Nie głosowałeś? Nie masz obywatelstwa!
Wczoraj Książe Piotr Mikołaj pozbawił obywatelstwa sarmackiego 36 osób „w związku z niebraniem udziału w trzech kolejno po sobie następujących wyborach i referendach”. Czy to początek walki ze słupami?
Wśród 36 nazwisk znajdujemy m.in. Lolopo van Dystana, znanego zadymiarza, który zasłynął swoją „twórczością” w komentarzach do artykułów Bramy Sarmackiej. Na liście pozbawionych obywatelstwa pojawiają się również członkowie znanych w KS rodów Karakachanowów i Arpedów.
Decyzja pojawia się kilka dni po zakończonym referendum w sprawie limitu komentarzy w BS, w którym padł niechlubny rekord niskiej frekwencji – wyniosła ona zaledwie 4,08%. O decyzji pozbawienia obywatelstwa oraz o tragiczną frekwencje pytamy Jego Książęcą Mość, Piotra Mikołaja.
WT: Czy masowe pozbawienia obywatelstw to próba walki ze słupami?
JKM: Nie używałbym tak mocnego określenia, jak walka z czymkolwiek. Po prostu, w związku z tym, że przez długi czas nie były usuwane martwe dusze, rejestr obywateli stał się niewiarygodny - widniały w nim osoby, których związek z Sarmacją dawno temu uległ rozluźnieniu, o ile nie zanikł zupełnie. Pozbawienie obywatelstwa miało miejsce tak późno, ponieważ wcześniej nie dysponowałem pełnym wykazem głosujących w trzech ostatnich głosowaniach ogólnokrajowych - teraz taka możliwość się pojawiła, a ponieważ martwych dusz nie usuwano - podjąłem takie, a nie inne kroki dla “urzeczywistnienia” rejestru obywateli.
WT: A czy odbieranie obywatelstw w kontekście braku aktywności w trzech ostatnich referendach jest prawnie uregulowane, czy to nowa inicjatywa JKM?
JKM: Oczywiście, jak każda decyzja - ma ona podstawę w obowiązujących przepisach prawa, konkretnie - Dekretu z mocą ustawy o obywatelstwie sarmackim.
WT: A czy monarcha zamierza podejmować, bądź już podjął jakiekolwiek kroki wobec popularnych ostatnio “słupów”?
JKM: Przede wszystkim, każdego, z kim rozmawiam na ten temat, przestrzegam przed wylewaniem dziecka z kąpielą. Owszem, w ostatnim okresie zjawisko słupów przybrało niepokojące rozmiary - ale daleki jestem od tego, by proponować jakiekolwiek radykalne rozwiązania. Nie chciałbym bowiem, by w ich następstwie ucierpiały osoby, które są z nami na co dzień, ale które nie czują najwyraźniej potrzeby np. brania czynnego udziału w dyskusjach czy też prowadzenia przedsiębiorstwa. Istotne zmiany nastąpiły w zakresie nadawania obywatelstwa - każdy wniosek trafia od ponad dwóch tygodni do dyskusji publicznej, co pozwala pełniej zweryfikować zasadność nadania obywatelstwa oraz nierzadko - stanowi dobrą okazję do lepszego poznania wnioskodawcy. Myślę, że na dzień dzisiejszy nie ma potrzeby dalszych zmian w tym zakresie, podobnie jak w przepisach prawa dotyczących pozbawiania obywatelstwa sarmackiego.
WT: A jeśli sytuacja się powtórzy, i po następnych wyborach istnieć będą uzasadnione wątpliwości, czy zwycięska partia wygrała te wybory grając “fair”?
JKM: Cóż… Przede wszystkim, pozostaje mi ufać politykom, iż nie będą “stawiać słupów” w okresie wyborczym. Trudno jest mi na chwilę obecną snuć jakieś plany na wypadek tego, gdyby pojawiły się wątpliwości co do moralnej uczciwości przebiegu procesów wyborczych.
WT: A czy JKM niepokoją ostatnia zatrważająco niska frekwencja na wszelkich referendach?
JKM: Nie - jakie referenda, taka frekwencja. Osobiście głosowałem jedynie z poczucia obywatelskiego obowiązku. Mam jednak nadzieję, że taka, a nie inna frekwencja - wyjątkowo niska także, jeżeli chodzi o udział w tych referendach obywateli - skłoni posłów do rozważniejszego szafowania narzędziem, którego nie należy wykorzystywać zbyt często.
WT: Czyli co? Zrezygnować z referendów w sprawach nieistotnych?
JKM: Tak. Skądinąd, mam też osobisty powód. Ustawienie analogicznego sondażu SOBOS trwa około trzydziestu sekund. Ustawienie skryptów referendalnych to co najmniej piętnaście-dwadzieścia minut.
KOMENTARZ Adrian bnt Gaj „Wieści Teutońskie”:
Nareszcie ktoś zauważył, że obywatel ma obowiązek być aktywny. Cieszy, że nie podążamy śladami innych, mniejszych v-państw, u których zostanie obywatelem, oznacza obecność na liście obywatelskiej dożywotnio (a czasem i dłużej). Dla lepszych statystyk.
Z kolei sprawa „referendum w każdej sprawie” sukcesywnie realizowana przez posła Dzikowskiego (UKL) zakrawa na absurd. W imię źle pojmowanej demokracji, pytani jesteśmy o każdą, nawet najbardziej banalną sprawę. Nie zdziwię się, kiedy za kilka dni pojawi się na stronie głównej napis REFERENDUM KONSULTACYJNE, a pytanie będzie brzmiało: „Czy chcesz referendum w sprawie referendum nad możliwością przeprowadzania referendum w każdej sprawie?”, i na pytanie odpowie tylko jeden Sarmata – pomysłodawca.
March 5th, 2007 at 14:41
Ja nie walczę o demokrację, tylko o to, żeby obywatele mieli cokolwiek do powiedzenia. Jak dotąd jedyną moją inicjatywą referendalną było referendum ws. wyborów do IS, a więc chodziło o zmianą dosyć istotną. A jak widać, referenda są jednak niezłym narzedziem do usuwania słupów. I jeszcze jedno: zdaniem autora, Konstytucja z listopada 2004 r. bez wprowadonych zmian była absurdalna. No cóż, ja uważam, że była lepsza, niż obecna.