|
|||||
cd. ze str. 4
Zgłasza się o to do mnie pełen entuzjazmu młody człowiek i deklaruje, że chciałby w Dreamlandzie zostać prywatnym detektywem. Mógłby pomagać w poszukiwaniach zaginionych osób albo skradzionych przedmiotów. Naturalnym odruchem jest tłumaczenie, że w Dremlandzie nikt się nie gubi, nie ma złodziei ani nawet niewiernych małżonków - to powinno poskutkować w przypadku w miarę rozgarniętego osobnika. Niezrażony jednak tak niekorzystnymi warunkami młodzieniec deklaruje, że skoro tak, to on założy szkołę sztuk walki, by Dreamlandczycy pielęgnowali tężyznę fizyczną. Lekcje w szkole mają być niezmiernie tanie - 5 D za miesięczny karnet. Zniechęcanie go byłoby już bezczelnym zamachem na flagowe motto Dreamlandu "ogranicza Cię wyłącznie Twoja wyobraźnia". Co jednak zrobić by pomóc w tak pięknie obmyślonym przedsięwzięciu? Bo przecież taka moja rola - wspomagać obywateli w ich inicjatywach - zwłaszcza na początku. Przyznam szczerze, że niewiele poza zapisaniem się na treningi nie przychodzi
mi do głowy... Ale wszak nad sylwetką zawsze warto popracować - co i Tobie drogi czytelniku polecam.
(Yelonek Rogacz)
Lekcja demokracji
Wieczorem 17 października bieżącego roku członkowie opozycyjnej partii Zjednoczeni Demokraci demonstracyjnie złożyli mandaty poselskie. Ich oświadczenia można było przeczytać zarówno w Izbie Poselskiej, jak i na forum Królestwa. Choć prace Izby i wymiany zdań prowadzone przez zasiadające w niej partie od wielu tygodni przebiegały na modłę kabaretową - tym razem miarka się przebrała. Podniosły się głosy oburzenia: oskarżano Zjednoczonych Demokratów o strojenie fochów, lekceważenie obowiązków poselskich i wyborców. Dały się słyszeć gwizdy. Demokraci przyjęli krytykę z pokerową miną, po czym następnego dnia wezwali Króla i Senatorów do rozwiązania Izby Poselskiej z powodu zmniejszenia się liczebności jej składu poniżej ustawowo przewidzianej liczby pięciu posłów i przeprowadzenia nowych wyborów. Dreamlandczycy wstrzymali oddech. A to sprytne bestie, ci Demokraci!
W ciszy, jaka nagle zapadła, dały się słyszeć nerwowe pochrząkiwania członków i sympatyków partii rządzącej, z drugiej strony - jęki zachwytu nad tak śmiałym manewrem politycznym. Nad tym wszystkim unosił się szelest pośpiesznie kartkowanych ustaw.
Zaskoczenie i nerwowość szybko ustąpiły miejsca zdumieniu. Wystarczył bowiem jeden rzut oka do ustawy o Izbie Poselskiej, na którą powoływali się Demokraci, jedna chwila namysłu - by stało się jasne nawet dla osoby średnio obeznanej w prawie, że szczwany plan Zjednoczonych Demokratów został oparty na błędnej interpretacji przepisów powoływanej ustawy. Posłowie ZD zrzekając się swoich mandatów pozostawili całą Izbę Poselską w rękach Partii Szachów i Pionków, dając jej sto procent głosów w Izbie. Natomiast jedyne wybory, jakie zapewne uda im się sprowokować, to wybory uzupełniające - w których walka toczyć będzie się wyłącznie o te mandaty, które wygasły. Obrazu klęski dopełnia fakt, że w wyborach tych startować będą mogli kandydaci wszystkich partii. Jest więc wielce prawdopodobne, że Zjednoczeni Demokraci mandatów nie odzyskają.
Sytuacja byłaby wystarczająco absurdalna, gdyby okazało się, że nastąpiła pomyłka, że ktoś odpowiedzialny za strategię partii w chwili słabości wykoncypował, że w taki, a nie inny sposób można odsunąć od władzy "szachistów", a reszta poszła za nim nie wczytując się w tekst ustawy o IP. Tak jednak nie jest. Nawet uświadomieni co do kształtu istniejącego w Królestwie prawa członkowie Zjednoczonych Demokratów podtrzymują swoją - zupełnie pozbawioną racjonalnych podstaw - interpretację. Co więcej: rozwijają ją. Ba! Zwracają się do Sądu Królestwa o rozstrzygnięcie sporu w zakresie interpretacji oczywistych w swoim brzmieniu przepisów! Nawet mimo krytycznego wobec pomysłu Demokratów oświadczenia Prokuratora Generalnego Królestwa, składają do Sądu kolejne puchnące od nonsensownych postulatów pisma. Słowem - idą w zaparte, choć sprawa jest oczywista. Rozstrzygnięcie, jakie zapadnie w sądzie oczywiste dla wszystkich - poza Demokratami.
Z jednej strony - rozumiejąc okoliczności, w jakich znaleźli się członkowie ZD, trudno się dziwić takiemu zachowaniu. Sytuacja Demokratów jest doskonałą ilustracją dla jednej z najbardziej znanych prawniczych paremii: ignorantia iuris nocet - nieznajomość prawa szkodzi. Chyba nikomu w historii Królestwa Dreamlandu owa nieznajomość nie zaszkodziła tak bardzo, jak Zjednoczonym Demokratom, którzy na własne życzenie odsunęli się od władzy oddając ją w całości największym politycznym przeciwnikom. Zjednoczeni

Demokraci widzą w tej sytuacji tylko jeden sposób na zachowanie twarzy. Nie potrafiąc przyznać się do głupiego błędu - chcą stworzyć pozory, że wobec istnienia dwóch równie uprawnionych interpretacji jednej ustawy, stosuje się wobec nich niekorzystną dla ich partii. O takim zamyśle świadczyć może pojawiające się coraz częściej w ustach Demokratów słowo "układ", oskarżenia o torpedowanie projektów i działań ZD przez PSiP, nazywanie ustawy i Izbie Poselskiej "bublem prawnym pełnym niejasnych zapisów" (mimo, że zapisy są jasne dla wszystkich poza Demokratami). Zjednoczeni Demokraci zaklinają rzeczywistość wierząc najwyraźniej w głoszoną przez Goebbelsa zasadę oczywistego kłamstwa, które powtarzane wystarczająco długo staje się dla słuchaczy prawdą.

Z drugiej strony - to zastanawiające, że nawet w wirtualnym środowisku, w którym tak naprawdę nie ma nic do wygrania, zaś sama gra toczy się dla zabawy, rozrywki i wewnętrznego wzbogacenia graczy, ludzie skłonni są sięgać po metody żywo przypominające najbrudniejsze zagrywki realowych partii i środowisk - walczących brutalnie o wielkie pieniądze i realną władzę. Walka jest celem samym w sobie - niezależnie od tego, co tak naprawdę jest do wygrania. I wszystkie chwyty są dozwolone. Czyżbyśmy w ten właśnie sposób zostali ukształtowani przez naszą cywilizację, że nawet bawiąc się musimy koniecznie wygrać - bez względu na to, w jaki sposób?
Jak Dreamlandzka demokracja może sprawnie funkcjonować w obecnym kształcie - skoro w Izbie Poselskiej, organie, którego jednym z podstawowych zadań jest stanowienie prawa, zasiadają ludzie, którzy nie potrafią go nawet ze zrozumieniem czytać? Więcej - nie podejmują wysiłku, by się tego nauczyć, uznając, że skoro czegoś nie rozumieją, jest to źle napisane? Musimy też pamiętać, że przecież jakoś ci posłowie się do Izby Poselskiej dostali, a więc głosować na nich musiało sporo osób. Z wielkim zainteresowaniem będę obserwował wybory uzupełniające - ciekaw, jak rozłożą się głosy tym razem. Czy nawet po tak spektakularnej wpadce członkowie ZD znów dostaną się do Izby? Czy ich taktyka - tworzenia wizerunku wrażego układu, kreowania się na ciemiężonych opozycjonistów zadziała? Mimo wszystko - dostrzegam w działaniach Demokratów i sytuacji przez nich stworzonej coś cennego: możliwość przekonania się, jak ta nasza demokracja naprawdę działa. Myślę, że każdy uważny obserwator doceni walor edukacyjny całej historii. Mam nadzieję, że również Demokraci wyciągną z tej lekcji wnioski. I dalej - bogatsi o te doświadczenia - będziemy wspólnie budować dobro Królestwa.
(Marcus Estreicher)