|
|||||
Dreamlandczyk Roku 2004: William Cromwell
Żywot Williama
Lata pacholęce i wiek dorastania
Nie będę się wysilał na patos, bo to domena Wiceprzewodniczącego naszej partii, a i mój stosunek do tego wszystkiego jest raczej lekki i zwiewny.
I znowu się zaczęło! Cóż za piękny i patetyczny najazd krucjatyczny na premiera Jasińskiego.
- William Cromwell
William Cromwell po raz pierwszy wychynął z odmętów wirtualnego niebytu 3 czerwca 2002 roku o godzinie 22.00 sekund 21. Już w tym miejscu obraz nieco się zamąca - Cromwell bowiem podpisywał się początkowo nie jako Crowmell, lecz jako Car, Cromwellem zaś stal się dopiero kilka miesięcy później, 26 listopada tegoż roku, po naniesieniu poprawek w swoim formularzu w CRM-ie.
Z Cara - Cromwell. Coś musiało stać się w ciągu tych paru miesięcy, coś na kształt niemalże przewrotu kartezjańskiego. Mimo to da się tu dostrzec pewną fundamentalną językową logikę. Chropawa melodyka obu nazwisk, słabo widzialna, ale jednak dająca się wyczuć nić estetycznej konsekwencji mogą świadczyć o tym, że już wtedy miał Mości William wewnętrznie spójny pomysł na samego siebie. Wybór patrona z pewnością nie był przypadkowy, obok tak wyraźnej aluzji nie da się przejść obojętnie. Lord Protektor, pierwszy w dziejach królewski morderca w majestacie prawa, przywódca i organizator antymonarszej opozycji, energiczny, choć bardzo surowo osądzony przez potomnych mąż stanu czasu stabilizacji wewnętrznej, pożeniony z zupełnie indyferentnym Williamem wydał na świat mieszankę wydzielającą intensywną woń torfowiska zrytego kopytami bojowych rumaków Żelaznobokiej jazdy. Swą działalnością Cromwell efektownie tchnął prawdziwe życie w pierwotnie martwy pseudonim.
Pierwsze olśnienia, pierwsze rozczarowania
Cromwell to ma tego swojego jobla.
- A.M., "Cromwellowski syf", "Trybuna dreamlandzka" nr 9
Najpierw zamieszkuje w Morlandzie, prawdopodobnie dopiero w 2004 roku przenosi się do Solardii, we wrześniu 2004 kończy solardyjską podstawówkę. Jeszcze w październiku 2003 w pełni zgadza się z Pavlem Svobodą w kwestii reform, jakie należy przeprowadzić, aby postawić na nogi jego ówczesną macierzystą prowincję, choć jednocześnie pośrednio zastrzega się:
Gratuluję Panie Hrabio wielu ciekawych [...] pomysłów. Z racji zbliżenia do lewicowych ideałów SPD będzie zawsze takie pomysły popierać. Już wkrótce zgoda pomiędzy Svobodą a Cromwellem stanie się zjawiskiem występującym w przyrodzie jedynie na zasadzie prawideł
statystyki. Svoboda i Cromwell: niemalże odwieczni oponenci. Gdzie leży punkt graniczny pomiędzy życzliwą obojętnością a organicznym resentymentem?
Odpowiedzi można próbować udzielić na podstawie 11 numeru "Trybuny dreamlandzkiej", gdzie Crowmell zarzuca Svobodzie, sprawującemu wówczas funkcję Ministra Spraw Zagranicznych, iż ten bez merytorycznego uzasadnienia odrzucił jego kandydaturę na stanowisko w korpusie dyplomatycznym. Zdarzenie miało miejsce w początkach 2004 roku. Czy to właśnie wtedy zrodziła się awersja Cromwella do pana na Kakutach, regularnością powstawania punktów zapalnych przekraczająca spór wyznaczany różnicami wyłącznie politycznymi? Cierń musiał utkwić głęboko. Socjaldemokrata, absolwent kierunku dyplomacja w Instytucie Politologii Uniwersytetu Królewskiego, zapamiętał swoją porażkę i jej sprawcę na tyle dobrze, ze wrócił do niej w trakcie sejmowej debaty o wyrażeniu wotum nieufności szefowi resortu spraw zagranicznych, którym wciąż był Svoboda, w grudniu zeszłego roku. Cromwell zarzucał mu wówczas między innymi dobieranie sobie współpracowników wedle klucza politycznego. Svoboda co prawda ustąpił, ale z własnej woli, Cromwell zaś musiał już wkrótce udać się na banicję.
Cromwell dyplomata: istotnie, niekoniecznie musiałoby to być najszczęśliwsze połączenie. Trybun ludowy prowadzący na barykady żądny darmowego zboża i oliwy tłum, Rejtan włochatą piersią powstrzymujący wroga ojczyzny przed podeptaniem jej symboli, sejmowy zapaśnik, partyjny ideolog - zaryzykujemy twierdzenie, że tu Cromwell mógłby się spełniać, i po części spełniał się, przy dużo bardziej zbilansowanym współczynniku stosowności osoby i miejsca. Co by nie powiedzieć, frak i protokół kłócą się z temperamentem królobójcy skłonnego do zgoła odległych od słownikowych wzorców retorycznych uniesień.
Blaski i cienie wieku średniego
W Trybunie o kulturze piszemy chyba po raz pierwszy (chamy jesteśmy przecież).
- Zimmerman, "Trybuna dreamlandzka" nr 8
Od początku pierwszej kadencji Izby Poselskiej (7 kwietnia 2003 roku) zasiada w ławach sejmowych współtworząc z Bartłomiejem Jasińskim Socjaldemokratyczny Klub Parlamentarny. W związku z uprawomocnieniem się wyroku w tzw. sprawie Jasińskiego jego mandat wygasa 15 grudnia 2004 roku. Cromwell to poseł często zabierający głos, mówi zwykle przyodziany w naprędce skrojony kostium podwórzowego rozrabiaki z niedbale wetkniętym w kieszeń patentem na prawdę. Zastanawiać się można, gdzie kończy się tu poza, a zaczyna kość i krew. To właśnie starannie reżyserowana albo po prostu wrodzona językowa niefrasobliwość stanie się Cromwella znakiem rozpoznawczym.
Razem z kolegami z SPD od listopada 2003 roku redaguje partyjny periodyk - "Trybunę dreamlandzką", której ostatni jak do tej pory, trzynasty numer, ukazał się w maju zeszłego roku.
"Trybuna" do dziś cieszy oko onieśmielonego jej rozmachem czytelnika. Crowmell pisuje zgrabne newsy, soczyste komentarze,
operuje konkretem i obrazkiem rodzajowym, jest też utalentowanym autorem sprawozdań prasowych z prac Izby Poselskiej, które w jego wydaniu zagęszczeniem akcji przypominają brazylijską teleoperę z dużą ilością konwulsyjnych ćwiczeń łóżkowych. Najprawdopodobniej to właśnie on popełnia słodko zalatujące jatką w letni dzień teksty podpisywane przez Partyjną Świnię.
W życiu publicznym walczy, zmaga się i kontestuje, u boku Bartłomieja Jasińskiego, ale również w pojedynkę. Obce są mu zasady pracy nóg, lubi boksować blisko i w zwarciu, argumentuje dosadnie i bez wdawania się w zbędne szczegóły, nie szczędzi sobie, a co gorsza również innym, własnego potu i śliny. Zdarza mu się konstruować podniosłe odezwy i oświadczenia, wyrażając radość w związku z zawarciem unii ekorrskiej czy też gratulując objęcia urzędu nowo powołanemu Premierowi.
Z siekiera w plecach
Dzisiejszy dzień to dzień tragiczny w sensie wirtualnie-wirtualnym.
Dobrze, że nie zaczynają latać garnki i widelce.
- William Cromwell
27 lipca 2004 roku Prokurator Generalny Edward Krieg przesyła do Sądu Królestwa akt oskarżenia w sprawie o posługiwanie się wielokrotnymi tożsamościami, skierowany również przeciwko Cromellowi. Wraz z przewodem sądowym rozpoczyna się kilkumiesięczny korowód oświadczeń i kontroskarżeń kierowanych przede wszystkim pod adresem Kriega, działacza konkurencyjnego do SPD Stronnictwa Federalnego. W międzyczasie Cromwell wybrany zostaje do Izby Poselskiej trzeciej kadencji.
Sprawa znajduje swój finał w połowie grudnia ubiegłego roku. Wraz z Marcinem Bohemą Cromwell zostaje skazany na odbycie kary banicji w wymiarze siedemnastu tygodni. Jeszcze kilkakrotnie po partyzancku zabiera głos na listach dyskusyjnych, po czym znika na dobre. Ponownie daje o sobie znać w końcu kwietnia tego roku, wraz z Marcinem Bohemą stając u boku renegata Bogusia.
cd. na str. 5