|
|||||
UTOPIA
Ostatnio dużo mówi się o gospo- darce. Od kiedy diuk Folke zabrał ze sobą Triglava do grobu, różni ludzie starają sie wymyśleć nowy pomysł na gospodarkę. Po ostatnich klęs- kach Królestwa w zakresie tworzenia systemów automatycznych, wice- hrabia Zakrza przedstawił nawet swoją koncepcję prostej gospodarki zapisanej tylko na papierze. Ale czy to koniecznie musi być gospodarka rynkowa?
A gdyby tak zrobić mały eksperyment i spróbowac powtórzyć pomysł Marksa i Engelsa? W świecie rzeczywistym się to nie udało - zamiast zgodnej współpracy wszystkich podmiotów, która jest pod- stawowym warunkiem efektywnego działania gospodarki planowej, mieliśmy do czynienia z dążeniem każdego z podmiotów do maksymalizacji własnego zysku (co jest cechą charakterystyczną gospodarki rynkowej). Lecz, patrząc na realia v-państwa, ten podstawowy waru- nek, czyli efektywna współpraca, jest możliwy do spełnienia! Znakomita więk- szość ludzi żyjących w Dreamlandzie zawsze chętnie i zgodnie współpracowała "dla dobra Dreamlandu", dla dobra ogółu :-) Skoro więc żadna jednostka nie będzie dążyła do maksymalizacji własnego zysku poprzez "naciąganie" planu central- nego, gospodarka taka powinna funkcjo- nować wzorowo.
Wielu ludzi ma negatywne wspomnie- nia z czasów PRL - ciągłe niedobory, mię-
so, buty i szereg innych rzeczy "na przydział"... Odnosząc się do realiów Dreamlandu, taka sytuacja nie ma prawa wystąpić. Odpowienio wyważona gospo- darka i dobrze zaprojektowany plan centralny z pewnością dobrze wykorzys- tają drzemiący w Dreamlandczykach potencjał. W Dreamlandzie jest mnóstwo rąk i głów gotowych do pracy - one czekają tylko na jakiś system gospodar- czy. Ledwie ruszyły testy Triglava, a już powstało tyle firm, że bez problemu wyżywiłyby one pięciokrotnie większą społeczność Królestwa. Tak więc o "gospodarce niedoborów" nie może być żadnej mowy!
Fukcjonowanie gospodarki centralnie planowanej niewiele różniłoby się od pomysłu wicehrabiego Zakrzy. Na terenie Królestwa rozmieszczone byłyby zasoby naturalne, które przez odpowiednie zakłady przemysłowe byłyby wydobywa- ne i przetwarzane. Ostatecznie powsta- wałyby różne produkty o różnym przeznaczeniu, takie jak jedzenie czy samochody, które trafiałyby do sklepów. Do wszystkiego potrzebna byłaby praca, której dostarczaliby robotnicy i za którą otrzymywaliby wynagrodzenie. Za zaro- bione pieniądze mogliby pójść do skle- pów po jedzenie uzupełniające jednostki pracy i po inne dobra. Główną różnicą w stosunku do pomysłu wicehrabiego Zakrzy byłby fakt, że cały system byłby zautoma- tyzowany. Wymaga to dużego nakładu pracy podczas pisania skryptów, ale nie wyobrażam sobie gospodarki istniejącej "na papierze" i polegającej na samym podpisywaniu umów.
Podobnie jak w ostatniej wersji Trigla-

va, uczestniczenie w gospodarce nie byłoby obowiązkowe. Jeśli nie chcesz pracować, nie musisz się żywić, czyli nie musisz zarabiać. Natomiast jeśli chcesz pracować, musisz się żywić i jeśli chcesz się żywić, musisz pracować - przy okazji można zauważyć, że podaż sama sobie kreowałaby popyt, a popyt sam sobie kreowałby podaż :-)
Oczywiście wszystkie przedsiębiorstwa byłyby znacjonalizowane, a kluczową rolę odgrywałby plan centralny projektowany przez ekspertów na podstawie sprawo- zdań przypływających z dołu oraz obser- wacji popytu na poszczególne dobra.
Ocenę pomysłu pozostawiam pod dyskusję. Od siebie dodam tylko, że nie jest on ryzykowny, ponieważ gospodarkę taką możnaby bez większego wysiłku przekształcić w zwykłą gospodarkę rynko- wą poprzez prywatyzację części przedsię- biorstw i likwidację planu centralnego.
(Radosław Klimczak)