Nr 35
Arona, grudzień 2004
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9

Gronostajowe papucie i dostawa ogórków, czyli
Dyskretny urok monarchii

    Człowiek to taka dziwna istota, którą generalnie fascynuje zjawisko występowania w przyrodzie zjadaczy chleba niby takich samych jak wszyscy, a przecież naznaczonych szlachetnym atrybutem wzniosłości. Najlepszym tego przykładem – ten artykuł. W grę wchodzi tutaj chyba coś więcej, niż tylko poryw gorącego serca czy też chęć posiadania bożka, który samym swoim istnieniem podniesie maluczkich na duchu. Ale z drugiej strony nie należy popadać w przesadę i zbyt zachłannie wpijać się badawczym spojrzeniem w skromnie spuszczone oczęta tajemnicy. Być może całe skomplikowane zagadnienie sprowadza się do tego oto spostrzeżenia, że o ile godzimy się mieć nad sobą jakiś autorytet władny pogrozić nam od czasu do czasu palcem czy w ostateczności nawet zasłużonego klapsa wymierzyć, o tyle rozkosz niewysłowioną sprawiają nam sprawiedliwie rozdzielane przezeń komplementy, dusery z uśmiechem ojcowskim wydzielane.

    Silna pozycja monarchy w systemie ustrojowym Dreamlandu to fakt oczywisty dla uważnego obserwatora życia publicznego. Nie interesują mnie w tej chwili wynikające z zapisów konstytucyjnych kwestie prawne. Mam na myśli płaszczyznę praktyczną, a zwłaszcza aktywność przejawianą przez Artura I Piotra na głównej liście dyskusyjnej, sytuującą go w ścisłej czołówce najbardziej wyróżniających się na tym polu Dreamlandczyków. Należy podkreślić, że stosowanie w tym wypadku jedynie kryteriów ilościowych byłoby nieco mylące. Dokumenty spływające na ekrany naszych monitorów spod monarszego pióra to piśmiennictwo w żaden sposób swoją doniosłością nie dające się porównać z radosną twórczością takiego Kazimierza Wichury, prawdziwego księcia dreamlandzkiej tradycji retorycznej, osobnika mającego dziwną słabość do poprawiania sobie statystki wysyłaniem wiadomości niekiedy fenomenalnie wręcz powściągliwych pod względem merytorycznym. Trzeba oddać baronowi Wichurze sprawiedliwość: nikt inny nie umie się tak ładnie podpisywać, nawiązywać do wcześniejszych wypowiedzi czy też wtrącać przysłowiowych trzech groszy w pozornie nawet najbardziej banalną wymianę zdań.

    Srogo byśmy się jednak pomylili, postrzegając Króla wyłącznie jako śmiertelnie poważnego autora podniosłych, ale mało urozmaiconych w warstwie fabularnej proklamacji, obszernych ustaw o działaniu nasennym czy zwięzłych, hołdujących ascetycznym ideałom językowym postanowień. Władca potrafi pokazać swym poddanym również bardziej ludzką stronę swojej natury: a to jakiś średniczek, nawiasik żartobliwy wymkną się Arturowi I Piotrowi, to znowu zwykła, właściwa każdemu z nas skłonność do popełniania błędów daje znać o sobie. Niestrudzony monarcha siada wtedy do biurka, wzdycha raz i drugi, zadumawszy się chwilę nad niedoskonałością urządzeń tego świata, dla rozgrzewki strzela parokrotnie kostkami królewskich palców, przełyka kilka razy monarszą ślinę, po czym rozkłada przed sobą czysty pergamin i ponownie przelewa nań kolejne artykuły, paragrafy i punkty, tym razem już we właściwej kolejności i z zachowaniem wszystkich reguł sztuki.

    Dreamlandzka myśl monarchistyczna niewątpliwie znacząco umocniła się wraz z ukonstytuowaniem się Dworu Królewskiego. Serce Dreamlandu okryło się tym samym nowa warstwą tkanki mięśniowej, która skutecznie wspomoże metabolizm organizmu państwowego, wzmocni puls, uwyraźni tempo, w jakim pulsują życiodajne moce tego absolutnie niezbędnego organu. Kryje się tutaj olbrzymi wprost potencjał promocyjny,

informacyjny i kulturalny. Wraz z chwilą mianowania na Marszałka Dworu Edwarda Kriega i objęciem przez Pavla Svobodę funkcji Lorda Kanclerza i Lorda Kustosza na królewskie pokoje wkroczyli, jakby nie było, dwaj literaci. Czy możemy dzięki temu spodziewać się regularnych sprawozdań przynoszących nam, zwykłym śmiertelnikom, starannie dobrane i elegancko spisane informacje dotyczące najbardziej istotnych szczegółów monarszego żywota? Moglibyśmy poznać w ten sposób innego Artura I Piotra, Artura Piotra widzianego już bez tronu i korony, oglądanego za to w przyjaznej aurze domowych pieleszy i w ulubionych papuciach na nogach. Papuciach wykonanych, rzecz jasna, ze starannie ze sobą połączonych gronostajowych grzbietów.

    Monarcha siedzący z książką w ręku przy wesoło buzującym kominku (nie mogę rozczytać tytułu na grzbiecie, co to może być? "Henryk VIII"? "Lewiatan" Hobbesa?). Poranek, Król popija kawę i przegląda świeżą prasę (przypadkowo pozostawione przez Edwarda Kriega w najbardziej rzucającym się w oczy miejscu "OKNO"? Nieśmiertelny "Głos Weblandu"?). Królewska kolekcja filmów, w której być może sąsiadują ze sobą "Władca pierścieni", "Fisher King" oraz "Monthy Python i św. Graal". Ekscytujące doniesienia o pasjonujących Artura I Piotra dyscyplinach sportowych. Czy znalazłyby się wśród nich skoki w dal, podnoszenie ciężarów, biegi długodystansowe?

    Tak, to byłoby ciekawe, móc zajrzeć w ten sposób na dreamlandzki Olimp. Regularnie przedstawiane opinii publicznej, w połączeniu z systemem zamówień dworskich, sprawozdania tego typu mogłyby w dużym stopniu wzmocnić interaktywny aspekt funkcjonowania v–państwa. Możliwość partycypowania w życiu Dworu Królewskiego poprzez realizację określonych potrzeb Korony i sposobność obserwowania wpływu, jaki nasze wypełnione zobowiązania wywierają na codzienne funkcjonowanie monarchy i jego otoczenia – stałyby się przyczynkiem do umocnienia wiary jednostki w jej zdolność do wywierania wpływu na bieg historii.
W dniu wczorajszym JKM osobiście odebrał od dostawcy dwie tony świeżych ogórków. Posłużyły one do przygotowania zupy, którą podano dzisiaj w trakcie bankietu na cześć ministra spraw zagranicznych państwa X. Dostojny gość niezwykle chwalił sobie posiłek. Wydaje się wielce prawdopodobne, że wydarzenie to otworzy zupełnie nowy rozdział w historii wzajemnych stosunków między naszymi krajami. – ileż satysfakcji dostarczyłby taki komunikat Dworu spracowanemu furlandzkiemu farmerowi!

    Mówiąc już nieco poważniej, należałoby zastanowić się nad sposobem, w jaki monarchia praktycznie funkcjonuje w warunkach dreamlandzkich. Przyjmując na przykład nieco inny punkt widzenia, można by pokusić się o zdefiniowanie nadmienionej już przeze mnie aktywności Artura I Piotra na głównej liście dyskusyjnej w sposób negatywny, to jest poprzez brak aktywności Rządu. Chwilami może się bowiem wydawać, że całość uprawnień egzekutywy znajduje się właśnie w rękach Króla, a Rząd niewiele ma wspólnego z bieżącą polityką wewnętrzną i zewnętrzną państwa. To wspaniale, że Korona chce przyczynić się do aktywizowania obywateli na płaszczyźnie gospodarczej, ale działania tego rodzaju winny być podejmowane w pierwszej kolejności przez Rząd. Dobrze byłoby również móc zapoznać się ze stanowiskiem Premiera i jego gabinetu w kwestii tak poważnej, jak przyłączanie do państwa nowych ziem. Tymczasem szef Rządu milczy, Minister Spraw Zagranicznych milczy, jedynie Król wydaje kolejne proklamacje i postanowienia. Połączmy z tym fakt sprawowania przez Króla władzy sądowniczej, a otrzymamy smutny obraz stopniowego wypaczania się teoretycznych założeń ustrojowych, na jakich opiera się obowiązująca ustawa zasadnicza.

    Prędzej czy później będziemy musieli zastanowić się, jak to naprawdę u nas jest i jak wyobrażamy sobie przyszłość. Mocno rzecz upraszczając, można by spytać już teraz: czy Król ma panować, czy rządzić? W jaki sposób chcemy definiować jego pozycję: poprzez regulacje prawne, czy też godzimy się (a jeśli tak, to w jakim stopniu), aby siła głosu monarchy dookreślała się sama poprzez jego osobiste predyspozycje i faktyczne możliwości działania? W chwili obecnej w Dreamlandzie Król ma na pewno olbrzymi udział w sprawowaniu władzy. Korona stała się w przeciągu ostatnich tygodni najbardziej aktywnym uczestnikiem życia publicznego, animatorem najistotniejszych dla funkcjonowania państwa działań. Nie mogę oprzeć się przekonaniu, że właściwie jest to wszystkim na rękę. Świadomość tego, że istnieje jednoosobowe ciało publicznie biorące odpowiedzialność za stan państwa, może w dużym stopniu zwalniać resztę centralnych organów władzy z obowiązku czynnego partycypowania w kształtowaniu jego polityki.

    Nawiązywanie do tradycji historycznej zdaje się być chwytem, który na ogół wytwarza tylko pewien klimat, ale który na dłuższą metę wyznacza również powszechnie przyjęty standard myślenia o Dreamlandzie jako o tworze zabezpieczonym przed różnego rodzaju problemami (eksperymenty ustrojowe, dyskusja światopoglądowa, brak stabilności politycznej), bo zakotwiczonym właśnie w jasno określonym, w gruncie rzeczy mocno konserwatywnym, a nawet skonwencjonalizowanym sposobie myślenia o państwie. Nie formułuję w tym miejscu żadnej oceny, staram się raczej opisywać fakty.

    Logiczną konsekwencją wyłożonych wyżej przemyśleń jest stwierdzenie, że w naszym kraju monarcha nie tylko rządzi, ale również panuje, a to dzięki temu, że chcemy i godzimy się, aby tak było. Być może zwyczajnie lubimy ojcowskie pieszczoty. A może po prostu tak jest wygodniej.

(Medgar de Rama)