Jul 2 2008

Kot Teofil Wieści Ekstraklasę odc. 3/6

Hitem czwartej kolejki SLP był ponownie mecz na szczycie – tym razem FKK podejmowało u siebie YK. Strzelono 12 bramek, 3 razy wygrywali gospodarze i raz padł remis. Pauzowały Renifery.

———————————

Krokodyle Punta - Młot Sigmara Anheim 1:1 (0:1)

Spójrzmy w tabelę… Krokodyle 7 miejsce, 0 punktów. Sigmaryci 3 miejsce, 6 punktów. Sytuacja się jakby klaruje, ale wspomnijmy mecz pucharowy Krokodyli - 0:3 z Koniami. Tiaaa. Poza tym ostatnio napisaliśmy, że Młot będzie bił słabszych [ chojraki!]. Można zatem było śmiało uznać, że goście będą mieli problem, żeby tego meczu nie wygrać.

Dlaczego Krokodylom udało się nie przegrać? Bo były do tego meczu dobrze przygotowane pod względem taktycznym. Oczywiście, to jeszcze mało. Miały też nieco szczęścia i wyjątkowo nieudolnych przeciwników. Szerzej - poniżej. Dodajmy tylko, że to pierwsze i zapewne ostatnie punkty zdobyte przez Krokodyle w meczu z drużyną spoza grupy “eSKaeSy i Dyskobolia”. Hmm, to w ogóle pierwszy punkt Krokodyli w tym sezonie! Łaał!

Dlaczego Sigmaryci nie wygrali? I tu leży piesek scholandzki zagrzebany. Tak samo jak w poprzednim meczu - świetny początek, 13 minuta 1:0, przewaga rośnie, nic tylko się cieszyć. Chwilę potem - rzut karny! Do piłki podchodzi Cahal. Po meczu? Nic bardziej mylnego. Cahal nie trafia w bramkę, aut dla gospodarzy. Inicjatywę dalej mają Młoty, ale do głosu powoli zaczynają dochodzić także Krokodyle. No i bęc, 90 minuta i 1:1 -  Aberg jak Senturk ładnie pod poprzeczkę.

Wnioski: Prawie nic nowego. Dla Krokodyli to w zasadzie sukces, każdy punkt się liczy etc. ale mamy wrażenie, że na niewiele się on im zda, jeśli będą w takim tempie tracić zawodników. Praktycznie co mecz ktoś wypada ze składu, czy to kartki czy kontuzje. A co do Sigmarytów - muszą popracować nad skutecznością, bo ta jest daremna. Wywieszczyliśmy im ogrywanie słabeuszy, a oni jak na złośc: nie!. Za kilka meczów moga nie walczyć już o nic. Spadek im groził nie będzie, pudło raczej też.

———————————

FKK Rantiochskie Krasnoludy   -   YK Słoniki Sodomia 2:1 (0:1)

Hit kolejki przez duże LEJKI. Silne Krasnoludy podejmowały zwinne Słoniki. Zwycięzcę, jak zawsze w takim wypadku, obstawić było ciężko. Lepsze wrażenie po meczu pucharowym zostawił po sobie lider, ale czy nie była to zasłona dymna w wykonaniu Krasnoludów? Jedynym pewnikiem było fakt, że najważniejsza miała być odpowiednia taktyka.

Dlaczego Krasnoludy wygrały? Okazało się, że mecz pucharowy to nie była zasłona dymna. Pierwsza połowa była w wykonaniu FKK fatalna - 0 klarownych okazji, ustępowanie pola, nieporadne rozgrywanie piłki i wreszcie szybko stracona bramka. Obraz gry zmienił się jednak całkowicie w drugiej połowie. FKK zepchnęło Sodomitów do obrony i wykorzystało ich proste błędy w defensywie, nie będąc sami praktycznie ani razu zagrożonymi utratą drugiej bramki. Trener Ullemark jest widać dobrym motywatorem, a Krasnalom dobrze się gra pod presją. Nie mieli też skrupułów w bezlitosnym wykorzystaniu błędów rywala.

Dlaczego Słoniki przegrały? Bo nie uczą się na błędach rywali. YK poniosło klęskę dokładnie w takim samym stylu, jak przed tygodniem Sigmaryci właśnie ze Słonikami. Szybko strzelony gol, względna przewaga na boisku - na drugą połowę wyszli rozluźnieni, byleby tylko obronić wynik. Braki w koncentracji obrońców oraz bramkarza i w dwie minuty rezultat się odwrócił. Słonikom brakło koncepcji na strzelenie kolejnych bramek. Dodajmy też, że obie bramki zawalił bramkarz Ishizaki, który gorzej zagrał chyba tylko w swoim debiucie.

Wnioski: FKK wygrało zasłużenie i zajmuje obecnie fotel lidera. Ich sytuacja wygląda dobrze, ale pamiętajmy, że mają za sobą tylko jeden mecz z mocniejszym rywalem. Niemniej, raczej nie utracą pozycji w przyszłym tygodniu - z Krokodylami powinni wygrać w cuglach. A Sodomici? Oblali pierwszy poważny egzamin, ale nie mogą się załamywać, to dopiero początek sezonu. Trener zapowiedział, że za tydzień w meczu z Hrabiami zobaczymy zupełnie inny zespoł i wypada mu wierzyć. Tylko czy to wystarczy na pokonanie Ruhnhoffian? Łatwo nie będzie, ale Słoniki zdecydowanie nie stoją na straconej pozycji i kto wie, może szybko odzyskają pierwsze miejsce w lidze.

———————————

RVT Hrabia Ruhnhoff  -  SKS Podleszcz 3:0 (2:0)

Trzeci mecz RVT z drużyną grupy „SKS-y i spółka”. Tutaj nie mogło być zaskoczenia. Sieroty zostały opuszczone nawet przez swojego trenera, nie mówiąc o szczęściu czy innych tego typu bajerach, zwykle wieszanych na lusterkach dwudziestoletnich vanów. Z kolei RVT to dwukrotny mistrz z Sarmacji z szansami na więcej. Aby obronić tytuł, nie mogli tu stracić punktów.

Dlaczego RVT Hrabia Ruhnhoff wygrał?
Bo RVT to RVT. Najlepszy zespół ligi. On po prostu musi wygrywać, szczególnie z rywalem strefy spadkowej, dysponującym potencjałem co najwyżej na średniaka pierwszej ligi. Zespół jest w formie, trener też to i wygrać było łatwo. Choć zaskakujący jest fakt, że strzelili Sierotom tylko 3 bramki.

Dlaczego SKS Podleszcz przegrał? Bo Podleszcz to Sieroty. W zeszłym sezonie ich największą siłą był świetny trener. Teraz trenera nie ma i Sieroty nie stanowią żadnego zagrożenia. W ich ostatnim meczu w ataku grał bramkarz, a na ławce rezerwowych nie było nikogo. Ot, tyle.

Wnioski: RVT planowo wygrało. Każdy inny wynik byłby megasensacją. Lekki niepokój może budzić ich słaba skuteczność. Przeciwko takiemu zespołowi jak Sieroty spodziewalibyśmy się co najmniej 10 sytuacji i minimum 4 bramek. W dodatku pierwsze 6 minut należało do SKS-u: przeprowadzili 3 akcje, z których każda mogła zakończyć się bramką. W szczególności lepiej wykonany karny mógł spowodować, że spotkanie potoczyłoby się nieco inaczej. Jednak Sieroty bez kapitana błyskawicznie toną.

———————————

SKS Wandystan - Dyskobolia Czarnolas 4:0 (4:0)

Kiedy mierzą się ze sobą dwa równorzędne zespoły, trudno jest przewidzieć wynik. Tak też w tym antyszlagierze kolejki mogliśmy oczekiwać wszystkiego. Choć z drugiej strony – co to za różnica, czy przedostatnie miejsce w lidze zajmie SKS Wandystan czy Dyskoboli Czarnolas?

Dlaczego SKS Wandystan wygrał? Właśnie o to chodzi, że nie wiadomo za bardzo. Wprawdzie ostatecznie zwycięzcę wytypowaliśmy prawidłowo, ale więcej w tym było intuicji niż chłodnej oceny. SKS świetnie wykorzystał pierwszą połowę – osiem akcji, cztery bramki. Skuteczności mogliby pozazdrościć lepsi. Na pewno duże znaczenie miała wspaniała dyspozycja Podshivalova i jego hat-trick oraz minimalnie lepsze ustawienie.

Dlaczego Dyskobolia Czarnolas przegrała? Dyskobolia nie miała szansy choćby zremisować, nawet jeśli wykorzystałaby wszystkie okazje, które stworzyła. W dodatku Sruamsiri w bramce zamiast łapać piłkę łapał, jak to mówi pewien autorytet piłkarski, muchy. Zresztą, pod tym względem dostroił się do kolegów – zarówno pomoc, jak i obrona zagrały znacznie poniżej oczekiwań. Można by szukać jeszcze innych przyczyn tego pogromu. Ale po co?

Wnioski: SKS Wandystan rozgromił swojego rywala, który akurat nie miał swojego dnia. Dla układu tabeli mecz ten ma jedynie znaczenie symboliczne, a dla obu zespołów – prestiżowe. Raczej nie ma wątpliwości, że obie drużyny w tym sezonie pożegnają się z Ekstraklasą. Godny odnotowania jest klasyczny hat-trick pomocnika SKS-u.

 (—)

Lord mar. Figiel & Lord hr. Kiechajas