PostHeaderIcon Wpływ wspólnot rodowych na istnienie mitu Rantochii i Santiago

Luty roku Pańskiego 2005. Marchia Teutońska po ubiegłorocznym marazmie przeżywa boom aktywności. Coraz to nowe twarze zajmują coraz to wyższe miejsca w hierarchii aktywności. Jedną z najaktywniejszych ówcześnie osób okazuje się nie kto inny, a Wojciech Hergemon. Inicjatywa za inicjatywą nowy mieszkaniec zyskuje coraz większe wpływy w Marchii oraz coraz wyraźniejszą sympatię JCM Jacoba. Nim miesiąc dochodzi do połowy tych dwóch dżentelmenów łączą więzy nie do rozerwania. Cesarz adoptuje nowego, ambitnego mieszkańca dając początek rodowi, który obecnie należy do jednego z najstarszych rodów w polskim Mikroświecie. Później do rodu dołączyli jeszcze inni, a wśród nich osoba, która w tej historii miała całkiem spory udział – Michał Dahlke, III Książę Teutończyków.

Zacznijmy jednak naszą podróż od samego początku, a właściwie końca – końca lutego. Wtedy to właśnie jeden z mieszkańców Srebrnego Rogu a jednocześnie Senator Marchii Teutońskiej – Pan Tomasz Kurcz – wysyła na Listę Dyskusyjną wiadomość z propozycją stworzenia nowej Teutońskiej wsi, deklarując jednocześnie gotowość do przygotowania nowej osady ze strony technicznej i prosząc „o pozwolenie na realizację zamiaru i przydzielenie ziemi pod Santiago we właściwym czasie”.

Na odpowiedź Teutończyków nie trzeba było długo czekać. Niespełna cztery godziny po tym wydarzeniu pojawia się propozycja alternatywna i to z ust samego ówczesnego Starosty Slaviańskiego – Michała Dahlke. Wyproszony niejako do odpowiedzi Starosta oznajmia, że oto już od jakiegoś czasu przygotowuje nową miejscowość, a jego prace zmierzają już ku końcowi. Sytuacja nie była wbrew pozorom nadzwyczajna. Ówczesna Teutonia rozwijała się szybko, inicjatywy powstały jak grzyby po deszczu a nowi, pełni zapału mieszkańcy aż rwali się do pracy. Takiego zrywu aktywności potrzeba teraz Sarmacji, ale i nie o tym przecież jest ta historia.

Ciekawie na Liście Dyskusyjnej Marchii zaczęło się robić, gdy swoje uwagi zaczął przekazywać nie kto inny jak Cesarz Jacob. Nie sposób powiedzieć, jak odbierali Jego słowa wówczas Teutończycy, autorce niniejszego artykuły wydały się one jednak znaczące – otóż – w odczuciu autorki (a odczucia z obiektywizmem nie zawsze mają cokolwiek wspólnego) – Cesarz zachęcał do postępu prac Pana Dahlke, a zniechęcał Pana Kurcza. Tak czy inaczej na przełomie lutego i marca 2005 dwie koncepcje nowych miejscowości – Santiago oraz Rantochii rozwijały się równolegle.

5 marca 2005 roku Rantochia ujrzała światło dzienne. Na wzmiankę o Santiago czekać trzeba aż do 23 marca, kiedy to cesarz Jacob odkrywszy istnienie pierwszej miejscowości pyta co słychać w sprawie drugiej. Odpowiada mu cisza – czysta i dźwięcząca, a to za sprawą nieobecności pomysłodawcy Santiago, który poddała się przepadowi jeszcze długo przed wstąpieniem na tron JKW Daniela Łukasza.

7 dnia wiosny 2005 roku Prokurator Marchii Teutońskiej, Michał Dahlke rozpoczyna śledztwo w sprawie nadużyć autorstwa zaginionego. Prosi o wyjaśnienia a gdy te się nie pojawiają (przypomnę, że Pan Kurcz przepadł) zastanawia się nad uznaniem tego, za swoiste przyznanie się do winy. Interwencja Prokuratora Generalnego Księstwa Sarmacji okazała się niezbędna. Przemysław diuk Figiel, który zajmował wówczas to stanowisko pouczył Prokuratora Marchii, że rozważane postępowanie byłoby niezgodne z prawem. Ostatecznie sprawa ucichła… Aż do 10 kwietnia.

Tego dnia, który nie różnił się wcale od innych kwietniowych dni, na Liście Dyskusyjnej Marchii Teutońskiej pojawił się Pan Tomasz Kurcz – po raz ostatni. W krótkiej notce przyznał się do zarzucanych mu czynów i podziękował za wspólną zabawę trzaskając drzwiami i nie oglądają się za siebie. Tak oto skończyła się historia Santiago, które z uwagi na odejście sprawcy zamieszania nigdy nie ujrzało światła dziennego.

Rantochia tymczasem trwała i choć może od sukcesu dzieliły ją jeszcze miesiące ciężkiej pracy wielu ludzi to zyskała szansę na uzyskanie tegoż. Bardzo duże znacznie dla jej rozwoju miał sam Cesarz, który 17 kwietnia wykonał działki dla miejscowości oraz Wojciech Hergemon, który przygotował nowe strony dla miejscowości, która latem 2005 roku znacznie już podupadła z powodu nieobecności jej założyciela.

Historia ta, oparta na zapiskach z Listy Dyskusyjnej Marchii Teutońskiej pokazuje postać Tomasza Kurcza, który porywa się niejako z motyką na księżyc – pragnie stworzyć miejscowość sam prosząc jedynie władze o zielone światło i choć historia zna przypadki sukcesów takich inicjatyw to jednak osiągnięcie satysfakcjonującego rezultatu w pojedynkę do zadań łatwych nie należy. Z drugiej strony mamy postać Michała Dahlke – człowieka, który w swojej pracy liczyć mógł na wsparcie Cesarza Jakoba oraz swojego przyszłego v-brata Wojciecha Hergemona. Sukces Rantochii nie był więc udziałem jednostki a rodziny – rodziny, której wzajemne przywiązanie i szacunek budzą podziw po dziś dzień.

Komentowanie wyłączone