|
|||||
(P)Osłowanie
Pracy Izby Poselskiej oraz okolicznościom z nią związanym zdarzyło mi się przyglądać już wielokrotnie. Wnikliwy rogaczolog zapewne doszedłby do wniosku, że jestem jej konsekwentnym tępicielem. Pisałem o niemrawej kampanii wyborczej, o fatalnej pracy, nawet jako Regent krakałem o lenistwie posłów już podczas mowy inaugurującej prace Izby; mowa została uznana za zbyt ostrą, najwyraźniej też zabiła w posłach chęć pracy - fajerwerków tradycyjnie nie było - ot, machanie łapkami w mniej lub bardziej losowy sposób. Jakiś czas temu zainicjowałem publiczna krytykę prac Izby przez Senatorów, co również zostało poczytane za zbyt ostre.
Jako osobie tak dalece już zrażonej do braci poselskiej trudno mi zapewne być szczególnie obiektywnym, niemniej jednak zawsze staram się patrzeć na sprawy z różnych punktów widzenia - czy mi się to udaje oceni Czytelnik.
Izbę Poselską i w ogóle politykowanie w Dreamlandzie uważam za jeden z najatrakcyjniejszych elementów naszej zabawy. Martwi mnie, że osoby, które deklarują, iż w taki właśnie sposób chcą się realizować czynią z ważnego organu władzy pośmiewisko. Podstawowe problemy Dreamlandu w tej kwestii to:
- brak aktywnego parlamentu, którego członkowie autentycznie zaczęliby korzystać jeśli już nie z możliwości kształtowania Królestwa to przynajmniej z możliwości dyskusji na ten temat.
- nie przestrzeganie prawa (mam na myśli prawo administracyjne, wymogi proceduralne) - najczęściej spowodowane tym, że prawo jest nie dopasowane do rzeczywistości. W rażących przypadkach uchwala się przepisy nie dające się stosować bez systemów informatycznych, na które to systemy trzeba czekać miesiącami - przykład: Szkoła Główna Królestwa.
- brak świadomości społecznej dotyczącej prawa. Obywatele, którzy nie przejmują się przepisami, nie widzą też potrzeby uchwalania nowych lub poprawiania tych, które są złe lub straciły na aktualności. Tacy obywatele z założenia będą biernymi i najzwyczajniej złymi posłami.
Problemy opisane powyżej częściej powodują słabą dyspozycję Izby niż są tego konsekwencją. Uważam jednak, że także do zadań Izby należy poprawienie tej sytuacji.
Nie roztrząsajmy już jednak ogółów lecz zajmijmy się tym co najważniejsze - mianowicie obecną kadencją Izby. Jeszcze nie tak dawno daleki byłbym od optymizmu. Kampanii wyborczej tradycyjnie nie było co oznacza, że partię zupełnie nie miały motywacji do pracowania nad swoimi programami. Posłowie też nie powinni czuć się szczególnie nobilitowani, skoro kandydatów jest mniej niż miejsc w parlamencie i wystarczy być zgraną minimum 3 osobową partią by oddać
głosy tak, by wszyscy znaleźli się na stołkach. Praktyki takie jak sądzę nie są stosowane, ale z tego co mi wiadomo prawo tego nie zabrania.
Katastrofy ciąg dalszy - spora liczba młodych obywateli w Izbie. Z doświadczenia wiem, że taki obywatel zasiada na stołku, rozgląda się wokoło i czeka aż ktoś mu coś powie. Zwykle słyszy, że trzeba głosować, więc podnosi wtedy którąś z rąk (czasem obie) i czuje, że obowiązki swoje wypełnił. Na szczęście zdarzają się wśród mniej doświadczonych Dreamlandczyków jednostki wybitne, posiadające jakiś pomysł, który chcą realizować i gotowe do dyskusji. Pamięć o tym kolejny raz powstrzymała mnie od wirtualnego samobójstwa.

Ostatnio zacząłem się dokładnie przyglądać temu co się dzieje w Izbie i obudziła się we mnie wiara, że posłowie jednak będą dyskutować (ba - nawet kłócić się) konstruktywnie. Na razie widzę, że im się chce - a nie widziałem tego wśród posłów poprzedniej kadencji.
Patrzę więc pełen nadziei ale i oczekiwań - obserwator optymista, trzymam za nich kciuki i z niecierpliwością czekam na pierwszą inicjatywę podjętą przez posłów.
Gdzie Państwo widzicie problemy? Jakie macie pomysły na ich rozwiązywanie? Na ile wystarczy wam sił? Ciekaw jestem i trzymam kciuki. Wierzę w Was i proszę - nie zróbcie ze starego Rogacza naiwniaka, którym być nie zasługuje.
(Yelonek Rogacz)
Schaboszczak
po dreamlandzku
Na wstępie chciałbym pogratulować Głosowi Weblandu okrągłej rocznicy 40 numerów. Drogi "Głosie", Twoja obecność pomiędzy nami to jedna z niewielu rzeczy, które jeszcze cieszą. Rośnij w siłę, a przynajmniej trwaj.
Jako jeden z "ex" naszego Głosu zostałem poproszony o napisanie kilku słów o dzisiejszym Dreamlandzie i o tym, o czym już nie wszyscy pamiętają. Szczerze powiem, że właśnie się poczułem staro - dziwne uczucie jak na świat wirtualny, w którym czas podobno nie istnieje, a wiek jest sprawą prywatną każdego z nas. Nie chcę pisać jak było kiedyś i jak jest teraz, bo w tym
najlepszy jest Nagisa, a nie ja. Zwłaszcza, że ja znam historię z życia, a on sam nie wiem skąd.
Ludzkość żyje i przemija, każdy kraj w swojej historii musi mieć tyrana, my musimy mieć kogoś, kto wbije nam nóż w plecy. Tylko czy warto? Czy warto wbijać komuś nóż? Po co zajmujemy nasz wolny czas mikronacją? Może lepiej wypić piwo, iść na basen, albo pobyć w zaciszu domowym z żoną - tak jak Kazio Wichura to robi, albo ja. Jak zapisywałem się do Drealandu nie miałem zbyt wielu obowiązków, tak naprawdę moim jedynym obowiązkiem było chodzić do szkoły, a i tak nie zawsze robiłem to skutecznie. Dzisiaj obowiązków przybyło, zapewne nie tylko mi. Wystarczy popatrzeć na już wspomnianego Kazia, Artur Piotr też zniknął na rok czasu, Edek Krieg, Albon, Ghardin, Bager...
Jednak na nasze miejsca przychodzą inni, nowi z nowymi pomysłami,umiejętnościami. Jak to kiedyś eMBe pisał, "sezon ogórkowy" trwa, a ja dodam że nigdy trwać nie przestanie. Dreamland nie jest obowiązkiem, który daje nam środki do życia realnego, tak wiec hobby w postaci mikronacji musi spaść na dalszy plan. Jedyną różnicą, która najbardziej, niczym piaskiem po oczach, daje się we znaki, jest styl pisania ludzi a'la Wojewódzki z Polsatu czy tam TVNu - aby sie sprzedało; jak prostytutka. Wszyscy ze "starej gwardii" po tylu latach pozakładali rodziny i w tej chwili to oni muszą je utrzymać, a nie że mamusia przyniesie obiadek i posprząta. Dziwią mnie felietony, w których piszą recenzenci (a nie redaktorzy) jak to leniwi jesteśmy, bo nic nie robimy. Mikronacja to przede wszystkim ludzie, z którymi można pogadać, czy nawet porozmawiać. Wiem, że co niektórzy mają zbyt wiele wolnego czasu i potrafią płodzić zbędne magabajty danych, z których mało wynika, o ile cokolwiek. Ja trwam po to, aby poczytać nieskładne i zabawne wypowiedzi Wakowskiego, on trwa aby czytać pomieszanie z poplątaniem mojego autorstwa. Ludzie wojują, wyzywają się i wbijają nóż w plecy. Naprawdę po to tutaj jesteś?

(Bogusj z Cubalibre)
[Swego czasu jeszcze jako Boguś, autor był redaktorem naczelnym Głosu Weblandu w 2003 r. - red.]