De Vliegende Nederlanders
Samolot oderwał się od płyty lotniska w Eldoracie z gracją ciężarnej słonicy. Delikatny zefirek wiał w prawą stronę samolotu, gdy na jego szybie rozmazywały się kolejne gołębie, wydając przy tym “tchnienie życia” i robiąc delikatny plask. Chuda postać siedziała w środku pustego dwupłatowca popijając kawę, smakującą jak nieprane skarpetki barona Lichtensteina oraz przegryzając ciastka, których jedyną zaletą było to, że były tak samo świeże, jak w dniu upieczenia. Czyli przed wynalezieniem telefonu. Jego chude rączki trzymały gazetę - były to Kanclerskie-Nowiny (dawniej Brama Sarmacka). Na głos mamrotał takie słowa jak “Gellonia”, “skandal”, “rząd” oraz “semprini”.
Samolotem szarpnęło, gdy pilot zaczął wykonywać skomplikowany manewr. Rozlana kawa pociekła po rozkładanym stoliku barwiąc spodnie naszego bohatera na brązowo, także z przodu. “Gellonia jego mać” mruknął pod nosem, wykręcając kawę ze swojego przyodziewku. Drzwi do kabiny pilota rozwarły się i wyszedł przez nie najobleśniejszy i najobrzydliwszy Sarmata, jakiego widział świat. Nasz główny bohater spojrzał na pilota wzrokiem pod tytułem “Już?”, na co uzyskał odpowiedź, przez kiwnięcie głową oraz spojrzenie tępych oczu.
Chuda postać, przemaszerowała przez samolot, zakładając na plecy spadochron. W momencie gdy postać człapała w pobliżu trzeciego rzędu, rozwarł się właz z przodu maszyny, powodując wdmuchanie gorącego powietrza do wnętrza. Zniesmaczona tym obrotem spraw postać skrzywiła się i wymamrotała pod nosem “Czego to się nie robi dla…” lecz dalsza część jej wypowiedzi została urwana przez kolejny plask gołębia, tym razem o szybę. Postać wyskoczyła z samolotu pociągając za linkę. Niestety, ale spadochron zadziałał.

Piękny tekst - pełen wyobraźni ale i pełen prawdy. Cóż niechciana wizyta pewnej osoby wzbudziła wiele niesmaku .Jedno co uczyniła - to wzburzyła naród Gelloni.Ale i zjednoczyła.
Anna de Luna y Euskadi