Archiwum miesiąca Wrzesień 2010

PostHeaderIcon KZM – W kręgu DNA

Ledwie udało się wyjaśnić zagadkowe okoliczności jednej tragedii, a już na pracowników Morvan Guarda spadło kolejne niełatwe zadanie. Wszystko rozpoczęło się w 18 września. To właśnie w sobotę rano Sołtys Nadziei wraz ze swoim zastępcą podczas grzybobrania odkryli szkielet człowieka. „Co sobotę odwiedzamy lasy Morvanu w poszukiwaniu grzybów – to nasza mała tradycja. Ten dzień nie był wyjątkowy. Gdy sięgając po dorodnego prawdziwka wystawiającego główkę ponad wrzosu odkryłam lekko przysypaną mchem i igłami czaszkę człowieka omal nie zemdlałam z przerażenia” – wspomina Pani Sołtys.

„Calisto krzyczała jak oszalała. Nie wiedziałem co się stało, ale przed oczami stawały mi różne, straszne sceny. Gdy w końcu dobiegłem do niej i zobaczyłem to co ją tak przelękło sam z trudem mogłem opanować emocje” – opowiada Pan Łukasz.

Rzeczywiście znalezisko było przerażające. Niedokładnie zamaskowane zwłoki człowieka, gdzieniegdzie jeszcze wciąż trzymające resztki rozkładającego się ciała przywoływał na myśl makabryczne potwory rodem z filmu grozy. Wezwany przez Władze funkcjonariusz Morvan Guarda dokonał dokładnych oględzin miejsca zbrodni a, a po wykonaniu szeregu zdjęć dokumentujących to wydarzenie przystąpił do odkopywania zwłok. „Znajdujące się nad gruntem fragmenty kości wyglądały na stosunkowo stare, jednak to co znajdowało się pod ściółką przeczyło temu założeniu. Zapach gnijącego ciała uderzył w nas nagle – niczym fala, fragmenty skóry i ciała wyłaniały się spod liści, igieł i krzaczków wrzosu. Widziałem już naprawdę wiele, ale to co wyłaniało się z pod ziemi było zdecydowanie gorsze od wszystkiego innego” – relacjonuje funkcjonariusz, Janusz K. – „Po kilku próbach wydobycia zwłok byłem zmuszony do wezwania patologa”.

„Wybieraliśmy ciało z ziemi kawałeczek po kawałeczku, starając się nie pozostawić ani fragmentu” – opowiada patolog – „Biorąc pod uwagę fatalny stan zwłok nie mogliśmy jednak nie wziąć pod uwagę faktu, że mogliśmy coś przeoczyć. Ze względu na fakt, że każda część ciała może mieć kluczowe znaczenie dla sprawy podjęliśmy decyzję o przetransportowaniu do laboratorium nie tylko samego ciała, ale również ściółki, w której było ono zakopane”.

W czasie badań laboratoryjnych mających na celu sprawdzenie tożsamości oraz ustalenie przyczyny śmierci denata funkcjonariusze Morvan Guarda rozpoczęli weryfikację listy mieszkańców Nadziei. W tekach tyczących osób zaginionych nie widniała nawet jedna karta. „Ta sytuacja była dla nas o tyle trudna, że w zasadzie musieliśmy prowadzić śledztwo jakoby wstecz. Mieliśmy ciało, przyczyna zgonu ustalona zostanie lada moment problem zaś polegał na określeniu tożsamości denata. Czułem, że ten człowiek nie zginął przypadkiem” – wspomina funkcjonariusz.

Długie i mozolne sprawdzanie mieszkańców Nadziei nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Nikt nie wiedział niczego o zaginionym człowieku. Oczywistym stało się, że jeżeli był to mieszkaniec Nadziei to mieliśmy do czynienia z morderstwem. Na wszelki wypadek rozesłano wiadomości o znalezionych zwłokach do wszystkich funkcjonariuszy na terenie Księstwa Sarmacji. Wszyscy odpowiadali tak samo – nie zgłaszano żadnego zaginięcia.

W końcu nadeszły wyniki z laboratorium. Ustalono, że ofiarą był Edward L. Ten 43 letni mieszkaniec Nadziei nie był jednak żadnym samotnikiem – miał żonę i dwóch synów, jednego w wieku 17, a drugiego 8 lat. W domu owej rodziny funkcjonariusze już gościli z zapytaniem o osoby zaginione nic więc dziwnego, że w świetle podejrzeń stanęła Magda L. – żona denata.

„Funkcjonariusze wpadli do mojego mieszkania niespodziewanie i zapytali czy mam z kim zostawić dzieci. Kiedy odpowiedziałam, że nie, jedna z pracownic zaproponowała, że przypilnuje dzieci, dopóki nie wrócę z posterunku” – wspomina, wciąż jeszcze w głębokim szoki, Pani Magdalena – „W drodze na posterunek funkcjonariusz wytłumaczył mi, że znaleźli zwłoki mojego męża w związku z czym niestety, muszą mnie przesłuchać. Wyczytano mi moje prawa i poczułam się jak przestępczyni”.

Przesłuchanie trwało kilka godzin i odbyło się bez udziału adwokata – na życzenie Pani Magdaleny – „Nie chciałam przedłużać całej procedury. Ojciec moich dzieci nie żył i chciałam jak najszybciej znaleźć się przy nich. Oczekiwanie na adwokata było tylko niepotrzebnym przeciąganiem sprawy”. Ze złożonych przez podejrzaną wynikało, że Pan Edward prowadził dość niecodzienny tryb życia. Zimowe miesiące spędzał z rodziną, natomiast jak tylko robiło się cieplej opuszczał granice Nadziei i udawał się do swojej pustelni w środku puszczy. „Edek kochał ten las – czasem wydaje mi się, że znacznie bardziej niż nas” – możemy przeczytać w protokole z przesłuchania. Zeznania złożona przez kobietę nie pozwoliły na rozwiązanie sprawy zabójstwa. Należało poczekać na ustalenie przyczyny zgonu.

Dokładne badania przeprowadzone przez patologa wykazały, że mężczyzna zginął w wyniku uduszenia – zmiażdżona krtań oraz znalezione za paznokciami śladowe ilości obcego DNA upewniły funkcjonariuszy w przekonaniu, że śmierć mężczyzny nie była przypadkowa. Niestety DNA napastnika nie znajdowało się w kartotece co znacznie utrudniało całe śledztwo. Funkcjonariusze podczas przeprowadzonej w środę 22 września narady podjęli decyzję o poszukiwaniu osoby, która mogłaby mieć motyw do zamordowania Pana Edwarda.

„Pytaliśmy sąsiadów o tę rodzinę, ich zatargi z innymi ludźmi oraz o potencjalnych wrogów. Wydawało się, że jest to jednak rodzina szanowana i powszechnie lubiana. Pan Edward pomimo, że wiódł dość niedzienny tryb życia, był człowiekiem lubianym i szanowanym – uczył dzieci o lesie, jego mieszkańcach oraz znaczeniu jakie ma ochrona tych pięknych terenów. Nie mieliśmy pojęcia kto mógłby pragnąć jego śmierci”.

Nieoczekiwanie pojawiło się potencjalne wytłumaczenie. Podczas rozmowy z jedną z kobiet – wiekową już Jadwigą S. dowiedzieliśmy się, że podczas nieobecności Pana Edwarda jego żonę wyjątkowo często odwiedzał pewien mężczyzna. Ze wstępnych ustaleń policji wynikało, że może on mieć romans z żoną zamordowanego. Pan Ryszard Z. został wezwany na przesłuchanie.

Faktycznie, podejrzenia Pani Jadwigi potwierdziły się. Pan Ryszard przyznał, że od kilku miesięcy miał romans z Panią Magdaleną o zabójstwie jednak nie miał zielonego pojęcia. Sprawa została dokładnie zbadana. Alibi podejrzanego okazało się niepodważalnym, mało prawdopodobnym okazało się również żeby podejrzany zlecił komuś zabójstwo – Pan Ryszard był lekkoduchem, nie interesował się swoją przyszłością, nie szukał stabilizacji a romans z Panią Magdaleną był dla niego jedynie przygodą. Bez najmniejszych oporów zgodził się na przeprowadzenie testów DNA, te zaś postawiły go poza kręgiem podejrzanych.

„Myśleliśmy, że już nie uda się nam rozwiązać tej zagadki i wtedy w naszym śledztwie wydarzyło się coś nieoczekiwanego” – wspomina funkcjonariusz Janusz K. prowadzący sprawę od samego początku. Momentem przełomowym okazało się pobranie próbki DNA od żony ofiary. „Badanie DNA pani Magdaleny wykonaliśmy tylko i wyłącznie pro forma, jednakże okazało się ono kluczowe dla sprawy”.

Badanie potwierdziło niewinność Pani Magdaleny, jednakże wykazało, że morderca jest z nią powiązany więzami krwi. Funkcjonariusze Morvan Guarda sporządzili listę wszystkich żyjących krewnych Pani Magdaleny a następnie poprosili ich o poddanie się badaniom. Większość zgodziła się bez problemu – wszystko by ustalić sprawcę cierpienia ich krewniaczki i samego siebie uwolnić od podejrzeń. Problem pojawił się dopiero gdy przyszło do badania dzieci zamordowanego Edwarda L.

„Synowie Pani Magdaleny początkowo byli poza kręgiem podejrzanych, gdyż napastnik miał powiązanie genetyczne jedynie z Panią Magdaleną nie był zaś spokrewniony z jej mężem. W związku jednak z romansem Pani Magdaleny nie mogliśmy mieś stuprocentowej pewności, że obaj chłopcy są synami Pana Edwarda” – tłumaczy jeden z funkcjonariuszy.

Podejrzenia okazały się uzasadnione. Rafał L. – siedemnastoletni syn zamordowanego odmówił poddania się badaniom. Funkcjonariusze musieli zatem załatwić nakaz sądowy. To jednak zajęło trochę czasu. Gdy wrócili do domów Państwa L. z nakazem Rafała już tam nie było. Nie czekając długo funkcjonariusze zorganizowali poszukiwania, w które zaangażowali się również cywilni mieszkańcy miejscowości. Po kilku godzinach poszukiwań Rafał L. został zatrzymany i aresztowany 25 września około godziny 16.25.

Dziś rano funkcjonariusze otrzymali wyniki badania DNA – były one w 100% zgodne z tym, znalezionym pod paznokciami ofiary. W końcu i sam podejrzany przyznał się do zamordowania ojca. Jak tłumaczył nie mógł dłużej znosić tego, że ojciec zawsze traktował ich jako coś niepotrzebnego. „Kochał tylko ten swój las, na nas w ogóle mu nie zależało. Miał gdzieś to, że błagaliśmy go by nas nie opuszczał, to że mama ciągle ma przez niego depresje. Udawał wspaniałego człowieka a był bestią”.

Na podstawie zeznań oskarżonego policja ustaliła przebieg wypadków. Okazało się, że chłopiec udał się do pustelni ojca by namówić go na powrót do domu. Rozmowa powoli przeobraziła się w kłótnie, następnie zaś doszło do szarpaniny. Młody mężczyzna w amoku walki rzucił się na swojego ojca, powalił go na ziemię a następnie udusił. „Nie chciałem go zabić” – tłumaczy – „czułem jednak, że obaj z tej bójki cało nie wyjdziemy”.

Obecnie Rafał L. przesiaduje w areszcie oczekując na wyrok sądu, który będzie decydował o jego przyszłości.

PostHeaderIcon Sadyba – odnaleziona w puszczy

Dnia 20 września bierzącego roku do Biura Pracy wszedł mężczyzna. Twarz jego, znana była wszystkim, którzy kiedykolwiek zawędrowali do Gmachu Sądu Najwyższego – nic więc dziwnego, że pracownicy Biura zamarli ze zdziwenia i poczeli nerwowo przewracać jakieś niekoniecznie istniejące dokumenty. Kroki Sędziego wybijały w ich głowach rytm zbliżającej się katastrofy. Każdy przed własnym sumieniem starał się rozliczyć ze wszystkich niezapłaconych mandatów, nerwowo wypowiedzianych słów względem innych Sarmatów czy też z spraw tak absurdalnych jak pianie jego kogutów o zbyt wczesnej porze. Powietrze zgęstniało od napięcia i zdenerowania.

Filip de Wieniawa, bo właśnie ten Sędzia Sądu Najwyżeszego znalazł się dziwnym zrządzeniem losu w Nadziei podszedł do najbliższego biurka, za którym siedziała bardzo młoda i równie ładna sekretarka i z przyjemnym uśmiechem na ustach oświadczył, że przyszedł w sprawie pracy. Dziewczyna zająkała się ledwie zauważalnie, ale nogi ugięły się pod nią tak gwałtownie, że aż opadła na krzesło, z którego próbowała wstać. Szybko jednak odzyskała odwagę a zachęcona ciepłym obliczem młodego Sędziego poprowadziła go do właściwego gabinetu.

Wizyta w gabienecie ds. rekrutacji nie trwała długo – w każdym razie jej oficjalna część. Okazało się, że Pan Filip de Wieniawa był zainteresowany podjęciem pracy kartografa – z pewnych źródeł wiem, że cała kadra Biura Pracy, tradycyjnie podsłuchująca pod drzwiami odetchnęła jeszcze raz z wielką ulgą. Po omówieniu szczegółów współpracy część oficjalna się zakończyła, a Nadzieja miała swojego Kartografa.

Po dwóch kawach i kilku ogromnych kawałkach Orzechowca Morvańskiego – specjalności gospodyń naszej miejscowości – Pan de Wieniawa opuścił gmach Biura Pracy i udał się w stronę wschodzącego kilka godzin temu słońca. Wszyscy pracownicy wylegli na drogę jak jeden mąż, żegnając początkującego podróżnika machając mu na z właściwą urzędnikom manierą, mieszkańcy Nadziei, którzy przekazywali sobie wiadomości z prędkością światła również przyłączyli się do tego niezwykłego rytuału rzucając pod nogi Pana de Wieniawy kwiaty i konfetti. Przy ostatnim z domów znajdujących się na drodze Kartografa stały trzy przedstawicielki Koła Gospodyń Wiejskich – przygotowały dla niego kosz pełen swojskich wędlin, ciast i innych smakołyków godnych nawet książęcego stołu. Tak żegnany Pan Filip de Wieniawa, Kartograf, opuszczał Nadzieję popołudniem dnia 20 września.

Po tym niezwykłym jak na naszą spokojną i lekko senną miejsowość wydarzeniu wszystko wróciło do normy. Krowy zjadały trawę i dawały mleko, poeci leniwie grzali się w ostatnich promieniach słonecznych tegorocznego lata, a w budynku Biura Pracy wszyscy szukali jakiegokolwiek zajęcia. Rozleniwienie siegało zenitu gdy nagle od strony puszczy rozległ się przeraźliwy wrzask – ptaki, smoki i wszystko co aktualnie znajdowało się w lesie na wschód od Nadziei nagle zerwało się z miejsca i z przeraźliwym krzykiem, szumem skrzydeł i tętentem kopyt uciekło w sobie tylko znane ostępy lasu.

Ludzie ostrzeżeni głosem leśnych stworzeń chwycili za widły, kosy i co tam jeszcze mieli pod ręką i ustawili się w dwóch rzędach na małej polanie odzielającej wieś od lasu. Z napięciem oczekiwali na intruza, który wywołał takie poruszenie wśród mieszkańców lasu. Jakie było ich zdziwienie, gdy zamiast groźnego drapieżnika z lasu wypadł niczym strzała Pan Filip de Wieniawa, Kartograf, niosąc w dłoniach jak największy skarb zwiniętą kartkę papieru.

Po kilkunastu minutach spędzonych na uspokajaniu oddechów i pełnych euforii okrzyków udało się w końcu wydobyć kartkę z dłoni Kartografa – ku zdziwieniu wszystkich znajdował się na niej szkic planu Sadyby – miejscowości, która przeminęła wraz z dawnym blaskiem Morvanu, a której ulice i mury porosły już drzewa i krzewy zamianiając ją w część puszczy ukrytą przed ludzkim wzrokiem.

Przygotowany przez naszego Kartografa szkic prezentujemy poniżej (kliknięcie na obrazek spowoduje jego powiększenie). Warto również nadmienić, że Pan de Wieniawa niniejszym szkicem dołożył swoją cegiełkę do Muru Zasłużonych: http://mur.sarmacja.org/

W imieniu swoim i wszystkich mieszkańców Nadziei życzę dalszych sukcesów.

Mapa Sadyby

PostHeaderIcon Co nowego?

Ostatnio w Nadziei trochę się rozruszaliśmy – wszystko wskazuje na to, że po wakacyjnym zastoju i ograniczeniu aktywności powoli i mozolnie wracamy do aktywności na wysokim poziomie. Ponad wydarzeniami o jakich już pisaliśmy na łamach “Wiejskiej Sielanki” (Biuro Pracy, Mur Zasłużonych czy Nadzieja 3D) dzieją się u nas również rzeczy, o których nie pisaliśmy jeszcze.

Jednym z godnych uwagi faktów jest to, że Biuro Pracy zaczęło działać – co znaczy nie tyle, że jest, ale że już pierwsze osoby skorzystały z naszych ofert. Dzięki temu znaleźliśmy nowego Kartografa: Pana Filipa de Wieniawę, którego zapewne nikomu nie muszę przedstawiać oraz nowego Dziennikarza: Pana Tomasza Świtała, który już przywitał się ze wszystkimi wczoraj.

Ofert ubywa, ale również pojawiają się nowe – tym razem Biuro Pracy oferuje pracę dla Wróżki/Wróżbity. Praca ma polegać na przygotowywaniu horoskopu, który już niedługo miałby pokazywać się na łamach naszej gazety. Serdecznie zapraszamy wszystkich obdarzonych fantazją.

Ponadto, jako swoisty dowód na wzrost aktywności dodaliśmy kilka cegiełek do naszego Muru ( http://mur.sarmacja.org ). Każdego kto jest zainteresowany zapisaniem swojego nazwiska na Murze proszę o kontakt: [email protected] lub gg:2549451 – pracy mamy sporo i przyda się każda para rąk do pomocy.

Rozpoczęliśmy również rozmowy na temat kolejnego filmu Grupy Artystycznej “Biała Maska”. Z powodu realnych przeciwności losu materiał filmowy nie został jeszcze nagrany, pomimo, że scenariusz został zaakceptowany przez członków grupy już w maju. Zbliżający się wielkimi krokami początek roku akedemickiego może przynieść jakieś rozwiązanie tej kwestii. W chwili obecnej jedynym krokiem do przodu było ustalenie tytułu nowego filmu, a dokładniej jego zmiana z roboczego na oficjalny. Oficjalny tytuł to: “Artystka”. Kiedy możemy spodziewać się premiery? Niestety ciężko powiedzieć.

Jeśli “Biała Maska” to i Celtycki Krąg Przyjaźni – pojawiła się propozycja jego organizacji – pojawiła się dawno i znowu się odrodziła – trzeba w końcu podjąć jakieś decyzję w tej sprawie, jednak pomimo usilnych prób, członkowie są raczej dość oszczędni w słowach na temat tejże orgazniacji. Sumując – wiadomo, że nastąpi reorganizacja – nie wiadomo kiedy i jak będzie wyglądała.

Dużo łatwiej będzie zaś z drugim wydaniem “Czarnej Dziury” gdyż część materiałów przygotowana jest już od dawna. I tu mamy szczerą nadzieję, że uda się przygotować magazyn na najbliższe wielkie celtyckie święto – Samhain. Co do samego święta, rozpczęły się już pocichutku pierwsze przygotowania. Co prawda do 1 listopada jeszcze trochę czasu, ale chcemy, aby wszystko było na czas dopięte na ostatni guzik.

Ponadto szykuje się już nowy opis w Rezerwacie Smoków a także kolejny odcinek Kryminalnych Zagadek Morvanu a o tym wszystkim informować będziemy w nowym designie Wiejskiej Sielanki. Zapowiada się ciekawa jesień.

PostHeaderIcon Nowy Dziennikarz Wita Wszystkich!

Witam,na początku może się przedstawię.Nazywam się Tomasz Świtała i od dnia dzisiejszego i miejmy nadzieję jak najdłużej będę kolejną osobą która będzie starała się tchnąć trochę życia w bądź co bądź ospałe Księstwo.Naturalnie mam już kilka pomysłów dotyczących mojej pracy oraz wszystkiego co z nią związane.Jestem święcie przekonany że już od jutrzejszego dnia na stronach naszej gazetki będzie pojawiało się co raz więcej ciekawych artykułów oraz felietonów i to nie tylko za moją sprawą,a sam wierze w to że moja praca nie ujdzie na marne a Nadzieja oraz całe Księstwo będzie zadowolone z mojej pracy.Na sam koniec chcę pozdrowić wszystkich mieszkańców i obywateli do których już niedługo dołączę oraz całą społeczność Sarmacji a w szczególności Jego Książęcą Mość Michała Feliksa.

PostHeaderIcon Nadzieja w 3D?

Pomimo trudnych czasów mieszkańcy Nadziei nie dali się zdominować wszechobecnemu zniechęceniu i cały czas zaskakują nowymi pomysłami. W dniu dzisiejszym nasza miejscowość wchodzi na następny poziom. Rozpoczynamy długą i mozolną podróż do trójwymiarowości.

Wszystko rozpocznie się od Zamku Magów – tego samego, dzięki któremu Nadzieja została odnaleziona i odbudowana po wielu latach. Budowę Zamku rozpoczęli w 1205 roku Magowie, którzy poszukując odwiecznego źródła mocy trafili na riuny starodawnej Celtyckiej osady. Budowa szła wyjątkowo szybko i już w roku 1210 została zakończona. Do Zamku ściągały tłumy ludzi, przyciągane niezwykłym urodzajem ziemi Morvańskiej oraz obroną, którą mieszkańcom Nadziei oferowali wielcy mistrzowie Białej Magii.

Projekt “Nadzieja w 3D” to jednak nie tylko zabytkowy Zamek. Władze dołożą wszelkich starań by go rozwijać. Plan jest niezwykle ambitny ponieważ zakłada nie tylko trójwymiarowe projekty budynków, ale również odwzorowanie rzeźby terenu a także – co może okazać się szczególnie interesujące – interaktywny interfejs użytkownika umożliwiający odwiedzającym naszą miejscowość oraz wszystkim mieszkańcom podróż po ulicach naszej miejscowości.

W niniejszym artykule zamieszczamy kilka pierwszych obrazów Zamku Magów. Czuję się zobowiązana nadmienić, że jest to dopiero pierwszy projekt, który udało mi się wykonać i z całą pewnością dołożę wszelkich starań, by kolejne były znacznie lepsze, ciekawsze i dokładniejsze. Trzymajcie za mnie kciuki!

Calisto diuczessa Kami-Chojnacka