Nr 33
Arona 24.07.2004
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: dani10@o2.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8

Za pan brat

    Kolejny dzień, kolejna kartka w naszej pamięci, kolejne spotkania, zdarzenia, rozmowy. O niektórych zapomnimy już jutro, inne zostaną z nami przez lata. Sami piszemy opowieści naszych losów.

    Opowiem Wam moją historię.

    Do Dreamlandu trafiłem jescze za czasów TomBonda (a właściwie jego braku), gdy strony Królestwa straszyły herbowym orłem w tle, o przekształceniu Blacklock w Surmalę nikt nawet nie śnił, konstytucja miała niecałe dwie strony, a eMBe - przyszły monarcha - właśnie wyprowadził Webland na pozycję lidera. Tę właśnie prowincję wybrałem, kierując się nadzwyczajną w owych czasach jakością stron. Otrzymawszy 100 D bezzwrotnego kredytu, lwią część tej kwoty wydałem na zakup działki w Elsynorze (oczywiście inne miasta nie wchodziły w grę - w końcu stolica, naj- większa, najciekawsza, naj...). Następnie zapisałem się na listę dyskusyjną Króles- twa (na Yahoogroups, świeżo powsta- łych po przejęciu eGroups; Hydeparku wówczas jeszcze nie było - piękne cza- sy...). I przez kolejne kilka miesięcy nie robiłem zupełnie nic poza śledzeniem wydarzeń rozgrywających się na forum. W międzyczasie trafiłem również na kilka list dyskusyjnych, związanych z różnymi dziedzinami życia Dreamlandu - tam jednak wiecznie zalegała cisza.

    Aż pewnego dnia na jednej z nich ktoś spróbował nawiązać dyskusję o kulturze w Królestwie. W krótkim czasie zaangażowało się w nią parę osób i - jeśli mnie pamięć nie myli - powstało Porozu- mienie dla Kultury, którego głównym animatorem stał się markiz maryusheck.

On właśnie kilka dni później ogłosił, że ma zamiar reanimować Galerię Królewską i potrzebuje nowych wystaw i ekspona- tów. Apel był na tyle przekonujący, że zacząłem zastanawiać się nad propozycją. Znałem podstawy html, do tego intere- sowałem się słynnymi architektami i ich twórczością... W ten sposób w ciągu kilku dni powstała Wystawa Architektury. Wysłałem ją maryushkowi i z niecierpli- wością czekałem na odpowiedź.

    Gdy przyszła, zaskoczyła mnie całkowi- cie. Dostałem propozycję objęcia funkcji dyrektora Galerii Królewskiej z ramienia PdK. Przestraszyłem się odpowiedzialnoś- ci, ale maryusheck obiecał pomoc i współpracę. Dałem się przekonać, posta- nowiłem spróbować swoich sił. Musisz dać radę - myślałem, starając się zrozumieć i ogarnąć tajniki struktury przygotowanych przez PdK stron Galerii.

    I udało się, dzięki zaangażowaniu kilku życzliwych osób. A dalej potoczyło się samo - maryusheck przeforsował włącze- nie mnie do rozpoczynającej działalność Rady Weblandu, zacząłem angażować się w sprawy prowincji. Nowi ludzie, nowe pomysły, nowe zadania, nowe problemy - coraz szersze kręgi działania. I tak to trwa do dzisiaj.

    Ale nie opowiadam Wam tego bez celu - chcę zwrócić uwagę na pewien mechanizm, który wystąpił w moim przypadku. Mechanizm "starszego brata".

    Gdyby w mojej dreamlandzkiej egzys- tencji nie pojawił się w odpowiedniej chwili maryusheck, prawdopodobnie był- bym teraz kolejną martwą duszą, której nie chciało się nawet wypisać z rejestru mieszkańców. To on wciągnął mnie w życie Królestwa, stopniowo stawiając przede mną kolejne zadania, a jedno- cześnie pomagając w ich realizacji. A mój

przypadek nie jest odosobniony - niemała część obecnych elit Dreamlandu zaczynała podobnie. Dla Edwarda diuka Kriega takim "starszym bratem" był Jacques de Brolle, dla Pavla markiza Svobody - Bzerolek de Kakuć, dla Steda barona Asketila - Morfeusz arcyksiążę Tyler. I tak dalej.

    Warto zauważyć, że tym sposobem szeregi Królestwa zasilały kolejne aktywne osoby, które w wielu przypadkach są z nim związane do dziś i w różny sposób działają dla jego dobra. Między "starszymi i młodszymi braćmi" nawiązały się przyjaź- nie, a wspólne działania wykształciły przywiązanie do Królestwa. To nie żaden głód zaszczytów, pokusa władzy czy żądza pieniądza mobilizowały i wciąż mobilizują dreamlandzkich aktywistów do pracy. To ta szczególna więź z v-pań- stwem - wirtualną symulacją, interaktyw- ną grą, nierzeczywistym tworem naszych umysłów. Więź, u podstawy której leżą więzi z konkretnymi ludźmi, z krwi i kości - choć w zdecydowanej większości przy- padków tej krwi i kości nigdyśmy na oczy nie widzieli. Parafrazując Ludwika XIV, bez wahania możemy powiedzieć, że "państwo to my" - grupa w specyficzny sposób związanych ze sobą osób, przyja- ciół - choć równocześnie zupełnie sobie obcych. Dreamland stał się przestrzenią rzeczywistą - miejscem spotkania.

    Wciąż narzekamy na powszechny brak aktywności nowych Dreamlandczyków, niedostatki zainteresowania z ich strony, nie wspominając już o zaangażowaniu. Może więc system "starszego brata" jest receptą - a przynajmniej jedną z recept - na ten tak powszechny w Królestwie problem? Może wystarczy rozejrzeć się wokół? A może przynajmniej - spróbo- wać?

(Ghardin)