Nr 35
Arona, grudzień 2004
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9

Starców  zawodzenie

    Każdy, kto zagląda na listę dyskusyjną Królestwa i czytuje dreamlandzką prasę, z pewnością zauważył pewien powracający jak bumerang temat. Pojawiające się tu i ówdzie okrzyki radości, powodowane mniej lub bardziej racjonalnymi przesłankami, z których ma niezbicie wynikać, że Dreamland budzi się do życia, najwyraźniej prowokują szereg samozwańczych proroków do coraz głośniejszego nawoływania o końcu Świata (naszego v-Świata). Trudno dziś osądzać, kto ma rację – cyniczni malkontenci w rodzaju Jacquesa de Brolle, czy też hurra-entuzjaści pokroju Rogacza czy Wichury; rozstrzygnięcie przyniosą najbliższe miesiące. Oczywiście takie rozgraniczenie jest przesadzone, jednak będę się go trzymał, albowiem najwygodniej analizować modele czarno-białe – wierzę w wyrozumiałość wymienionych autorów.

    Długie i zimne jesienne wieczory najwidoczniej skłaniają pana de Brolle do nostalgicznych wycieczek w przeszłość. Raz obrawszy tenże odległy punkt odniesienia, nie przestaje on wyżywać się na Królestwie i obywatelach – przy czym wspólnym mianownikiem wszystkich jego uwag jest fakt (rzecz oczywista), iż Dreamland nie jest taki, jaki powinien być. Nowi mieszkańcy, którym zupełnie obcy jest brollowski punkt odniesienia, zapewne zadają sobie pytanie: czy to rzeczywistość zmieniła się na gorsze, czy też zmieniło się wyobrażenie pana de Brolle na temat "jaka powinna być owa rzeczywistość". Kwestia ta, z natury swej obiektywnie nierozstrzygalna (o czym świadczy wypowiedź pana Svobody, utrzymana w zupełnie odmiennym tonie - pomimo, że oparta na tych samych źródłach), jest kluczowa do interpretacji poglądów tego sędziwego Dreamlandczyka. Przemawia przez niego doświadczenie i - co tu ukrywać – mądrość, z której należy czerpać, czy też są to objawy postępującej starczej demencji?

    Wypowiadając się na temat zagadnień związanych ze sportem, nie omieszkał pan redaktor nadmienić, że świetność ma już Dreamland za sobą, czego przyczyny upatrywać można w fakcie dużego zainteresowania olimpiadą. V-sport zdaje się być dla Jacques’a de Brolle rozrywką niegodną poważnego człowieka (swoją drogą, słuszne jest stwierdzenie, że do uprawiania sportu w Dreamlandzie nie potrzeba szczególnych zdolności intelektualnych, co jednak nie implikuje ich braku) – przy czym, jak sądzę, zapomina redaktor, że zabawa we współtworzenie nieistniejącego państwa to zajęcie godne nastolatków o wybujałej wyobraźni (tacy też stanowią przypuszczalnie większość każdej mikronacji). Ci z nas, którzy dawno już zapomnieli, jak wygląda szkolna ława, sami przed sobą pewnie nie potrafią do końca uzasadnić, co ich tu trzyma; zapewne jest to rodzaj jakiegoś zdziecinnienia. Ilu z nas otwarcie przyznaje się w realu do uprawiania takiej właśnie mało popularnej formy rozrywki? Zapewne nie wszyscy. Dlaczego? Chyba każdy zgodzi się, że jest to zajęcie o wiele bardziej twórcze, niż kopanie piłki, czy - dajmy na to - zbieranie znaczków, hobby przecież o wiele bardziej społecznie akceptowalne.

    Być może jest tak, że ubolewania pana de Brolle na temat poziomu dyskusji wynikają z frustracji brakiem odbiorców jego twórczych myśli, ubranych w jakże wysublimowaną formę. Pan redaktor z rzadka udziela się na forum, a kiedy już to robi, zapewne zawodzi się srodze brakiem chętnych do dyskusji, niewątpliwie aspirującej do bycia "na poziomie". Zapewne właśnie z frustracji tej rodzą się w głowie pana redaktora ponure szeregi czarnych myśli, którymi od czasu do czasu dzieli się z nami wszystkimi. Ekwilibrystyka słowna uprawiana namiętnie przez pana redaktora (nie przez jego jedynego) skutecznie odstrasza obywateli nieuzbrojonych jeszcze (z racji młodego wieku) w konieczny aparat lingwistyczny. A może o to chodzi – zniechęcić tych, co do których zakłada pan redaktor a priori, że nie mają nic wartościowego do przekazania? Oczywiście nie. W ramach swojej gazety współpracuje on przecież z młodymi autorami. Czyżby więc pozostawał pan de Brolle pewnym wzorcem – nieugiętym wobec zalewającej nas intelektualnej brei? Bo nie śmiałbym oskarżyć go o pozerstwo.

    Zasadniczo problem sprowadza się do obrania jednego z dwu kierunków – albo uszanujemy młody wiek sporej części Dreamlandczyków i dostosujemy się formą do ich możliwości, albo będziemy nieustannie marudzić, że gramatyka nie taka, że tematy nie te, itd.

    Na świecie potrzebni są zarówno optymiści, jak i pesymiści – kiedy Ci pierwsi wynaleźli samolot, drudzy natychmiast wymyślili spadochron. Być może jest tak, że de Brolle dostaje już lekkiej zadyszki – nikt w końcu nie mówi, że nawet osobniki zatwardziałe w swoim zdziecinnieniu nigdy nie dorastają. Mam jednak nadzieję, że nie jest tak źle (moim zdaniem owe zdziecinnienie czyni nas w realu znacznie lepszymi ludźmi), bo jest nam tu redaktor de Brolle potrzebny jako spadochron, który nie dopuści do obniżenia poziomu do punktu, poniżej którego zabawa w v-państwo naprawdę zacznie być powodem wstydu.

    Obawia się Pan, Redaktorze, że ...Dreamland konsekwentnie przepoczwarza się w enklawę dla młodocianych sportowców spod znaku Quake'a i Counter Strike'a. Nie sądzę, by było już tak źle, o czym świadczy m.in. Pana osoba (mógłbym wymienić jeszcze szereg nazwisk, które i tak Pan doskonale zna). Nie zapominajmy jednak, że Dreamland to nie elitarny klub domorosłych filozofów. Zgodnie z krzywą Gaussa zawsze będzie musiał Pan tolerować jakieś 90% obywateli, którzy do pewnych tematów nie dorośli. Przy obecnej populacji Dreamlandu – to raczej naturalne, że nie ma Pan zbyt wielu dyskutantów. Problem nie tkwi w niskim poziomie, lecz w małej liczebności.

    Każde państwo posiada intelektualną elitę oraz szarą masę, która przecież też to państwo współtworzy, i to w stopniu niebagatelnym. Pan de Brolle, przy całym swoim narzekaniu, jest prawdopodobnie jednym z pierwszych idealistów Dreamlandu, gdyż zdaje się wierzyć w możliwość budowy państwa o ponadprzeciętnym poziomie intelektualnym. Co więcej, nie ogranicza się jedynie do marzeń, ale uparcie nawołuje, przestrzega, ocenia, co – nie wątpię – od czasu do czasu skłania tego i owego do refleksji. Pan de Brolle jest jednym z nielicznych Dreamlandczyków, którzy mniej troszczą się o stopień aktywności obywateli, a bardziej o jej jakość. Wierzę, że starania te dadzą efekty.

    Pan Svoboda z kolei zadumał się na chwilę nad ideą państwa wirtualnego i z zadumy tej wyciągnął ponure wnioski. W swoich "Zamkach z piasku" zauważył, że nasze wspólne budowanie jest niczym innym, jak tylko syzyfową pracą nad tworem, który z natury swej nigdy nie otrzyma trwałej formy. Zastanawia się, czy ktokolwiek zauważyłby istnienie zamku, gdyby nie siedzący wokół ludzie – mroczna ta teza daje smutny obraz Dreamlandu. Zgodzić się z tym nie mogę.

    Wirtualne państwo to dziwny twór – mimo, że jego fizyczną powierzchnię da się określić, mierząc ilość zajmowanych kB na twardych dyskach, to jednak najważniejszym czynnikiem warunkującym jego istnienie są ludzie. Niewielu jest takich, którzy po odejściu zostawiają coś po sobie – większość z chwilą wirtualnej śmierci zabiera ze sobą wszystko, co wniosła do naszej ojczyzny. Z rzadka pozostają nieaktywne strony – pomniki czyjejś pomysłowości i ambicji – a jeszcze rzadziej działające inicjatywy, które przejął ktoś zarażony cudzym entuzjazmem. Nawet, jeśli w danej chwili wiele się dzieje – zdajemy sobie sprawę, że wszystko ma charakter przejściowy, ulotny – i żeby to stwierdzić, nie trzeba być bardzo doświadczonym Dreamlandczykiem. Na każdym kroku mamy do czynienia z osypującymi się murami i przekrzywiającymi basztami naszego zamku, które ktoś pozostawił samym sobie i nie znalazł się nikt, kto by się nimi zajął. W rezultacie zamek nigdy nie jest zbudowany – zawsze jest w budowie.

    Moim zdaniem jednak specyfika mikronacji zakłada dużą płynność i zmienność, a prawdziwym wyznacznikiem kondycji v-państwa jest zbiór ludzi zasiadający wokół tego swoistego placu budowy. Być może będzie to stwierdzenie na wyrost, ale mimo obecnej, raczej skromnej populacji Dreamlandu, prace budowlane, w miarę możliwości kadrowych, posuwają się do przodu. Państwo żyje i rozwija się.

    Łatwo jest ignorować głosy malkontentów – trudniej dostrzec w nich coś więcej, niż tylko puste zawodzenie. Wszak przemawiają do nas osoby od dawna z Dreamlandem związane, które niejednego już tu doświadczyły i niejedno zrobiły dla dobra naszej ojczyzny. O jakości naszego przedsięwzięcia świadczy obecność ludzi, którzy buntują się przeciwko obecnemu porządkowi, nie poprzestają na bezkrytycznym akceptowaniu tego, co się dzieje – lecz nieustannie kontrolują i próbują aktywnie wpływać na kształt wirtualnej rzeczywistości.

(Yelonek Rogacz)