PostHeaderIcon Radoszyce

Dnia 26 września, po nocy radości i zabawy zorganizowanej by uczcić odkrycie naszego wspaniałego Kartografa, a także by matki mogły jak najkorzystniej zaprezentować swoje urodziwe córy Pan Filip de Wieniawa wyruszył w podróż w kierunku dawnej stolicy Morvanu – Morwieńca. Pech chciał, że wówczas nad Jeziorem Błękitnym przeszedł okropny i niezwykle gwałtowny sztorm. Szczątki “Dony Bawony” – okrętu, którym wyruszył w podróż Kartograf wraz z załogą znaleziono w pobliżu przystani “Nadzieja” oraz na całym południowym brzegu jeziora.

Wielki smutek zapanował w Nadziei. Wszyscy mieszkańcy zbierali się każdej nocy na kei z zapalonymi lampionami wyczekiwali nadejścia młodego podróżnika. Nie mogli pogodzić się z faktem, że mógł zginąć. Wierzyli, że gdzieś tam jest, zagubiony, przemarznięty, zdezorientowany  nie mogąc odnaleźć drogi powrotnej.

Dzień za dniem, noc za nocą czas mijał nieubłagalnie. Oficerowie Morvan Guarda wypływali wiele razy na jezioro poszukując zaginionego czy jakichkolwiek jego śladów. Niestety – bezskutecznie. Niezwykle smutny był to czas w Nadziei i niestaty nic nie wskazywało na to, że się to zmieni.

Rozwiązanie sytuacji nadeszło rankiem 7 października. Wówczas to, do Biura Pracy wczołgał się dziwny stwór. Skórę miał czarną jak węgiel i naznaczoną dziwnymi wąsami przypominającymi nieco wodorosty, strzępy ubrania okrywały jego ciało a w oczach ukryty był obłęd. Stwór spojrzał na jednego ze stojących w drzwiach strażników, po czym opadł bezwładnie na podłogę.

Po kilku godzinach ciężkiej pracy lekarzy i pielęgniarek  zza dziwnego, zaschniętego błota i strzępów odzienia udało się odsłonić oblicze wyczekiwanego przez wszystkich Kartografa. Nie był to jednak jeszcze koniec problemów naszego ulubieńca. Wykończenie i wyziębienie organizmu nie mogło pozostać bez echa i przez 2 dni Pan de Wieniawa leżał pogrążony w głębokim śnie, podłączony do kroplówki i nawet lekarze nie mieli pewności czy uda się mu wyjść z tego cało.

Na szczęście dziś po południu Pan Filip de Wieniawa wybudził się ze śpiączki. Jego pierwsze słowa dotyczyły jakiegoś zapisku, kartki, którą przyniósł ze sobą. Początkowo uznano to za majaki człowieka, który dopiero co odzyskał świadomość, szybko jednak okazało się, że była to mowa w stu procentach świadoma. Czym prędzej poczęto przeszukiwać strzępy ubrań, w które odziane był Kartograf-rozbitek i rzeczywiście znaleziono tam kartę papieru, która po oczyszczeniu okazała się mapą Radoszyc (rys. poniżej)

Upór i wytrwałość Pana de Wieniawy, który ledwie uszedł śmierci spod kosy a już pomknął w obięcia kolejnych niebezpieczeństw w imię swojej pracy zasłużenie zyskał sławę w całej Nadziei nic więc dziwnego, że młody Sędzia, który nigdy w naszej miejscowości nie mógł narzekać na brak towarzystwa stał się jeszcze bardziej obleganym kompanem i jeszcze bardziej pożądanym zięciem.  Władze Nadziei uwieczniły poświęcenie Pana Filipa kolejną cegiełką z Jego nazwiskiem wmurowaną w Mur Zasłużonych ( http://mur.sarmacja.org/ )

Komentowanie wyłączone