|
|||||
Anomalia
Literatura dreamlandzka to trzy tuziny opowiadań i kilka skromnych tomików poezji. Poczynając od dnia ogłoszenia wyników II Dream- landzkiego Konkursu Literackiego wypada ją dzielić na okres sprzed i po debiucie Medgara de Ramy, niehałaśliwego dziennikarza z Weblandu.
Pozostawienie Trzeciego Człowieka poza oficjalną listą laureatów okazało się słuszną decyzją kapituły konkursowej. Rozstrzygnięcie takie, choć podyk- towane względami regulaminowymi, oszczędziło nam wysiłku porównawczego i krańcowo niekorzystnego dla konkurentów wspólnego zdjęcia pamiątkowego. Odwołując się do powściągliwego stylu Edwarda Kriega, wypada tylko orzec: dysproporcje są poważne.
Trzeci Człowiek to opowiadanie dość luźno osadzone w realiach dreamlandzkich. Trawestuje lokalny koloryt, żeruje na nim i wykorzystuje pewne charakterystyczne dla niego rekwizyty. Z drugiej jednak strony jest to bodaj pierwsze dzieło literackie, które bezpośrednio odnosi się do niezmiernie kłopotliwego - przede wszystkim dla naszych publicystów - problemu wzajemnego przenikania się dwóch niesymetrycznych światów: wirtualnego i realnego. Śmierć w przestrzeni internetowej nie jest fenomenem nieodwracalnym: jak poradzić sobie zatem z coraz liczniejszymi zastępami obywateli, którzy po dłuższej przerwie powracają do aktywnego życia publicznego? Nieliczne regulacje prawne dotyczące zasady dziedziczenia testamentowego, próby wyrugowania wpływów zewnętrznych i stworzenia względnie autonomicznego środowiska kulturowego skazane są - póki co - na niepowodzenie. De Rama przenosi punkt ciężkości dyskusji na płaszczyznę wirtualną, z jej perspektywy ocenia suwerenność cyberprzestrzeni, a następnie stawia irytujące pytanie o źródła naszego lęku przed rozhermetyzowaniem świata, jaki z takim trudem stworzyliśmy.
Trzeci Człowiek przenosi nas do Elsynor, metropolii republikańskiego Weblandu. W pracowni prosektoryjnej lokalnego szpitala dość niespodziewanie pojawia się oficer milicji, a może kontrwywiadu, funkcjonariusz Oliveira. Jego rozmówcą jest patomorfolog Pablo Pabieda, człowiek mocno już zmęczony życiem, specjalista w dziedzinie disseccion. Doktor Pabieda zawodowo utylizuje martwych mieszkańców Archipelagu. Oliveira wyjaśnia cel późnej wizyty: na przekór tradycyjnie jednokierunkowym procesom rozkładu fizycznego, jednemu z obywateli udało się zmartwychwstać. A precyzyjniej: ciało wskrzeszeńca powróciło do życia, jego umysł, jakkolwiek by to nie brzmiało,
pozostał po drugiej stronie. Jakiś error, no coś się zwyczajnie spierdoliło w zwykłym biegu rzeczy. - wyjaśnia funkcjonariusz. Anomalia tego rodzaju grozi ontycznym pęknięciem świata, jaki znają mieszkańcy Archipelagu. Efekt końcowy jest łatwy do przewidzenia: małpie guano, nic więcej. Doktor Pabieda zostaje namaszczony na zbawcę ludzkości. Trzeba tylko znaleźć owego Łazarza, istotę pośrednią, Trzeciego Człowieka w rzeczy samej.
W świecie Archipelagu trwa wieczny karnawał. Upał wysusza cukinię i zabija bydło. Dzień niesie umęczenie, odmalowane na twarzy wszystkich bohaterów opowiadania. Noc przynosi radość, spełnienie - bossa nova. Zapach spalonej słońcem skóry, odór potu - oto miazmaty gotującego się miasta. Okaleczone wtrącenia z gorącego języka Cervantesa i Maradony doskonale współgrają z latynoamerykańską mentalnością ludów znad Rio de la Plata. W wypowiedziach dziwolągów Moralesa, Comitivy czy Mamełe pobrzmiewają akcenty pańskie, gauczowskie, ludzi pampy, diabli wiedzą, jakie jeszcze. Nadbrzeżny bulwar stanowi główną arterię miasta, szeroki jak Droga Mleczna deptak łączy mieszkańców w zbiorowym piekle pożądania.
Cierpienie z jednej, pasja z drugiej strony. Jesteś albo mucho contento, bardzo zadowolony, albo mucho furibundo, takoż wkurwiony. Nic pośredniego, letnich uczuć nie znają, nie mogą znać mieszkańcy Archipelagu. Tertium non datur, wiedział już ewangelista, choć nie widział jeszcze mundialu. Nie ma nic gorszego od letniego piwa. Wszyscy się bawią, nawet technik sekcyjny. Zwłaszcza technik sekcyjny. Jeśli kamienna figurka świętego płacze, to dlatego, że widzi, iż nie płaczą inni: śmiać się i tańczyć, oto marzenie bogów.
Typowy bohater u de Ramy to bezczelny pan świata, który pod maską zadziornego birbanta ukrywa - na barokową modłę - mieszaninę stoicyzmu, melancholijnej poezji, pogodzenie z życiową klęską. Otóż to. Nic się w świecie Trzeciego Człowieka nie może naprawdę udać. Tańczę, bo jutro umrę. Palę, bo mam raka. Gdy minie euforia, przyjdzie czas na ból wykręcający stawy. Skacowanego Pabiedę szlag trafi, nikt nie uratuje Archipelagu.
Czapki z głów, idzie de Rama.
(Jacques de Brolle)
Odkurzamy de Brolla
Jako że autor tekstu nie jest osobą bardzo aktywną w ogniu dysput odbywających się na listach dyskusyjnych, a niektórzy zdają się nawet sądzić, że Jacquesowi baronowi de Brolle już się zmarło, redakcja postanowiła przypomnieć czytelnikom jego sylwetkę. Podajemy tutaj garść faktów. Młodsi obywatele niech wiedzą kto zacz, starsi będą mieli może okazję wspomnieć dawne czasy.
Jacques de Brolle obywatelem KD został w roku 2001, od tego czasu zamieszkuje w Weblandzie. W okresie 2001-2003 związany z ówczesnym Uniwersytetem Królewskim (Dziekan Wydziału Prawa). Inicjator Królewskiej Komisji Kodyfikacyjnej (2002), autor kilku projektów ustaw (m.in. Kodeks Karny, Ustawa o Prokuraturze). Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości w Rządzie Królewskim w latach 2002-2003 oraz 2004-2005. Jedyny jak dotąd członek rządu federalnego, wobec którego uchwalono wotum nieufności (2005), co zważywszy na wieczną bylejakość dreamlandzkiej sceny politycznej jest niemałym osiągnięciem.
Autor Królów Dreamlandu, obszernego szkicu historycznego dotyczącego lat 2002-2004 (wyd. 2004 na prywatnej stronie, obecnie niedostępnej). Dziennikarz i publicysta "Głosu Weblandu" (od 2001, w 2002 i 2004-2005 red. nacz. pisma). Stały współpracownik OKNA (2003-2005). Popełnione przezeń wstępniaki do "Głosu Weblandu" (nr 34 - 37) to prawdziwe perełki, wysoce reprezentatywne okazy de Brolla gry słowem, w których zawiera się esencja jego bogatego w znaczenia, zawsze niezwykle klarownego językowo stylu.
Najciekawsze teksty z okresu 2005-2006: "Uwagi o imperium", "Po prostu Baridas", GW nr 36; "Gdy nie jest fajnie", GW nr 38; "Dlaczego nie kochamy konfederatów", OKNO nr 28; "Pensjonat pod różą", OKNO nr 30; "Tamta strona", OKNO nr 31. W wolnym czasie zwolennik solidnej prozy i niebanalnego kina. Uwielbia zwierzęta, dlatego żadnego nie posiada. Bywa sympatyczny.
(MdR)