Nr 43
Arona, styczen 2008
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: bebert@op.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona   1   2   3   4   5   6   7   8  

cd. ze str. 2

potrawce, byłby właśnie ów ultrakonserwatywny, tradycjonalistyczny majonez... Brakuje jedynie komponentu religijnego, ale pierwiastki metafizyczne z powodzeniem dyfundują przecież ze świata rzeczywistego.

Nie, nie zgadzam się, by była to sprawa wtórna - podobnie jak nie uważam, by dreamlandzki konserwatyzm występował w jednakim nasileniu i podobnej formie i w czasach JKW eMBe, i JKW Artura Piotra. Zresztą, akurat Bartłomiej Jasiński nie był jedynym przykładem tego tak zwanego "liberalizmu" - proszę przypomnieć sobie chociażby Łukasza Pietraczuka i jego Ruch na Rzecz Demokratyzacji Dreamlandu. A różnorodność partii jeszcze z czasów Pierwszego Króla? Partia PIWO (Przyjaciół Inicjatyw Własnych i Odrzuconych), Dreamlandzka Partia Uzasadnionego Optymizmu - tam był tygiel pomysłów, zresztą nie zawsze najszczęśliwszych, tam był pluralizm, to tam należy dopatrywać się liberalizmu, jeśli już chcemy go szukać. Zresztą, poza powyższym, które można wskazać intuicyjnie, o jakim znaczeniu "liberalizmu" i "konserwatyzmu" my mówimy? W przestrzeni wirtualnej jest szczególnie istotne, by w przypadku pewnych słów przed użyciem dokonać ustawienia ich znaczeń.

Pozostańmy przy monarszych upodobaniach. Skoro to nie książki liberałów J. S. Milla i J. Benthama znajdują się na honorowym miejscu w królewskiej biblioteczce, to może są to prace reakcjonistów J. De Maistre'a, E. Jungera, C. Shmitta? Co prywatnie lubi czytać piąty król Dreamlandu?

Obawiam się, że niewiele Pan Redaktor będzie w stanie wywnioskować z tych tytułów - nie uda się mnie ładnie zaklasyfikować. Prywatnie - czytam głównie współczesną prozę, bardzo różną. Kończę właśnie powieść Yossiego Avni, niedawno czytałem "Autobiografię pośmiertną" Gombrowicza (zresztą, nie napisaną przez niego, jak wiemy), "Prozę" Sandauera, mam dość pokaźną kolekcję dzieł Zofii Nałkowskiej, zawsze chętnie wracam do G.G. Marqueza. Nie nudzę się w swoim prywatnym życiu literackim. I ta beletrystyka, i moje obowiązki sprawiają jednak, że na porządne studiowanie filozofii, takie, jak bym sobie życzył, nie mam specjalnie czasu. Tym bardziej, że należę do tego typu ludzi, którzy uważają, że filozofia wymaga wyciszenia, odpowiedniego podejścia, zagwarantowania sobie komfortu. Z tego względu, z niewielkimi wyjątkami, filozofia to dla mnie niestety Tatarkiewicz. Kanta, Sartre'a, Nietzschego, Ciorana - naturalnie, czytałem. Jestem jednak pewien, że Pan Redaktor nie miałby specjalnych problemów w znalezieniu luki w mojej filozoficznej wiedzy.

Czy w ciągu najbliższych miesięcy mamy prawo oczekiwać jakichś poważniejszych zmian w konstrukcji nośnej systemu politycznego KD? Kiedy damy sobie spokój z wiecznie niewydolną Izbą Poselską? Postulat radykalnego rozwiązania problemu jest równie stary, jak sama izba. Od kilku lat najpoważniejszym wyzwaniem, przed jakim staje każdy kolejny skład IP, jest wytrwanie w liczbie pozwalającej jej marszałkowi na prowadzenie dialogu. Przed miesiącem WKM apelował do zgromadzonych w izbie posłów, by ci zdobyli się na ten osobliwy

wysiłek i udowodnili szerszemu ogółowi, że im "po prostu, po ludzku zależy". Nie nazbyt to minimalistyczne podejście?

To podejście wynikało z mojego zrozumienia dla sytuacji posłów IX kadencji w chwili, w której przed nimi przemawiałem. A sytuacja ta była dość szczególna: miesiąc przed końcem swojej kadencji, gdy Izba zdążyła już okrzepnąć w inercji, nagle pojawia się nowy monarcha. W ciągu miesiąca posłom i tak nie udałoby się już zrobić nic - chodziło więc tylko o to, aby wskazać, że aktywnością można jeszcze zapewne w jakiś sposób zamaskować, odkupić swoje wcześniejsze zaniechania. Dla następnych kadencji nie będę już zapewne tak wyrozumiały. Nie mam najlepszego zdania o dorobku Izby Poselskiej IX kadencji, ale to nie oznacza, że nie mam w ogóle dobrego zdania o Izbie Poselskiej. Widziałem i wzloty, i upadki Izby - zresztą sam fakt rozpoczynającej się X kadencji zmusza nas już do pewnej refleksji. Konstrukcja konstytucyjna Izby nie jest z pewnością idealna, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że - także w związku z tzw. "demokratyzacją dostępu do informacji" i informatyzacją - nawet wobec parlamentów świata rzeczywistego wysuwa się coraz częściej zarzut, że demokracja przedstawicielska przestaje wystarczać. Nie widzę natomiast lepszego rozwiązania - zadbać należy chyba o to, aby na nowo wskazać posłom co mogą robić, jak powinni to robić i na czym powinno im najbardziej zależeć. Wszystko powinno wrócić do normy, gdy pojawi się w Królestwie polityczna indywidualność. W tej chwili niestety mamy ich pewien niedosyt.



Czego, zdaniem Waszej Królewskiej Mości, do niedawna aktywnego publicysty dreamlandzkiego, brakuje dziś rodzimej prasie? Nie idzie mi o cykl wydawniczy, bo to jest nasz grzech stały, ciężki i nieprzezwyciężony. Jakich tytułów brakuje, jakiej tematyki?

Muszę jednak wspomnieć o cyklu - gdyż mnie brakuje wydawanego w miarę regularnie (niekoniecznie często, ale właśnie regularnie) periodyku traktującego o dreamlandzkich wydarzeniach, brakuje mi też czegoś w rodzaju takiego "Notatnika Sejmowego", jaki Medgar de Rama publikował w "OKNIE", brakuje mi jakiejś mądrej dyskusji o różnych aspektach państwowości wirtualnej. Słowem: brakuje mi tytułu w miarę regularnie (to ważne ze względu na wiarygodność) odkodowującego naszą rzeczywistość.

A co począć z Uniwersytetem? Wiadomo, że w kwestii braków kadrowych sytuacja nie ulegnie poprawie, czego dowodzi dziewięć

nijakich lat szkolnictwa wyższego w Królestwie. Entuzjazm kolejnych rektorów to za mało.

Póki co pokładam nadzieje w nowym Rektorze dr. Pawle W. Kriegu, który niegdyś stał już na czele Uniwersytetu i sprawował się naprawdę całkiem dobrze. Jestem już po dłuższej rozmowie z Jego Magnificencją i sądzę, że jego plan - dość zresztą ambitny - postawienia na nogi Uniwersytetu Królewskiego w Dreamopolis ma szanse powodzenia. Podczas tej rozmowy padło sporo konkretów, padły nazwiska. Zaczekajmy.

Skorośmy już wypłynęli na szerokie wody problematyki trudnej, względnie zgoła beznadziejnej, nie mogę nie zapytać o dalsze losy legendarnego systemu gospodarczego. Czy Wasza Królewska Mość zamierza patronować wysiłkom naszych informatyków? Jeśli dobrze pamiętam, prace nad rzeczonym systemem ruszyły jeszcze za czasów Folkego, podówczas namiestnika Blacklock - Surmali. Pięć lat, jeśli nie dłużej. Dostatecznie dużo, by stworzyć cyborga lub zaprojektować lotniskowiec. Może już nadszedł czas, by dać chłopakom spokój?

Korona nie patronuje budowie systemu gospodarczego już od dłuższego czasu. Wkrótce powołam najprawdopodobniej nowy rząd i będę prosił zarówno premiera, jak i odpowiedzialnego ministra o ich opinie na temat systemu. Ja osobiście nie jestem przekonany co do tego, że Dreamland koniecznie musi mieć system. W państwie wirtualnym taki dodatek może istnieć, ale jego brak nie jest czymkolwiek dyskwalifikującym. Natomiast, jak mówię, dalsze postępowanie będzie zależało już od nowego Gabinetu.

Baby i chłopy z weblandzkich wiosek skarżą się, że procedura przyznania nazwiska "Krieg" wiąże się z licznymi i nader uciążliwymi komplikacjami. Z drugiej strony Dreamland powoli przepoczwarza się w domenę d'Archienów, Buurenów, Kriegów i Shakurów. Nie wiem na przykład, kim jest niejaki Aleksander Krieg, choć pocztę z Królestwa odbieram od 2001 roku. Brak tutaj pewnej ciągłości ontologicznej. Podejrzewam, że za kilka lat zdarzyć się może, że młodsi obywateli mylić będą Piątego Króla z Pawłem Wercyngetoryksem. Czy monarcha nie jest człowiekiem szczęśliwym? Że zapytam tak po prostu: Po co ten cały cyrk, Wasza Królewska Mość?

Tworzenie się rodów jest dla mnie niezwykle ciekawym zjawiskiem, w którym osobiście uczestniczę. Z mojego punktu widzenia to metoda wytworzenia nowego, dość ścisłego rodzaju relacji pomiędzy obywatelami państw wirtualnych - i to relacji w pewnej mierze ponadnarodowej. To też kolejny kolejnego element naszej zabawy, interesujący, jeśli wziąć pod uwagę potencjalne odsłaniające się przed nami horyzonty. Rzeczywiście jednak zwraca się uwagę, że związana z tworzeniem rodów częsta zmiana nazwisk prowadzi do pewnej dyskontynuacji, braku ciągłości. Coś być może należy z tym zrobić, natomiast cokolwiek byśmy przedsięwzięli, nie powinno to naruszyć możliwości tworzenia i rozwijania rodów. Ta moda dziś jeszcze jest w powijakach, ale kto wie, co wyniknie z niej za jakiś czas. Może coś naprawdę pozytywnego?