Miłość przy szczęku karabinów

Wczoraj pisałyśmy o tym, że Kanclerz Mikołaj Wiśnicki nie pojawił się na wcześniej zapowiedzianej Odysei historycznej, ponieważ miał zajmować się firmą makaroniarską. Okazało się, że prawda jest z goła inna! Kanclerz domyślił się, że nasi reporterzy będą próbowali go śledzić, więc zmylił nas sobowtórem, który wyprowadził nas znów do Zielnyboru. Sam jednak pojechał odbyć podróż swojego życia… Otóż w ferworze walki, w mundurze i z bronią w ręku bronił swojej damy. Dowiedziałyśmy się, że kiedy siedząc w okopie chronił swoją lubą, pełen pasji zacytował jej ten oto wiersz:

Ledwiem ciebie zobaczył, jużem się zapłonił,

W nieznanym oku dawnej znajomości pytał;

I z twych jagód wzajemny rumieniec wykwitał

Jak z róży, której piersi zaranek odsłonił.

Niestety nie udało nam się zdobyć zdjęcia owej pięknej kobiety, wiemy tylko, że wydawała obiady jako wolontariuszka.

Czyż to nie romantyczna historia? Tylko wygląda na to, że jednak starania Aleksandra Euskadiego o rękę Kanclerza skończą się fiaskiem. Oby Mikołaj nie zranił jego serduszka!

One Response to “Miłość przy szczęku karabinów”