I KWS: Przyczynek do roli wsi w zurbanizowanej Sarmacji
- March 3rd 2008
- Kongres Wsi Sarmackiej
Prezentujemy drugie z przemówień wygłoszonych podczas I Kongresu Wsi Sarmackiej. Autorem znakomitego wystapienia jest sam Książe Piotr Mikołaj, którego troskę o dobro Sarmackiej Wsi można porównać jedynie z dbałością o to aby mieszkańcy nie zdążyli się stęsknić za stanem wyjątkowym.
Niewprawne nawet oko obserwatora zauważy bezsprzecznie różnice między tradycyjnie ujmowaną wsią (niebędącą li tylko sypialnym przedmieściem) — a miastem. Wieś, ze swojemi stabilnością, spokojem i tradycyjnemi, niezmiennemi instytucjami, powinna zająć należne sobie, poczesne miejsce w Sarmacji nastawionej na dynamiczny rozwój, pogoń za karierą i wszechnapędzający wyżej wymienione konflikt. Tak bowiem, jak niesprawnym jest silnik, w którym żadna z części nie jest ruchomą, pożytku z niego nie będzie także, jeżeli wszystkie jego elementa będą pozostawały w ciągłem poruszeniu. Inaczej rzecz ujmując, ojczyzna nasza zapewniać musi swojem poddanem miejsca wytchnienia i odpoczynku rozumianego nie jako miejsca bierności zupełnej, lecz jako takowe obszary, w których czas — jak rzekłby poeta — płynie wolniej, a o sporach jeno w prasie przeczytać można. Najwłaściwszem zaś środkiem tego osiągnięcia jest właśnie silne wsi zakorzenienie w sarmackiej tożsamości, z naciskiem szczególnem na kulturę lat dawnych, tak jednako zmodyfikowaną, iżby z duchem czasu i doświadczeniami przezeń zweryfikowanemi chamstwu jego prawa podstawowe zapewniała.
Celem naszem będzie toteż przedstawienie pewnego modelowego wzorca, jaki za wszech miar słuszny uważamy, a który zbudowaliśmy wszechstronnie analizując wszelakie sfery życia spólnego naszej rzeczypospolitej. Rzecz pierwsza, to - co się samo przez się rozumie - zajęcia wsi właściwe. I już pierwsza dygresja, pieniądz mianowicie. Odrzuciwszy pogoń za karierą pogodzić się z tem musimy, iż zarobki człowieka na wsi mieszkającego temu z miasta nie dorównają, boć i dorównać z uwagi na prawa obiektywne rynku nie mogą. Jednako z uwagi na prawa te same, nie sposób nie dostrzec i kosztów życia na wsi niższych, zatem naszym pierwszym postulatem będzie takie towarów i usług zapewnianie, iżby uwzględniało ono miejsce pobytu tak sprzedawcy, jak i kupującego. Wracając do zajęć, ograniczyć musimy je do tych najpotrzebniejszych, za które uznawać będziemy primo — żywienie tak siebie, jak i całej Sarmacji; secundo — gości przyjmowanie a kwaterowanie; tertio — opiekę medyczną, wreszcie quatro — zaspokajanie podstawowych potrzeb duszy. Uważny słuchacz zauważy, iż funkcji rządczych tu nie ma, a to z powodów dalej opisanych.
Rzecz w tym bowiem, iż tak, jak miasto stanowi ze swej istoty zbiór jednostek które w znacznej mierze rząd i prawo zespala, tak wieś organiczną spólnotę stanowi. Nie zatem w przepisach przymusem egzekwowanych, a w zgodzie powszechnej upatrywać będziemy sposobów organizacji. Nie zatem wybór władz, na barki których zrzucana będzie odpowiedzialność za sprawy te czy inne, a samopomoc i demokracja bezpośrednia, rozumiana jednako nie jako wzajemne nakładanie na się ciężarów czy zakazów, a przeciwnie, spólnych planów dobrowolnie realizowanych ustalanie — wszelako, z najsłuszniejszym społeczności wiejskiej prawem do tech wykluczania, którzy przeciwby zasadom spółżycia występowali, czego najakuratniejszym przykładem będzie ten z literatury znany, a to Jagny za niemoralność o pomstę do nieba wołającą na kupę gnoju rzucenie. Kiedyśmy już tak sprawy zawodów, jak i rządów określili, przejść musimy do imponderabiliów, które w skrócie nazwiemy wiejską atmosferą tudzież klimatem.
Na wstępie nakreśliliśmy pokrótce cechy nastrojowe, jakie najchętniej byśmy na wsi widzieli, czas jednak na to, aby zakończeniem — a jednocześnie klamrą spajającą poprzednie elementy naszego wystąpienia — uczynić zbiór konkretów. Jeśli odrzucamy pogoń za karierą vulgo pieniądzem, postawić tamę musimy pogoni spółwsimieszkańców za zyskiem. Zatem jedna karczma, jeden medyk, jeden kowal, jedna (ochotnicza!) straż pożarna, jedna parafja. Wszystkie co do zasady instytucje we wsi pojedynczo występować muszą tak, iżby jej mieszkańcy wzajemnie się uzupełniali i od siebie zależnymi byli, nie zaś, by celem ich było konkurentów — w mieście słuszne i postępowi służące — się pozbywanie. Estetyka wsi spółbrzmiącą z postulatem spokoju i harmonji być musi, toteż wszelkie barwy i kształta, które z miastem się kojarzą, wyeliminowanymi konsekwentnie być muszą. Pastele, tworzywa najsamprzód naturalne, barwy żywe tam jeno, gdzie świętowanie się pojawia, wytyczać będą pożądany kierunek estetyczny. Same zaś święta ważnymi być muszą, ze szczególnym niedziel uwzględnieniem jako dni tak refleksyj, jak i radosnego wypoczynku, po ciężkim tygodniu pracy.
Kończąc nasz krótki przyczynek, głos oddajmy poecie — „wsi spokojna, wsi wesoła, jakiż głos twej chwale zdoła!”. Obyśmy mogli w ukochanej rzeczypospolitej słowa te powtórzyć jak najprędzej!


