|
|||||
Dywagując na leżaczku
(z Bogusiem rozmawia: Boguś)
Jako że nikt nie chce ze mną rozmawiać, a miejsce w "Głosie" wykupione za ogromną kasę - czymś trzeba to wypełnić. Ostatnio było wiele mowy o mnie na LDKD, wszak podobno jestem "King Kongiem" prowokacji (nie ukrywam, spodobało mi się to), no i Paweł wrócił z urlopu. Postanowiłem przeprowadzić wywiad z... samym sobą! Ku chwale mojego królowania, mojego zmutowanego ego, egoizmu i prymitywizmu!
Zasiadam w wygodnym leżaczku na plaży w Nowej Furlandii, z zimnym soczkiem ananasowym na stoliczku, zaczynam sam siebie pytać:
Boguś: Bogusiu, skąd Ja się wziąłem?
Boguś: Zapewne bocian mnie przyniósł [odpowiadam sobie żartobliwie]. A tak poważniej, to pojawiłem się w Weblandzie jakieś 4 lub 5 lat temu, ile dokładnie to nie wiem, bo pamięć mam dobrą, lecz krótką. A po ostatniej lekturze wykładów z historii w Szkole Głównej autorstwa Króla Pawła jeszcze bardziej mi się zamieszały daty. Pojawiłem się w Weblandzie jako skoczek narciarski (do dzisiaj nie rozgryzłem geniuszu Jurka Tigera [Jurek Tiger - arcymistrz skoków narciarskich, opuścił Królestwo kilka lat temu - red.]), później było jeszcze wiele postów, stron WWW, etatów i tak ten czas jakoś przeminął. Mój czas w Dreamlandzie skończył się wraz z secesją, która była i dobra, i zła, ale o tym pisałem już kiedyś w "Gazecie Furlandzkiej".
Boguś: Do samej secesji jeszcze powrócę, chciałbym Siebie zapytać teraz
czym się kieruję w życiu, i nie tylko tym wirtualnym, ale również realnym. Właściwie to przede wszystkim realnym.

Boguś: Otóż kieruję się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem, później wzrokiem, na końcu nogami. Lubię ludzi, którzy potrafią ciężko i uczciwie pracować. Sam staram się dążyć właśnie do tych wartości, można powiedzieć, że to wręcz sztuka takim być. Mam już swoje lata i poznałem od groma ludzi i wiem, że większość z nich ma gdzieś jakość swojej pracy, o uczciwości nawet nie wspominając. Honor chowają w trampki i udają kogoś, kim nie są i nigdy nie będą. Staram się nikogo nie obrażać (wiem, brzmi to co najmniej niepoważnie), ale taka jest prawda. Tak długo jak znamy pewne granice wszystko jest dobrze, bardzo nie lubię jak się te granice przekracza; tak było, kiedy ktoś posiłkował się w dyskusji ze mną ubliżaniem inteligencji mojej realnej małżonki. Uderza ktoś we mnie, ja uderzam w niego - chyba nigdy pierwszy nie wyciągam muszkietu, moje ataki staram się ograniczyć do obrony, przecież najlepszą obrona jest atak. Ludzie wirtualni nie różnią się niczym od swoich realnych "klonów". Wierzę, że taki Medgar de Rama, co jak pisze to ja otwieram słownik PWN, jest realnie taki sam (dobrze, że nie znam go realnie, bo słownik PWN sporo waży). I choć na przykład pomiędzy mną a Marcusem Estreicherem czasami niemal dochodzi do rękoczynów, to DJ Reaktor zagrał w jego czasie antenowym w Radiu Echa Dreamlandu.
Boguś: No a teraz czas pogadać o secesji, a w sumie o okresie, który od tego czasu minął. Odłączyłem się od Dreamlandu na rzecz Solardii. Czy było warto? No i przecież już nie jestem w Solardii, dlaczego?
Boguś: Warto jak najbardziej, nie zmieniłbym swojej decyzji dzisiaj. Choć zmieniłbym kilka ruchów, jakie wykonałem przez ostatnie półtora roku. Dzisiaj mógłbym być jakimś markizem albo hrabią, i co z tego? Chciałem realizować swoje plany, które wyjdą mojej dzisiejszej Ojczyźnie na pewno na dobre, bo już dzisiaj można widzieć pierwsze efekty pracy zarówno mojej, jak i innych ludzi z Erboki. Połączyliśmy swoje pomysły, umiejętności i nasze wspólne wady i jakoś to się kręci. 23 stycznia odbyła się premiera Panelu Mieszkańców 2.0, którego nie powstydziłby się Dreamland czy przodownik oskryptowania - Sarmacja. A to dopiero początek, bo kolejka pomysłów do zrealizowania jest długa, jednak jej długość się zmienia. Wiele pomysłów na różne rozwiązania w mikronacjach jest moich, co zabawniejsze, ich użytkownicy nawet nie wiedzą, że jakieś tam grafiki czy coś innego jest mojego autorstwa. Jest mi przyjemnie patrzeć na własną prace, która nie poszła na marne, zresztą jak każdemu. Co do powodu "odejścia" z Solardii, chciałem realizować tam moje marzenia, nawet zacząłem je realizować, jednak przez jednego bufona mi się nie udało. W Erboce jest mi tak dobrze, że w ciągu raptem kilku miesięcy czuje się Nowofurlandczykiem, w Solardii potrzebowałem roku, aby to przyznać, a i tak zrobiłem to bez większego przekonania. Zarzuca mi się, że nic nie robię dla Dreamlandu, to jest fakt, ale i tak daję więcej dzisiaj aniżeli Kefas (Książę Sarmacji), czy senior eMBe.
Kończy mi się sok w szklaneczce, słońce zachodzi za widnokrąg, a ja spokojny o jutro zasypiam w swoim ulubionym leżaczku, na plaży w Nowej Furlandii.