Nr 39
Arona, lipiec 2006
PWW "PRASA"
Š RK v 3.0
kontakt: bebert@op.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona   1   2   3   4   5   6   7   8

Okiem Namiestnika:
Nowy obywatel

    Ludzie. Towar najbardziej deficytowy w Królestwie. Nie chodzi tylko o programistów i webmasterów - chodzi ogólnie o aktywnych obywateli posiadających dwie podstawowe cechy: czas i zapał do działania oraz umiejętność kreatywnego, samodzielnego działania. Zestaw umiejętności, jaki dany obywatel posiada, lub których mu brakuje schodzi na dalszy plan, jeżeli potrafi on skutecznie zaangażować się w życie Królestwa.

    Z czasem młodzieńczy zapał mija i nawet jeżeli jednostka zostaje w Królestwie, wypala się i ogranicza swoja aktywność - wszyscy więc namiestnicy chciwie i z nadzieją wypatrują potencjalnie aktywnych wśród nowoprzybyłych obywateli.

    Poza promocją Królestwa, o której wiele się mówi, a która ciągle kuleje (lub nie ma jej wcale) podstawowym celem każdego namiestnika jest zatrzymywanie nowoprzybyłych obywateli na tyle długo, by Dreamland ich wciągnął, by mieli okazje poznać innych Dremlandczyków, nawiązać znajomości i wejść w ten etap, który cechuje się wysypem własnych pomysłów. Próby aktywnego działania w celu skierowania w tym kierunku napotykają dziwaczne w mojej ocenie problemy już na samym początku. Po pierwsze wielu "nowych" bardzo pobieżnie zapoznaje się z Królestwem przed rejestracją, po drugie w większości bardzo trudno skłonić ich do aktywnej korespondencji z kimkolwiek, co znacznie utrudnia im (opóźnia) poznawanie Dreamlandu.

    Podstawowym problemem, jaki napotyka statystyczny nowy mieszkaniec, jest brak jasno określonych zadań na początku zabawy. Mało kto ma na wejściu jakieś pomysły, a zdanie typu możesz robić co sobie tylko wymarzysz, zastanów się tylko co lubisz robić i jaki pomysł chciałbyś zrealizować w Królestwie - paradoksalnie odstrasza zamiast zachęcać ogromem możliwości. Nowy obywatel staje się bardziej zagubiony, a nie potrafi jeszcze wyobrazić sobie co kryje się pod owymi zachwalanymi "możliwościami".

    Dobrym sposobem jest (w każdym razie, wydaje się być) obłożenie mieszkańców konkretnymi obowiązkami - dajmy na to wymogiem posiadania miejsca zamieszkania. Kiedy imigrant widzi konkretny cel, jakim jest zdobycie funduszy na hotel lub na własny dom, ma motywację do aktywnego poszukiwania pracy. Chętniej też (bo przyciśnięty do muru) zasięga pomocy starszych obywateli - co często kończy się nawiązaniem znajomości, bez których zabawa w Dreamland nie ma najmniejszego sensu.

    Jak dotąd we wszystkich chyba prowincjach pokutuje schemat nakazujący obdarować nowych obywateli czym się da, byle tylko zatrzymać ich w Królestwie. Co nie sprawdza się głównie dlatego, że obywatele owi nawet nie zgłaszają się po należne im podarki. W poszukiwaniu alternatywy Furlandia zmieni charakter z prowincji opiekuńczej - na prowincję wymagającą.

    Nadmierne ułatwianie życia obywatelom przejawia się też w wielce szkodliwy dla dreamlandzkiej gospodarki sposób, jakim jest udostępnianie wszystkiego za darmo. Naszym wydawcom, przedsiębiorcom brakuje odwagi, by żądać zapłaty za swoja pracę - tym samym dream nie ma praktycznie żadnej wartości, a ambitni mieszkańcy mają znacznie ograniczone możliwości tworzenia dochodowego biznesu. Przykładem spektakularnego wyłamania się z tych ram są "Supereksfakty". Jak dotąd nikt nawet nie próbował iść w ich ślady, a szkoda.

    Dreamland ma wielka siłę, której nikt nigdy nie będzie w stanie mu odebrać bez względu na to, jak nieudolni będą namiestnicy, Król, Rząd, itd. - jest to właśnie ogrom możliwości i maksymalne wykorzystanie wyobraźni. Ci, którzy potrafią z tego czerpać, będą dobrze czuć się wśród nas już od samego początku. Dla tych, którzy dopiero muszą się tego uczyć trzeba stworzyć plan gry, schemat postępowania, który sprawi, że od samego początku będą wiedzieć co ze sobą zrobić. Model: znajdź pracę, by zapłacić podatek (opłacić mieszkanie, żywność i podobne) jest chyba najbardziej oczywisty i najprostszy. Myślę, że gdyby zaczął się sprawdzać, można by spróbować pokusić się o bardziej złożony scenariusz z kilkoma alternatywnymi ścieżkami. Ale do tego jeszcze daleka droga.

(Yelonek Rogacz)

W budowie

    Odkąd wprowadziłem się do Pałacu Prezydenckiego w Elsynor, niemal każdego ranka ze snu wyrywa mnie nagła myśl: wojna! Huk i łomot! Pokrzykiwaniom za drżącymi szybami pałacowych okien akompaniuje ryk potężnych diesli i chrzęst gąsienic! Zeskakuję z prezydenckiego łoża i jeszcze zamroczony snem, wbrew wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi, zbliżam się do okna. Widzę koparki, betoniarki, walce, spychacze i dźwigi, brygady budowlańców i szalejącego pośród tego zamieszania sir Taheto. Kolejny ranek w Elsynor. Opieram się o parapet i dopiero teraz wypuszczam powietrze z płuc, lewa powieka zaczyna żyć własnym życiem. Ludzie dziwią się, czemu ostatnio jestem taki nerwowy.

    Prace budowlane w Elsynor idą pełną parą i sądzę, że ich efekt niejednego zadziwi. Myślę, że nikt, komu dane było zwiedzić to miasto in statu nascendi nie wątpi, że warto było czekać - tym bardziej, że sir Taheto szykuje dla nas kilka niespodzianek. Podobnie sprawy mają się w Letrib, gdzie urzęduje Pani Fabiola Willibald. Niemal z każdym dniem miasto wzbogaca się o kolejne atrakcje, zaskakuje nas czymś nowym - ostatnio pojawił się tam Dom Mody. I wreszcie: Samanti. Nowy mieszkaniec Republiki, Pan Konrad 2 Mazowiecki z miejsca chwycił za pędzel, farby, kielnię i parę innych narzędzi i z ogromnym zapałem przystąpił do wskrzeszania tego miasta-widma, którego jedynymi mieszkańcami jeszcze do niedawna były tylko karaluchy i hrabia Zakrza.

    Przebudowie - a w niektórych miejscach wręcz: odbudowie - ulega również aparat administracji Republiki. W dniu mojego wstąpienia na prezydencki fotel, Webland miał sześć ministerstw, z których żadne nie działało, a Rada Republiki funkcjonowała tylko o tyle, o ile rzucono na jej forum pomysł jej rozwiązania, likwidacji części miast albo coś równie radykalnego i abstrakcyjnego. Z drugiej strony - dziw nad dziwy - funkcjonował w Weblandzie Premier, którego nie przewidywała konstytucja ani żadna ustawa.

    Sytuację ministerstw planuję zmieniać za pomocą dwóch metod: dzięki intensywnej rotacji kadr (dawać szansę nawet najmłodszym obywatelom) oraz poprzez zmniejszenie ich liczby i przeprofilowanie. Planuję, że w efekcie zostaną w Weblandzie trzy ministerstwa: Integracji - skupione na problemach najmłodszych obywateli, Kultury i Nauki - zajmujące się również sportem, Finansów i Gospodarki - chcę wreszcie przywrócić nam instytucję budżetu, poza tym ministerstwo opiekowało by się również Biurem Pracy. Pewne reformy w tym zakresie już nastąpiły, inne nastąpią niebawem.

    Powoli budzi się również Rada Republiki - moim zdaniem organ absolutnie kluczowy dla funkcjonowania Weblandu. Wierzę, że nowy Przewodniczący, bardziej energiczny niż jego poprzednik w ciągu tego roku, będzie potrafił skłonić Radnych do wspólnej pracy. Sądząc po ostatnich działaniach Radnych, powrót do sprawnego działania Rady jest tylko kwestią czasu. Sprawą istotną, lecz w tym momencie drugorzędną, będzie też zmiana regulacji prawnych Rady - jej pozycja ustrojowa obecnie jest bowiem, mówiąc delikatnie, dość dziwna.

    Niezwykle istotna wydaje mi się kwestia newsów na stronie głównej Weblandu i aktywności na Liście Dyskusyjnej prowincji - sprawa ta została w tym roku niestety mocno zaniedbana (cztery newsy w ciągu pierwszych czterech miesięcy, z czego trzy w styczniu; niecałe dziesięć maili na miesiąc na LDRW, z czego niemal połowa to reklamy). Tymczasem mam wrażenie, że im częściej dodawane są wiadomości na stronie prowincji, tym większe zainteresowanie prowincją nowych obywateli - stąd zamierzam w dalszym ciągu regularnie dodawać te wiadomości. Jeśli zaś chodzi o Listę Dyskusyjną - wydaje mi się, że do tej pory władze prowincji troszczyły się o nią zbyt mało, a jest ona przecież podstawą do budowy lokalnej społeczności. Standardową procedurą stało się dla mnie używanie funkcji Add w opcjach Listy na Yahoo w stosunku do każdego człowieka, któremu podpisuję paszport... Trochę dziwi mnie fakt, że obywatele ci na razie w stu procentach milczą na forum listy, ale w kilku przypadkach wiem na pewno, że maile czytają i powoli wciągają się w życie prowincji. Wskrzeszenie LDRW to jeden z głównych moich celów na początku prezydentury.

    Dużego remontu wymaga prawo Republiki, które w wielu miejscach zawiera normy sprzeczne nie tylko z pozostałymi normami, ale nawet ze zdrowym rozsądkiem. Wiele jest także miejsc w rzeczywistości Weblandzkiej, które wymagają prawnej regulacji, np. sytuacja miast, czy ministrów i generalnie urzędników - wszystko to na razie działa "na gębę".

    W tym wszystkim swoją rolę, jako Prezydenta Republiki Weblandu, widzę następująco: wiele spraw w Republice jest "w toku", w wielu przypadkach mieszkańcy potrzebują pomocy lub rady - i moim zdaniem właśnie ta pomoc i rada są najważniejszym zadaniem Prezydenta Republiki. Często chodzi o poradzenie nowemu obywatelowi, co może robić w pierwszych tygodniach w Republice, wyjaśnienie mu czegoś... Lwią część czasu poświęcanego na pełnienie funkcji Prezydenta zajmuje mi właśnie korespondencja i kontakt z mieszkańcami, głównie najmłodszymi. W ten sposób można przyczynić się do powstania lub ukończenia wielu ciekawych inicjatyw, których obywatele sami by się nie podjęli lub nie ukończyli. Choć to mało efektowny sposób - nie daje zbyt wielu szans na wstawienie gdzieś swojego podpisu i powiedzenie: "to moje, to ja zrobiłem". Liczę jednak, że wkrótce odciąży mnie tu nieco Ministerstwo Integracji i będę mógł więcej czasu poświęcić innym działaniom w Republice: w pierwszej kolejności będę chciał zmodyfikować nieco strony prowincji i jej urzędów, uregulować właśnie sytuację prawną miast i burmistrzów, a później zająć się organizacją "wydarzeń" w rodzaju zawodów sportowych, małych fabuł. Kiedy uda nam się osiągnąć pułap sprawnego funkcjonowania w sprawach bieżących - przyjdzie czas na kolejne modyfikacje, by zabawa w KD była jeszcze ciekawsza.

    Republika Weblandu powinna być w tym momencie opatrzona tabliczką "w budowie". W dużej mierze bowiem, jak widać, prowincja odbudowuje instytucje podstawowe, które doskonale działały jeszcze w zeszłym roku. Wszystko to dzieje się zgodnie z odwiecznym lokalnym rytuałem: osiągnąć pewną jakość, uwstecznić się, osiągnąć pewną jakość ponownie, znów się uwstecznić. Nie zaczynamy jednak od zera: Webland posiada doskonałą infrastrukturę (strony www, SAW), będącą spadkiem w dużej mierze po poprzednim namiestniku, hrabim Bagerze. Prowincja ma również szczęście do wspaniałych mieszkańców (zawsze miała), choć "niestety" Ci często spełniają się na szczeblu federacji. Wierzę, że szybko nadrobimy zaległości i zaczniemy tworzyć nową jakość, jakiej do tej pory nie dane nam było osiągnąć.

(Marcus Estreicher)


    [Marcus baron Estreicher jest obywatelem KD i mieszkańcem Republiki Weblandu od marca 2005. Od kwietnia 2005 burmistrz weblandzkiej Kasany i członek Rady Republiki; dyrektor Biblioteki im. Św. Róży, współorganizator Dreamlandzikiego Pucharu Miast w Skokach Narciarskich. Od 10 maja 2006 Prezydent Republiki Weblandu. - MdR]

 r             e               k               l               a               m              a

Galeria Królewska: Filia w Motley