|
|||||
Wandejczyk Piotr Krupiński (Khand) dla nazwania ich ukuł wobec zjawiska po- wstawania takich tożsamości termin "kinderneostradyzm". Tzw. "dzieci Neo- strady" funkcjonują jednak na uboczu życia społecznego wirtualnych państw, a jeśli wierzą w obietnice pełnego uczes- tnictwa - to tylko z własnej naiwności. Szanse ich uczestnictwa na pełnych prawach są nikłe, ale w większości przypadków rosną z biegiem czasu - w miarę dojrzewania osób stojących za tożsamościami. W każdym razie, oznacza to i tak włączenie ich w główny nurt życia społecznego dopiero wtedy, kiedy dopasują się do obowiązujących kryte- riów i zdobędą cenione umiejętności (choćby już: umiejętności wysławiania się). Niechętnie widziane w społecz- nościach wirtualnych, wyrzucone poza nawias życia "dzieci Neostrady", nie chcąc rezygnować z obietnic dawanych przez wirtualne życie, spychane są na bok i organizują się w swoich przyczół- kach, gdzie mogą funkcjonować bez obaw, że zostaną wyszydzone - w miej- scach, gdzie zarówno współuczestni- kami, jak i osobami organizującymi życie społeczne i polityczne, są osoby po- dobne im. Powstają zatem państwa-efemerydy, kilkuosobowe twory państ- wowe aspirujące do miana mikronacji, w których "kinderneostradyzm", przynaj- mniej teoretycznie, znajduje bezpieczne schronienie. Nawet jednak i tam nie da się uciec od cechy, którą wyraża termin "społeczność opisu".
Byt takich państw jest zazwyczaj krótki i burzliwy. "Dzieci Neostrady" - posługu- jemy się tym terminem z braku lepszego, należycie oddającego powszechnie wy- rażane wobec tych osób szyderstwo - nie dość, że są zupełnie nieprzygo- towane do planowego i rozsądnego organizowania swego życia (realizacji swego projektu życia), to jeszcze i te mierne posiadane przez nich umiejęt- ności są rozmywane przez niedojrzałość psychiczną i brak umiejętności języ- kowych.
Szczególnie to ostatnie, w kontekście społeczności opisu, jest interesujące: brak możliwości współpracy między ucze- stnikami takich państw-efemeryd powo- dowany jest przez to także, że ucze- stnicy ci po prostu wzajemnie się nie rozumieją. Nie potrafiąc odpowiednio formułować myśli, nie są w stanie wy- razić swojej woli w sposób należyty i zrozumiały dla innych. Społeczność opisu, polegająca na pisemnej komunikacji, stawia ich w roli analfabetów i unie- możliwia stworzenie dobrze funkcjo- nującej organizacji - nawet najrozum- niejsze decyzje obiją się o mur niezro- zumienia, przeinaczenia, a wreszcie nie zostaną wprowadzone w życie przez niedojrzałość, brak przygotowania mery- torycznego i wynikającej z tego os- tatniego perspektywicznej wyobraźni, która umożliwiłaby przewidywanie i uni- kanie błędów. Ucieczka "dzieci Neo- strady" z rozwiniętych państw do quasi-państwowych wspólnot to tak, jak
gdyby schodziły one z drzewa tylko po to, by zacząć pełzać. Należy zwrócić uwagę, że przedstawione w tym roz- dziale rozważania na temat "społe- czeństwa opisu" nie są, jak można by zarzucić, postulatywne. Wręcz przeciw- nie: trzeba sobie uświadomić, że za- równo społeczność wirtualna, jak i mik- ronacja - choćby właśnie z powodu do- minacji komunikacji i organizacji doko- nywanych w formie pisemnej - są już w swoich fundamentach zasadniczo różne od społeczeństw i państw znanych nam z autopsji, z tzw. "reala". Warto zdawać sobie sprawę i z atutów, i z wad takiego rodzaju społeczności czy też organizacji państwowej - przynajmniej tak długo, jak przychodzi nam w takich społecz- nościach uczestniczyć i je kreować. Przede wszystkim zaś wypada nam zro- zumieć kapitalne znaczenie tego, że "opis" służy nam nie tylko do obra- zowania i tłumaczenia świata wirtual- nego, ale właśnie nawet już do jego konstrukcji. Stąd wypada nam się nie zgodzić z Ł. Pietraczukiem postulującym hierarchizowanie państw wirtualnych z użyciem kryterium aktywności ekono- micznej członków społeczności jako jed- nym z najistotniejszych. Kryterium powin- no tutaj mieć jakikolwiek związek z tym, co najistotniejsze i fundamen- talne: a więc z opisem właśnie.
Opis warunkuje rzeczywistość wirtual- nych społeczności. Język jest używany nie tylko do komunikacji i opisu zastanej rzeczywistości - ale też, poprzez ten opis, do jej konstrukcji. Oczywiście, nie jest to wyłączna domena społeczności wirtualnych. Także w świecie rzeczy- wistym język używany jest jako narzędzie kreujące. Bez wątpienia jednak ta rola języka w świecie wirtualnym, tworzonym właściwie jedynie w ten sposób, jest znacznie poważniejsza. Nazwy "społecz- ności opisu" używamy w każdym razie jedynie z braku innego określenia: mamy bowiem na myśli znacznie więcej, niż w powszechnym rozumieniu kryje się pod słowem "opis".
Mamy zatem na myśli, po pierwsze, podstawową funkcję języka - a więc porozumiewanie się z innymi. Poza tym, zwracamy uwagę na ogromną rolę tegoż w tłumaczeniu rzeczywistości, której nie da się poznać w sposób namacalny, a jedynie za pomocą czyichś zabiegów słownych. Po trzecie, mamy na myśli kreowanie rzeczywistości w ten sposób wobec braku materialnych w ścisłym znaczeniu tego słowa, namacalnych wytworów. Po czwarte, opis literacki, który stosuje sobie właściwe metody do tłumaczenia rzeczywistości, kreowania nadrzeczywistości, itd. Jak już zazna- czono, wszystkie powyższe sposoby i cele używania języka (wymienione tylko z grubsza, rzecz jasna) odnoszą się zarówno do świata wirtualnego, jak i "realowego". Na czym więc właściwie polega różnica, która czyni język tak znacznie istotniejszym narzędziem w świecie wirtualnym?
W semiologii "tekstem kulturowym" zwie się wszystko, co służy wykonaniu kodu kulturowego - nie tylko słowa czy wyra- zy (znaczeniowo powiązany ich zespół to "tekst" w potocznym rozumieniu), ale także choćby ubiór, odpowiednie gesty-znaki, itd. Inaczej niż w świecie rzeczy- wistym, gdzie "wykonanie gestu" doko- nywane jest za pomocą wprawienia w ruch odpowiedniej części ciała, np. rąk (oklaski) czy głowy (potakiwanie), w świecie wirtualnym treść każdego w ten sposób rozumianego tekstu kulturo- wego sprowadza się do samego języka.
Przekazanie laski marszałkowskiej nowe- mu marszałkowi Izby Poselskiej przez Króla na początku nowej kadencji do- konywane jest poprzez zawarcie odpo- wiednich słów (wyrazów) w Mowie Tronowej. Umowne jest nie tylko "prze- kazanie", ale i sam przedmiot - jak- kolwiek nie zaklinać by języka, "laska marszałkowska" nie posiada wszak swe- go istniejącego realnie, materialnego desygnatu. Podobnie koronacja każdego
kolejnego Króla - królowie-seniorowie "nakładają koronę na głowę" nowego monarchy. Dokonuje się to jedynie za pomocą umownej formuły koronacyjnej wypowiadanej przez odpowiednie osoby - królów-seniorów - na czacie podczas ceremonii koronacyjnej. I tak ze wszys- tkim: ślub, adopcja, wymierzanie kar, spotkania, audiencje - semiologicznie ro- zumiane teksty kulturowe, zgodnie ze swą funkcją, nadają słowom prawo- mocność i "moc sprawczą", ale teksty te zawsze sprowadzają się do języka. Ina- czej być nie może w społecznościach opisu, gdzie nie istnieją niemal żadne materialne desygnaty nazw - i to nie- zależnie czy chodzi o przedmioty, czy też o czynności lub stany.
Przy okazji omawiania roli ekonomii w życiu społeczności wirtualnej - społecz- ności opisu przytaczaliśmy już przykład budowy domu. Ograniczyliśmy się wów- czas do stwierdzenia, że do budowy takiego domu "nie potrzeba pieniędzy (...) ale »tylko« pomysłu i szczególnych umiejętności". Takie ogólne stwierdzenie wystarczyło nam wówczas. Przyjrzyjmy się jednak temu teraz dokładniej. Jak wznosimy swoje rezydencje? Nie zrobi- my tego inaczej, jak tylko wgrywając na serwer odpowiednie pliki, które współ- grając ze sobą stworzą witrynę naszego domostwa. Niech to będą zatem pliki graficzne i zaprogramowane, odczyty- walne przez przeglądarki w pożądany przez nas sposób pliki htm, html czy php. Język jako narzędzie konstrukcji pojawia się nie tylko, jak można by podejrzewać, w opisie historii domu, naszej biografii, menu czy co tam uz- naliśmy za stosowne zawrzeć. Pojawia się on także w plikach, które wgrywamy - nie jest to wprawdzie język naturalny, ale sztuczny, taki, który odczyta prze- glądarka internetowa. Większość wysyła- nych przez nas na serwer danych możemy otworzyć i edytować w naj- prostszych edytorach tekstu. Podsta- wowym budulcem witryn internetowych wirtualnej społeczności będzie zatem także język, choć nie nastawiony bez- pośrednio na nas jako odbiorców, ale na programy, które odczytują i przetwarzają sztuczny język tak, by oczom odwiedza- jącego nasz dom przedstawić odpowie- dni interfejs.

Podstawowe różnice w kreowaniu rze- czywistości nie istnieją zatem jedynie w pieniądzu, ale i w tym, że w świecie wirtualnym sam opis - taki czy inny - jest już metodą tworzenia. Witryna inter- netowa, choćby najpiękniejsza i najbar- dziej fachowo zrobiona, musi zostać jeszcze wprowadzona w sferę życia publicznego w taki sposób, żeby kto- kolwiek miał okazję ją zobaczyć. Po raz kolejny użyjemy więc języka, opisu, do tego, by przedstawić innym członkom wirtualnej społeczności naszą nową re- zydencję. Odwiedzający nasze "skromne progi" będą mogli wyrazić swój zachwyt lub frustrację wyglądem i funkcjonal- nością rezydencji (jej witryny - zazna- czymy po raz kolejny) nie w inny sposób, jak tylko informując nas o tym za pomocą języka. Nieistotne, czy uczy- nią to prywatnie poprzez korespon- dencję elektroniczną lub komunikator, czy też publicznie na liście dyskusyjnej. Brzydki grymas twarzy, kiwanie głową z uznaniem i inne sposoby komunikacji pozajęzykowej nie są możliwe do zrealizowania. Aby wyrazić swoje uczucia względem naszej nowej rezydencji, od- wiedzający muszą dokonać opisu. Ponie- waż natomiast my sami stworzyliśmy witrynę za pomocą opisu (i to na dwa różne sposoby - językiem naturalnym i sztucznym), oni muszą pokusić się o opis drugiego stopnia - wskazać atuty lub braki tego, co widzieli - a potem pokusić się o wyrażenie za pomocą słów własnych emocji. Słowa te zastąpią wszystkie inne, pozajęzykowe, używane przez nas na co dzień sposoby poro- zumiewania się i ujawniania swoich sta- nów emocjonalnych.
(Edward I Artur)
[Od Redakcji: Publikowany tekst stanowi fragment pracy naukowej Życie przez V. Wiwisekcja, zaprezentowanej w kwiet- niu 2009 r. na liście dyskusyjnej Króles- twa Dreamlandu.]