|
|||||
Ministra Rogacza jeremiada nad nieruchawością naszych polityków
Wybory?
Zdawać by się mogło, że polityka jest ostatnią z dziedzin życia wirtualnego państwa, która może zginąć. Zwłaszcza w pozbawionym systemu gospodarczego Dreamlandzie niewiele jest okazji do wykazania aktywności, a zapotrzebowanie na pracowników administracji publicznej utrzymuje się na wysokim poziomie.
Problem właśnie w tym, że sporo w Królestwie urzędników, za to polityków jak na lekarstwo. Już wybory uzupełniające do Izby Poselskiej pokazały zupełny brak zainteresowania własnym losem obywateli Dreamlandu. Bo czymże jest parlament, jeśli nie doskonałą okazja do samodecydowania o kształcie naszej wirtualnej ojczyzny? Widocznie nie tak jest postrzegana ta instytucja przez obywateli - i nie mówię tu o tych setkach istniejących jedynie w CRM, lecz o tych kilkudziesięciu, którzy świadomie uczestniczą w dreamlandzkim życiu.
Nadeszły w końcu kolejne wybory. Fakt, że nie znalazło się dostatecznie wielu kandydatów, by sprowokować jakąkolwiek walkę o elektorat, jest przygnębiający, jednak w naszych realiach zupełnie do przewidzenia. Zupełnym zaskoczeniem jest natomiast postawa tychże kandydatów, którzy z kampanii wyborczej w zdecydowanej większości urządzili sobie kpinę. Czy był to wyraz pewności siebie, czy może pospolite lenistwo? Żaden z kandydatów nie pokusił się o sformułowanie własnego programu - tu i ówdzie rozwieszono jedynie plakaty przypominające program partii i jej dokonania. Dobrze, że chociaż władze ugrupowań postanowiły wykonać część pracy za swoich przedstawicieli.
Swoją drogą trudno się dziwić aktorom naszej sceny politycznej, że nuży ich już nieco występowanie wciąż przed tą samą, skromną publicznością. W takiej sytuacji frekwencja na poziomie 50 głosów może być uznawana za swego rodzaju sukces - co słusznie zauważył Pavel Svoboda. Niemniej jednak nie można pozwolić, by taki styl polityki się utrwalił. Potrzeba nam krwi, potu i zażartej walki o każdy głos (na razie mamy od czasu do czasu namiastkę obrzucania się błotem - żałosne.
Osoby, które poczuły się w tym momencie urażone, powinny się zadumać nad sobą przez chwilę). Okazuje się, że istnieje wiele spraw, które dzielą opinię publiczną - ocena efektywności Senatu, relacje Dreamland - Wandystan, system gospodarczy. Dlaczego ten pluralizm poglądów nie znajduje wyraźnego odzwierciedlenia w Izbie Poselskiej?
Odnoszę niepokojące wrażenie, że naszym posłom (i obywatelom) brakuje wiary w to, że rzeczywiście mogą kształtować Dreamland w najważniejszych jego aspektach. Parlament stanowi wspaniałe narzędzie dla tych, którzy potrafią go użyć. Jednak aby czegoś dokonać, coś zmienić - trzeba mieć pomysł i przekonać do niego innych. O ile nie brakuje nam mówców, to mam wrażenie, że nie ma nikogo w Królestwie, kto miałby wizję kierunku rozwoju Królestwa na szczeblu federalnym (w prowincjach może wszyscy jak jeden mąż uważają, że obecny kierunek rozwoju jest właściwy).
Na poziomie prowincji dzieje się wiele, co udowodniła ostatnio Solardia, a jednak w parlamencie mamy tylko jednego Solardyjczyka. Wniosek jest prosty - łatwiej nam mobilizować się do działania na szczeblu prowincji, bo i na tym poziomie zadania są łatwiejsze - trzeba jednak zrozumieć, że wszystkie prowincje, jak sprawnie nie byłyby zarządzane, są w mniejszym lub większym stopniu zależne od administracji federalnej.
W interesie więc władz krajowych leży umieszczenie w ławach poselskich jak najwięcej własnych obywateli, co ułatwi przeforsowanie takich rozwiązań federalnych, które są zbieżne z linią polityki prowincji. W obecnej kadencji z zadania tego najlepiej wywiązała się Surmala, która posiada teraz większość parlamentarną i może pokusić się o odważniejsze działania (oczywiście posłowie muszą się jeszcze liczyć z Senatem).
Nie chodzi tutaj o takie pojmowanie sprawy, by dążyć do faworyzowania własnej prowincji - Senat zresztą i zapewne JKM także nie dopuszczą do takiej sytuacji. Jednak inicjatywy prowincji mają większe szanse powodzenia w przychylnym jej parlamencie - dziwne byłoby, gdyby Surmala tego nie wykorzystała.
Świadomie dzielę parlament ze względu na prowincje, a nie ze względu na ugrupowania, bo jak się wydaje, nie ma między nimi żadnych różnic programowych, które warto byłoby podkreślać. Chyba, że przedstawiciele partii wychodzą z założenia, że nie będą mówić o tym, co ich dzieli, ale o tym, co chcą robić. Może i słusznie, jednak mniej uważni obserwatorzy sceny politycznej potrzebują naświetlenia różnic między dostępnymi alternatywami. Teraz nie ma to tak kluczowego znaczenia, jednak jeżeli chcemy, żeby w przyszłości wybory były powszechne, to trzeba zabiegać o leniwych obywateli.
Przed posłami tej kadencji wiele zadań, często bardzo trudnych. Po tym niefortunnym początku dokładam jeszcze jedno - aktywizacja polityczna obywateli. Wierzę, że moje nawoływanie nie spowoduje urządzenia z Izby Poselskiej cyrku - nie tak należy bowiem zwracać uwagę opinii publicznej, lecz widocznymi efektami pracy. Niech wreszcie Dreamlandczycy przekonają się, co to znaczy decydować o przyszłości Królestwa. Niech uwierzą, że sami mogą próbować realizować w parlamencie własne pomysły - wszak zostały jeszcze wolne miejsca. To, czy po następnych wyborach znowu niektóre ławy pozostaną puste, zależy w dużej mierze od was, szanowni Panowie posłowie.
(Yelonek Rogacz)