PostHeaderIcon SLP: Po raz kolejny – Derby Nadziei

Już drugą kolejkę z rzędu w Sarmackiej Drugiej Klasie rozgrywek SLP rozegrały się Derby Nadziei. Tym razem naprzeciw siebie stanęły AC Szfery i beniaminek – Ciemniaki.

Mecz rozgrywany na Stadionie na Torfowisku był niezwykle pasjonujący i interesujący. Obydwie drużyny liczyły na zwycięstwo. Spotkanie rozpoczęło się dość ostro, bo już w pierwszej minucie arbiter Frank Redkard pokazał pierwszą żółtą kartkę. Jak się potem miało okazać, mecz był męski, ostry, ale nie brutalny, co ukazuję klasę obydwu ekip. Kilka chwil po tym wydarzeniu padła pierwsza bramka. W 7 minucie podopieczni Artura Urbana wykorzystali rzut wolny. Goście objęli prowadzenie. Na odpowiedź AC Szfery nie trzeba było długo czekać. Gospodarze pozwolili cieszyć się prowadzeniem Ciemniakom tylko dziesięć minut – po upływie tego czasu, po cudownej główce jednego z graczy, AC Szfery wyrównało. W 25 minucie jeden z zawodników Ciemniaków próbował zaskoczyć bramkarza rywali strzałem z główki, jednak piłka trafiła w poprzeczkę. Zgodnie z powiedzeniem, że niewykorzystane sytuację się mszczą, podopieczni trenera Paca w 27 minucie objęli prowadzenie: Grzegorz Mazurek wykorzystując rzut rożny wprawił w euforię kibiców zgromadzonych na Stadionie na Torfowisku. Przez następne 30 minut kibice byli świadkami gry przed wszystkim w środkowej strefie boiska z wyraźną przewagą posiadania piłki po stronie AC Szfery. Jednak mimo krótszego czasu posiadania piłki, to zawodnicy Ciemniaków zdołali przełamać w tym meczu strzelecki impas. W 60 minucie wyrównującą bramkę zdobył Slavoljub Vitakic. Jednak podobnie jak w pierwszej połowie, nie musieliśmy długo czekać na odpowiedź gospodarzy. W 68 minucie Mariusz Wyszogrodzki zdobył zwycięską bramkę dla swego zespołu. AC Szfery 3:2 Ciemniaki.

Była to już druga porażka drużyny trenera Urbana, która to zajmuje obecnie 7 miejsce w ostatniej klasie rozgrywek (dzięki dorobkowi bramkowemu) Z kolei niepokonane dotąd AC Szfery zajmuje 3 lokatę.

WKS Nadzieja w tej kolejce rozgrywała wyjazdowe spotkanie z drużyną Synowie Wandy. Podopieczni Huberta Furmańskiego zbierając pierwsze szlify w sarmackich rozgrywkach ulegli przed bardziej doświadczonymi rywalami. Mecz od samego początku nie wyglądał najlepiej dla WKSu. Popularni „Synowie” bez skrupułów wykorzystywali niedoświadczenie swoich rywali. Statystyki posiadania piłki mówią same za siebie – w perspektywie całego meczu 63% dla gospodarzy a tylko 37 dla drużyny z Nadziei. Poza tym, mecz ten to ciągłe ataki gospodarzy. W sumie wyprowadzili 11 niezwykle groźnych sytuacji, z czego 3 zamienili na bramki. Gracze trenera Furmańskiego zdołali odpowiedzieć jedynie jedną sytuacją podbramkową, którą niestety nie udało im się wykorzystać. Pierwsza połowa nie zakończyła się jakimś tragicznym wynikiem dla WKS Nadzieja. Po bramce z 9 minuty gospodarze prowadzili 1:0.  Niestety, w drugiej połowie zawiodła nieco obrona naszej drużyny. Najpierw chwilę dekoncentracji w 53 minucie wykorzystał Vasily Nesmelov, po czym drugi raz umieścił piłkę w naszej bramce minutę przed zakończeniem spotkania. Mecz mógł zakończyć się jeszcze wyższą porażką naszej drużyny, lecz Synowie Wandy nie wykorzystali karnego w drugiej połowie. Synowie Wandy 3:0 WKS Nadzieja.

WKS Nadzieja zajmuje obecnie przedostatnie, 8 miejsce w tabeli. Co prawda nie jest to jakaś katastrofa, gdyż zespół jest młody, zbiera dopiero pierwsze doświadczenia w SLP. Wszyscy gorąco liczymy na to, że trener Furmański znajdzie w końcu metodę na zwycięstwo i być może już w przyszłym sezonie powalczy o awans do wyższej klasy rozgrywek.

W innym wyjazdowym meczu KSS Nadzieja rozgromiła zespół Dream Team. Ten mecz właściwie trwał 45 minut, bo wszystko rozstrzygnęło się w pierwszej połowie spotkania. Ponadto, wszystkie bramki zostały strzelone w przeciągu drugich piętnastu minut meczu. Bramki padły odpowiednio w: 16, 21, 28 i 31 minucie spotkania. Warto odnotować, że hat-trickiem popisał się napastnik KSSu, Bartłomiej Romaniuk. Na listę strzelców wpisał się również kapitan drużyny, Feliks Mysza.  Dream Team 0:4 KSS Nadzieja.

Obecnie KSS Nadzieja jest na czele tabeli (dzięki dorobkowi bramkowemu). Ten fakt szczególnie cieszy trenera, który pamięta, że pod koniec ubiegłego sezonu obejmował drużynę z ostatniego miejsca. W tym sezonie, zawodnikom KSSu idzie znacznie lepiej.

W Pierwszej Klasie rozgrywek Sarmackiej Ligi Piłkarskiej FC RatTeam Nadzieja zdołał wywalczyć cenne trzy punkty grając na wyjeździe z KP SONDA Srebrny Róg. O tym meczu można powiedzieć, że był niezwykle dramatyczny. Pierwsza połowa ułożyła się całkowicie nie pomyśli trenera Jakubowskiego. Już w 2 minucie spotkania gospodarze objęli prowadzenia po uderzeniu z rzutu wolnego. Nadzieję na w serca kibiców RatTeamu wlał Julio Chevantòn, który w 18 minucie zdołał wyrównać. Na nic jednak zdały się ataki „Szczurów” w pierwszej połowie, kiedy gospodarze popisali się niemal stuprocentową skutecznością! Co strzelili – to wpadło! (z jednym wyjątkiem). Najpierw w 35 minucie zawodnicy ze Srebrnego Rogu po raz kolejny objęli prowadzenie, po czym strzelili naszej drużynie tzw. bramkę do szatni. W 43 minucie na 3:1 podwyższył Langra Bhupati. Jednak w drugiej odsłonie spotkania szczęście powróciło do graczy z Nadziei. W 68 minucie Boleslaw Lechowski zdobył kontaktową bramkę, a chwilę później wyrównał 26 letni Wiktor Brzoza. Wynik meczu miał się rozstrzygnąć w jego ostatnich 20 minutach. I kiedy wydawało się, że na teutońskim boisku padnie remis, w doliczonym czasie gry RatTeamowi udało się zdobyć upragnionego, zwycięskiego gola! KP SONDA Srebrny Róg 3:4 FC RatTeam Nadzieja.

Nasz jedyny klub grający w pierwszej klasie zajmuje obecnie 6 miejsce w tabeli. Wszyscy kibice głęboko ufają trenerowi Jakubowskiego i licząc na jego umiejętności taktyczne głęboko wierzą w to, że drużyna z Nadziei pokaże w swojej klasie rozgrywek, w której z sarmackich miejscowości najlepiej potrafi się grać w piłkę!

Jedna odpowiedź do wpisu “SLP: Po raz kolejny – Derby Nadziei”

  • mat Łukasz "ry5i3kszczur" bar. Jakubowski napisał(a):

    Warto zaznaczyć, że pomimo rannego ustawienia zespołu, tu aż wstyd się przyznać, zapomniałem chyba nacisnąć “Zapisz”… Domyślnym składem raczej bym nie wygrał… O 20:30 mecz, a o 20:29 robiłem roszady i chyba w ostatniej sekundzie udało mi się ustawić taki skład, jaki chciałem… uffff…. udało się :D
    Dodatkowo, skład był w jakichś 40% złożony z młodzików, którzy w przyszłości mają być ostoją drużyny :)
    Tak czy inaczej, ważne że się udało! :D