Nr 34
Arona, wrzesień 2004
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9

Pociągi pod specjalnym nadzorem

    Sierpień to miesiąc zjawisk bolesnych. Zwiastun końca. Zakurzone liście klapną na drzewach, z nieba spada grad smutnych gwiazd. Nastolatek gorączkowo całuje malinowe usta drugiego nastolatka, z najwyższym tylko trudem godząc się na zakończenie wakacyjnego romansu. Pachnącego sosną i bursztynem. Stygnące powietrze niesie echo ostatnich tego lata westchnień. Statystyki puchną od wyliczeń kolejnych złamanych serc, potłuczonych żeber. Straszne, powiadam, straszne rzeczy dzieją się w sierpniu.

    W Dreamlandzie też jest strasznie. Zresztą, tu jest zawsze strasznie; w sierpniu szary obywatel doznaje dodatkowo przykrego wrażenia spotęgowania powszechnego znużenia, które i jemu, biedakowi, udzielić się musi w miesiącu żniw i gorączkowych, beztroskich inicjacji.

    Premier Krieg, mocno już zmęczony długim swym urzędowaniem, oskarżył byłego premiera Jasińskiego o rzecz straszną. Jeśli prawdą jest, że jedna z bardziej zasłużonych dla rozwoju naszej starzejącej się monarchii person posługiwała się ośmioma różnymi tożsamościami, tym samym poważnie wpływając na kształt sceny politycznej naszego wirtualnego padołu, wniosek nasuwa się jeden: miłość do Ojczyzny prowadzi właśnie do rzeczy strasznych. Patriotyzm, czy jego karykatura? Jak określić patogenezę schizofrenii Jasińskiego, polityka, postrzegającego swe wirtualne jestestwo w kategoriach pramaterii, niespokojnego źródła, z którego wzięły swój początek wszystkie wymienione w akcie oskarżenia poślednie emanacje pierwotnego światła?

    Byłby zatem Jasiński rodzajem protoplazmy. Z niej to właśnie uformował się „zwiewny styl” Wiliama Cromwella, autyzm „nienamierzalnego” niemowy – Włodka, napastliwy ton wypowiedzi redaktora Bohemy, volapik Zimmermana et cetera, et cetera. Ten i ów może by się całą sprawą nawet oburzył. Jakże to może być, skoro taki, dla przykładu, namiestnik Eryk jest jeden, a czasami w ogóle go nie ma, zaś Jasińskich jest od razu ośmiu?

    Pierwszy symptomy rozdwojenia jaźni dreamlandzkiego socjaldemokraty pojawiły się już przed rokiem, przy okazji niefortunnej wypowiedzi Williama Cromwella, sygnowanej nazwiskiem Jasińskiego właśnie. A może było na odwrót? Któż teraz prawdy dociecze? Dodatkowemu zbełtaniu tego i tak już niewyraźnego obrazu sprzyjać ma, podług prokuratury, sam zainteresowany: przed kilkunastoma tygodniami dokonano bezkrwawej likwidacji czterech z ośmiu Bartłomiejowych emanacji. Jasiński jako bratobójca jest rzeźnikiem wyjątkowo sprawnym – tak przynajmniej wynika z lektury aktu oskarżenia. Że jest to lektura pasjonująca, przekonywać nikogo nie trzeba.

    Bartłomiej Jasiński, jeśli proces zakończy się niezupełnie po myśli oskarżonego, skazany zostanie na banicję. Banicja, które to słowo kojarzyć się nam może z czymś w rodzaju wydłubania oczu, sprowadza się do skorzystania z opcji „usuń użytkownika” z wykazu subskrybentów listy dyskusyjnej Królestwa Dreamlandu. Dlaczego, powstaje pytanie, jest to kara tak mało straszna? Zasugerowałbym tezę, że w ogóle nie jest to kara straszna, a przecież straszne psoty winny być karane w sposób odpowiadający naszej wiedzy o przykrych, deprymujących konsekwencjach czynu oskarżonego ergo w sposób prawdziwie i niezaprzeczalnie straszny; dokładnie w taki, by przypadkowy obserwator miał ochotę zakrzyknąć: Litości! Prokurator Krieg motywował swe miłosierdzie pamięcią o zasługach oskarżonego. Wolno jednak przypuszczać, że ewentualna klęska Jasińskiego będzie dlań ciosem wystarczająco bolesnym, by ten do Krainy Marzeń więcej już nie wrócił.

    Zanim jednak postawimy krzyżyk na baronie Jasińskim, przypatrzmy się bliżej argumentom, jakimi posiłkuje się Prokurator Generalny. Długa jest lista dowodów potwierdzających wersję proponowaną przez premiera: wspólne z pozostałą siódemką adresy IP, często wspólne adresy mailowe, zbliżone wzory haseł, przynależność wszystkich tożsamości do partii politycznej o dźwięcznej nazwie SPD.

Czyż nie jest to, nawiasem mówiąc, doskonały wręcz przykład wcielenia z życie idei komunistycznej wspólnoty?

    Proces Jasińskiego, miłośnika kolei żelaznych, jest wydarzeniem wyjątkowo medialnym. Ścierają się tutaj dwa zantagonizowane żywioły, ucieleśnione w osobach oskarżonego i oskarżyciela. Pech chciał, że Prokurator Generalny jest jednocześnie szefem Stronnictwa Federalnego, głównego przeciwnika politycznego sekowanej SPD. Cóż z tego, że podziały polityczne niewiele w wirtualnym świecie znaczą? Realizacja idei państwa prawa w warunkach funkcjonowania społeczności internetowej to sprawa cokolwiek problematyczna. Nie można wykluczyć, że doczeka się ona swoistej redefinicji.

    W tym procesie nie będzie zwycięzców. Ewentualna klęska Jasińskiego pociągnie za sobą trudne do odparcia zarzuty o stronniczość i manipulacje w trakcie postępowania karnego. Na szwank zostało narażone dobre imię Sądy Królewskiego. Z pewnością ucierpi też reputacja samego oskarżonego, którego stawia się wobec konieczności wykazania, że nie jest wielbłądem. Były premier wcześnie jednak zrozumiał, że milczenie byłoby fatalnym posunięciem. Robi dobrą minę do złej gry: prezentuje program polityczny swojej partii na kolejne miesiące, odkurza biurko gabinetu wykładowcy akademickiego. Business as usual - zdaje się mówić poturbowany polityk.

    Przed neogotyckim ratuszem w Elsynor rozbiła swój stragan stara baba ze szklaną kulą. Zagadnięta o Jasińskiego natychmiast wysypuje z granatowego woreczka kilka kamiennych przedmiotów o fallicznych kształtach. Kobieta mruży oczy i cedzi przez zęby: Bida, straszna bida!

(Jacques de Brolle)

Instytut Nauki