|
|||||
Zwykłym
tekstem
Kilka uwag inspirowanych
Życiem przez V.
Zegary chodziły.
Bankomat wypłacał pieniądze.
- Thomas Glavinic.
1.
Bohater powieści Thomasa Glavinica Za sprawą nocy pewnego dnia budzi się do życia w świecie, który umarł. W nocy z Europy zniknęli ludzie - o czym dowia- dujemy się, towarzysząc Jonaszowi w beznadziejnych poszukiwaniach partnera rozmowy. Zagładę Stanów Zjednoczo- nych wymownie poświadcza wyświet- lająca błąd strona Yahoo. Zresztą sieć padła globalnie, któż mógłby lepiej pojąć grozę niemej przeglądarki niż my. Elektrownie pracują, benzyny jest pod dostatkiem, sklepowe półki uginają się od produktów. Infrastruktura wytrzyma znacznie dłużej niż ostatni człowiek na ziemi.
W Vanilla Sky Tom Cruise pędzi samo- chodem przez ulice Nowego Jorku. Po- zornie wszystko jest na swoim miejscu - miasto jest jednak puste, wymarłe. Przestrzeń pozbawiona najmniejszych śladów życia tchnie beznadzieją daleko bardziej niż ruiny.
2.
Istotę mikronacji Edward Krieg upatruje w kolektywnym opisie. "Mowa jest do- mem człowieka", pisał pewien myśliciel, choć Internetu znać nie mógł. Wypo- wiedzi performatywne, akty mowy - nie mamy na nie monopolu i pewnym jest dla mnie, jakkolwiek może to zabrzmieć karkołomnie, że i entelechie obywateli realu nie wyczerpują się na układaniu cegieł. Ręce wznoszą, ale nie budują. Język i opis nie stanowią o differentia specifica mikroncji.
Stutus ontologiczny tzw. rzeczywistości wirtualnej jest kłopotliwy, jeszcze więcej wątpliwości nasuwa metoda jego og- lądu. Cele, naturę zagadnień, przeciw- ności - badamy od środka, więc markując powagę i zatroskanie, bo nóż pracuje na żywym organizmie, czy raczej z zew- nątrz, a Dreamland jest dla nas jak ten koń utwardzony plastikiem, pocięty na plastry i wstawiony do galerii przez sza- lonego pseudoartystę? Innymi słowy: za- wieszamy dwuwartościową logikę, kon- wencje wiedeńskie i prawo rzymskie, i podejmujemy grę, umożliwiając sobie metafizykę, politologię, antropologię, li- teraturę. Albo czynimy z mikronacji ko- lejną platformę komunikacji, rozbudo- wane, pokręcone forum, jedno z wielu. Krieg zdaje się przyjmować drugą perspektywę: pisze o "nowych aspek-
tach naśladowania państwa realowego", otaczającej nas "drugiej rzeczywistości", wikła się w kłopotliwe uwagi na temat domniemanej równości internautów.
A tymczasem, jak mawiał krwiożerczy Maldoror: autonomia, albo niech zostanę zamieniony w hipopotama!
3.
Przecenia, przecenia się strony www, lekceważy plain text. Czyż wszyscy nie cierpimy na kompleks serwera, cierpliwe- go świadka naszych jałowych fascynacji? Serwer niewątpliwie jest, stąd wyolbrzy- miona obawa, że kiedy serwera zabrak- nie, a loginy i hasła trafią w ręce zbrod- niarzy - wirtualne państwo skończy się wraz z dogasającym monitorem. Von Thorn-Czekański (Monarchia a kraje wir- tualne, "Wandea Ludu" z 24.07.2008 r.) z "upadku stron i zniknięcia z sieci" czyni kres wirtualnej państwowości. Edward Krieg demonizuje rolę informatyków, "nowej klasy władców, (...) władców skryptów", przypisując im brzydkie inten- cje i moce zgoła półboskie. Społeczność opisu nie musi bać się przerw w dos- tawach prądu, nie tylko z uwagi na lojalność KSI. Nośniki są odtwarzalne. Polecając autorowi Życia przez V. lekturę dzieł Platona, zauważmy, iż metafizyka serwera oznacza bicie pokłonów menhi- rom i fazom księżyca. Zahartowani pop- kulturą, potrzebujemy czegoś mocniej- szego.
Jeśli serwer pozostaje w relacji meta- fizycznej do mikronacji, w jakiej relacji pozostaje do niej Komisja Arbitrażowa ws. Jugosławii?
4.
Granice naszego rezerwatu zostały roz- poznane. Zbyt wiele zostało opisane, nie ma komu konfabulować. Już nigdy, nig- dy nie będziemy składać dostawcy hos- tingu ofiar z ludzi, konfucjanizm nie zos- tanie doktryną popieraną przez państ-
wo. Konwencja jest znana i odporna na zmiany: Król to Król, nawet, jeśli ma nam niewiele do powiedzenia, zaś Dreamland to państwo prawa, w którym wulga- ryzmy są jedynie pikantnym urozmai- ceniem sezonu ogórkowego. Milcząc o wszystkich zdobyczach cywilizacji, który- mi rozporządzać nigdy nie będziemy, wybrykach intelektu, na które jesteśmy zbyt wygodni, doceńmy nasze umiarko- wanie. Mamy wszak swą koślawą, choć zacną obyczajowość; skromny zestaw użytecznych cnót i rzadko kiedy nazy- wanych po imieniu idei; mamy wreszcie język, który w rejestrach dolnych bywa płaski, w górnych popada w emfazę i wodolejestwo. Próby skażenia go obcy- mi wtrętami kończą się konfuzją i nie- smakiem.
Nie ma i nie będzie w Królestwie "towa- rzyszy".
5.
Czy uznajemy klasyczną definicję praw- dy? Zasadniczo, wolałbym pisać o web- landzkiej faunie. Czy mikronacja ma te- rytorium w sensie fizycznym, czy król dreamlandzki uznaje polską Konstytucję, że gmach Sądu Królestwa składa się z ciągu zer i jedynek zapisanego hen, na serwerze - są to sprawy mało ważne i beznadziejnie nieciekawe. Nie widzę po- trzeby uzasadniania, choć z pewnością przydałoby się nieco konsekwencji. Mik- ronacja, tak jak każda aktywność cudo- wnie nieużyteczna stadu, hermetyczna, napędzana jedynie wolnym czasem zain- teresowanych, tłumaczy się sama przez siebie - właśnie swą cudowną nieuży- tecznością.

Formalnie paralogizm to błędne rozumo- wanie obarczone nieświadomym błędem logicznym. Paralogia: rozumowanie po- dejmowane bez względu na popraw- ność, dodajmy: dla łaskotania w płatach czołowych mózgu.
Mikronacje: paralogia i autoteliczność.
6.
Afazja lub dysortografia to jedynie nie- możność, kresem mowy jest ustanie po- trzeby mówienia. Krieg, mając na myśli wymianę informacji, mówi o opisie, który stwierdza stan rzeczy, a nie o dyskusji, więc wymianie sądów.
Można opisać i zamilknąć, kiedy zda się sprawę ze wszystkiego.
(Medgar de Rama)