|
|||||
Konkurs Prozatorski
Prezentujemy króciutkie opowiadanie naszej redakcyjnej koleżanki. Stanowi ono pierwszą, zasadniczą część konkursu prozatorskiego „GW” na najlepszy tekst literacki będący fabularną kontynuacją publikowanego utworu. Na opowiadania czytelników czekamy do końca października. Zwycięski tekst zostanie opublikowany na naszych łamach, zaś utalentowany autor liczyć może na nagrodę w wysokości 250D. Długość tekstu nie powinna przekraczać dwóch stron.
Prace, wraz z informacjami o autorze, prosimy kierować na adres: karla16@wp.pl.
Narada
Sprawa była poważna. Wplątałem się w to przypadkowo. Gdybym tylko wiedział, że grozi mi coś takiego... Dostałem anonimowe zawiadomienie, że w hotelu w Kasanie odbędzie się tajne spotkanie lekarzy genetyków. Naradzie specjalistów przewodniczyć miał niejaki profesor Ouk. Kim naprawdę jest posiadacz tego nazwiska – tego nie wiedziałem. Postanowiłem zdobyć na temat tej enigmatycznej persony jak najwięcej informacji. Wybrałem się w tym celu do najwybitniejszego z dreamlandzkich genetyków. Okazało się, że mój rozmówca, profesor Kłyś, nic nie wiedział o tajemniczym profesorze Ouku. Nie można było wykluczyć, że ten ostatni, poszukiwany w swojej ojczyźnie, przyjechał do nas w mało szlachetnym celu. Nie pozostawało mi nic innego, jak udać się na to spotkanie i odgrywać rolę nieopierzonego genetyka.
Do narady pozostało kilka dni. Każdą wolną chwilę spędzałem w bibliotece, zapoznając się z niełatwą terminologią przedmiotu. Niestety, nigdy nie byłem prymusem z biologii. Postanowiłem, że w ostateczności raz jeszcze odwiedzę profesora Kłysia. Owa ostateczność nastąpiła dzień przed spotkaniem w Kasanie. Chciałem, żeby uczony opowiedział mi coś o klonowaniu, zagadnieniu zupełnie mi obcym. Ku mojemu zaskoczeniu - mieszkanie Kłysia zastałem w nieładzie, opuszczone na długi czas przed moim przybyciem. W pierwszej chwili pomyślałem, że musiało dojść do porwania profesora, albo... to on jest Oukiem!
Z tego wszystkiego zapomniałem się nawet przedstawić, przepraszam. Nazywam się Andrij Kleptor, prywatny detektyw.
(Karola)
Przegląd prasy...
Gazeta Furlandzka
Mówią, że cuda się zdarzają, a przecież jeszcze nie zdarzyło się w Dreamlandzie, by jednocześnie w każdej z pięciu prowincji wydawano gazetę. Jakkolwiek wszystkie podmioty dreamlandziej federacji mogą pochwalić się przynajmniej jednym tytułem prasowym, tak nie można zapominać o tej osobliwej sztafecie, w jakiej zdają się brać udział regionalne periodyki. Jeśli w Morlandzie pojawia się tygodnik, w nieodległym Weblandzie tygodnik musi upaść – najpewniej w geście rozpaczy. Jeśli w Solardii kwartalnik upada - w Surmali władze organizują spektakl pod szyldem „Schadenfreude” i fundują sobie miesięcznik.
Nadrabiająca zaległości ostatnich lat prowincja księcia Eryka jest pod tym względem wyjątkowa. Twórcy „Gazety Furlandzkiej” starają się zwrócić nam uwagę na inne – uwierzmy, że lepsze - oblicze swej małej ojczyzny. Co znajdziemy w „GF”? Kilka lapidarnych tekstów, zresztą bardzo stonowanych. Kącik radosnej twórczości, a w nim - śliczny wiersz traktujący o doświadczeniach termicznych podmiotu lirycznego. Na początek – dobre i to.
OKNO
Jedyny liczący się tytuł ostatnich kilkunastu miesięcy. Jedyne pismo, którego redaktor przyswoił sobie znaczenie słowa „polemika”. Jedyny periodyk w Dreamlandzie – i jeden z dwóch, trzej najwyżej w świecie wirtualnym – w którym obowiązuje gramatyka języka polskiego. Właściwie w każdym numerze pisma liczyć możemy na przynajmniej jeden tekst, którego lektura nie musi skończyć się zniechęceniem do słowa pisanego.
KUR
Strzał w dziesiątkę. Choć redaktor naczelny kakuckiego pisma zafundował sobie niemiłosiernie długi rozbrat z piórem, satyryczny „KUR” wyśmienicie wypełnia lukę na dreamlandzkim rynku medialnym.
Nie brak redaktorowi Svobodzie filologicznego zacięcia. Przedwakacyjny hymn hanss’upistów z pewnością przejdzie do historii naszej małej literatury. Byłaby to wielka szkoda, gdyby skończyło się na trzech, znakomitych przecież numerach.
(Jacques de Brolle)