|
|||||
Całkiem nieźle,
jak na trupa...
W ostatnim numerze Scriptores Dreamlandis opublikowany został przegląd wydarzeń z dziedziny kultury i nauki za rok 2006. Dla wielu jego obszerność była dużym zaskoczeniem - przecież tyle mówiło się swego czasu o upadku dreamlandzkiej kultury. Tymczasem okazało się, w zeszłym roku działo się całkiem dużo. Niestety, forma przeglądu, obok wielu zalet, posiada też kilka poważnych ograniczeń - przede wszystkim, nie pozwala na syntetyczne podsumowanie stanu, kształtu, kierunków rozwoju analizowanej dziedziny. Jeśli ktoś szukał prostej odpowiedzi na pytanie "co z tą kulturą?" i nie znalazł jej w Scriptores, tym razem trafił pod właściwy adres.
Kultura nie tworzy się sama. Tworzą ją konkretni ludzie, których nazwiska można bardzo łatwo ustalić. Cieszy fakt, że jest ich, jak się okazało, tak dużo - bez mała trzy dziesiątki obywateli. To wystarczy, żeby zniechęcić mnie do układania kompletnej litanii nazwisk i zasług. Oczywiście, proporcje indywidualnych wkładów w rozwój interesującej nas dziedziny są różne. Nie zmienia to jednak oczywistego faktu: Dreamlandczycy są zainteresowani rozwojem ojczystego dorobku duchowego i starają się ten dorobek kształtować i wspierać.
Wydarzenia ostatniego roku ujawniły wśród Dreamlandczyków jednostki obdarzone niemałym talentem pisarskim. Poziom prac nadesłanych na II Dreamlandzki Konkurs Literacki zaskoczył pozytywnie nawet mnie, choć swego czasu, jeszcze przed przybyciem do Królestwa Dreamlandu, zajmowałem się dość intensywnie rozwojem pewnego serwisu poświęconego amatorskiej pisaninie. A przecież nie tylko przy okazji konkursu poskromiciele klawiatur mieli okazję zabłysnąć: zainicjowany przez hrabiego Albona projekt wspólnie pisanego opowiadania Łabędź dostarczył nam wszystkim sporo uciechy (choć potencjał pomysłu został, niestety, ostatecznie zmarnowany). Wreszcie pod koniec roku nakładem Plegolalu ukazał się elegancki tomik dramatów Sykstusa Borty. Nie sposób nie wspomnieć również wyjątkowo licznych w tym roku wydawnictw prasowych; przecież w warunkach naszej wirtualnej rzeczywistości granica między artykułem

prasowym a fantastyką wcale nie jest tak wyraźna. Przypadek gazety Prawda wydaje się dobitnie potwierdzać moją tezę,
choć to akurat przykład dość skrajny. Ubiegłorocznej prasie należałoby poświęcić osobny artykuł - tak ze względu na liczbę publikacji, jak i na różnorodność drukowanego materiału.
Obok mistrzów pióra i klawiatury, działali w Królestwie nieliczni artyści graficy. Największe wrażenie na Dreamlandczykach wywarły zaprezentowane pod koniec listopada w Surmalajskiej Galerii Narodowej niezwykle sugestywne prace autorstwa Gabriela Grandina. Pozostaje mieć nadzieję, że młody artysta nie poprzestanie na tej jednej wystawie i będzie pomnażał swój dorobek. W murach Galerii Królewskiej swoją twórczość zaprezentowała lady Fabiola de Willibald, młoda obywatelka Republiki Weblandu. Dużą atrakcją była gościnna wystawa apijskich dziadoistów w Surmalajskiej Galerii Narodowej - duże brawa za odwagę dla jej dyrektora, Sykstusa barona Boruty!
Odnotować trzeba aktywność odpowiadającej za rozwój kultury części administracji Królestwa. Kolejni Ministrowie Kultury i Nauki nie szczędzili wysiłków, by znaleźć placówkom kulturalnym odpowiednich opiekunów - rotacja na niektórych stanowiskach była doprawdy zaskakująca (na przykład: Galeria Królewska miała w ciągu ubiegłego roku aż czterech dyrektorów). Nie zabrakło też rozmaitych - nie zawsze chyba potrzebnych i zrozumiałych - zarządzeń regulujących różne sfery działalności kulturalnej. Szczególnie aktywnym szefem ministerstwa był Pablo von Neumann, który zapewne przejdzie do historii jako ten, za którego urzędowania - i przy którego znaczącym udziale - otwarto Szkołę Główną Królestwa (jedno z największych utrapień kolejnych rządów). Na szczeblu lokalnym działało może niezbyt liczne, ale za to bardzo zaangażowane grono urzędników. Wystarczy wymienić choćby: Sykstusa Borutę - dyrektora Surmalajskiej Galerii Narodowej i opiekuna Surmalajskiej Akademii Filozoficznej, Jubei de Archien kierującą Morlandzkim
Centrum Kultury i Fabiolę de Willbald rozwijającą działalność Instytutu Nauki.
Na obraz kultury naszego państwa składa się wiele elementów - jednym z ciekawszych są wykształcone przez lata tradycje. Spośród nich najbardziej interesujący i specyficznie dreamlandzki jest chyba sposób świętowania pierwszego kwietnia. Liczba i skala wybuchających tego dnia buntów, rewolucji i przewrotów wprawiłaby w zakłopotanie nawet najbardziej doświadczonych polityków Ameryki Południowej. Ubiegły rok nie był pod tym względem wyjątkowy. Niczego nieświadomi młodzi obywatele, którzy trafili do Królestwa pod koniec marca mogli przypłacić prima aprilisowe figle poważnym rozstrojem nerwowym.
Na tle codziennej krzątaniny twórców i urzędników, pośród dziesiątek konkursów, wystaw, publikacji, dyskusji i drobnych wydarzeń związanych z funkcjonowaniem kulturalnego wymiaru Królestwa, zdecydowanie wyróżniły się dwie inicjatywy: powstanie i dynamiczny rozwój Radia Echa Dreamlandu oraz II Dreamlandzki Konkurs Literacki.
O II DKL i nagrodzonych w konkursie pracach napisano już bardzo dużo (Scriptores Dreamlandis vol.3, Głos Weblandu nr 39). Konkurs był wydarzeniem niezwykłym przynajmniej z
kilku powodów. Przede wszystkim - unosiła się nad nim magia wielkich tradycji Plegolalu i osoby Bzerolka de Kakucia, a nagrodzone prace stały na bardzo wysokim poziomie. Trzeci Człowiek Medgara de Ramy otarł się wręcz o geniusz. Bez dużego ryzyka można stwierdzić, że tomik z pracami konkursowymi wydany przez Plegolal to najbardziej godna uwagi literatura w całym v-świecie.

Radiu Echa Dreamlandu krajowa prasa nie poświęciła zbyt wiele uwagi (z chlubnym wyjątkiem Głosu Weblandu), ale to się z całą pewnością zmieni. Założona przez Martina van Spidera stacja, która zgodnie z pierwotnym projektem autora miała być lokalnym radiem weblandzkim, w ciągu zaledwie kilku tygodni stała się radiem ogólnokrajowym i poważnie odmieniła oblicze Królestwa. Pod koniec ubiegłego roku usłyszałem w prywatnej rozmowie opinię, zgodnie z którą Dreamland z symulatora wirtualnego państwa i jego mieszkańców, zmienił się w symulator wirtualnego radia i jego słuchaczy. Jest w tym odrobina przesady, ale nie da się nie zauważyć ogromnego zainteresowania Dreamlandczyków nowym medium. Szereg stałych audycji, stali słuchacze - pod koniec 2006 roku Radio na dobre okrzepło w dreamlandzkiej rzeczywistości.
Analiza fenomenu Radia Echa Dreamlandu daleko wykracza poza zakres tego artykułu, zwrócę więc uwagę na jeden tylko jego aspekt. Rozgłośnia powstała z inicjatywy bardzo młodego obywatela, posiadającego zaledwie kilkutygodniowy staż w Królestwie Dreamlandu - podobnym stażem mogła się wykazać w pierwszych tygodniach funkcjonowania Radia większość jego prezenterów. Jest więc ono dziełem zupełnie nowego, najmłodszego pokolenia Dreamlandczyków. Na dodatek: dziełem wyjątkowo udanym. To pozwala z wielkim optymizmem spoglądać na przyszłość Dreamlandu.
Jak wynika z tego krótkiego podsumowania - całkiem liczna grupa ludzi dość intensywnie pracowała w ubiegłym roku nad wzbogaceniem i rozwojem naszej kultury. Skąd więc te wszystkie zawodzenia nad jej upadkiem? Zła wola? Zawiść? W świetle opublikowanego w Scriptores przeglądu i powyższej syntezy najwięksi nawet zawistnicy muszą przyznać, że jak na trupa - kultura Królestwa Dreamlandu radziła sobie w ubiegłym roku całkiem nieźle.
(Marcus Estreicher)