Nr 34
Arona, wrzesień 2004
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9

Czego oczekuję po państwie wirtualnym?

    Wiele osób z pewnością zadaje sobie powyższe pytanie. Wbrew pozorom – odpowiedź nie jest tak prosta, jakby się na początku mogło zdawać. Część wirtualnych mieszkańców oczekuje po naszym v-państwie czegoś, czego nie doświadczają w prawdziwym życiu. Chcą mieć możliwość zaistnienia w roli nieśmiertelnego herosa. Jednakże cała reszta naszej wirtualnej społeczności wymaga od tychże państw czegoś zupełnie innego. Mianowicie: zupełnego odwzorowania świata realnego, oddania wszystkich jego zalet i wad, stworzenia wspaniałej gospodarki i możliwości założenia rodziny. W tym momencie występuje problem: Jak dogodzić wszystkim mieszkańcom naszego państwa?

    Moim zdaniem dobre państwo potrzebuje przede wszystkim odpowiednich władz, a co za tym idzie: Króla, rządu, senatu i sejmu, a także kogoś, do kogo będą się mogli zwrócić w przypadku wystąpienia problemów. Nie może odwzorowywać wszystkich problemów z życia realnego, ale także nie może robić z wirtualnego życia zbyt łatwiej gry. Jeśli by się zastanowić, to na dłuższą metę życie beż żadnych problemów i wad byłoby po prostu nudne. Szybko zmniejszyłaby się aktywność mieszkańców, zaś samo państwo poczęłoby wygasać, aż w końcu nastąpiłby smutny koniec.

    Wnioskujemy z powyższego, że o wiele ciekawszym pomysłem jest tworzenie państwa podobnego do tego realnego (choć nie identycznego) i udoskonalanie go. Realizowanie nowych pomysłów, ale także poprawianie tych starych, już sprawdzonych. Aby nasze państwo było niemal idealne - trzeba po pierwsze usprawnić gospodarkę, a także zmniejszyć bezrobocie. Następnie należałoby zadbać o właściwą reklamę naszej wirtualnej ojczyzny, a dopiero potem zebrać plon. Wtedy na pewno zainteresowanie Dreamlandem wzrośnie.

    Nie ma sensu interesować się państwem wirtualnym, jeżeli nie ma ono kompetentnych władz i nie oddaje większości aspektów prawdziwego życia. Dreamland powinien wzorować się na innych państwach, które w nieodległej przeszłości odniosły znaczący sukces: na przykład na Scholandii, choć i ta ma niedopracowaną gospodarkę. Tego właśnie oczekują Dreamlandczycy od naszego v-państwa.

(Lupin)

COŚ WIĘCEJ
czyli nocne wynurzenia na marginesie rocznicy

Wędrowcom.

We śnie nie spiesz się, masz czas,
snom daj płynąć, a nie płonąć.
Śnij, jak śni się tylko raz
swą maleńką - nieskończoność...


(Jacek Kaczmarski,
Mucha w szklance lemoniady)

    Od kilku dni zabieram się do pisania. Artykuł. Ostatni rok w Królestwie, podsumowanie subiektywne. Podsumowanie... rok... Królestwo... Nic sensownego nie przychodzi, żadna zbłąkana cząstka geniuszu jak na złość trafić mnie nie chce, a muzy na paluszkach omijają dziennikarski kąt. (Widzę je nawet czasami, jak skradają się do kuchni, skąd dobiega czarowny zapach dobrej herbaty...). Cóż, nic mnie nie uratuje. Gdy w komputerze włącza się w końcu wygaszacz ekranu, a ja nie napisałem jeszcze ani linijki, zostawiam to elektroniczne cudo i decyduję się na zwykłą kartkę i pióro. Może zadziała magia literatury, a może chociaż autosugestia...

    Chyba się udało, bo pierwszy akapit mam za sobą. A więc - jakie istotne wydarzenia zapadły mi w pamięć przez ostatni rok? Z pewnością zamieszanie sukcesyjne, zakończone abdykacją JKM eMBego i przekazaniem korony obecnemu monarsze - JKM Arturowi I Piotrowi. Kolejne wielka awantura - zmiana i późniejsze wyłączenie systemów informatycznych, dymisja księcia Plęzsivlzciji, mobilizacja Królewskich Służb Informatycznych i mozolna odbudowa skryptów w nowej postaci. Druga kadencja Izby Poselskiej, dużo efektywniejsza od pierwszej, choć wciąż daleka od ideału. Z dawna przeze mnie oczekiwane przeniesienie forum Dreamlandu na serwery Yahoogroups, gdy z dziką satysfakcją opuszczałem arogancki Hydepark. Nowelizacja Konstytucji, przenosząca ciężar ustawodawstwa na barki Izby Poselskiej, wieńcząc tym samym długotrwałe spory i obrady Komisji Konstytucyjnej. Przewija mi się w myślach ogrom wydarzeń z różnych płaszczyzn naszego wirtualnego świata, które przez ostatnie dwanaście miesięcy chroniły nas od nudy i nadmiaru wolnego czasu...

    Właśnie, czas - ten w Królestwie zdaje się płynąć inaczej. Rzeczywisty tydzień w v-państwie potrafi czasem unieść wydarzenia godne miesiąca czy dwóch, a innym razem - wlec się godzina po godzinie w bezkresnym marazmie. Ten nasz specyficzny, rozchwiany czas nie bierze się jednak znikąd - każdego dnia, tygodnia czy miesiąca przelewamy w Królestwo swoje wolne chwile, traktując to jako lokatę, choć okoliczności wskazują raczej na bezzwrotny kredyt. Garstka szaleńców staje się motorem przeróżnych zdarzeń, których rozwoju czy konsekwencji nikt nie jest w stanie przewidzieć. Postęp naszego państwa jest - przynajmniej

w moich oczach - nie realizacją gruntownie przygotowanego planu, lecz wypadkową kolejnych kryzysów, zawirowań, nagłych olśnień i kaprysów.

    Większość nowości w Królestwie pojawia się bowiem dlatego, że ktoś czegoś się nauczył i chce wypróbować, albo znalazł coś ciekawego w sieci, czy też po prostu wpadł na nowy pomysł i starczyło mu determinacji, by go wcielić w życie. Czy jest to konkurs literacki, strzelanie do kaczek czy system informatyczny, motywy zazwyczaj są podobne. Oczywiście często podłoże do takich działań stanowią konkretne problemy, które irytują człowieka tak długo, aż decyduje się własnoręcznie je rozwiązać. Wreszcie - nie bez znaczenia pozostaje zwykła ludzka próżność (dość powszechna, choć skrzętnie ukrywana: "pokażę, co potrafię, niech mnie chwalą...") czy poczucie obowiązku (o wiele rzadsze, a cenne: "podjąłem się, to teraz muszę i tyle...").

    Kto się tym zajmuje? Bez trudu można zauważyć, że w przeróżnych dziedzinach i inicjatywach dreamlandzkiej aktywności przewijają się wciąż te same nazwiska. Jak już ktoś zrobi w Królestwie coś konkretnego, to wkrótce angażuje się w kolejny projekt, później następny i następny... Przychodzą nowe pomysły, rosną umiejętności, pęcznieją nawiązane kontakty, a my niezauważalnie wiążemy się z Dreamlandem coraz mocniej. W końcu staje się on dziełem również naszych rąk, a własne dzieła darzy się przecież szczególnym uczuciem. Z kolei ten sentyment owocuje dalszym zaangażowaniem, bo nie możemy patrzeć, jak nasze "dziecko" niszczeje i schodzi na psy zastoju czy pastwę złych ludzi... A więc następne pomysły, projekty, obowiązki - i znowu więzi rosną. Tak zamyka się koło, w które wciąż wpadają kolejni dreamlandczycy. I choćby sytuacja realna zmuszała do porzucenia aktywności, w większości przypadków prędzej czy później wracamy do naszego v-świata. Dreamland to nałóg podstępny.

    Więź z państwem to również więzi z konkretnymi ludźmi - przyjaciółmi, współpracownikami. Bo chociaż dzielą nas kilometry kabli, zimne tafle ekranów i rwące strumienie informacji, to zawsze gdzieś tam po drugiej stronie jest drugi człowiek. I choć nie znamy swoich danych, zajęć, zainteresowań, to zaczynamy poznawać swoje charaktery. Nie zgodzę się nigdy chyba z twierdzeniem, że forum Królestwa powinno służyć tylko i wyłącznie urzędowym ogłoszeniom czy oficjalnym komunikatom. Przeciwnie, to właśnie tam powinniśmy przede wszystkim się poznawać. Rozmawiać czy tylko słuchać, ale chłonąć tych ludzi na drugim końcu. Bez tego Dreamland byłby jedynie zbiorem stron i skryptów, składowiskiem plików, długim szeregiem jedynek i zer.

    A przecież jest tu coś więcej.

(pełen naiwnej wiary w człowieka,

Ghardin)