Nr 39
Arona, lipiec 2006
PWW "PRASA"
Š RK v 3.0
kontakt: bebert@op.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona   1   2   3   4   5   6   7   8

Drugie wyjście z cienia

    Osiem zestawów prac, siedmiu autorów, wyróżnienie specjalne, dwie nagrody, dwa wyróżnienia, dwie nagrody specjalne: oto ostateczny bilans II Dreamlandzkiego Konkursu Literackiego, zorganizowanego przez Wydawnictwo PLEGOLAL. Na tą edycję czekać musieliśmy bardzo długo, bo aż kilka lat. Widać było jednak, że obawy właścicieli Wydawnictwa co do frekwencji były nieuzasadnione: dreamlandzcy literaci najwyraźniej potrzebowali tej możliwości wyjścia z ukrycia i dotarcia do szerszego grona odbiorców. Również i inna obawa się nie sprawdziła: przysłane prace były w większości bardzo dobre i trudno im wiele zarzucić. To oczywiście podgrzało dyskusję wewnątrz Jury, które dosyć długo nie mogło się zdecydować, jak wyglądać ma panteon sław Konkursu. Ostatecznie wybrało tak, jak wybrało i w moim przekonaniu dokonało najlepszego orzeczenia, jakie było możliwe.

    Rangę Konkursu podnosił nie tylko fakt, że przysłane prace przedstawiały sobą wysoki poziom, ale i to, że w Jury zasiadł Bzerolek de Kakuć, założyciel PLEGOLAL-u, dziś, już jako Marcin Wroński, pisarz wydający całkiem rzeczywiste książki: wspomnieć tu należy jego Tfu, pluje Chlu! czy ostatnio opublikowany I tom Węża Marlo. Od czasu I edycji Konkurs był więc prawdopodobnie najbardziej istotnym wydarzeniem kulturalnym w Królestwie, nie licząc może niegdysiejszych inicjatyw Kaworu Nagisy, jeśli je ze sobą zsumować.

    Co zadziwiło nie tylko Jury, ale i czytelników, to fakt, że o ile w ramach I edycji w szranki stanęli niemal sami poeci (jedna tylko praca prozatorska), o tyle teraz stosunek ten odwrócił się dokładnie o 360 stopni: sama proza, jedna tylko praca poetycka. Przypadek czy znak jakiejś szerszej tendencji? Trudno dziś powiedzieć, o czym to może świadczyć - należy jednak z pewnością obserwować dokładnie rynek, by wysunąć odpowiednie wnioski wtedy, kiedy to będzie już możliwe. Na pewno dzięki Konkursowi rynek ten będzie bogatszy: ujawnieni teraz autorzy prawdopodobnie zechcą publikować dalej. Tym bardziej, że Wydawnictwo niezbyt rozsądnie ustaliło limit objętościowy na jedyne cztery strony tekstu A-4, co spowodowało, że sporo nadesłanych prac ma nie tyle zakończenie otwarte, co wręcz domagające się kontynuacji. Taki charakter ma choćby wyróżniony Novigradzki wieczór Pawła Milewskiego - Milewski podpisał już zresztą z Wydawnictwem umowę na napisanie kontynuacji, która wydana zostanie nakładem PLEGOLAL-u jesienią tego roku.

    W jakiś sposób Jury zadziwił także fakt wprowadzenia przez dwoje autorów niezależnie od siebie wątku miłości homoseksualnej - wątku, który aż do tej chwili nie pojawiał się w dreamlandzkiej literaturze. Jest to znak czasów i odpowiedź Dreamlandczyków na toczący się właśnie w całkiem rzeczywistej przestrzeni publicznej debaty dyskurs na temat praw osób o odmiennej orientacji seksualnej. Jeśli sądzić by na podstawie Milewskiego i Ul'Carf-Krieg, którzy ten wątek wprowadzili do swoich prac (dwa wyróżnienia), społeczność Dreamlandu jest tolerancyjna i homoseksualizmowi przygląda się przyjaźnie. Milewski zresztą w Novigradzkim wieczorze wprowadził wręcz w tym zakresie element edukacyjny, nie tylko skupiając się na tym, by miłość dwóch męskich bohaterów potraktować naturalnie, ale i wręcz wprost informując czytelnika, że są normalni w swojej płciowości. Tu już nie było przymrużenia oka takiego, jak u autorki Wpadki Jubei Ul'Carf-Krieg - również związaną już z PLEGOLAL-em umową co najmniej do jesieni.

    Jurorzy docenili także ambitny temat, jakiego podjął się Sykstus Boruta, znany już wcześniej jako publicysta i dramaturg, w noweli Oni w nas, za którą otrzymał drugą nagrodę. Boruta zadał sobie pytanie obecne w filozofii od wielu wieków: czy człowiek jest z gruntu dobry czy zły. Odpowiedź Boruty jest negatywna. W każdym z nas drzemie potwór, sycący się cierpieniem, które staje się pożywką dla najbardziej prymitywnych instynktów. Boruta wyszedł od sielanki, w której przedstawił dwoje kochanków. Po wcieleniu do wojska mężczyzny dotychczas czułego i wrażliwego okazuje się, że jeśli tylko dać mu możliwość zabijania i zadawania cierpienia, tworząc jednocześnie system nagród, w którym wyróżnia się sadyzm, to wówczas niezależnie od wcześniejszego wychowania, czuły kochanek staje się potworem.

    Przypomina to pamiętniki z czasów okupacji Tadeusza Borowskiego. Na rampie w Auschwitz matka zapiera się swojego dziecka, by nie zginąć wraz z nim. Tej samej córeczki, której kilka lat - nawet dni - wcześniej czesała włosy, śpiewała kołysanki, tej samej, której wyznawała miłość i przyrzekała, że nigdy jej nie opuści. Nie istnieje zaś żadne "nigdy" - także u Boruty. Człowiek elastycznie przystosowuje się bowiem do warunków, w jakich przychodzi mu żyć, czy się to komuś podoba czy nie. U Borowskiego matka ginie, gdyż niemiecki żołnierz znajduje do tego pretekst w ramach kary za - o ironio - brak matczynej miłości. Bohater Boruty ginie także, również w imię jakiegoś wyższego ideału, jakiejś zemsty za zbrodnie, ale kara ta jest mu wymierzona przez takiego samego mordercę jak on sam: żołnierza obcej armii. To więc nie tyle kara, ile dalszy ciąg koła bezsensownego cierpienia - i to drugi już negatywny wniosek autora Ich w nas.

    Druga nagroda (nie przyznano pierwszej, co warto tu odnotować) przypadła Kaworu Nagisie za tekst Karma syndrome. Jakkolwiek sam Nagisa pewnie nie lubi łatek, to należało by zapewne powiedzieć, że - sądząc po nadesłanych pracach - jest to obecnie w Dreamlandzie jedyny modernista. Podczas lektury przyszło mi też do głowy, że w jakiś sposób Nagisa zaczerpnął też z Karola Irzykowskiego czy też Paula A. Valery'ego (choć ten akurat nie znosił powieści) - pióro Nagisy kreśli zdania dosadne, bez zbędnych epitetów, opisów, sam Nagisa zaś

nie zatrzymuje się nad takimi sprawami, które już następnego dnia mogą być nieaktualne. Szkoda na nie czasu - to kosmiczny spokój importowany z kultury Wschodu, do którego w Karma syndrome (jak świadczy sam tytuł) również się odnosi.

    Pierwszej nagrody, jak wspomniałem, nie przyznano. Zamieszanie to spowodował Medgar de Rama i jego Trzeci Człowiek, który otrzymał Wyróżnienie Specjalne. Tekst ten całkowicie zdeklasował inne nadesłane prace - i nie jest to żadne konwencjonalne słodzenie sobie dwóch kolegów publicystów czy grzecznościowy ukłon byłych kolegów redakcyjnych. Trzeci Człowiek, nawet jak na miarę realową, jest tekstem świetnym. Pierwszej nagrody nie otrzymał tylko z powodu przekroczenia limitu objętości. Wyróżnienie Specjalne stara się to kompensować.

    W mikrowarunkach dreamlandzkich Trzeci Człowiek jest fenomenem. De Rama stworzył dzieło świetne i pod względem merytorycznym, i technicznym. Przede wszystkim urzekło mnie, że znalazł nowy klucz do odczytania dychotomii osoba realna - tożsamość wirtualna, o którą każdy z nas codziennie się potyka, a której aż do dziś literatura nie traktowała serio. Nie dlatego, że autorzy jej nie dostrzegali, ale dlatego, że nie umieli jej literacko rozgryźć. Dotychczas publikowane teksty, jeśli fabuła osadzona była w Dreamlandzie, kalkowały świat rzeczywisty na ten wirtualny, a więc kreowały trzeci, całkiem nowy świat, będący wypadkową tych dwóch.

    Trzeci Człowiek udowodnił, że można inaczej: że można palcami zdrapać tynk ze ścian takiego świata i pomiędzy drewnianym obelkowaniem ujrzeć zaplecze. Śmiem twierdzić, że żaden dotychczasowy tekst nie był w rozwoju dreamlandzkiej literatury tak wyraźnym kamieniem milowym. Pozostaje mieć nadzieję, że inni pisarze pójdą za przykładem Ramy i albo skorzystają z jego klucza do odczytania wirtualnej rzeczywistości albo znajdą własne metody na uczynienie tego samego. Medgar de Rama Trzecim Człowiekiem postawił drogowskaz, ale i tuż za nim wysoko ustawił poprzeczkę. Zobaczymy, komu pierwszemu uda się ją przeskoczyć.

    Po dokładne recenzje wszystkich nagrodzonych i wyróżnionych w II Dreamlandzkim Konkursie Literackim prac pozostaje mi zaprosić do szykowanego właśnie nowego numeru "Scriptores Dreamlandis" [z kolei redakcja GW już teraz zachęca do lektury cenzurek wystawionych twórcom przez Jacquesa de Brolle - MdR]. Tymczasem warto wyrobić sobie własne zdanie i udać się do Wydawnictwa PLEGOLAL, by za darmo przeczytać te wszystkie teksty, które narobić zdołały tyle szumu w Królestwie. I przede wszystkim: nie bójmy się pisać!

(Edward Krieg)



Instytut Nauki