Posted by Yaraeh on Aug 16, 2008 in
Uncategorized
Nasza redakcja, postanowiwszy uhonorować coraz częstsze próby zwrócenia na siebie uwagi, przez baroneta Browarczyka (Pavielek :* <3) oraz uhonorować go zaszczytnym mianem Współpatrona Orderu Bzdury. Jego zdjęcie zawiśnie poniżej portretu towarzysza Władka.
PS. Chcieliśmy przeprowadzić wywiad z Zajebistym Kanclerzem, ale się obraził
PS II. Przepraszam Rybciu :* <3
Posted by Yaraeh on Aug 16, 2008 in
Uncategorized
Celem odchamienia części Sarmatów, oraz rozwinięcia czułego zmysłu artystycznego, Kurier publikuje obrazy utalentowanej malarki, która przybyła do nas aż z Scholandi. Mam niniejszym zaszczyt zaprosić na wystawę obrazów Elżbiety Adonju, pod tytułem “Powiał wiatr ze wschodu…”
PS. Zachęcam do komentowania. Cały dochód z komentarzy zasili konto autorki.









Posted by Yaraeh on Aug 15, 2008 in
Uncategorized
Tak jak tydzień temu i dwa tygodnie temu. Plebiscyt na Złego Człowieka Tygodnia oraz Kawalera Orderu Bzdury.
W tym wydaniu redakcja postanowiła ufundować nagrodę niespodziankę, dla osoby której kandydat zyska zaszczytne miano Złego Człowieka Tygodnia. Zatem Sarmaci - niech ten plebiscyt przebiega pod hasłem “Kandydatura twoja mać!”
Posted by Yaraeh on Aug 14, 2008 in
Uncategorized
Prezentujemy dzisiaj kolejny odcinek Anarchii. Czytaj tylko u nas.
Grodzisk 14:45
Nowy Książę Sarmacji maszerował przez swój nowy gabinet z zadowoleniem malującym się na jego obleśnej twarzy. Usłyszawszy pukanie rzucił krótką komendę nakazującą wejście. Do jego pokoju weszła grupka osób. Najpierw para strażników, potem ktoś z tyłu wepchnął Aarona do pomieszczenia, za nim wszedł z godnością Daniel Chojnacki, po nim Matwiej z niezadowoloną miną. Cały ten pochód kończyła kolejna para strażników. Map z miną dziecka które właśnie się dowiedziało że Boże Narodzenie jest już jutro, zapiał
- Zapewne wiecie dlaczego tutaj jesteście - nie mógł powstrzymać podekscytowania i satysfakcji
- Nie - rzucił Daniel - może nas uświadomisz? - dodał drwiącym tonem
Map kiwnął głową ku ciemnemu kątowi pokoju, z którego dobiegł znajomy głos
- Zostaliście oskarżeni o zdradę Księstwa Sarmacji, wspieranie starego reżimu, oraz o szpiegostwo na rzecz Scholandii - odrzekł głos pełen mściwej satysfakcji - Zostaniecie osądzeni i skazani w swoich prowincjach. Nie ma to jak decentralizacja, prawda Matwieju? - dodał złośliwie
Postać wyszła w cienia.
- To ty! - wyrwał się zduszony okrzyk z ust Matwieja - Wal się na ryja szujo!
- Zobaczymy czy będziesz taki hardy, jak cię wreszcie skażemy - rzucił Map do Matwieja, po czym odwróciwszy się w stronę postaci rzekł - Przygotuj pozwy, Robercie.
Grodzisk 17:30
Faks w kancelarii książęcej pracował nieustannie wysyłając dokumenty.
- Ten do Iontza w Sclavinii - mruczał do siebie - A ten dla Ya… - urwał spojrzawszy pytająco na kobiecą postać która właśnie weszła do pomieszczenia - Słucham? - zapytał głosem przesadnie uprzejmym
- Czy nie przyszło ci na myśl, żeby zamiast faksować mi ten dokument - tutaj podniosła plik papierów - do pokoju piętro wyżej, lepiej byłoby go po prostu przynieść? - zapytała unosząc brwi
- A ty co? Druga Silverda, czy jak tam było tej eko-oszołomce? - odrzekł z niezadowoleniem w głowie
- Uważaj na słowa. Możesz mówić Mapciowi co chcesz, ja i tak wiem swoje - powiedziała nie kryjąc złośliwego uśmiechu
- Tak? To może powiesz Mapciowi to co tak dawno chcesz mu powiedzieć - burknął Czekański
- A tobie brak odwagi, żeby samemu to zrobić? Przyznać wreszcie prawdę - odpowiedziała, kładąc przesadny akcent na przedostatnie słowo
- Zajmij się lepiej swoją pracą, a nie uprzykrzaj życia innym - mruknął RCA odwróciwszy się plecami do Calisto.
Grodzisk 19:00
Piotr Mikołaj siedział na swojej pryczy i tępo patrzył się w przestrzeń. Jego myśli pędziły jak oszalałe, gdy po trzykroć przeklinał swoje tragiczne położenie i rozmyślał nad planem ucieczki.
Nawet gdyby udało mu się uciec z tej celi, co by mu to dało? Na północy znajduje się morze, na południu rozciąga się jego państwo. Jego byłe państwo. Mógłby przemierzyć całą Sarmację, co graniczy z cudem, ale jaką nagrodę by uzyskał? Możliwość dostania się do Scholandii. A za nią jest znowu Sarmacja. Zaś dalej Wandystan. Czyli równie dobrze może tutaj siedzieć, aż wreszcie będą łaskawi postawić go przed sądem. Jego smętne rozmyślania zostały przerwane przez odgłos otwierania celi.
- Obywatelu Kozanecki, ustawcie się pod ścianą - rzekł głos jednego ze strażników
- To od teraz jestem obywatelem Kozaneckim? Jeszcze przedwczoraj byłem dla ciebie Jego Książęcą Wysokością - rzucił niezadowolony
- Więzień milczeć! - rozkazał drugi strażnik
- Tak, a teraz wyrok - zaczął pierwszy - tak, został wydany zaocznie - dodał widząc zdziwione spojrzenie Księcia - w sprawie zarzutów zdrady stanu, głoszenia monarchofaszyzmu oraz przeciwstawianiu się zasadom sprawiedliwości społecznej, zostajesz uznany winnym i skazany na karę śmierci przez ścięcie - ciągnął dalej
- A teraz daj mu żreć - rzekł do drugiego, po czym ten rzucił na ziemie miskę z chlebem oraz dzbanek wody śmiejąc się złowieszczo.
Santa Ana 20:00
Oczy namiestnika biegły od lewej strony do prawej, mrużąc się coraz bardziej, aż gdy skończył czytać miał minę pokazującą mieszaninę zniesmaczenia oraz zdziwienia.
- Coś się stało kochanie - drobna kobieca postać spojrzała troskliwie na męża - Wyglądasz jakoś dziwnie…
- Czy coś się stało?! - wybuchnął nagle Yaraeh - Nie, nic się nie stało! Nic a nic! Wcale nie bierzemy udziału w spisku przeciwko Księciu oraz w spisku przeciwko spiskowi! Wcale także nie trzymamy dwóch poszukiwanych ludzi w naszym domu! - ciągnął prawie krzycząc - Ani także nie będę musiał organizować parodii… A zresztą masz, sama przeczytaj - westchnął podając żonie kartkę papieru.
“Kanclerz Robert Janusz diuk von Thorn-Czekański do Yaraeha Alejandra markiza Kami-Chojnackiego-Euskadi
Jaśnie Wielmożny Panie!
Serce me roście gdy mogę stwierdzić, że siły zagrażające pokojowi w Księstwie Sarmacji powoli zostają wyeliminowane!
Jego Książęca Mość, w dowód zaufania, pragnie przesłać niezwykle groźnego przestępcę i kryminalistę, Matwieja Skarbnikowa, abyście jego osądzili, w imieniu Jego Książęcej Wysokości, gorąco polecając wyrok sprawiedliwy.
Chciałbym także zawiadomić Jaśnie Wielmożnego iż w czasie niedługim nastąpi wizyta Jego Książęcej Mości.
Jaśnie Oświecony Pan Robert Janusz von Thorn-Czekański”
Anna zmarszczyła brwi i rzekła
- Trzeba będzie się przygotować do wizyty Mapcia - wzięła głębszy oddech - A także wymyślić jak wykorzystać fakt przyjazdu Skarbnikowa tutaj
- Nie odbijemy go tutaj, to pewne - Yaraeh spojrzał na obraz tow. Wandy i kontynuował - To by mogło wzbudzić zbyt wiele podejrzeń. Odbijemy go koło Wandowic - mruknął zapalając papierosa
- Skąd wiesz że będą jechać przez Wandowice? - zapytała głosem pełnym zdziwienia Anna
- Mam swoje źródła informacji - odrzekł wymijająco baronet
- Ale dlaczego akurat koło Wandowic? - spytała kolejny raz - Przecież tam będzie mnóstwo ludzi oraz…
- Pod latarnią najciemniej - przerwał jej wywód mąż - A poza tym warto akurat tam to zrobić, tylko po to, aby na Kubusia posypały się gromy.
Rottera 20:20
Karolina krążyła ze zniecierpliwieniem po pokoju czekając na resztę. Gdy wreszcie zjawił się Marcel, podniosła słuchawkę i włączając zestaw głośnomówiący wykręciła numer do Yaraeha
- Słucham - rzekł damski głos
- Tutaj Karolina, słuchaj, co z Marcinem? - zapytała
- Żyje i jest u nas - powiedziała Anna - Jednakże Yaraeh niesamowicie narzeka na jego obecność - dodała
- To było do przewidzenia - mruknęła Karolina - Chcemy go przetransportować do Wandystanu - kontynuowała
- Yaraeh się ucieszy - rzekła Anna śmiejąc się
Srebrny Róg 21:00
Przed pałacem namiestnikowskim gęstniały tłumy protestujących. Ludzie skandowali głośno “Łapy precz o Teutonii!” a także “Map - verpiss dich!”
Zbyszko maszerował nerwowo tam i z powrotem po swoim gabinecie, rzucając nerwowe spojrzenia w kierunku protestujących.
Dlaczego akurat to jego musiało spotkać?! - myślał gorączkowo - Co powie na to wszystko Map?
Szybę w oknie wybił kamień z przywiązaną listą żądań postulujących:
1. Domagamy się opróżnienia urzędu namiestnikowskiego.
2. Domagamy się wolnych wyborów na rzeczony urząd.
3. Domagamy się nadania statutu Kraju Koronnego.
4. Domagamy się szerokiej autonomii od Korony.
5. A na de wszystko żądamy subsydiów dla Teutonii!
Zbyszko pokręcił z niezadowolenia głową i czekał. Czekał aż tłumy przerzedzą się i będzie mógł wreszcie pójść spać.
Srebrny Róg 0:00
Rozjuszony tłum sforsował drzwi pałacu namiestnikowskiego, a co gorsza, straże przyłączyły się do demonstrujących.
Zbyszko otworzył tylne drzwi i wybiegł w miasto.
Posted by Yaraeh on Aug 11, 2008 in
Uncategorized
W tym tygodniu wyszydzimy tylko jedno.
Ale za to jakżeż szczególne.
Panu Michałowi Sidiniukowi gratulujemy świetnego zdrowia.
Posted by Yaraeh on Aug 10, 2008 in
Uncategorized

W tym tygodniu zaszczytnym tytułem Złego Człowieka Tygodnia postanawiamy uhonorować Avrila bnt Levengothona (Zadenuncjował chor. Patryk Szac)
Oto jego zasługi:
- wytrwałość w korzystaniu z biernego prawa wyborczego
- pogoda ducha
- przodownictwo w pracy
Postanawiamy mu także przyznać honorowy tytuł “Czułwaka”
Posted by Yaraeh on Aug 8, 2008 in
Uncategorized
Znana i lubiana Anarchia: Odcinek III. Czytaj tylko u nas.
Lasy koło Athos, godz 0:15
Głodny, brudny i obdarty człowiek przemierzał ciemny las, szukając jakiegoś miejsca na noc. Na to, że znajdzie jakąś wioskę, już dawno stracił nadzieję.
- Jagody! - zauważył. Niestety, ktoś już tutaj był i owoców ostało się niewiele. Gdy skonsumował ostatnią jagodę, pomyślał, że miałby ochotę na porządny obiad, czy raczej kolację o tej godzinie. W sumie był przyzwyczajony jadać w nocy, w końcu był informatykiem. Dobrze powiedziane - był… Teraz błąkał się po lesie, od dwóch dni nie miał nic porządnego do jedzenia w ustach, wodę pił z nielicznych strumyków, jakie napotkał na swojej drodze, w dodatku nie wiedział, gdzie jest i stracił poczucie czasu. Szedł przed siebie, bez celu, gdy nagle spostrzegł, że w oddali majaczą jakieś zabudowania.
- Niemożliwe! Tam są jakieś domy! - wyszeptał - Pewnie to jakaś fatamorgana… - Przez jakiś czas walczył z myślami. Z jednej strony, gdyby zakradł się do jakiegoś domu, mógłby wziąć sobie coś do jedzenia. Z drugiej strony, mogliby go złapać… - A tam, ryzykuję! - I poszedł przed siebie dziarskim krokiem.
Athos, godz 0:30
- To jednak nie było złudzenie - szepnął sam do siebie - Znalazłem jakąś wioskę. Chwila… Co to może być… Kiedyś byłem tutaj, nie pamiętam kiedy, ale byłem… Jak się ta miejscowość nazywała? - zastanawiał się dłuższą chwilę - Yaraeh mi chyba ją pokazywał, jak jego syn objął tutaj sołectwo…Athos! - mało nie wrzasnął ale w porę sobie przypomniał, że jest ścigany. - To doszedłem aż tutaj? I co teraz zrobię? Zwrócić się do Michała o pomoc? To jest w końcu syn Yaraeha, mojego przyjaciela… Powinien mi pomóc. - W końcu postanowił, że zakradnie się do pokoju Bronka. Rozejrzał się po okolicy. - Gdzieś tu powinna być tabliczka z napisem “Dom Sołtysa”… O! Jest! - podekscytowany ruszył w stronę domu Euskadiego. Obszedł go dookoła i obejrzał uważnie. Gdy już wydedukował, gdzie śpi sołtys, podszedł pod okna jego pokoju. Na szczęście były otwarte - co nie było niczym dziwnym, z powodu gorącego klimatu tego miejsca. Przełożył jedną nogę, potem drugą i już był w pokoju. Nagle spostrzegł, że Michał się obudził i już miał zamiar wrzeszczeć. Intruz doskoczył do niego w błyskawicznym tempie i zakrył mu usta dłonią. Bronek, gdy zobaczył z kim ma do czynienia, wytrzeszczył oczy. Mężczyzna postanowił zaryzykować i zdjął rękę z twarzy sołtysa. Ten wstał z łóżka i z nagłym zrozumieniem malującym się na jego twarzy podszedł do aparatu telefonicznego i wykręcił numer. Odczekał kilka sygnałów i zaczął mówić:
- Cześć, tato. Tak, wiem, która jest godzina. Wiesz, mam sprawę… Konias jest u mnie. Tak, właśnie ten Konias. Tak, tak. Dobrze, czekam, pa. - odłożył słuchawkę i odwrócił się do hrabiego - Tata już tutaj jedzie. Masz poczekać na niego - lustrował wzrokiem intruza cały czas - Widzę, że nie jesteś w zbyt dobrym stanie… Dam ci jakieś ubranie i trochę jedzenia, a łazienkę znajdziesz za tamtymi drzwiami - machnął ręką w kierunku dębowych drzwi - Poczekaj tutaj - po czym sołtys Athos wyszedł z pokoju. Kwazi usiadł na łóżku. Gdy poczuł jego ciepło i miękkość, sam nie wiedział, czego bardziej pragnie - czy dobrego jedzenia, czy przespania się.
Santa Ana, godz 0:30
- Co ten głupi Konias myśli sobie?! Przecież mogli go złapać! Ale nie, on tak po prostu, najbardziej poszukiwany człowiek w Sarmacji, zakrada się do domu mojego syna - takie myśli krążyły po głowie Yaraeha - Tak jakby wpadł z gospodarską wizytą - baronet uniósł oczy ku sufitowi i westchnął. Po czym niewiele myśląc, zamienił strój nocny na ubranie “nieoficjalne”.
Ciekawe co sobie pomyślą, strażnicy, jak tak po prostu wyjadę w środku nocy - ta myśl przebiegła przez umysł namiestnika - Trudno, trzeba to dobrze rozplanować.
I niewiele myśląc wyszedł tylnymi drzwiami i okrążył szklarnię. Po czym schował się za pięknym cedrem i czekał. Nie musiał długo oczekiwać, bo już w następnej chwili przeszło obok niego dwóch strażników. Yaraeh, błogosławiąc się w duchu za pomysł zmniejszenia ilości etatów, oraz że wybrał akurat nocną zmianę, szybkim ciosem w głowę powalił pierwszego. Jego towarzysz nie zdążył nawet się obrócić i padł obok drugiego.
Amatorzy - pomyślał Yaraeh zapuszczając silnik w czarnej Wołdze.
Athos, godz 1:25
Hrabia Konias, już umyty, ogolony, przebrany i nakarmiony, rozglądał się po pokoju w którym się znajdował. Był to ładny, przestronny pokój, z bielonymi ścianami, w którym znajdowało się proste kute łóżko, dębowe biurko, szafka, oraz toaletka na której stało zdjęcie dwóch osób, mężczyzny ubranego w garnitur, o smagłej twarzy i prostym, jeszcze niezłamanym nosie, zaś obok niego siedziała kobieta, jaśniejsza ale równie piękna co i on. Kwazi podszedł do toaletki, przyjrzał się zdjęciu i roześmiał się - Przecież to Yaraeh, zaraz po tym jak go skuto małżeńskimi kajdanami!
Jego rozmyślania zostały przerwane, gdyż do pokoju wkroczył podekscytowany Michał, zaś zaraz za nim kroczył jego ojciec, o nieco niezadowolonej twarzy. Jednakże gdy tylko zobaczył siedzącego na łóżku przyjaciela, kąciki jego ust podniosły się nieznacznie, co w tej niebezpiecznej sytuacji mogłoby zostać odczytane jako uśmiech.
- Witajcie towarzyszu hrabio - rzucił Yaraeh nieco z przekąsem
- Buenas tardes, towarzyszu baronecie - Kwazi silił się na spokój i pogodę ducha. Żart ten widocznie musiał nieco rozbawić towarzysza baroneta, ponieważ w jego oczach pojawiły się na chwilę ogniki śmiechu. Po czym odwrócił się i nieco bardziej rzeczowym głosem polecił synowi - Nie widziałeś ani Kwaziego, ani mnie. Nie telefonowałeś także do mnie o tej porze - rzekł surowo - Jak chcesz, możesz rano do mnie przyjechać, po wytyczne - dodał nieco cieplejszym tonem, zaś przy dwóch ostatnich prawie się uśmiechnął.
***
Samochód wyjechał w kierunku nowej stolicy Gellonii. Yaraeh zapalił papierosa i spojrzał na pasażera - Nic się nie zmieniłeś. Widzę, że w ogóle cię nie interesuje co, jak, gdzie, kiedy i dlaczego. A przynajmniej tak długo, aż ja nie zacznę o tym mówić - namiestnik uśmiechnął się
- Dobrze, zatem aby nie było - Książę Teutończyków także się uśmiechnął - pytam zatem, o co w tym wszystkim chodzi? Bo sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, niż kod Syriusz. Zatem?
- Może ty mi opowiesz najpierw o sobie, żebym wiedział co wiesz i nie musiał opowiadać tego, co już wiem.
- Był wczesny wieczór, gdy Mateusz Karczewski przybiegł do mojej kancelarii - na dźwięk tego nazwiska Yaraeh się skrzywił - I powiedział że nie ma teraz czasu do stracenia i muszę uciekać - ciągnął niezrażony tym gestem dezaprobaty hrabia - Gdy zacząłem go wypytywać, o co chodzi, powiedział że szykuje się jakiś spisek. Wyszedłem zatem ze swojej kancelarii, gdy zobaczyłem jak kilku ludzi podjeżdża pod mój dom - hrabia zakaszlał gdy twarzy Yaraeha została spowita dymem - Nie zdążyłem się nawet pożegnać z żoną i dziećmi. Reszta, to gehenna błąkania się po bezdrożach. Tak trafiłem do twojego syna. Resztę chyba znasz?
- Zatem słuchaj! - rzekł baronet z niezadowoleniem - Ja słyszałem, iż wyskoczyłeś przez okno sypialni - uśmiechnął się namiestnik - i nie zdziwiłbym się gdyby wiatr cię porwał - wtrącił złośliwie - ale to w tej chwili nieważne. Jak nowy reżim padnie, to napiszesz autobiografię - rzucił gdy zobaczył niezadowolone spojrzenie Kwaziego - ale teraz ważniejsze jest to, iż nie tylko ciebie próbowano wysiudać z fotela. Również Kefas został detronizowany. Tak, tak, ancient regime się skończył - dodał widząc malujące się bezkresne zdziwienie na twarzy hrabiego
- Ale jak…co ja…jak ja… - zaczął się jąkać Konias
- Normalnie, przygotowano zamachy na wszystkich i takie tam - Yaraeh ziewnął i zaciągnął się papierosem - ideologicznie i militarnie - nuda - wtrącił - ale ważny jest fakt, że teraz Mapcio uważa że jestem zwolennikiem jego reżimu, niech tak myśli dalej, daleko zajdzie - wtrącił kolejny raz - jednakże ty jesteś poszukiwanym numer jeden, zaś jeżeli by nas złapali - to czekałby ciebie stryczek, ja zaś dokończyłbym żywota gnijąc w więzieniu.
- Chcą mnie zabić? - zapytał ze strachem w oczach Kwazi
- Nie wiem, jeżeli by cię złapali… - odrzekł baronet - Ale wiem, że ty już nawet nie jesteś hrabią, zostałeś pozbawiony tytułu i obywatelstwa
- A ty pewnie jesteś diukiem? - zapytał z przekąsem
- Nie, widać reżim nie uważam mnie za tak wartościowego człowieka - uśmiechnął się - nie, jestem markizem - zaśmiał się szyderczo - O jesteśmy na miejscu - dodał
Kierowca zgasił silnik i spojrzał na leżące w bezładzie ciała strażników - A ci amatorzy dalej tam leżą. Chyba będę musiał wymienić straże - uśmiechnął się ponuro
Kwazi rozejrzał się po okolicy i spojrzał na zegarek Yaraeha. Była druga w nocy - Dlaczego nie słychać bicia dzwonów? - spojrzał z ukosa na Yaraeha - To mi się w ogóle nie podoba - zebrał siły w sobie i zadał pytanie, niby mimochodem, nie chcący aby jego towarzysz pomyślał sobie, że mu nie ufa - Jest d-druga, prawda? A d-dlaczego nie s-słychać bicia d-dzwonów? - wyjąkał, lecz ku jego zdziwieniu Yaraeh się uśmiechnął - Przecież jesteśmy w Santa Ana - wyjaśniał mu - a tutaj nie ma kościołów, tylko meczety. A zresztą, to stawia w dobrej perspektywie nasze podejście do sprawy - rzekł baronet z przekąsem - Jest druga w nocy, jesteś najbardziej poszukiwanym człowiekiem w kraju, ja zamiast spać, jeżdżę po swojej ziemi, a ty się martwisz tym, że nie słychać bicia dzwonów! Specjalnie dla ciebie je niezwłocznie zainstalujemy, abyś mógł odczuć komfort psychiczny! - dodał z wyrzutem.
Santa Ana, godz 2:15
Yaraeh wraz ze swoim towarzyszem szli po omacku po Pałacu Euskadich. Baronet stanowczo i energicznie prąc do przodu, hrabia raczej nieco lękliwie trzymał się pół kroku za nim, oceniając sytuację. - A jeżeli jest po ich stronie? - ta myśl nie nastrajała go zbyt optymistycznie do życia - Gdyby chciał, to by mnie tymi łapami na miejscu zabił. Co mam zrobić, jak sprawy przybiorą dla mnie niekorzystny obrót? Wyskoczę przez okno? A może…Ałł! - rozważenia Kwaziego zostały przerwane, bo wpadł na coś twardego i dużego.
- Ty idioto! - szepnął namiestnik - Nie mogłeś wybrać głupszego sposobu narobienia hałasu - rzekł złośliwie
- A co to w ogóle jest, do jasnej cholery - zdenerwował się hrabia - Dlaczego idziemy po ciemku?!
- Masz, zapalę ci światło - rzekł Yaraeh zapalając świeczkę, która dawała rozmigotane światło - Ale jak nas złapią, to naprawdę, przeklnę cię w imię Allaha, Wandy i nawet w imię Mapcia. - powiedział z niezadowoleniem.
- Nikt normalny nie trzyma w domu worka treningowego w takim miejscu! - powiedział Konias na swoją obronę.
- Idziemy - uciął Yaraeh - I przestań ciągle węszyć spisek na własne życie, bo gdybym był po tamtej stronie, nie fatygowałbym się do Athos, tylko wysłał kogoś od Mapcia. - dodał - I jeśli naprawdę uważasz, że jestem po ich stronie, to znaczy tylko, że masz gorzej w głowie, niż myślałem - powiedział gdy zobaczył, jak Kwazi otwiera usta aby zaprotestować.
Szli w milczeniu przez kilka minut. Przeszedłszy przez kręcące się schody, stanęli przed cedrowymi drzwiami.
- To będzie twój lokal komunalny - rzucił namiestnik.
Konias wszedł do pokoju, który okazał się mu o wiele większy niż jego sypialnia w Teutonii. Był także urządzony z większym przepychem i posiadał o wiele więcej bibelotów.
-Skąd ich na to wszystko stać?! - zdziwił się, po czym jego wzrok spoczął na trzech portretach zawieszonych nad cedrowym biurkiem, z czego dwa były mniejsze, zaś środkowy, nieco większy przedstawiał Yaraeha. Z obrazu po lewej uśmiechał się towarzysz Wanda, zaś po prawej widniała nieznana mu kobieta w mundurze. Gdy podszedł do niego bliżej, zauważył że na mundurze ma napis Gnomiej Armii Republikańskiej, zaś sam obraz jest podpisany “Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka - Matka Narodu Gnomiego”. W pokoju pełno było różnych akcentów nawiązujących do Wysokogórskiej Republiki Elfidy. Koło wejścia do łazienki stała nawet ceremonialna spluwaczka, którą Yaraeh zapewne wyniósł z jakiegoś gmachu. W końcu, zmęczony oglądaniem dziwactw gospodarza, rzucił się w odzieży na łóżko i oddał się objęciom snu.
Posted by Yaraeh on Aug 8, 2008 in
Uncategorized
Tak jak i w zeszłym tygodniu. Plebiscyt na Złego Człowieka Tygodnia oraz Kawalera Orderu Bzdury.
Zasady jasne - zgłaszamy kandydatury w komentarzach.
Rozstrzygnięcie - w niedzielę.
Pan Aaron zaś, za poprzedni plebiscyt, wygrywa możliwość jednorazowego skomentowania Kuriera za darmo.
Posted by Yaraeh on Aug 5, 2008 in
Uncategorized
W dzisiejszym numerze mam przyjemność zaprezentować wywiad z Chorążym Szac.
Dzień dobry. Pańska wypowiedź odnośnie barona Karczewskiego, którego nasza redakcja uhonorowała tytułem Złego Człowieka Miesiąca, Orderem Bzdury oraz tytułem Last Minute, spowodowała dyskusję na temat osoby rzeczonego barona. Czy to prawda że pański stosunek do jego osoby jest raczej niechętny?
Tak. Baron Karczewski w czasie swojego pobytu w Sarmacji dał wybitny dowód swojej niedojrzałości. Upozorowanie śmierci człowieka, by objąć posadę pod innym nazwiskiem jest zdecydowanie haniebnym czynem, który w moich oczach przekreślił postać barona.
Jednakże, myślę że nie powinno się przekreślać ludzi za jeden czyn. Co prawda nie jestem zwolennikiem barona, czego wyraz redakcja dała w niedzielnym wydaniu, ale czy tylko jeden czyn tak zaważył na jego reputacji w pańskich oczach?
Generalnie staram się ludzi nie przekreślać, ani nie uważać, cytując hrabiego Daniel Chojnackiego, za totalne zero. Trzeba dawać ludziom drugą szansę, możliwość resocjalizacji. Niemniej jednak zbrodnia barona za bardzo kłuje moje serce, żeby mu pozwolić na odpokutowanie.
A co mógłby Pan powiedzieć tak od serca na temat Karczewskiego i do Karczewskiego?
Baron ma jeszcze mleko pod nosem i jest książkowym przykładem ‘dziecka Neostrady’, za co powinno się zamykać w więzieniu. Niestety prawo Księstwa Sarmacji tego nie przewiduje. Co do samego barona, apeluję: Baronie! Zmień szerokopasmowy dostęp do internetu na modem, na kafejkę. Wyjdzie lepiej dla barona i Sarmaty szerokopojętego.
To poważne oskarżenia. Nie boi się pan nieprzyjemnych reperkusji, takich jak np. rozprawa sądowa?
Nie boję się. Jeśli baron wytoczy mi proces, stawię się najprędzej jak będę mógł. Żeby nie było żadnych niedopowiedzeń: Mateusz Karczewski jest niegodny noszenia tytułu barona Księstwa Sarmacji. Będę trzymał się swoich poglądów nawet po skazaniu wyrokiem, jeśli sąd na taki się zdecyduje.
Zatem zabawmy się w political fiction - jest pan Księciem Sarmacji - jakim tytułem uhonorowałby pan barona Karczewskiego, jeśli w ogóle?
Persona non grata w Księstwie.
Jednakże baron Karczewski niewątpliwie wniósł wiele do Księstwa Sarmacji. Nie tylko takie kwiatuszki jak kantor pod dumnym szyldem giełdy oraz nikomu nie potrzebną Loardię. Z moich prywatnych rozmów z hrabią Koniasem wynikało, że baron Karczewski przyczynia się do rozwoju informatycznych zagadnień Księstwa.
I za to baron powinien otrzymywać wypłatę stosowną do jego pracy. Czy ja wypełniając sumiennie rozkazy Hetmana Magnuszewskiego mam być cały czas podnoszony do coraz wyższych stopni? Otrzymuję żołd i stoję na straży Księstwa, co jest najwyższą nagrodą.
Za to zatem według pana powinno się honorować ludzi tytułami i odznaczeniami państwowymi?
Chciałbym przytoczyć Dekret Księcia Sarmacji nr 197 o orderach i odznaczeniach, mianowicie art. 1, pkt. 1: “Ordery i odznaczenia cywilne nadaje Książę. Książę nadaje ordery i odznaczenia cywilne z własnej inicjatywy oraz na wniosek ministrów lub namiestników.” Jak czytamy, Książę, ministrowie i namiestnicy decydują kto dostanie order i za jakie zasługi. Z tytułami jest podobnie. Niemniej jednak w moim przekonaniu zasługi barona Karczewskiego są co najmniej niewystarczające. Jednak to nie ja jestem Księciem, ani ministrem, czy też namiestnikiem.
Zmieniając nieco temat naszej rozmowy. Czy podziela pan opinię iż Księstwo Trizondalu można by uznać za swoisty odpowiednik terytorialny i samorządowy barona Karczewskiego?
Tak. Powiem nawet więcej, baron Karczewski powinien zająć się jedyną dziedziną, która Trizondalowi nawet wychodzi tj. grą w piłkę.
Dziękuję zatem za rozmowę.
Dziękuję uprzejmie.
Posted by Yaraeh on Aug 4, 2008 in
Uncategorized
W Loży Szyderców z zeszłego tygodnia, znalazły się takie kwiatuszki jak:
Wszystkim wyszczególnionym gratulujemy, a także życzymy dalszych sukcesów.