|
|||||
cd. ze str. 6
Jeszcze kilka dni po obywatele, a wśród nich może i Ty, dyskutujecie o zajściu, jakie miało miejsce, o tym, jak to się mogło stać, i w ogóle co oni sobie myśleli? Kolejne dni to nowe projekty ustaw w Parlamencie, nowe pomysły obywateli, którzy uznali, że trzeba coś zrobić, by nie myśleć już o nieudanym zamachu stanu. No i dzieje się coś niemal niemożliwego; w imieniu wszystkich systemowców jeden z nich z dumą ogłasza na Liście, że oddają do użytku poprawiony Prestiż, może jakiś nowy dział Systemu.
I wszystko to tak trwa i trwa, co najmniej kilka miesięcy. Tylko nikt nie chce zauważyć, że Scholandia rozwija się dzięki rewolucji. Bo prawda stara jak świat mówi, że nic nie jednoczy tak, jak poczucie zagrożenia.
(Agnieszka Smoręda)
Nostradamusie, czy mnie słyszysz?
Kryzys! Kryzys! Kryzys! Państwo wymiera! Nadchodzi zagłada! Czy wystarczająco katastroficzna wizja?
Czarnowidztwo i wszelkiego rodzaju rozmowy o kryzysach to od zawsze ulubiony (oprócz polityki, a ostatnio sportu) temat do pogawędek na listach dyskusyjnych i chatach. I trzeba Ci wiedzieć, Drogi Czytelniku, że jest to temat uniwersalny i międzynarodowy. Tak się akurat złożyło, że ostatnim razem, gdy jeden z obywateli zaczął wróżyć Scholandii rychły koniec, na liście Dreamlandu pojawił się równie dramatyczny list. Przesłanie obu listów było proste i znane starszym obywatelom wirtualnego świata nie od dziś: zróbmy coś, albo za najdalej pół roku naszego pięknego państwa nie będzie.
Jednak w obu przypadkach są dwie małe różnice; w Dreamlandzie powodem napisania owego listu była zapewne zawierucha związana z secesją dwóch prowincji, a obywatel był nowy. W Scholandii zaś powodem był kilkudniowy zastój na liście dyskusyjnej, a obywatel może nie był najstarszy stażem, ale już bardzo ważny - Marszałek Parlamentu. Już teraz widzę, jak w umysłach czytelników pojawia się pytanie, "po co więc przytaczać dwa tak różne przykłady?" Odpowiadam, więc: w obu chodziło wszak o to samo; o rozpoczęcie dyskusji nad tym, jak jest źle i jak to naprawić. Nie muszę oczywiście dodawać, że temat został szybko podchwycony przez innych obywateli.
"Czy to jest załamanie"? Och, oczywiście, że nie. Już nie takie kryzysy, a raczej ciężkie momenty, w swej historii miały oba państwa sojusznicze. Wystarczy poczytać archiwum list, publikacje historyczne, by zdać sobie sprawę, że większe powody do czarnowidztwa obywatele Dreamlandu
mieli chociażby podczas zamieszania z wybraniem następcy króla eMBe, a Scholandczycy podczas buntu Magdaleny Hasse. A jednak żyjemy. Wciąż jesteśmy i trwamy. I zapewne trwać będziemy jeszcze długo, bo jest nas zbyt wielu, by się poddawać.
Co by było, gdyby naprawdę był kryzys? Wtedy przede wszystkim w Dreamlandzie w ogóle nie rozpoczęła się dyskusja, bo nie miałby, kto jej zacząć! Dreamlandzką dyskusję rozpoczął młody obywatel, więc jak tu wyjaśnić ten fenomen: mimo kryzysu pojawiają się nowi obywatele? Scholandzkiemu Marszałkowi Parlamentu, jak i Pani Premier możemy wybaczyć nie zrozumienie sytuacji; w końcu nie było ich podczas zbyt wielu "kryzysów". A jak wyjaśnić to, że na scholandzkiej liście w temacie odezwali się przede wszystkim starsi obywatele? Uczestnicy listy wiedzą, że w każdym niemal temacie wciąż i wciąż odzywają się te same osoby. To się im chwali, oczywiście. Niemniej w rozmowie głos zabrali także nowi obywatele, a to rzadkość.
Miłośnicy wróżb i przepowiedni popełniają jeden zasadniczy i elementarny błąd. Zamiast uczyć się od mistrzów takich, jak Nostradamus, który miał łeb na karku i wiedział, że żeby przepowiednia się sprawdziła nikt nie może jej wcześniej zrozumieć, wypisują czarno na białym nasz koniec. A co, jeśli koniec nie nadejdzie? Nie będą mogli zwalić winy na złą interpretację, czy układ planet.
Wszystko skończy się tak, że weźmiemy się do ciężkiej pracy i zapomnimy na parę tygodni, może nawet miesięcy, o czarnowidztwie, kryzysach i rychłych końcach naszych wirtualnych społeczeństw. Co najwyżej w jednej, czy drugiej gazecie pojawi się artykuł zabarwiony pesymizmem przez jakiegoś obywatela, jakiś mail pozostawiony bez echa na liście dyskusyjnej. Społeczeństwa będą jednak dalej się rozwijać. Aż nastanie lato, nadejdą wakacje i kolejny powód do mrocznych i groźnie brzmiących przepowiedni.
Prawda jest, więc taka, że problemem nie jest kryzys, a pesymizm niektórych z nas. Ale drodzy panowie, drogie (a raczej drogocenne, wszak rzadkie) panie: szklanka nie jest w połowie pusta, lecz do połowy pełna!
(Agnieszka Smoręda)
źródło:Res Publica, nr 36
13 sierpnia 2005 roku
http://www.respublica.prv.pl/
Cała prawda o tym, co jedli Brugijczycy
Zabiegając o prawidłowy rozwój stosunków kulturalnych brugijsko-dreamlandzkich publikujemy unikalne materiały stanowiące dreamlandzki przekład wycinka wydanego na stu sześćdziesięciu ośmiu kasetach magnetofonowych samouczka języka brugijskiego "Brugijski w dwa tygodnie dla bardzo wytrwałych". Odpowiednie fragmenty w języku brugijskim zamieszczone zostały w 21 numerze "Listów" Piotra Mirochy. Redakcja życzy owocnej nauki.
Lekcja nr 167
Pan Ik, referent działu sprzedaży wiejskiego sklepu spółdzielczego z suchą karmą dla jeżozwierzy, uwielbia brugijską kuchnię. Pan Ik lekko niedomaga. Cierpi na katar kiszek i dlatego na śniadanie je tylko suchą brugijską bułę z posypką z mielonych papuzich pazurków. Na drugie śniadanie znowu buła. Na trzecie śniadanie pół buły bez posypki. Na podobiadek szklanka wody, koniecznie poprzedzona dwoma przysiadami i intensywnymi naprzemienno-okrężnymi ruchami jelit w połączeniu z rytmicznymi wyrzutami obu par ramion w górę, i dwie szczypty posypki na wzmocnienie. Po oczyszczeniu organizmu ze szkodliwych miazmatów pan Ik, referent działu sprzedaży wiejskiego sklepu z suchą karmą, idzie na spacer. Buła. Posypka. Je-żo-zwierz. Pan Ik nie jada budyniu. Nie gustuje również w suchej brugijskiej kiełbasie z legwana. Kiełbasa mu szkodzi. Pan Ik dużo śpi, hoduje kapryfolium i kwiaty kapusty. Pan Ik lubi Dreamlandczyków. Dreamlandczycy są mili i przyjaźnie nastawieni. Kiełbasa. Udziec legwana. Zgaga. Co jedli Brugijczycy? Kapryfolium. Posypka. Kiełbasa z jaszczura. Po kiełbasie pan Ik czuje się źle. Sucha karma. Katar kiszek. Powtórzmy raz jeszcze. Tchuss und aufwiedersehen.
(Medgar de Rama)