Sadyba – odnaleziona w puszczy
Dnia 20 września bierzącego roku do Biura Pracy wszedł mężczyzna. Twarz jego, znana była wszystkim, którzy kiedykolwiek zawędrowali do Gmachu Sądu Najwyższego – nic więc dziwnego, że pracownicy Biura zamarli ze zdziwenia i poczeli nerwowo przewracać jakieś niekoniecznie istniejące dokumenty. Kroki Sędziego wybijały w ich głowach rytm zbliżającej się katastrofy. Każdy przed własnym sumieniem starał się rozliczyć ze wszystkich niezapłaconych mandatów, nerwowo wypowiedzianych słów względem innych Sarmatów czy też z spraw tak absurdalnych jak pianie jego kogutów o zbyt wczesnej porze. Powietrze zgęstniało od napięcia i zdenerowania.
Filip de Wieniawa, bo właśnie ten Sędzia Sądu Najwyżeszego znalazł się dziwnym zrządzeniem losu w Nadziei podszedł do najbliższego biurka, za którym siedziała bardzo młoda i równie ładna sekretarka i z przyjemnym uśmiechem na ustach oświadczył, że przyszedł w sprawie pracy. Dziewczyna zająkała się ledwie zauważalnie, ale nogi ugięły się pod nią tak gwałtownie, że aż opadła na krzesło, z którego próbowała wstać. Szybko jednak odzyskała odwagę a zachęcona ciepłym obliczem młodego Sędziego poprowadziła go do właściwego gabinetu.
Wizyta w gabienecie ds. rekrutacji nie trwała długo – w każdym razie jej oficjalna część. Okazało się, że Pan Filip de Wieniawa był zainteresowany podjęciem pracy kartografa – z pewnych źródeł wiem, że cała kadra Biura Pracy, tradycyjnie podsłuchująca pod drzwiami odetchnęła jeszcze raz z wielką ulgą. Po omówieniu szczegółów współpracy część oficjalna się zakończyła, a Nadzieja miała swojego Kartografa.
Po dwóch kawach i kilku ogromnych kawałkach Orzechowca Morvańskiego – specjalności gospodyń naszej miejscowości – Pan de Wieniawa opuścił gmach Biura Pracy i udał się w stronę wschodzącego kilka godzin temu słońca. Wszyscy pracownicy wylegli na drogę jak jeden mąż, żegnając początkującego podróżnika machając mu na z właściwą urzędnikom manierą, mieszkańcy Nadziei, którzy przekazywali sobie wiadomości z prędkością światła również przyłączyli się do tego niezwykłego rytuału rzucając pod nogi Pana de Wieniawy kwiaty i konfetti. Przy ostatnim z domów znajdujących się na drodze Kartografa stały trzy przedstawicielki Koła Gospodyń Wiejskich – przygotowały dla niego kosz pełen swojskich wędlin, ciast i innych smakołyków godnych nawet książęcego stołu. Tak żegnany Pan Filip de Wieniawa, Kartograf, opuszczał Nadzieję popołudniem dnia 20 września.
Po tym niezwykłym jak na naszą spokojną i lekko senną miejsowość wydarzeniu wszystko wróciło do normy. Krowy zjadały trawę i dawały mleko, poeci leniwie grzali się w ostatnich promieniach słonecznych tegorocznego lata, a w budynku Biura Pracy wszyscy szukali jakiegokolwiek zajęcia. Rozleniwienie siegało zenitu gdy nagle od strony puszczy rozległ się przeraźliwy wrzask – ptaki, smoki i wszystko co aktualnie znajdowało się w lesie na wschód od Nadziei nagle zerwało się z miejsca i z przeraźliwym krzykiem, szumem skrzydeł i tętentem kopyt uciekło w sobie tylko znane ostępy lasu.
Ludzie ostrzeżeni głosem leśnych stworzeń chwycili za widły, kosy i co tam jeszcze mieli pod ręką i ustawili się w dwóch rzędach na małej polanie odzielającej wieś od lasu. Z napięciem oczekiwali na intruza, który wywołał takie poruszenie wśród mieszkańców lasu. Jakie było ich zdziwienie, gdy zamiast groźnego drapieżnika z lasu wypadł niczym strzała Pan Filip de Wieniawa, Kartograf, niosąc w dłoniach jak największy skarb zwiniętą kartkę papieru.
Po kilkunastu minutach spędzonych na uspokajaniu oddechów i pełnych euforii okrzyków udało się w końcu wydobyć kartkę z dłoni Kartografa – ku zdziwieniu wszystkich znajdował się na niej szkic planu Sadyby – miejscowości, która przeminęła wraz z dawnym blaskiem Morvanu, a której ulice i mury porosły już drzewa i krzewy zamianiając ją w część puszczy ukrytą przed ludzkim wzrokiem.
Przygotowany przez naszego Kartografa szkic prezentujemy poniżej (kliknięcie na obrazek spowoduje jego powiększenie). Warto również nadmienić, że Pan de Wieniawa niniejszym szkicem dołożył swoją cegiełkę do Muru Zasłużonych: http://mur.sarmacja.org/
W imieniu swoim i wszystkich mieszkańców Nadziei życzę dalszych sukcesów.

Super, jestem pod wrażeniem, bo to na pewno wymagało sporo pracy.
Tak, tak… Jeszcze teraz czuję w ustach posmak orzechowca morvańskiego.
Sekretem tego wypieku jest miód, którego nie brak nam dzięki pracy naszego niezastąpionego Leśniczego, Pana Tomasza Paca… w tym cieście jest cała kwintesencja Morvanu…