Mandragorat Sarmacji
===========
FELIETON
===========
Z prawdziwą rozkoszą przeczytałem ujadanie pana Poleszczyka (nazwisko realne) vel Skarbnikowa (nazwisko wirtualne) vel Absolutnie Beznadziejnego Skarbniqa (pseudonim nadany przez Michasia Winnickiego). Przypomina mi ono piękne czasy powstawania Księstwa Sarmacji i moich, jako Rzecznika Rządu, niekończących się dyskusji z ówczesną siłą przewodnią v-świata Cesarstwem Leblandii. Dość powiedzieć, że Leblandia już nie istnieje, a ja mam się całkiem nienajgorzej.
Żeby zrozumieć sytuację pomiędzy Księstwem Sarmacji a Cesarstwem Valhalli należy podjąć próbę krótkiej analizy tego pierwszego.
Księstwo Sarmacji startowało bogate w doświadczenia ludzi z Klubu RP i Wolnego Klubu RP. Oni już wiedzieli jedno - demokracja parlamentarna nie sprawdza się w warunkach wirtualnego świata. Z tego powodu niegdysiejszy republikanin pełną gębą Czarnecki vel Piotr Kozanecki ogłosił się Księciem i zdecydował, że żelazną ręką rozdawał będzie karty w swoim państwie. Zadziałało. Ustalając ramy możliwego działania obywateli Książę pozbył się konfliktów wewnętrznych i mógł skupić się na budowaniu czegoś interesującego.
Tak było do czasu. Książę Piotr Mikołaj został dogoniony przez sprawy realne. Coraz mniej swojej uwagi mógł poświęcić na Księstwo Sarmacji. Zaczęły się kombinacje ustrojowe, na które składały się różne wersje parlamentu, podział terytorialny na prowincje i najgorszy pomysł ze wszystkich - Kanclerz. To wszystko mogło zadziałać prawidłowo, jeśli obywatele mieliby jasno określone pole możliwego działania. Nie mieli. Parlament nigdy tak naprawdę nie działał poprawnie, podział na prowincje spowodował przesunięcie części interesujących inicjatyw na grunt lokalny i wytworzenie się pojęcia lokalnego patriotyzmu, zaś walka o fotel Kanclerza regularnie dzieliła społeczeństwo.
Prowincje upadały, ludzie odchodzili, zlekceważony przez Księcia kolejny kryzys parlamentarny przerodził się w secesję i powstanie Wandystanu. Tegoroczny powrót secesjonistów na łono macierzy dał Sarmacji pięciu aktywnych obywateli, za co zapłacić trzeba było najwyższymi tytułami arystokratycznymi dla zdrajców i oddanie tymże części władzy książęcej. Także tej, że Książę Piotr Mikołaj Założyciel, który w międzyczasie zmienił się w Prinza Petera Nicholasa Zagubionego, przed nobilitowaniem Sarmaty musi pytać Mandragorów o zdanie.
Do tego właśnie zmierzam.
Książę już nie decyduje o nadaniach, praca Trybunału Honorowego została podminowana przez wandystańskich zdrajców, a najnowszy projekt Konstytucji otwiera plebejskim sądom furtkę do odbierania tytułów szlacheckich. W okupowaniej Sarmacji upada idea monarchizmu. Przypomnę, że to właśnie dzięki tej idei i pracy oddanych jej ludzi udało się zbudować największe polskie państwo wirtualne.
To jest właśnie odpowiedź na pytanie co się stało, że ludzie do tej pory oddani Sarmacji nie widzą w niej przyszłości dla siebie.
Zabawię się w proroka. Sarmacja ma przed sobą dwie drogi, które może wybrać Prinz Peter Nicholas, bo żadnej innej zapewne on nie rozważa. Może dalej kontynuować bieżący kurs na demokrację - i powolutku staczać się w niebyt. Może także zmienić władcę na kogoś z obozu wandystańskiego, co zaowocuje emigracją i szybszym staczaniem się w niebyt. Tak czy owak pozostawanie w Sarmacji nie jawi się mądrym dla kogoś szukającego w państwach wirtualnych rozrywki i pragnącego przyjemnie spędzić czas.
To jest właśnie geneza powstania Cesarstwa Valhalli, które z założenia jest alternatywą dla Mandragoratu Sarmacji. Ktokolwiek przewidujący, że Valhalla dołączy się w przyszłości do Sarmacji jest niespełna rozumu.
Diuk Kowalczykowski