Nr 38
Arona, luty 2006
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: bebert@op.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7

cd. ze str. 5

Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale socjologowie hobbyści mogliby pewnie napisać kilka porządnych artykułów na ten temat.

Chciałbym by w przyszłości różnice w "klimacie" poszczególnych dreamlandzkich prowincji były na tyle znaczące, by swoje miejsce znajdowali tu ludzie o różnych charakterach i upodobaniach.

(Yelonek Rogacz)


Przegląd prasy

W Scholandii, mniej lub bardziej regularnie, ukazuje się obecnie osiem tytułów prasowych. Każdy z nich jest inny, każdy inaczej opisuje scholandzką rzeczywistość... jakby redaktorzy żyli w zupełnie innych państwach.

Na początek należałoby zacząć od grupy najliczniejszej. Wcale nie są to gazety informacyjne, a pisma propagandowe. Najstarszym tego typu pismem jest Scholander dumnie określany biuletynem kulturalnym, choć wcześniej określany - zresztą bardziej zgodnie z prawdą - biuletynem Ministerstwa Kultury. Dlaczego umieszczam Scholander w dziale propagandowym narażając się tym samym na ataki? Otóż od dawna w tym miesięczniku ukazuje się narodową kulturę jako wspaniałą, niepowtarzalną i genialną. Ponad to każdy, nawet najmniejszy, sukces i decyzja MK są obwieszczane jako kamienie milowe w rozwoju kultury.

Natomiast pisma propagandowe polityczne są w Scholandii dwa; Biuletyn Wyborczy i Informator. Pierwszy tworzony jest przez PLI, a ściślej rzecz biorąc przez przewodniczącego Wiktora Kolińskiego. Swoją drogą, działacze Partii Ludzi Inteligentnych mają dziwne ciągoty do słowa "biuletyn", czyż nie? Gazeta ta jest wykorzystywana głównie do dezinformacji społeczeństwa, bowiem redaktor naczelny z każdego błędu i niedopatrzenia swojej partii potrafi uczynić sukces wmawiając obywatelom, że wszelkie działania są efektem długofalowego planowania. Zarówno Scholander, jak i Biuletyn Wyborczy są tworzone przez tą samą osobę.

O Informatorze nie można wiele powiedzieć ze względu na ukazanie się dotychczas jednego tylko numeru. Jest to pismo tworzone przez wszystkich członków Scholandzkiej Partii Demokratycznej. Informator skupił się na informowaniu obywateli o tym, co dzieje się w partii. W pierwszym numerze znalazły się także dwa artykuły "dlaczego"; dlaczego ktoś wstąpił i dlaczego drugi ktoś powrócił.

Obecnie w Scholandii jest jeden regionalny tytuł prasowy - Elfida-news. Gazeta zadebiutowała dość dawno temu, jednak w wydawaniu była spora przerwa, stąd też być może niezbyt wielka liczba numerów. Nie znajdziemy w nich zbyt wielu artykułów, bo gazeta skupia się wyłącznie na wydarzeniach dotyczących własnej prowincji. Teksty nie imponują także rozbudowaną treścią, ale przecież jest to gazeta regionalna, a wytrwać w takim profilu wcale nie jest łatwo, zwłaszcza, że prowincjonalnych nowinek nie ma zbyt wiele.

Dawniej gazetą regionalną był także Goniec Scholandzki. Dwutygodnik, którego ostatni numer ukazał się dziewiątego sierpnia tego roku.

"Regionalność" tej gazety polega na tym, że wydawana jest w Prowincji Arden i Inselia, a patronuje jej Prefekt Prowincji. Jednak tu nie ma ograniczeń do wydarzeń z prowincji, nie ma także do dziennikarzy - każdy może pisać do Gońca. Także ta gazeta była przez dłuższy czas nie wydawana z powodu odejścia z Królestwa redaktora naczelnego.

Ostatnie trzy gazety są publicystyczno-informacyjne. Z tym, że Gazeta Polityczna (pierwsza z nich), jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się wyłącznie polityką. Tajemniczy redaktor naczelny (nie wyjawia swoich personaliów) nie ukrywa swoich prywatnych opinii i raczej negatywnego stosunku do Partii Ludzi Inteligentnych. Jest to, zaraz za Informatorem, najmłodsza gazeta w Scholandii; ukazały się jedynie dwa numery.

Przedostatni jest Przesłaniec, który prowadzi Karina Stachowiak (dawniej redaktor naczelna Przeglądu). Kolejny tytuł po przejściach, po dłuższej przerwie i kilku mniej udanych próbach reaktywacji. Przesłaniec powoli wraca do siebie. W gazecie zawsze można było przeczytać komentarze do najświeższych wydarzeń w kraju, a czasem nawet zagranicą. To, co wyróżnia Przesłaniec wśród innych tytułów prasowych Królestwa Scholandii, to ilustracje do artykułów wykonane przez jednego z obywateli.

I na koniec Res Publica. Ta gazeta chyba przeszła najwięcej spośród wszystkich tu opisanych. Powstała w kwietniu 2003 roku i jest obecnie jednym z najstarszych pism w Scholandii. Najpierw jako tygodnik, potem zamknięta. Zdawało się, że nieodwołalnie. Jednak dokładnie w rocznicę wydania numeru trzydziestego, który miał być ostatnim, ukazał się numer trzydziesty pierwszy. Po gruntownej przemianie, wciąż w jednoosobowym składzie, tym razem jako dwutygodnik. Ostatnio Res Publica znowu powróciła po dłuższej przerwie i przemianowała się na miesięcznik. Obecnie w każdym numerze znaleźć można co najmniej jeden wywiad z najważniejszymi osobistościami Scholandii, teksty publicystyczne, które nie zawsze odnoszą się bezpośrednio do obecnych wydarzeń, ale zawsze są aktualne. Element informacyjny, choć raczej w ironicznym wydaniu odnaleźć można w "Skrócie wydarzeń". Od niedawna Res Publica stara się o miano pisma także kulturalnego poprzez wydawanie na przykład poezji.

Jednak historia rynku prasowego tego państwa to znacznie więcej, niż te kilka tytułów. Były także pisma takie, jak nieodżałowanej pamięci (przez wielu uznawany za niedościgniony wzór) Spectator, Przekrój, ABC, wspomniany wcześniej Przegląd, Fakt Scholandzki i wiele innych.

Scholandia pod względem prasowym zawsze była państwem zróżnicowanym i, mimo gorszych okresów, bogatym. Częste przerwy w wydawaniu i powroty świadczą także o tym, że pisma wcale nie prowadzi się łatwo, a ilość tytułów gwarantuje to, że każdy znajdzie coś dla siebie. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ciągłość w wydawaniu zachowują jedynie pisma propagandowe; Scholander i Biuletyn Wyborczy. Bo najłatwiej jest pisać tak, jak chciałoby się by było.

(Agnieszka Smoręda)


Zamachu nam trza

I nadeszły wakacje, i wakacje zmierzają ku końcowi. Jest to już historyczna tradycja, że w tym okresie ma miejsce spadek aktywności obywatelskiej. Właściwie wakacje w wirtualnym świecie zaczynają się już pod koniec maja / na początku czerwca. To z powodu końca roku szkolnego i egzaminów.

Także tym razem frekwencja mieszkańców Królestwa jest gorsza niż zwykle. Świadczy już o tym ilość postów wysłanych na Listę Dyskusyjną, ok. 300 od początku lipca. A także newsy na Stronie Głównej Scholandii. Od nominalnego początku wakacji miało miejsce niewiele wydarzeń; zakończenie wyborów, otwarcie stron wyspy Augios Paulos, poczty głównej prowincji Bergii i Elfidy oraz Galerii Fotografii w Kanikogradzie i Scholandzki Rejestr Kontaktów. Można dodać, że w wakacje ukazały się aż trzy numery trzech różnych gazet; jednej nowej i dwóch powstałych z popiołów. Czyżby powrót scholandzkiego dziennikarstwa na światowy poziom (zwłaszcza, że ma postać kolejna gazeta)? Tu byłabym zdecydowanie ostrożna w osądach - powrót świetlanych czasów dla naszej prasy był odbęniany w Scholandii zbyt wiele razy w ostatnim czasie. Może więc przemilczmy ilość prasy, ta powróci do poziomu sama, a zastanówmy się, dlaczego nic szczególnego się u nas nie dzieje?

Obserwując w ostatnich tygodniach Listę Dyskusyjną Królestwa Dreamlandu dochodzę do wniosku, że brakuje nam zamachów stanu.

Może to dość kontrowersyjna opinia, ale wystarczy przyjrzeć się suchym faktom. W tym samym czasie na listę Dreamlandu przyszło bez mała dwa razy więcej maili. Powstawały nowe pomysły, obywatele zżyli się ze sobą, wypłynęło kilka nowych postaci. To coś, czego nam ostatnio w Scholandii brakuje; powiewu świeżości. Także Scholandia po wielu legendarnych zapaściach, zamachach i konfliktach zawsze odżywała. Zawsze aktywowali się nowi, młodzi i pomysłowi obywatele, a naród jednoczył się w działaniu. Teraz jednak od wielu miesięcy niczego takiego nie było. Ostatnie konflikty pamiętają już tylko starzy wyjadacze. Dlatego też Scholandia jest coraz uboższa w nowe inicjatywy, jakieś znaczące zmiany.

A teraz wyobraź sobie, Drogi Czytelniku, że jutro otwierasz program pocztowy, patrzysz, a tam kilkadziesiąt nowych maili z Listy Scholandii; to wybuchła rewolucja. Wyobraź sobie, jak z zapałem czytasz kolejne maile starszych obywateli oburzonych tym, że ktoś śmie zakłócać porządek. Zbulwersowanych agresywną postawą rewolucjonistów i ich oderwanymi od rzeczywistości informacjami. Przymknij oczy i oczami wyobraźni spójrz na te maile poparcia dla Rządu i Króla, którzy podejmują szybkie kroki w celu opanowania rewolucjonistów. Wyobraź Parlament, który jak jeden mąż głosi w swej uchwale, że tego typu rewolucje to atak na wolności obywatelskie reszty Scholandczyków. I pomyśl, że sytuacja się uspokaja; rewolucjoniści nie uzyskują, jak zawsze, poparcia i albo sami uciekają z kraju, albo zostają skazani na banicję.

cd. na str. 7