Wandystan i komunizm z Kellerem (Jasińskim)
“Anonimowe źródła dyplomatyczne informują, że Bartłomiej Jasiński przeniósł się do Mandragoratu Wandystanu i tam usiłuje kontynuować swoją karierę w wirtualnych państwach, tym razem pod nazwiskiem Aleksandra Kellera. Okazuje się zatem, że to nie jakieś wyjątkowo absorbujące zajęcia realne oderwały byłego Barona od Dreamlandu; że nie przebywa on nawet w Księstwie Sarmacji, co niedawno przekazał nam wszystkim Barona brat. To po prostu siła wandystańskiej czerwieni zmusiła Jasińskiego do opuszczenia rodzinnego gniazda i udania się na podbój nowych lądów. Keller w chwili obecnej nie może jeszcze używać swojego dawnego nazwiska - rozumiemy. Liczymy jednak, że kiedyś dokona się otwarcie sezonu. Ĺmiechu będzie co niemiara.
Mandragorat Wandystanu to w ogóle takie bardzo dziwne miejsce. Trochę jak z bajki, trochę jak z horroru; ma coś z cudownej mikstury dobrej wróżki i zupy z nietoperzy; jak motyl i larwa jednocześnie. Oto więc nad wszystkim czuwa obywatel Wanda - wymyślony na potrzeby nowej religii wojskowy wypędzający wojska scholandzkie okupujące według sarmackiej wersji historii Księstwo. Państwo otrzymuje ideologię komunistyczną. A kto mu ją nadaje? Libertyn Krupiński - znany z organicznej niechęci do interwencjonizmu - i socjalista Winnicki-Konieczny - w Dreamlandzie pamiętany chyba jednak głównie z okazji, mówiąc oględnie, niezbyt pochlebnych opinii na temat Dreamlandu. I ten zadziwiający tandem, prawo-lewy, libertyńsko-interwencjonistyczny, dogaduje się, by namaścić Wandę świętymi olejkami, a ideologią nowego kraju uczynić wirtualny socjalizm. Nagle, na fali sarmackiego kryzysu politycznego, nastał czerwony świt.
Część obywateli wirtualnych krain zadaje sobie jednak pytanie czy to aby na pewno prawdziwy komunizm. Mamy bowiem język elit politycznych jota w jotę przypominający nowomowę, mamy galerię największych komunistycznych przywódców i myślicieli świata, mamy nawet Winnickiego, który sam w sobie stanowi symbol. I co do tego przyłączono? Demokratycznie wybieranego prezydenta, demokratycznie wybierany parlament; tylko właściwie mandragorowie, choć prawda, że w wandystańskim systemie kluczowi, pełnią swą funkcję dożywotnio. To teoretycznie powinno się rozjechać; to nawet nie powinno się zejść. Coś tu krychnie, gdzieś się odłamie. A jednak chyba zaskoczyło. Piotr Krupiński nazywa to na razie ostrożnie “eksperymentem”. Kto jednak wie, jak się sprawa potoczy.
Gdzie tu właściwie komunizm? Na czym miałby polegać on w wydaniu wirtualnym? To pytania, z jakimi Marks i Engels nie zetknęli się nawet teoretycznie. Jeśli bowiem chcemy wywyższyć lud pracujący i pognębić burżuazję, to musimy mieć tu i teraz zarówno ten lud, jak i burżuazję. Ĺťeby wywrócić na wierzch podszewkę w postaci dołów społecznych, musimy mieć i podszewkę i to, co na niej. Zresztą akurat Piotr Krupiński - jako współwłaściciel Korporacji Innuendo, w skład której wchodzi na przykład Cintra Bank - średnio nadaje się na reprezentanta górników, hutników i innych mas pracujących. Ĺrednio mi się widzi komunista-libertyn z książeczką czekową w kieszeni i kubańskim cygarem w ręku. Wandystański komunizm jest więc rzeczywiście li tylko warstwą - cieniutką warstewką - przykrywającą… No właśnie - co? Państwo na wskroś demokratyczne, jak to jest reklamowane - demokratyczniejsze nawet od Sarmacji? Krupiński wprost mówi w Scholandii, że jedynym systemem, który “zapewnia sprawiedliwą cenę (…) i nie powoduje niedoborów” jest kapitalizm. Czerwono tu wszędzie, a pod tym niebieskie, a pod tym może czarne.
Na Wandystanie już teraz niektórzy łamią sobie zęby. Zarówno piszący te słowa, czego dowodem poprzednie akapity, jak i na przykład Minister Spraw Zagranicznych Scholandii Konrad baronet von Staufen. Pan Minister zakończył swoje wystąpienie na wandystańskiej liście dyskusyjnej entuzjastycznym “Niech żyje Wanda!”. Poseł Marcin Kowalczyk wypomniał mu to natychmiast na liście Scholandii i rozpoczął niewielką burzę. Skończyło się na oddaniu się przez MSZ do dyspozycji premiera, ale mogło być przecież znacznie gorzej. Okrzyk na cześć wandystańskiego patrona i bożka mógł szefa dyplomacji naszych sojuszników kosztować stanowisko - i to chyba w najlepszym razie. Jego rodacy przypomnieli mu, że zręczniej byłoby zakończyć list okrzykiem na cześć króla Scholandii czy nawet Królestwa samego, a przynajmniej nie przypieczętowywać jego treści oficjalną sygnaturą z nazwą pełnionego przez Baroneta urzędu. Idzie zatem nie o to, by chwalić króla czy Królestwo - jak nie to nie - ale o to, by nie hołubić jakiegoś tam Wandy, i to jeszcze na papierze firmowym Ministerstwa. Krupiński poszedł Ministrowi w sukurs - zaznaczył, że Wandystan nie ma wiele wspólnego z komunizmem, a to wszystko tylko błyskotka, wabik. Fakt. Gdyby cała ta warstwa ideologiczno-nomenklaturowa miała służyć czemuś ponad tylko wyróżnienie się, nikt nie nazywałby kraju mandragoratem. Przed oczyma stanęłaby nam Republika Ludowa albo coś równie dobrze znanego z historii nowoczesnej.”
(Ĺšrodlo - Edward Krieg, artykul “Czerwony świt” O.K.N.O, Dreamland)
Materialy udostepnione prze v-hr. Kellera
on March 13th, 2007 at 1:13 am
Hm, czy to właśnie panowie Krieg i Svoboda nie byli największymi wrogami socjalizmu i Wandystanu?
on March 13th, 2007 at 8:23 am
Artykuł był świetnie napisany - i prawdziwy na maxa. Co prawda jestem libertarianinem a nie libertynem - no ale obserwacje były słuszne.
on March 13th, 2007 at 8:53 am
A mnie nieskromnie powiem osobiscie podobal sie najbardziej ostatni akapit… O mnie samym
on March 13th, 2007 at 11:57 am
Tak. To były ciekawe czasy. Swoją drogą - “Niech żyje Wanda” było dla nas wspaniełe politycznie. Odnoczę wrażenie, że wówczas część przynajmniej Scholadczyków było na wyższym poziomie.
on March 13th, 2007 at 2:20 pm
Już po moim odejściu z Królestwa Dreamlandu (vel. samobójstwie barona Jasińskiego) moja partia Socjaldemokratyczna Partia Dreamlandu kierowana przez brata Wiliama Cromwella zgłosiła w Izbie Poselskiej votum nieufności dla Ministra Spraw Zagranicznych Pavla Svobody, który mówiąc delikatnie skrytykował powstanie Wandystanu. Podobnie rzecz się miała z ówczesnym, o ile pamiętam Marszałkiem Dworu Królewskiego, makizem Kriegiem (przez Trybunę Dreamlandzką pieszotliwie nazywanym Edwardem Wojną - od niem. krieg).