta (bo nie rozbita) odpowiedzialność jest o tyle dobrym rozwiązaniem, że pozwala na prowadzenie polityki zagranicznej wielokierunkowo.
sierpień 7th, 2009 at 12:03
Jeśli chodzi o PZ to o ile się nie mylę, zawsze były tu pewne problemy…właśnie związane z 3 osobami. Kiedyś pamiętam PMK mówił mi, że pomijało się przeważnie jedną osobę. Nie chodzi by PZ zajmowała się jedna osoba. Chodzi o jakieś sensowne rozwiązanie. Może jakimś pomysłem są małe wotum zaufania co do kierunku polityki zagranicznej,może ograniczenie do 2-ch osób kierownictwa…
Pytanie jest takie kto ma decydować - Książę, Kanclerz czy MSZ…i tu właściwie sam mam problem co byłoby słuszniejsze. Bo Książę jest głową Państwa, ale za to odebranie decyzji w PZ organowi wybieralnemu zmniejszyłoby jego atrakcyjność, a już na pewno koloryt KS.
Jeśli chodzi o kontrasygnatę, to ona się sprawdzała i miała jeden zasadniczy walor - Kanclerz przejmował część odpowiedzialności kontrasygnując akty prawne, przez co zawsze można było zadać pytanie poselskie, dlaczego postąpił tak a nie inaczej. Nie znam Kanclerza, który by to rozwiązanie krytykował.
No i taki drugi mały plus to właśnie zapobieżenie omijania rządu w niektórych kwestiach, czy doprowadzanie do konsensusu.
sierpień 7th, 2009 at 12:48
Był Kanclerz, który krytykował, a nawet odmówił raz Księciu kontrasygnaty.
sierpień 7th, 2009 at 13:07
Był też Książę który je podrabiał. ;d
sierpień 7th, 2009 at 13:17
Ja mogę powiedzieć, że ja to wspominam bardzo pozytywnie z puntu widzenia takiej codziennej współpracy. Dzwonił PMK mówił, że ma taki i taki pomysł, czy chce to i to zrobić i czy ma do tego kontrasygnatę. I zawsze musiało paść sakramentalne “TAK”, bądź “NIE”.
Czasami nawet były śmieszne sytuacje z tym związane.
sierpień 7th, 2009 at 14:24
W następnym odcinku kogoś zabiją? Prooszę…
sierpień 7th, 2009 at 16:59
Michale litości dla O’Nealla nie odbieraj mu przyszłości. Łata płaczka będzie się za Toba ciągła.
sierpień 7th, 2009 at 17:32
to nie jest sytuacja do płakania, bo niby nad czym…
trzeba działać.
sierpień 8th, 2009 at 22:54
Oj biedny Michałek..
A tak serio to już sam top jest żenujący, nie mówię o ‘artykule’
Generale, oszczędź nam tej szopki!
sierpień 8th, 2009 at 23:12
Żenujący jest ogół sytuacji. Żenujące są arty. Żenujące są wypowiedzi pod nim. Żenujące jest to, że zechciało mi się to komentować.