PostHeaderIcon Leśniczego gacie pełne strachu

Pewnego mglistego, dość chłodnego poranka znów wybrałem się, żeby znaleźć kolejne sarmackie storczyki na naszym Torfowisku. Po poprzednich ‘odkryciach’ apetyt na ciekawe znaleziska wzrósł, nadzieje miałem spore. Znalazłem coś ciekawego… ale przeszło to moje najśmielsze oczekiwania.

Jak zwykle postanowiłem iść tam, gdzie mnie nogi poniosą, więc wyruszyłem w losowo wybranym kierunku w głąb Torfowiska. Głównie szedłem z zamiarem znalezienia kolejnych ciekawych storczyków, tudzież innych roślin. Zrobiłem kilka zdjęć kwiatom, drzewom i nawet chmurom ułożonym w interesujące kształty. W pewnym momencie mój pies stanął, najeżył się, zaczął szczerzyć kły… Stał tak przez dłuższą chwilę, a ja nie wiedziałem co się dzieje. Gdyby to był zając, to by po prostu ruszył w pogoń, śmierdzącego storczyka się wystraszył i zwiał. Jednak tym razem wyglądało, jakby równocześnie się bał i bronił swojego terytorium, a może nawet pana. Po dłuższej chwili wszystko się wyjaśniło, choć wówczas wolałbym nie dowiadywać się niczego. Najpierw usłyszałem warczenie, a potem we mgle dojrzałem dwie świecące kropki, na wysokości około 1 metra, potem ukazały się lekko zaciśnięte kły i wytknięty przez nie czerwony język. Sparaliżowało mnie. Na szczęście w miarę rozwoju sytuacji wszystko się uspokajało.

Jednak zanim mogłem czuć się bezpieczny, trochę czasu i strachu upłynęło. Musiałem jakoś pokazać wilkowi, że moje zamiary nie są skierowane przeciwko niemu, a może nawet spróbować ukazać siebie jako przyjaznego. Pierwsze co, to zwolniłem swoje ruchy i spróbowałem wyzbyć się strachu, który psowate wyczuwają w mig. Równocześnie próbowałem uspokoić swojego psiaka, co z resztą o mało nie skończyło się tragicznie, ponieważ przyjaciel mój był tak mocno spięty i skupiony na wilku, że gdy go delikatnie dotknąłem o mało nie rzucił się na mnie. Zębami lekko dotknął, ale w porę zorientował się, że to ja. Wilk w reakcji na to spiął się do skoku, ale na szczęście nie wykonał kolejnego ruchu. Wydawało mi się, że przez całą wieczność próbuję uspokoić sytuację.

Gdy wreszcie wilk uspokoił się i przestał być w gotowości do ataku, mogłem spuścić z niego oczy i rozejrzeć się po okolicy za nim. Wiedziałem, że skoro tak zareagował, to może oznaczać, że albo jestem już na jego terytorium, albo niebezpiecznie się do niego zbliżam. Pierwsze co zauważyłem, to… chyba znowu mamy oddzielny, sarmacki gatunek. Wstępnie więc naszych wilczych mieszkańców Torfowiska Koronnego nazwałem wilkami sarmackimi (canis lupus sarm.). Ich umaszczenie jest dość ciekawe, ponieważ góra grzbietu jest cała czarna, mniej więcej na środku tułowia pojawia się brązowy pas (dookoła, bez ‘przechodzenia’ z barwy czarnej poprzez szarą), a następnie dół tułowia jest śnieżnobiały. Pysk u góry jest szary, ale przy nosie brązowy, od spodu biały. Łapy są szare z… białymi skarpetkami u dołu.

Za wilkiem-przywódcą od razu mym oczom ukazał się śmieszny widok – wilczyca niosąca szczeniaka za tylną łapę. Po chwili go upuściła na ziemię i spojrzała na mnie spokojnym wzrokiem, a pod jej pyskiem stał skołowany maluch. Kolejnego szczeniaka, chyba największego chojraka, zauważyłem stojącego między przywódcą a resztą stada, jakby chciał wesprzeć tatę, choć ledwo wystawał ponad trawę. Następnie zauważyłem dwie pary śpiących szczeniaków. Pierwsza, chyba najmniejsze maluchy, tak mnie rozbawiła, że o mało nie parsknąłem śmiechem, ale wolałem nie drażnić wilków – jeden z nich trzymał w pysku… kwiatka. Druga para była trochę większa, szczeniaki wyglądały, jakby się chroniły albo obejmowały. Trzy maluchy znalazły sobie miejsce zabaw za korzeniem wystającym z ziemi. Jeden nawet nasłuchiwał co się dzieje u dorosłych. Kolejny szczeniak znowu wywołał we mnie uśmiech – sam wyglądał, jakby się uśmiechał (szczerzenie kłów to raczej nie było), żując przy okazji trawę. No i trzy ostatnie, jeden nawet cały czarny, gryzące się w zabawie.

Dość dużo  szczeniąt, prawda? Zwłaszcza, że wcale tak dużo dorosłych osobników nie było. Wspomniane – przywódca i matka, która przed chwilą niosła szczeniaka. Kawałek dalej kolejny dorosły wilk wyraźnie czegoś szukał nie zwracając na mnie w ogóle uwagi. Cczwarty obserwował mnie ze wzgórza. Piąty stał za brzozą otulony mgłą. Ostatni dorosły osobnik, którego dojrzałem, dopiero co przyszedł.  Przywódca dał mu znak szczeknięciem, żeby się uspokoił, gdy mnie zobaczył, więc musiał być trochę dalej, gdy zbliżyłem się do stada.

Przyznam szczerze, że najadłem się sporo strachu, ale ostatecznie spotkanie to było wspaniałym przeżyciem i jeszcze bardziej polubiłem swoją pracę dzięki niemu. Psisko też już jest spokojniejsze. A i wilki pozwalają nam na zapędzanie się kawałek dalej na ich terytorium. Jeszcze sporo ograniczeń nam narzucają, ale już można zauważyć, że nasze relację są coraz lepsze.

Do miłego

Wasz leśniczy

Tomasz Hugo Pac

Jedna odpowiedź do wpisu “Leśniczego gacie pełne strachu”

  • mar. Łukasz "ry5i3kszczur" kaw. Jakubowski napisał(a):

    O proszę, się nawet nie spodziewałem, że na Torfowisku takie rzeczy się dzieją… Trzeba bardziej uważać, jak się chodzi na spacery ;)