Kot Teofil Wieści Ekstraklasę odc. 6/6
W siódmej kolejce Ekstraklasy strzelono siedem bramek. Nie, nie w jednym spotkaniu. W sumie we wszystkich czterech. Dwa razy wygrywali gospodarze, raz goście, raz nikt wygrać nie potrafił. Strasznie nudna kolejka. Gdyby nie my, nie byłoby o czym pisać. Zapraszamy.
———————————
YK Słoniki Sodomia - SKS Wandystan 1:0 (0:0)
Derby Wandystanu w Ekstraklasie SLP. Dużo czasu minęło od ostatniego takiego wydarzenia - wówczas były to mecze Wandei i Rotoru, teraz ich miejsce zajęły młode kluby SKS-u i Słoników. Żeleznym faworytem były oczywiście Słonie, okute w blachy przetopione zapewne z tronu lidera, a na ich czele Hannibal - Cletus Jones. No dobrze, zagalopowaliśmy się. W każdym razie Słonie - faworyt, SKS - hmm, miał przegrać.
Dlaczego Słoniki wygrały? Khem. Wydaje się, że mógł im nieco pomóc sędzia. Nie był to w końcu najlepszy mecz w ich wykonaniu, formacje ofensywne zagrały bardzo przeciętnie, jednakże szczęście było po ich stronie. Gdyby nie rzut karny pewnie wykonany przez Adermarka, zapewne mielibyśmy małą niespodziankę. Tymczasem takowej nie ma. Lider sięgnął po 3 pkt. Czyli tak jak miało być.
Dlaczego Wandystan przegrał? No cóż, strzelili gola, który nie został uznany. Zaraz potem podyktowano kontrowersyjny rzut karny dla ich przeciwników. A w 93 minucie Pöyhönen obił słupek Sodomitów. Pech? Powiedzmy, ale SKS przyjechał do Sodomii zremisować. Być może, gdyby postarali się nieco bardziej zaangażować w ofensywę, wynik byłby lepszy. Tak czy tak, jako outsider zaprezentowali się na tle lidera całkiem nieźle.
Wnioski: YK z kłopotami, ale wygrywa. To chyba dobry omen - nawet jak nie idzie, a są 3 pkt, to zazwyczaj wkrótce wszystko wraca na dobre tory. Tym bardziej, że teraz YK gra z Sierotami, a następnie odpoczywa. Wandystan, natomiast, ma przed sobą mecz sezonu - starcie z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie - Krokodylami Punta. Tzw. mecz za 6 pkt. Jedni i drudzy będą baaardzo chcieli je zdobyć.
———————————
Krokodyle Punta - Dyskobolia Czarnolas 3:0 (3:0)
Faworytem tego meczu byli niewątpliwie gospodarze. Chociaż nie są za mocni i tak górują nad Czarnolasem, który warunków na Ekstraklasę po prostu nie ma. Jednak przed spotkaniem to gospodarze znajdowali się w strefie spadkowej i musieli go wygrać, aby myśleć o pozostaniu w lidze. Oczekiwaliśmy jednak bardziej zaciętego pojedynku. Tymczasem goście po prostu przeszli obok spotkania, a trzy stracone bramki to najniższy wymiar kary.
Dlaczego Krokodyle wygrały? Niechętnie musimy przyznać, że gracze z Punty górowali w każdym elemencie gry. Przede wszystkim wyszli w całkiem niezłym ustawieniu i byli dobrze przygotowani taktycznie. Nie wystraczyli się rywala i nie próbowali grać z kontry, ale zaatakowali i to im się opłaciło. Poza tym w wyśmienitej dyspozycji był Seachnall “Egzekutro” Quinn, strzelec dwóch bramek bezpośrednio z rzutów wolnych. Nieźle zagrała też druga linia Krokodyli.
Dlaczego Dyskobolia przegrała? Z uporem maniaka powtarzamy, że Czarnolesianie nie mają składu na Ekstraklasę. Szczególnie boleśnie widać to w przypadku bramkarzy. Wprawdzie obaj są młodzi, ale na razie grają beznadziejnie. Zarówno pierwszy, jak i drugi bramkarz Dyskobolii daje ciała niemal w każdym meczu. Nie inaczej było w Puncie. Nawet legendarny Chubarov, najlepszy na boisku, zagrał grubo poniżej swoich możliwości.
Wnioski: Krokodyle zrobiły pierwszy, naprawdę istotny kroczek w kierunku utrzymania w Ekstraklasie. Komplet punktów w meczach z “SKS-ami i spółką” powinien zapewnić im miejsce ponad strefą spadkową. Z kolei dla Dyskobolii to kolejny przegrany mecz, w którym nawet nie próbowała nawiązać walki z przeciwnikiem. Choć tym razem - miała na to szanse.
———————————
Młot Sigmara Anheim - FKK Rantiochskie Krasnoludy 0:1 (0:0)
Chyba najciekawsze spotkanie kolejki, czwarty zespół podejmował wicelidera tabeli. Sigmaryci właśnie awansowali do 1/2 finału Pucharu Sarmacji co rzekomo zostało gromko opite na balandze w Anheim. Krasnoludy natomiast postrzelały sobie do Reniferów. Ogólnie zabawowo. Jedne hulaki spotkały się z drugimi, szanse były jak dla nas fifti do fifti.
Dlaczego Sigmaryci przegrali? Chłopcy z młotami stworzyli sobie więcej ‘okazji’. Niestety, wszystkie te ‘okazje’ były rzutami wolnymi, które dla Frya były po prostu pestkami kumkwata [tzn. nie chodzi o to, że są takie małe i boli jak się nimi dostanie, tylko łatwo było obronić]. Nie szły Sigmarytom podania, a żaden z 3 napastników nie zagrał dobrego meczu. Szczególnie Cahal, po którym wymaga się jednak gry na stałym, wysokim poziomie. Poza tym obie drużnyny wyszły nieco bojaźliwie nastawione i nie było komu atakować. Brzydki i nudny mecz, swoją drogą.
Dlaczego Krasnoludy wygrały? Właśnie nas to zastanawia. Typowy mecz na remis. Nikomu się nie chciało wygrywać, a jednak Krasnale wygrały. I to pomimo kontuzji ErmolaiBezKtóregoGramyCieńkoMarata w 10 minucie gry. Jego zmiennik jednak w pewnym momencie wyskoczył najwyżej przy rzucie rożnym i trafił. Mamy wrażenie, że Carneiro oszukał w tym momencie Przeznaczenie [przeznaczeniem tego meczu był bezbramkowy remis], co jak wiemy odbija się dziwacznie w przyszłości. Pażywim, uwidim.
Wnioski: Sigmaryci mieli okazję, żeby złapać kontakt z oddalającą się coraz prędzej czołówką. Nie udało się i jeśli nie wygrają za tydzień z Hrabiami, to ichcałe nadzieje zostaną przy rozgrywkach pucharowych. Krasnoludy już w pucharze nie grają, wygrały z Sigmarytami mimo niesprzyjających okoliczności i mogą się szykować do odpoczynku. A potem dwumecz na koniec i początek rundy również właśnie z RVT. To będą bardzo istotne mecze dla końcowego układu tabeli.
———————————
KS Renifery Sola - RVT Hrabia Ruhnhoff 1:1 (1:0)
Trener gospodarzy przez jakiś czas był urlopowany, co fatalnie odbiło się na wynikach zespołu. Renifery w zasadzie nie walczą już o nic. Do czołówki mają za daleko. Mało prawdopodobne jest też, żeby Solanie spadli. Hrabiowie liczyli w tym meczu na łatwe trzy punkty, które pozwalały utrzymać się w ścisłej czołówce. Jednak powrót trenera gospodarzy okazał się zbawienny i pozwolił jego podopiecznym sprawić niespodziankę.
Dlaczego Renifery nie przegrały? Solanie wyszli na boisko z nastawieniem, żeby nie dać sobie strzelić zbyt wielu bramek. Miali zamiar atakować jedynie z kontry. Co ciekawe, w pierwszej połowie tylko oni próbowali akcji ofensywnych. Poza tym w ich składzie zabrakło dwóch kluczowych graczy. Szczególnie brak Bukowskiego był aż nadto widoczny. Cierzniak, choć się starał, nie potrafił godnie zastąpić najlepszego zawonika Reniferów.
Dlaczego Hrabiowie nie wygrali? Ciężko powiedzieć. Na pewno istotny wpływ miało defensywne nastawienie przeciwków. Gościom ciężko było konstruować akcje ofensywne. Jednak kiedy poderwali się do ataku, kilka razy pod bramką White’a było naprawdę groźnie. Ogólnie jednak RVT nie potrafiło narzucić przeciwkom swojego stylu gry. Solanie rozsądnie się bronili, a Hrabiowie nie mogli znaleźć na nich recepty.
Wnioski: Mecz ten, choć nudny, przynosi jednak kilka istotnych spostrzeżeń. Przede wszystkim powrócił trener Reniferów, co oznacza, że Solanie znów zaczną grać i, prawdopodobnie, wygrywać. Bez Bukowskiego jednak ich potencjał ofensywny jest zredukowany o połowę. Dla Hrabiów mecz ten był dość przykry z powodu kontuzji solidnego Lopeza oraz kluczowego dla zespołu Żurawskiego. Co prawda są oni już gotowi do gry, ale z pewnością urazy odbiją się na ich formie. W dodatku zgubione w tym meczu punkty mogą być decydujące w walce o mistrzostwo.
(—)
Lord mar. Figiel & Lord hr. Kiechajas